Dzieci jadą na ferie zimowe – nie mogę się doczekać!

Dzieci jadą na ferie zimowe – nie mogę się doczekać!

Przyznajcie się – już nie możecie się doczekać, kiedy wasze dzieciaki wyjadą na ferie zimowe! Już przebieracie nogami, zacieracie ręce i snujecie milion planów, co zrobicie, kiedy ich nie będzie? Ja też tak robię, bo wiem, że za chwil parę zrzucę okowy i poczuję się wolna jak ptak!

 

Moje wielkie plany na ferie zimowe


Po trudach nauki, po znoju z odrabianiem lekcji, codziennej rutynie – tak, czekam na te dwa tygodnie wolnego jak na zbawienie! Układam sobie w głowie, co zrobię w tej błogiej ciszy, która mnie otoczy, ile zaległych metrów kwadratowych posprzątam, ile zrobię projektów DIY, które tak mi się podobały i ile godzin się wyśpię. Na półce czekają nieprzeczytane gazety, okna by się przydało umyć, pozałatwiać wszystkie niezałatwione sprawy. Zasiąść do komputera, napisać reklamacje, opłacić rachunki, odpisać na maile… Tak, to wszystko zrobię jak małolaty pojadą na ferie. 

Już widzę się jak pełna energii rzucam się w wir prac domowych. Tak, od dziś działanie to moje drugie imię! Nie zmarnuję ani minuty, wycisnę ile się da i z satysfakcją osiągnę zamierzone cele. Postawię ze sto ptaszków na liście zadań “To do”, wszak tyle mam do zrobienia!

Bo jednak, co tu dużo mówić, kiedy jest trójka dzieci na głowie to na nic nie ma czasu. Czasem mam wrażenie, że płyta z filmem z mojego życia zacięła się i wraca ciągle w to samo miejsce. Codzienny plan, rutyna, te same teksty: “umyj zęby”, “zrób lekcje”, “idź się wykąp”, wciąż te same czynności… Dzień Świstaka, który skończy się za jakieś dwadzieścia lat. Akurat wtedy, kiedy będę musiała kupić sobie balkonik i zapisać się na uniwersytet trzeciego wieku.

Tak, czekam na ferie, chcę tego luzu i braku codziennych obowiązków! Chcę nareszcie zrobić coś innego, coś dla siebie, takie wielkie, specjalne coś. Tylko…

 

Bez dzieci nic się nie chce


Pierwszego dnia postanawiam odpocząć. Siedzę jak królowa z gorącą herbatą w ręku. Kot zawija się w kłębek na moich kolanach, w kominku trzaska ogień. Błogość wprost mnie osłabia. Tyle mam planów, ale jakoś nie mogę się zmobilizować. Nikt nie każe mi wstać i nikt nie popędza, leniwie sączę earl greya i nic nie muszę. Osiągam fazę zen, obcy mi dotąd spokój umysłu. Nie drę kopary i nie biadolę tych wszystkich wytartych frazesów, których sama już nie mogę słuchać. Mam czysty blat, ławę i podłogę. Wersal.

Uświadamiam sobie, że tak jest mi dobrze. Nie mam obowiązków. Snuję się po domu z kąta w kąt i bardziej mi się nie chce niż jak są dzieci. Już wiem, że nic nie zrobię. Patrzę w okno wysokie na trzy metry i zdaję sobie sprawę, że skoro jest tak wcześnie ciemno, to w zasadzie i tak przez pół dnia nic przez nie nie zobaczę. Zadowolona ze swoich obserwacji oddycham z ulgą. Skakanie po drabinie i wywijanie metrową ściągaczką do szyb to ostatnia rzecz, którą pragnę zrobić. Chyba kupię firanki po prostu.

Po kilku dniach brakuje mi okrzyków, pisków radości i nawet marudzenia. Wszystkie sprawy jak były niezałatwione tak są, a czas mija jakby dwa razy szybciej. Z tego wszystkiego jadę na shopping. Zarzucam ogromną, modną torbę na łokieć, róż i szminkę, a także eleganckie botki i już jestem w galerii. Oczy mi się świecą od atrakcji, wiem, że za chwilę kupię sobie tonę fajnych ciuchów połowę tańszych niż zwykle. Od czasu do czasu tylko wychodzę nagle ze sklepu i nerwowo rozglądam się wokoło, by zorientować się po chwili, że dzieci są na feriach i nie muszę ich szukać wśród tłumu ludzi. Co prawda, kiedy wyciągam portfel przy kasie, z mojej torby wylatuje mi pielucha, ale na szczęście nikt nie zauważa. Po godzinie chodzenia od sklepu do sklepu wiem, że nic nie wyjdzie z wielkich zakupów, bo już po przecenach. Kupuję więc jakąś ostatnią bluzkę, która jako jedyna jest w moim rozmiarze i wracam do domu, bo od botków bolą mnie stopy i zaczynam utykać.

