12 rzeczy, bez których nie ruszam na wakacje

12 rzeczy, bez których nie ruszam na wakacje

Są rzeczy, bez których nie ruszam na wakacje. Niby takie banalne rzeczy, a jednak zdarzyło nam się ich nie zabrać. Zawsze ich brak przynosił mi dyskomfort, kłótnie i wzajemne pretensje, a czasem nawet kłopoty z policją. Dlatego przed wyjazdem robię szybki przegląd, czy wszystko ze sobą wzięłam, bo przygody w podróży są fajne, ale nie wtedy, kiedy czegoś nam brakuje.

Na wakacje czekamy zwykle cały rok. I choć robimy sobie wyjazdy na narty, majówki i długie weekendy, to te letnie są prawdziwym naładowaniem baterii. Przynajmniej dla mnie. Dlatego przygotowuję się do nich solidnie i nie ruszam się w podróż bez różnych przydatnych mi poza domem rzeczy. Są to ważne dokumenty, ale też części garderoby czy zwykłe czasoumilacze.

Oto moja lista:

1. Dokumenty


Czy można w ogóle zapomnieć dokumentów? Ano, można. Nie raz słyszałam historie, jak to się znajomi musieli wracać spod granicy albo inny lot wykupić, bo zapomnieli biletu, paszportów czy innych dokumentów. Nam też się to przytrafiło. Pojechaliśmy do Chorwacji, przejechaliśmy spokojnie wszystkie granice i przyjechaliśmy szczęśliwie na miejsce. Osiedliśmy, pozwiedzaliśmy okoliczne miasta i zachciało nam się jechać przez pół kraju oglądać jakieś jeziora czy park. Po drodze złapała nas policja. Podchodzi pan i prosi o dokumenty. Mąż wyciąga portfel, znajduje prawo jazdy i szuka dokumentów samochodu – dowodu rejestracyjnego i OC. I nie znalazł. Ale chłopina przypomniał sobie, że przecież samochodem przed wyjazdem jechał nie kto inny, tylko ja, we własnej osobie. Ale zaglądam do torebki i nic, nie ma tam żadnego dowodu rejestracyjnego i OC. Mąż chce mnie zabić wzrokiem, a ja drętwieję z nerwów, bo co teraz zrobić? Nie pytajcie, jak to mój małżonek załatwił, bo nie wiem, czy mogę tu o tym pisać, ale w końcu nas wypuścili i jeszcze ostrzegli przed kolejną kontrolą za 5 km.

Gwoli wytłumaczenia, korzystałam rzeczywiście z tego samochodu, bo w dniu wyjazdu przez pomyłkę zatankowałam benzynę zamiast olej do drugiego auta, no i musiałam wziąć samochód męża, bo tamtym zajechałam pod dom i już nie odpalił. Był tego ciąg dalszy, ale to na inny raz, fakt, że dokumenty zostały w innej torebce, o czym na śmierć zapomniałam i dopiero po przyjeździe przypadkiem odkryłam zgubę.

Oczywiście przez resztę wakacji mieliśmy dusze na ramieniu, szczególnie podczas powrotu i przekraczania granicy. Na szczęście nikt nas nie kontrolował, ale wyobraźcie sobie minę policjanta, który wyłapał nas w Austrii (a tam nie jest łatwo z policją) i zapytał jak to się stało, że nie mamy dokumentów od samochodu. Mąż, który mówi po niemiecku, jakoś mu to wytłumaczył, a pan zaglądał raz po raz to na mnie, to na dziecko, to na wanienkę, i nas w końcu przepuścił. Kosztowało to nas jednak kilkadziesiąt euro.

Zdarzyło nam się przekroczyć granicę bez dokumentów dzieci, na przykład będąc w górach, wyjechaliśmy niechcący do Czech, ale szybko zawróciliśmy, bo przypomniało mi się, że dzieci nie mają ze sobą paszportów. 

Jeśli chodzi o paszporty to czasem warto je zabrać, bo a nuż zachce nam się wyjechać do ościennego kraju na krótką wycieczkę, a to już będzie poza Unią Europejską. 

Oczywiście należy pamiętać o zrobieniu kopii dokumentów, co jest przydatne w razie kradzieży czy zagubienia.

Zatem przed wyjazdem sprawdzam:

  • wszystkie dokumenty (dowody lub paszporty)
  • ważność dokumentów
  • dokumenty od samochodu (przegląd techniczny, ważne ubezpieczenie)
  • bilety na samolot/ prom/ pociąg – czymkolwiek jedziecie (ważna też jest odprawa przed wylotem, najlepiej zrobić ją online, wtedy jest za darmo)
  • rezerwacje, umowy potwierdzające wynajem
  • mapki dojazdowe, kontakt z właścicielami wynajętej posesji
  • karty EKUZ, ubezpieczenie.

