Asia! Mały płacze!

Asia! Mały płacze!

To była chyba 1.00 w nocy, akurat skończył się film i postanowiłam pójść spać. W łazience włączyłam sobie wentylatorek, ogarnęło mnie błogie ciepło i  siadając na kibelek włączyłam internet w komórce. Trochę się oderwałam od rzeczywistości, zresztą szum grzejnika zagłuszył wszelkie odgłosy z zewnątrz. No cóż, o tej porze wszyscy śpią, starsze dzieci, malutek, mąż… Nagle podskoczyłam , bo oto, o 1.00 w nocy dzwoni do mnie telefon! O w mordę, zdumiona patrzę, kto się dobija o tej porze i oczom nie wierzę, bo widzę, że to mój mąż! A gdzież on o tej porze się podziewa?! Wyszedł? Kiedy? Pytania kotłują mi się po głowie, ale odbieram:

– Halo…?
– Mały płacze… – wymamrotał zaspany głos z sypialni obok.

„No niech cię gęś kopnie”, myślę sobie, ale idę, bo mały rzeczywiście drze się w niebogłosy. Niestety, nic mnie to nie uczy, bo w którąś  noc, kiedy zasnęłam głębokim snem, pośród ciemnego niebytu budzi mnie pełen zatroskania szept:

– Asia! Mały płacze!

Zrywam się jak poparzona –  przecież mały płacze, trzeba go poratować!  Lecę zaćmiona snem, z odciśniętą na policzku poduszką, po omacku. Oby  tylko się nie obudził na dobre – myślę przez sen, bo nie mam ochoty usypiać go w środku nocy! Natychmiast osiągam trzeźwość umysłu, bo niestety nie mogę znaleźć smoczka. Szukam po omacku w pieleszach i pod łóżeczkiem i nie ma, kurna,  a mały płacze. Po chwili znajduje się pod poduszką. Dobra, sytuacja opanowana, smok, szmatka do przytulania i mały śpi. W drodze powrotnej obijam się głową o framugę i wtedy wraca świadomość: a co to, mały ojca nie ma?  Już chcę sponiewierać mojego małżonka, ale niestety! Nie ma z kim gadać, bo chrapie w najlepsze delektując się snem. Ja natomiast miotam się prawie do rana nie mogąc zasnąć.

Następnym razem hasło „Asia, mały płacze” słyszę kiedy siedzę sobie wieczorkiem przy komputerze, i popijam wino. Mąż pochłonięty akcją „dobrej strzelanki” przypomina mi zza kanapy, gdzie jest moje miejsce. Wyrywam do przodu, ale w połowie drogi orientuję się, że ktoś tu robi za jelenia! A konkretnie moja skromna osoba! To ja, jak ta Chinka zgięta w pół, tuptam na górę do małego, a ten padalec leży i ogląda film? O, nie!

– Idź ty, przecież jesteś ojcem! Ja nie wiem, co to w ogóle za hasło jest:  „Asia, mały płacze”!
– Bo ja jak pójdę, to nie wiem, co robię nie tak, ale mały nie zasypia! – marudzi, ale idzie.

Za chwilę słyszę jak się miota po pokoju i nie może znaleźć smoczka.  Mi żyłka na szyi o mało nie pęknie z nerwów, ale wierzę, że mu się uda, w końcu jaka w tym filozofia? Poszukiwania niestety nie dają rezultatu, bo zapala górne światło, słyszę jak  mały się rozbudza i za chwilę, szlag by to trafił, schodzą obaj na dół.

– Czyś ty zwariował? Jedenasta godzina a mały tu się kreci?
– Rozbudził się i nie chciał spać… – no tak i teraz się martw babo.

Mały wypuszczony NATYCHMIAST leci z płaczem do mnie i wspina się, żeby wziąć go na kolana. Biorę, ale w następnej chwili już mam wszystko poprzestawiane w komputerze. Ja z dzieckiem na kolanach, a stary? Nieobecny, ogląda w najlepsze, akcja wciągnęła go na dobre. No super, to sobie dobrze zrobiłam! Mały oczywiście wisi na mnie jeszcze przez godzinę, co sprawia, że mam super udany wieczór, wspaniały relaks i błogi spokój. Jakimś cudem udaje mi się go położyć spać chwilę po północy i dopiero wtedy mam wolne i chwilę odpoczynku.

Od tego wieczora, jak ta Chinka zgięta w pół, lecę na górę i się słowem nie odzywam!