W domu pusto, ciemno i cisza. Jak w kostnicy. Trochę dziwnie się czuję, kiedy nie słyszę “Mama, tam!”, co oznacza, że będę musiała wstać i pomóc Malutkowi wejść na stryszek, gdzie już są jego bracia. Za pięć minut będę musiała zrobić to samo, tylko w odwrotnej kolejności. Kiedy nie słyszę trzaskania drzwiami i okrzyków braterskiej miłości “Zamknij się, ty pedale!” lub “Wal się, debilu!”. Brakuje mi też rozmów z najstarszym synem, tych konkluzji w stylu “Trudno!” lub “Bez sensu!”, które wprost dodają mi skrzydeł w trudach wychowywania mojego pierworodnego. 

Przychodzi w końcu chwila, że zaczynam się martwić o tych moich drani. Czy babcia nie pozwala zbyt dużo siedzieć przy tablecie albo oglądać bajek. A gdy któryś jest na obozie, czy umył zęby, ubrał świeże majtki i czy nie pogubił ciuchów. Czy ktoś mu krzywdy nie zrobił. Im więcej myślę, tym fantazja podpowiada coraz bardziej czarne scenariusze. Wątpliwości kołaczą się po głowie, a telefon parzy w rękę. 

Ale nie, nie dzwonię. Zatęsknijmy do siebie. Odpocznijmy od siebie. Niech chłopcy poczują luz, a ja odrobinę swobody.

 

Odpoczynek dobrze mi zrobi


Kiedy jestem sama, odpoczywam. Lubię te rozwleczone w czasie popołudnia, lubię się nie spieszyć i zastanawiam się jak to było, gdy nie byłam mamą. Marszczę czoło próbując przypomnieć sobie te zamierzchłe czasy, kiedy mieszkałam sama i moim głównym zadaniem było umówić się na weekend na jakąś imprezę. Obrazy te są jednak już za tak gęstą mgłą, że w ogóle nie pamiętam tego uczucia braku odpowiedzialności za kogoś. Bo pomimo że chłopaków nie ma, myślę o nich każdego dnia. Tęsknię i martwię się. I cieszę się z ich powrotu.

Ale do tego momentu bezkarnie się wynudzę, pogapię w sufit i posiedzę w łazience bez towarzystwa. I nikt mi w tym nie przeszkodzi i nie rozliczy!

A po dwóch tygodniach…

Dzieci wrócą uśmiechnięte i stęsknione, a ja wypoczęta i zrelaksowana zepnę poślady, włączę piąty bieg i ruszę do swoich zajęć! 

O wyjeździe na ferie zimowe moich dzieci piszę też we wpisie “Pełne obroty, czyli dzieci wracają z ferii”.

A wy macie jakieś plany, kiedy dzieci wyjadą na ferie zimowe?

 

  • Dzieci mamy w domu ale i tak fajnie, bo nie trzeba się zrywać rano do szkoły, przedszkola:)

    • domnaglowie

      Wyspać się to też luksus, więc wykorzystajcie ferie, żeby sobie dłużej pospać. Choć z dziećmi to różnie bywa, jak nie trzeba to wstaną o 6 rano 🙂

  • kobieta(nie)pracujaca

    Moja córeczka jest jeszcze za mała i nie wyjeżdża na ferie, ale czytając twój wpis (część o shoppingu) przypomniało mi się jak ostatnio sama wyszłam do galerii na zakupy i po godzinie chodzenia zdałam sobie sprawę, że wchodze tylko do sklepów z ubrankami i rzeczami dla dzieci 🙂 Po powrocie do domu miałam pełna torbę ubrań dla dziecka, a dla siebie nic nie kupiłam 🙂

    • domnaglowie

      U mnie wszystkie ciuchy chłopcom kupuje babcia, więc na zakupach skupiam się na sobie. Jednak czasem brakuje mi tej przyjemności kupowania ciuszków dla dzieci.

  • anetaM

    My wszyscy jedziemy w tym roku, ale z małymi też może być fajnie 🙂 Będą narty biegowe, zwiedzanie okolicy, mieszkanie w starym dworku, wszystko na cudownych Kaszubach w Lisewskim Dworze. A jako że córeczki jeszcze nie mieszkały w czymś z historią, bardzo się cieszą na wizję być dwórkami ;P