Do dokumentów zaliczę też karty, szczególnie kredytowe. Jeśli wypożyczacie auto, trzeba mieć wypukłą kartę, ze względu na blokady finansowe, które nakładają w formie zabezpieczenia firmy wynajmujące samochody.

 

2. Ubezpieczenie turystyczne i karty EKUZ


To kolejna ważna sprawa, o której staram się pamiętać. Zwykle nie zajmuje to dużo czasu. Karty EKUZ, ważne na terenie Unii Europejskiej, można wyrobić od ręki (przynajmniej we Wrocławiu) po wypełnieniu wniosku, a ubezpieczenie turystyczne można wykupić w dowolnym towarzystwie i także można to załatwić online. Jednak warto pamiętać o tym, że zawarcie takiej umowy już za granicą może być poprzedzane kilkoma dniami karencji. W zależności od towarzystwa, karencja trwa od 2- do 6 dni i przez ten okres nie przysługują świadczenia mimo zapłaconej składki. Warto o tym wiedzieć! 

Wyjeżdżając do Włoch w maju zapomniałam o ubezpieczeniu i możecie sobie wyobrazić, ile mnie nerwów ta niepewność kosztowała. Akurat dzieciaki się rozchorowały i wszyscy bardzo kaszleliśmy. Obawiałam się, że wyjazd skończy się wizytą u lekarza, co nie jest jakimś dużym wydatkiem, ale gdybyśmy mieli, nie daj Boże wypadek, mogłoby być finansowo bardzo źle.

Synkowi naszych znajomych przydarzył się okropny wypadek i to w pierwszym dniu po przyjeździe. Niestety, mały skoczył z dwumetrowego murku i złamał opie pięty. Wizyta w szpitalu była niezbędna, co zakończyło się zagipsowaniem obu nóg aż po uda. Karta więc się przydała. 

Warto również wspomnieć, że nie wszystkie szpitale respektują karty EKUZ i każą płacić za wizytę u lekarza. Nasi inni znajomi pomimo posiadania kart płacili 40 euro za poradę pediatry.

 

3. Lekarstwa


Lekarstwa to ważna część moich bagaży, szczególnie gdy jadę z dziećmi. Na wakacjach przecież może wydarzyć się wszystko i wtedy odpowiedni lek pod ręką może wiele pomóc i zaoszczędzić nerwów. Torbę z lekami mam więc wypełnioną po brzegi, bo a nuż się coś przyda. Zwykle zabieram ze sobą:

  • plastry, opatrunki i preparat odkażający (Octanisept)
  • lek na gorączkę i przeciwbólowy (Ibum, Paracetamol, Ibuprom)
  • syrop na kaszel, w tym przeciwkaszlowy (Mucosolvan, Sinecod)
  • spray na katar i wodę morską
  • spray na ból gardła (Tantum Verde, Neo Angin)
  • witaminy (Rutinoscorbin)
  • syrop na reakcje alergiczne (Clemastinum)
  • lek na dolegliwości  żołądkowo – jelitowe, takie jak biegunka, zaparcia, choroba lokomocyjna, wymioty  (Smecta, węgiel, probiotyk)
  • piankę na poparzenia (Penthenol)
  • maść na ukąszenia (Fenistil)
  • maść na opryszczkę, afty i z antybiotykiem (Dezaftan, Hascovir, Tribiotic)
  • termometr, pęsetę, nożyczki, Fridę do odciągania kataru, niekiedy inhalator
  • preparaty na owady (komary, kleszcze, muszki)
  • nitkę dentystyczną (raz nie zabrałam i miałam problemy)
  • leki stale przyjmowane przez kogoś z rodziny.

Ostatnio, też we Włoszech, nie miałam syropu przeciwkaszlowego i musiałam kupić w aptece. Było mi strasznie trudno, pomimo słownika internetowego, rozczytać się w ulotce, która była napisana po włosku.

 

4. Książka 


Książka na wakacjach to podstawa. Mam wtedy tyle czasu, żeby na dobre zaczytać się w lekturze, żeby posmakować powieść pełną piersią, żeby wniknąć w głowy bohaterów. Z książką idę na plażę, potem czytam w samochodzie, przed snem i w każdej wolnej chwili. Pod warunkiem, że jest wciągająca i po prostu fajna. Dlatego bardzo zastanawiam się nad kupnem odpowiedniej powieści, takiej, która mnie nie zawiedzie. I która starczy na cały wyjazd.

