10 moich weekendowych przyjemności

10 moich weekendowych przyjemności

“Oby do weekendu” – mówimy w poniedziałek, a tu jeszcze tyle dni, żeby trochę odetchnąć. Co prawda zaczynamy tydzień z naładowanymi bateriami, ale… Kiedy ten piątek? No kiedy?

Dla naszej rodzinki weekend to też nie lada relaks. Na całe dwa dni do domu zjeżdża tata, który na co dzień pracuje 170 km od nas, i to dopiero jest wydarzenie! Od razu nowa energia w domu. Nie zawsze pozytywna, jak to z facetami, ale coś się dzieje. Starsi chłopcy zaraz zaczynają snuć wspólne plany z ojcem, a Malutek biega wkoło i swoim dziecięcym głosikiem popiskuje “ta-ta, ta-ta”!

W weekend wszystko staje na głowie, robimy inne rzeczy, chcemy się zrelaksować, odpocząć, być daleko od szarości dnia powszedniego. Dla każdego odpoczynek znaczy co innego. Ja co prawda nie pracuję i “odpoczywam” w tygodniu, ale w sobotę i niedzielę nawet dla mnie czas płynie inaczej.

I tak, jak pewnie dla każdego z Was, są rzeczy, które w weekend sprawiają mi szczególną przyjemność. Oto 10 moich weekendowych przyjemności:

1. Dłuższy sen

Uwielbiam, kiedy w weekend nie dzwoni budzik w komórce. Kiedy mogę się obudzić trochę później i nie myśleć o tych wszystkich porannych rzeczach: śniadaniu, kanapkach do szkoły, żeby chłopcy wzięli w-f, żeby nie zapomnieli okularów, kluczyków i picia. W weekend nie muszę się spieszyć, żeby zawieźć dzieci na czas do szkoły. Budzik ma wolne. W dni powszednie dzwoni przez pół godziny, zanim wstanę. Przełączam go na drzemkę co pięć minut, aż przychodzi czas, kiedy już naprawdę muszę wstać, coś na siebie zarzucić i schodzić na dół. Prysznic po powrocie, i tak nie wychodzę z samochodu. Z lekka zaspana odpalam auto, lecz zwykle zaraz potem ciśnienie powyższa mi mój najstarszy syn, a bo to czegoś zapomniał, czegoś się nie nauczył lub potraktował temat po najmniejszej linii oporu. Więc te kilka minut dojazdu do szkoły przeznaczam na kazania umoralniające, po których już nie muszę pić kawy. A w weekend mam wolne od szkoły, od lekcji i porannego wkurzania się.

weekend

2. Kawa i książka w łóżku

To najlepsza chwila rano i chyba najlepsza weekendowa przyjemność. Kiedy na spokojnie wybudzam się ze snu, mąż i dzieci krzątają się w kuchni, często smażą naleśniki lub szykują inne smakołyki na śniadanie, a ja spokojnie mogę sobie poczytać. Nikt mnie nie goni, nikt nie przeszkadza, to chwila tylko dla mnie. Najstarszy syn nauczył się robić mi kawę i jest to najlepsza kawa, którą piję w tygodniu. Najlepsza, bo przyniesiona do łóżka przez mojego kochanego syna. Często leżąc sobie rano przeglądam Instagrama, Pinterest i Facebooka. Sprawdzam pocztę i Google Analitics. Ot, takie moje celebrowanie sobotnio – niedzielnych poranków. Chyba, że… przychodzi Malutek i zaczyna grzebać w mojej szufladzie w łazience i paluszkiem wygrzebywać szminkę. Albo jeszcze gorzej – wrzucać mokre chusteczki do kibelka. Tudzież średni syn, który jak z rękawa wytrzepuje mniej lub bardziej ważne dla niego pytania w stylu “Mamo, a co robisz?”, “Mamo, a co to za aplikacja?”, “Mamo, a….” i tak dalej, a ja zamiast czytać, koncentruję się na pytaniach, jakże skomplikowanych i wnoszących tyle do naszego życia…

weekend w łóżku

3. Sprzątanie

Tak, to brzmi głupio. Bo jak to? Kto lubi sprzątać? No, nikt przecież. Ja też nie. Czasem naprawdę trudno mi się do tego zabrać. Ale lubię ten porządek, który jest moim dziełem, ten błysk w łazience, czysty i pusty blat w kuchni. Lubię jak przez chwilę jest wszystko na swoim miejscu. Niestety do wieczora nie zostanie po tym śladu, ale przynajmniej na moment sobie nacieszę oko tym blaskiem.

4. Wspólne posiłki

Tylko w weekendy jemy wszyscy razem. Czasem śniadania przygotowujemy wspólnie z dziećmi. Wtedy kanapki, które sami sobie przygotują smakują o wiele lepiej i  choćby to był ogórek z musztardą nic się nie odzywam. Lubię też te śniadaniowe pogawędki o niczym i o wszystkim, żarciki naszych synów i nieporadne próby zjedzenia jajka z majonezem przez Małego.

Przeczytajcie tekst o przygotowywaniu śniadania razem z synami tu.

