Bajki dla dorosłych dzieci

Bajki dla dorosłych dzieci

Kiedy spoglądam czasem na to, co oglądają moje dzieci, mam wrażenie, że są to bajki dla dorosłych dzieci. Mówię “dorosłych”, bo to tak, jakby się oglądało “Szklaną pułapkę” albo “American Pie”, tylko w wersji animowanej. Po ostatniej wizycie w kinie, muszę chyba dokładniej przyjrzeć się, co podają producenci filmowi pod hasłem “animacja, familijny, komedia”.

Zastanawiam się czasem co się jeszcze musi wydarzyć w tych bajkach, żeby było to atrakcyjne dla naszych maluchów. Tyle już tam wątków sensacyjnych, pościgów i strzelanek, że czasem nie wiem, jaki film będzie dla nich porywający i interesujący, kiedy dorosną?

Ogólnie nie oglądam bajek z dziećmi, nie lubię i raczej nie wybrałabym się do kina na nowy animowany przebój, będący rzekomo propozycją dla dzieci. Mój mąż też nie podziela zachwytu niektórych dorosłych “Pingwinami z Madagaskaru” czy “Shrekiem”. Wyjątkiem była animacja “Watcy móch”, która według mnie była hitem, ale była skierowana ewidentnie do dorosłych.

Kiedy obecnie oglądam amerykańskie produkcje, czasami mam niestety wrażenie, że autorzy chcieliby połączyć w jednym bajkę dla dorosłych i dla dzieci. Czasem, kiedy słyszę teksty ze “Shreka” na przykład, śmieję się ja i śmieją się moje dzieci. Ale każdy z nas rozumie to inaczej i śmieje się w rezultacie z czegoś innego. A może nie jest to wcale zła idea? Dzieci śmieją się ze śmiesznego osiołka, a my, dorośli, z charakterystycznych tekstów? I wszyscy się dobrze bawią?

Nie zawsze uważam, że propozycje, które są skierowane niby do dzieci, one właśnie powinny oglądać bez ograniczeń wiekowych. Taka właśnie refleksja mnie dopadła po obejrzeniu ostatniej części “Minionków”, na które poszliśmy dzięki biletom otrzymanym w prezencie.

Towarzystwo w kinie było mieszane: i dzieci, i rodzice tychże dzieci, i młodzież, i maluchy. Każdy zaśmiewał się po pachy. Jakże by nie! Czego wszak tam nie było! Strzelanie, wybuchy, pościgi, zła Skarlet, która wysłała biedne Minionki na tortury, gołe tyłki w stringach i różne wymyślne narzędzia ułatwiające kradzież korony. Prawdę mówiąc, cały czas coś się działo. Cały czas na ekranie była jakaś akcja rodem z tanich filmów sensacyjnych i mnóstwo, mnóstwo gagów wywołujących salwy śmiechu. Po wyjściu z kina zastanawiałam się, czy moje dzieci zasną tego wieczora. 

Żeby nie było wątpliwości, zapytałam ich, czy zauważyli ile tam było przemocy. Nie zauważyli. Ot co. Znaczy, tyle naoglądali się podobnych niby – bajek, że nie widzą tu nic dziwnego, nie zastanawia ich, że jak na kogoś spadnie żyrandol, to raczej nie powinien wyjść z tego cało. To jest norma, znak czasów i pytanie do nas, rodziców, czy powinniśmy pozwalać, żeby media faszerowały dzieci tego typu bodźcami.

Ogólnie rzecz biorąc, same Minionki spodobały mi się. Sympatyczne, śmieszne stworzonka, które od razu wzbudzają sympatię. Myślę tylko, że autorzy zepsuli fajny pomysł na bajkę niepotrzebnym nawałem efektów specjalnych rodem z filmów nadawanych przez niszowe telewizje. Zamiast uczyć dzieci wrażliwości, wysmakowania w sztuce filmowej, uczymy ich powierzchownego odbierania treści. Oby było dużo ognia, amunicji i bohater, który jako jedyny ratuje cały świat przed zagładą i już jest gotowy materiał na hit i dobrą sprzedaż.

A może jestem przewrażliwiona i się tylko czepiam? No nie wiem, mnie ta bajka nie bawiła. Wolę bardziej kino na wyższym poziomie. No, oprócz polskich seriali, które oglądam namiętnie, choć nie są zbyt ambitne – przeczytacie o tym tu.

Wskakujcie na mój profil na Pinterest – tam powstała właśnie tablica, na którą przypięłam filmy animowane dla dzieci. Czego tam brakuje, a co uważacie, że nie jest odpowiednie dla maluchów? 

Ciekawa jestem Waszego zdania. Jakie bajki pozwalacie oglądać swoim maluchom? Czy są to takie animacje, jakie pamiętamy z dzieciństwa, czy może bardziej zaawansowane, typu “Pokemony” i inne japońskie wynalazki? Co oglądają Wasze starsze dzieci? Podzielcie się swoimi propozycjami!