Często czytam tyle, że nie wystarczy mi jedna powieść i chwytam za gazety i książki innych członków naszej ekipy. Dobrze jest więc zabrać jeszcze jedną książkę na wszelki wypadek i tu sprawdzają się takie książki, na które nie ma czasu albo chęci – poradniki, podręczniki i wszystkie specjalistyczne wydania, które kupuję, a potem nie mam kiedy przeczytać. Na wakacjach, jeśli już nie mam co, przeczytam nawet poradnik. 

Czasem na wszelki wypadek ściągam sobie na komórkę audiobooka. Ale przyznam szczerze, że często mam z tym problem. Otóż, nie zawsze odpowiada mi lektor i często słuchanie powieści działa na mnie usypiająco. Taki mój urok.

Jak dotąd miałam szczęście do powieści, które czytałam na wakacjach. Jedne z fajniejszych opisałam w poście “Książki dla kobiet i o kobietach” i “Nie ma to jak książka, którą dobrze się czyta. Moich 10 najbardziej poczytnych autorów.”

 

5. Przewodnik


Przewodnik na wakacjach to podstawa. Czemu? Dlatego że to ogromna oszczędność czasu, przynajmniej dla takich turystów, jak my – dużo zwiedzających. Wyobraźcie sobie oglądanie zabytków przez wiedzy o nich. Wtedy są to zwykłe kościoły, stare budynki, ulice i miasta bez duszy. Nie wiadomo, co jest tu fajnego, wartego uwagi, czy są jakieś perełki, coś szczególnego, co nie widać na pierwszy rzut oka. I wtedy przydaje się przewodnik. Można zwiedzać z głową, nie błąkając się po ulicach, tylko idąc w miejsca najbardziej atrakcyjne dla turysty. Czasem też warto pójść troszkę w bok, ale o tym dobry przewodnik też powinien wspomnieć. Zwykle zabieram dwa przewodniki, najbardziej lubię wydania Pascala i Wiedzy i Życia.

Powiem Wam, że ostatni nasz wyjazd, ten do Szwajcarii, to był jeden z nielicznych wyjazdów bez przewodnika. Mieliśmy mało czasu, bo tylko cztery dni, i większość straciliśmy na dowiadywanie się o ceny, szukanie dróg dojazdu, połączeń i innych informacji, które pewnie byłyby zawarte w książce. Stwierdziłam, że to nie ma sensu i ostatni raz jadę bez przewodnika. Niestety, przed wyjazdem nie znalazłam w księgarni przewodnika po Szwajcarii.

 

6. Aplikacje


Aplikacje w telefonie to czasami skarb. Sama się o tym przekonałam, kiedy oszczędzając internet, miałam ściągnięte mapy do aplikacji Here i mogłam ich używać offline. Przydaje się to także, żeby zapisać miejsce parkowania samochodu. Będąc ostatnio w Lucernie, nie zapisałam miejsca postoju i wpadłam w wielką panikę, bo nie mogłam w gąszczu uliczek odnaleźć mojego auta. To było straszne przeżycie, ale na szczęście po pół godzinie krążenia, udało mi się namierzyć cel. 

Przydatne są też gry i różne aplikacje dla dzieci, które są jak znalazł podczas długiej podróży samochodem. Ja lubię Słowotok, a dla Malutka instaluję gry memory, puzzle i malowanki. Warto zainstalować także TripAdvisor, który jest kopalnią wiedzy na temat turystycznych atrakcji, miejsc i noclegów. Jeśli chodzi właśnie o noclegi, to moim zdaniem nic nie przebije Bookingu – w Szwajcarii wyszukiwaliśmy pobyty na bieżąco, będąc w danej lokalizacji, i korzystaliśmy z ofert specjalnych właśnie na Booking.com, dzięki którym było trochę taniej niż bezpośrednio w hotelu. 

Kiedy wracałam z La Palmy i spóźniony lot spowodował, że nie zdążyłam na połączenie do Berlina, bardzo przydała mi się aplikacja EasyJet, w której kupiłam kolejny bilet. Mogłam skorzystać z udostępnionych komputerów, ale nie miałam drobnych, żeby wrzucić do automatu, który je uruchamiał. Wtedy aplikacja mnie uratowała. 