5. Spotkania z przyjaciółmi

Odkąd mamy dzieci, spotkania z przyjaciółmi odbywają się w domu. Spotkania przy kolacji i winku. Domówki. Rozmowy, śmiech i miłe chwile w dobrym towarzystwie. Wszyscy dobrze się znamy i wiele razy bawiliśmy się na różnych imprezach czy wyjazdach. Mamy wspólne powiedzonka, jakieś żarciki, tekścimy i grypsujemy i wszyscy wiedzą o co chodzi. To jest naprawdę mile spędzony czas.

6. Wycieczki za miasto

Jest kilka miejscówek, gdzie dobrze nam się spędza najczęściej niedzielne popołudnia. Mamy blisko góry, więc najczęściej tam jedziemy. Zawsze szukaliśmy jakiegoś domku w górach do kupienia albo ziemi. Tak, żeby mieć kawałek tych gór dla siebie. I kupiliśmy. Górę z lasem. Bez drogi wjazdowej i stromą jak diabli. Ale kiedy siedzę na samej górze i mam ten widok w 3D to już mi nic do szczęścia nie trzeba. Dzieci biegają samopas po łąkach, wśród pasących się krów, czasem przebiegnie jelonek goniony przez psa. Odpalamy grilla, rozwieszamy hamak i zrywamy poziomki. Czasem umawiamy się na obiad ze znajomymi w restauracji, gdzie podają pyszny żurek w chlebie i takie drugie dania, że po zjedzeniu nie mamy siły ruszyć ręką ani nogą. A tu do domu jeszcze trzeba wrócić!

Polecam do przeczytania historyjkę o naszym wypadzie w góry tu.

weekend góry

7. Krzątanie się w ogrodzie i w domu

Tak, można tak to powiedzieć. Wciąż mieszkamy na budowie. Wiedziałam, że jak się wprowadzimy do nieskończonego domu, to będziemy tak mieszkać latami. Bo zanim się to wszystko wykończy, miną długie miesiące albo i lata. Ale nie mieliśmy wyjścia, Mały się urodził i zabrakło nam miejsca w starym mieszkaniu. Teraz właśnie w soboty głównie robimy różne rzeczy przy domu albo w domu. Bo albo trzeba powiesić lampę, albo uruchomić jakiś sprzęt, albo posadzić kwiaty. I choć przy tym jest dużo pracy, to jak kolejny etap mamy za sobą, to jakby coraz bliżej jesteśmy końca tej budowy. I to nas cieszy bardzo.

8. Trochę ruchu na świeżym powietrzu

Kiedy starsi chłopcy byli już na tyle duzi, żeby samodzielnie jeździć rowerami, ucinaliśmy sobie takie rodzinne przejażdżki. Co prawda, przez następny dzień bolał mnie tyłek, ale satysfakcja była. Potem urodził się Malutek, nasza przyczepka już nie dożyła trzeciego potomka i wypisałam się z tych wycieczek, bo nie było co z Małym zrobić. Jednak ostatnio postanowiłam coś zrobić dla siebie i kupiłam sobie rolki. W tygodniu nie mam kiedy jeździć, ale na weekend z wielką przyjemnością. Mamy na osiedlu długą prostą uliczkę i na niej rozwijam skrzydła. A ponieważ umiem jeździć na łyżwach, nauka jazdy na rolkach poszła mi gładko. 

9. Zakupy

Lubię tak urwać się z domu bez Malutka z boku i pobuszować po sklepach. Kiedy jest mąż w domu, mogę sobie na to pozwolić. Szukam wtedy okazji, jakichś przecen, przymierzam tony różnych rzeczy i obkupiona w nowe ciuchy wracam cała szczęśliwa do domu. Szczęśliwa i zrelaksowana.

10. Fotografowanie

I to właśnie jest prawdziwy relaks dla mnie. Na przykład u sąsiada, który jeszcze jest w trakcie budowy, wyrosły piękne maki i rumianek, więc nic nikomu nie mówiąc, urwałam się ostatnio  za ogrodzenie, żeby fotografować te kwiaty. W domu o mało co wszystko się nie zawaliło, ale ja o tym nie wiedziałam. Byłam w innym świecie, tylko ja i kwiaty, niebo i słońce, kadr i obiektyw. Ach! Co za przyjemność!

weekend

I tak właśnie spędzam weekendy. Cieszę się z małych rzeczy, takich umilaczy, które sprawiają, że jest przyjemniej i inaczej niż w dni powszednie.

A wy? Co robicie w weekend?

  • Zazdroszczę 🙂 u nas parę punktów się pokrywa, bo na pozostałe czasu okazuje się być za mało. Najczęściej też mamy weekendy gospodarczo-wypoczynkowe, lubimy odkrywać nowe zakamarki w okolicy 🙂

  • mama

    od pewnego czasu czytam bloga i kurcze…. jakie nasze życie jest: mąż weekendowy, domek – nie wykończony, weekendy – ciężka praca w ogródku żeby jakoś doprowadzić to do ładu i składu. jedyna różnica – na razie jedna córcia 🙂

    • To łączę się z Tobą w bólu 🙂 Ale tak poważnie, to widzę, że wiele jest takich rodzin jak moja i Twoja. Taki znak czasów chyba. A jeśli chodzi o jedną córcię, to ten stan rzeczy możecie łatwo zmienić 🙂 Pozdrawiam i zapraszam do dalszego czytania!