Innym razem przydała mi się aplikacja bankowa z możliwością płacenia poprzez Blik. Ci z Was, którzy śledzą mój fanpage, pewnie czytali jak wybrałam się do Poznania bez portfela. W pierwszej chwili pomyślałam, że muszę wracać, bo co ja zrobię bez pieniędzy i kart? Jednak szybko mi się przypomniało, że mogę płacić telefonem za pomocą aplikacji, a telefon na szczęście wzięłam ze sobą.

Niezbędny dla mnie na wakacjach za granicą jest też słownik angielsko – polski. Najczęściej korzystam z Diki.

 

7. Ekwipunek na plażę


Jeśli wakacje, to koniecznie zabieram zabawki do piasku, żeby dzieci miały zajęcie na plaży, a ja zasłużony odpoczynek. W tamtym roku pojechaliśmy tylko z dwoma łopatkami i w dodatku mąż mój zostawił je na parkingu, więc dzieci nie miały się czym bawić i ciągle był z tym problem. W tym roku zaopatrzyłam się w odpowiednie gadżety i różne super narzędzia, więc chłopcy naprawdę mają w czym wybrać. Zresztą, zobaczcie sami w poście: Zabawki do piasku dla małych budowniczych.

Jednak na plaży chyba najważniejszy jest parasol. Bez tego, szczególnie na południu Europy, nie sposób wytrzymać. Jeśli go nie mamy ze sobą, w końcu nadchodzi ten moment, że kupujemy od handlarza. Słońce na plaży jest naprawdę męczące i szkoda naszego zdrowia, żeby leżeć i smażyć się jak na patelni.

Fajnym gadżetem, który dopiero niedawno sobie kupiliśmy jest leżak na kółkach, który po złożeniu jest wygodnym wózkiem. Można dzięki niemu wygodnie przewieźć wszystkie foremki, jedzenie, picie, koc i kapelutek mamy, nie męcząc się przy tym zbytnio. Inne gadżetu na plażę znajdziecie we wpisie Gadżety plażowe, które warto zabrać na wakacje.

Obowiązkowo zabieramy też koc plażowy z odpowiednią foliową podpinką, dzięki której nie przyczepia się do niego piasek i w miarę czysto jest potem w samochodzie.

 

8. Kosmetyki i zabiegi kosmetyczne


Są dwie rzeczy, bez których nie wyjeżdżam. Lakier do włosów Silhouette Schwarzkopfa, który, moim zdaniem, jako jeden z nielicznych naprawdę utrzymuje fryzurę, i suszarko-lokówka obrotowa, która sama się kręci i ułożenie włosów jest bardzo wygodne. Z kosmetyków zabieram również zestaw do paznokci (żel i lakier hybrydowy oraz lampę), bo nie daj Boże odpadnie paznokieć albo się złamie albo lakier ukruszy – takiego dyskomfortu nie życzę żadnej kobiecie. W wersji samolotowej biorę zwykły lakier w tym samym kolorze, co hybryda i w momencie jakiegoś wypadku korzystam z tego, co mam. Zwykle nie dzieje się nic, ale miałam już taki wyjazd, że szukając czegoś w aucie złamałam paznokieć i wkurzało mnie to niemiłosiernie przez cały pobyt na wakacjach.

Na letnim urlopie oczywiście ważne są też kremy z filtrami 30 i 50, balsam do ciała, bo skóra sucha po morskich kąpielach, krem do rąk i stóp – z tego samego powodu, oraz zwykłe, codzienne kosmetyki, które używam każdego dnia. Staram się nie zapomnieć ładowarki do szczoteczki elektrycznej, bo po kilku dniach zwyczajnie nie działa.

Przed wyjazdem przygotowuję się również, żeby dobrze wyglądać i nie męczyć się malowaniem czy układaniem włosów. Robię więc paznokcie (obowiązkowa hybryda), idę do fryzjera, często  przyklejam rzęsy, żeby ładnie wyglądać bez makijażu i robię sobie botox na czoło, na którym zdążyła mi się zrobić brzydka lwia zmarszczka, z którą okropnie wyglądam na zdjęciach. Niestety, jak dotąd, nie udało mi się zadbać o figurę przed wyjazdem, w związku z tym wszystkie te powyższe zabiegi tracą na wartości, kiedy ubieram strój kąpielowy, bo nic już nie uratuje tego dramatu, które wystawiam na światło dzienne. 

 

9. Odpowiednie ubranie


Odpowiednie ubranie, dostosowane do temperatury i sposobu spędzania wolnego czasu to podstawa. Na wakacje do Norwegii ubrałam się inaczej niż do Włoch. Na wiosnę inaczej niż w w pełnię wakacji. Zawsze jednak zabieram część ciuchów wygodnych i łatwych do skompletowania z innymi częściami garderoby. Tak, żeby z stosunkowo małej ilości ubrań skomponować jak najwięcej outfitów. 

Zawsze zabieram też jakąś elegancką sukienkę, a bo może mężowi zechce się zrobić mi zdjęcia na tle zachodzącego słońca, więc wtedy lepiej ubrać coś ładnego niż spodenki i koszulkę. Poza tym na pewno w zestawie ubrań znajdą się wygodne buty do dłuższych spacerów po mieście. Gdy w miejscu, w którym się zatrzymamy, jest kamienne wybrzeże, zabieram ze sobą specjalne obuwie do wody. Poza tym oczywiście nieśmiertelne japonki i klapki.

Do rzeczy, które zawsze pakuję do walizki, zaliczam też okulary, bez których nie wyobrażam wakacji, kapelusz, sukienki plażowe i kilka fajnych kostiumów. 

10. Przybory codziennego użytku


Ponieważ zwykle na wakacje wynajmujemy domy (o tym, dlaczego nie lubię hoteli), muszę zabrać ze sobą wiele dodatkowych rzeczy, które nie zawsze są na wyposażeniu posesji. Płyn do naczyń, tabletki do zmywarki, papier toaletowy, jedzenie, kawa herbata, przyprawy, to tylko niektóre składniki naszego ekwipunku. Rzadko, ale czasem się zdarza, że muszę zabrać pościel i ręczniki. Ważna rzecz za granicą, o której zawsze zapominam, to adapter do wtyczek. Niestety, często spotykam inne gniazdka niż w Polsce i o ile wąskie wtyczki wejdą, to te z uziemieniem są za duże. Podczas wyjazdów wiosną lub nad morze często przydaje się grzejniczek, czyli nieoceniona farelka, która w łazience daje upragnione ciepło.

 

11. Telefon, aparat i akcesoria


Z każdych wakacji przywożę miliony zdjęć, nic więc dziwnego, że dbam o to, żeby zabrać wszystko, co potrzeba. Sprawdzam aparat i czyszczę go. Sprawdzam karty SD i usuwam zbędne pliki. Pakuję ładowarki i zwracam na to szczególną uwagę, bo raz zapomniałam zabrać ładowarki i zdziwiłam się bardzo, gdy się okazało, że każdy Nikon ma inną ładowarkę. Z kolei mój telefon miał uszkodzony obiektyw i naprawdę miałam problem ze zrobieniem ładnych zdjęć. Nie mówiąc o tysiącu wymówek, które na mnie spadły od mojej drugiej połówki.

Problemem może być też zapełniona zdjęciami, których nie zrzuciliśmy do komputera, albo uszkodzona karta. Warto więc zabrać ze sobą przenośny dysk i komputer, a także zapasową kartę pamięci, żeby na bieżąco porządkować zdjęcia i usuwać te, które się nie udały. Po urlopie będzie jak znalazł!

Niektórzy zabierają na wakacje dwa telefony, żeby na miejscu używać miejscowej karty sim, co jest przydatne ze względu na dostępność internetu. Ja jeszcze tego nie praktykowałam, ale zabieram ze sobą w tym roku power bank, bo wyładowany telefon może być czasami problemem, jeśli naprawdę potrzebujemy z kimś się pilnie skontaktować lub znaleźć coś w internecie.

Bardzo przydatnym urządzeniem, szczególnie dla tych, którzy przemierzają kilometry samochodem, jest kamerka samochodowa. Wszystkie ciekawe etapy podróży zostaną na pewno uwiecznione.

A CB radio? Super sprawa, gdy jedziemy grupą przyjaciół. Za granicą nikt nie używa tego typu sprzętu do ostrzegania przed korkami, ale między znajomymi, którzy jadą w bliskiej odległości, może być świetnym sposobem na szybką i bezpłatną komunikację.

 

12. Dwa stałe elementy, bez których na pewno nie ruszę się na wakacje!


Na koniec wymienię chyba najważniejsze elementy naszych wakacji, bez których nigdy nie wyjeżdżam. Jest to dobry humor i dobre towarzystwo – z takim składem naprawdę można spędzić super wakacje, czego i Wam życzę!

 

  • Michalina Truteń

    Ja siedzę w pracy i teraz sobie uświadomiłam, że zapomniałam wziąć kurtki… na szczęście mam składaną przeciwdeszczową, mam nadzieję że pogoda będzie znośna!

    Pozdrawiam wszystkich, i zapraszam do mnie.