Gdzie są moje majtki?

Gdzie są moje majtki?

“Kochanie, gdzie są moje majtki?”, “Nie widziałaś mojej koszulki w paski?”, “Mamo, gdzie jest mój ludzik z włócznią i czapką Indiany Janes?” – znacie to? A najlepsze: 6.00 rano “Asia, nie widziałaś faktury za prąd? Ile tam trzeba zapłacić?”. Czasem się zastanawiam czy wszyscy faceci tak mają. Nigdy nie wiedzą gdzie co jest, a nawet gdy im się to dokładnie powie, to i tak nie mogą znaleźć. Jednak, kiedy rozmawiam o tym z koleżankami, okazuje się, że jest to nader częsta przypadłość, żeby nie powiedzieć, że defekt rodzaju męskiego. Niestety, mieszkam z czterema facetami i bez względu na wiek i doświadczenie życiowe, u każdego jest tak samo!

Tego dnia wstałam późno, chyba o 7.15. Ale zwykle nie ma problemu ze wstawaniem, chłopaki szybko się otrzepują ze snu, schodzą na dół, jedzą śniadanko i już lecimy do szkoły. Tym razem jednak najstarszemu szło jak po grudzie. Zdenerwowany kopał wszystko, co leżało na ziemi, jęczał i miauczał, co doprawdy doprowadza mnie do szału. 

– Co się dzieje? – pytam na razie łagodnie, chcę załagodzić sytuację.
– Nie mam spodni…
– No jak nie masz, są tu jakieś! Ubieraj się szybciutko i złaź na dół!

Jeszcze spojrzałam na średniego i już byłam w kuchni grzać mleczko na śniadanie. Lecz za chwilę słyszę:

– Mamooooo!! Nie mam majtek!!!!
– To weź te nowe, co ci kupiłam i nie chciałeś. Leżą u twojego brata w garderobie! – krzyczę w przestrzeń nad schodami.

W tym momencie słyszę, że malutek się obudził. Wyłączam mleko i już jestem u niego i go ubieram.

– Mamooo!! Tu nie ma tych majtek!!

O, Jezu, ty to słyszysz i nie grzmisz! 

– Jak nie ma?? To idź na dół i ściągnij z suszarki! Ja ci nie pomogę, ubieram małego!

Schodzę też, kładę małego na dywanie i podaję śniadanie.

Tam też nie ma! – słyszę za chwilę i już krew mnie zalewa. 

Idę za synem na górę, wchodzę do garderoby drugiego syna i oto, na wprost, w pudełku z majtkami leżą rzeczone gacie. 

– I co????? Tak ciężko było znaleźć??????!!!!!!!!! – krzyczę, bo już nie wytrzymałam. W furii rzucam gaciami w syna. Majty lecą za niego i spadają za krzesło. Schodzę bo mały płacze.

– Mamoooooo! Ale gdzie są te majtki???????

Kuźwa.

– Za tobą, na podłodze!
Nie ma!!!!

Ja pierdzielę, no nie dam rady. Ale cóż, po raz dziesiąty wdrapuję się na górę. Przypadkiem wchodzę do garderoby syna, a tam na półce równiutko poskładane, nowe i jeszcze nie śmigane, leżą majtki.

– Boże, synu, czy ty nie możesz dobrze popatrzeć? No leżą tu nowiutkie gacie, chyba z dziesięć par!

Wychodzę, bo już mam dość. Sprawa załatwiona.

– Mamooooo! – nie!!!! – Ale skarpet też nie ma!!!!

No by to, kuźwa, szlag trafił, nie wyjdziemy nigdy do tej szkoły. Idę po skarpety, wkurzona ściągam z suszarki (przecież mógł wziąć od razu jak tu był wcześniej) i kładę na schodach.

– Masz tu skarpety na schodach! – drę się w pustą przestrzeń. – Złaź bo nie zdążymy!

W tym czasie średni widząc mój nastrój, jest potulny jak baranek. Ubrał się wzorowo, szybciutko, pięknie zjadł śniadanko, podał mi termos na herbatę, no anioł. 

W końcu wszyscy są gotowi, najstarszy nie zdążył zjeść śniadania, więc daję mu kanapkę w rękę – zje w samochodzie. Pakujemy się i jedziemy. Jeszcze się dzień nie zaczął, a ja mam dość. Kawy mi nie trzeba, bo poziom wkurwienia osiągnął zenitu, a w związku z tym adrenalina wytrąciła mnie na dobre ze snu. Pociesza mnie myśl, że zaraz ich odstawię, przebimbam z małym do 10.00 i jak pójdzie spać nareszcie będę miała chwilę dla siebie.

Dojeżdżamy do szkoły. Nie parkuję, bo chłopaki wychodzą i sami idą do szkoły, nawet ten mój mały pierwszoklasista. Zresztą mam najmłodszego i nie chce mi się z nim wypakowywać, żeby ich odprowadzić.

– Dobra, wychodźcie! – wydaję komendę, ale w tej właśnie chwili, z tylnego siedzenia, dochodzi do mnie żałosny głosik średniego syna:
– Mamooo…….
– Co się stało? – zamieram.
– Zapomniałem tornistra…..

No i mam “dzień świstaka”. Zrezygnowana wracam do domu po zapomniany tornister, jeszcze raz przyjeżdżam pod szkołę, biorę małego na ręce, tornister na plecy i idę na pierwsze piętro, żeby zanieść synusiowi najważniejszą rzecz, którą powinien mieć w szkole.

Zastanawiam się co by było, gdyby mnie nie było w domu (przeczytajcie też mój wpis “Być mamą, czyli jak macierzyństwo wygląda naprawdę”). Jak by sobie beze mnie poradzili? Czasem wydaje mi się, że takie pytanie o wszystko i brak zaangażowania w szukanie to przejaw wygody i ignorancji, bo przecież mama/żona/córka znajdzie zaraz potrzebną rzecz i poda do ręki. Też tak macie? Czy są może jacyś faceci, którzy zawsze wiedzą gdzie są ich rzeczy? Piszcie!

 

  • Jaga

    Ha ha moje chlopaki też zawsze wszystkiego nie moga znaleźć. Super sie czyta. Jednej nocy do 2 i za każdym razem obiecywałam sobie, że już ostatni wpis.

    • No widzisz, to chyba męska domena 🙂 Można się tylko pośmiać, bo nic na to nie poradzisz. Pozdrawiam i zapraszam do czytania na bieżąco, nie będziesz musiała siedzieć do 2.00 w nocy 🙂

  • Pingback: Matczyne serce | Dom na głowie()

  • smi

    no sory, ale jak kuźwa wszystko za każdym razem “sprzątacie”, co polega na chowaniu tych samych rzeczy – oczywiście zawsze tylko cudzych – w coraz to innych miejscach wg własnego widzi mi się, “a bo akurat dzisiaj mam humor, że skarpetki, które uprałam mężowi (bo sama zabraniam mu dotykać pralki) będą się piękniej komponowały w tamtej szufladzie pod łóżkiem, w pokoju, do którego nikt poza mną nie wchodzi, zamykanej na klucz”…

    • Droga Smi, ni bardzo rozumiem o co Ci chodzi. Jeśli chodzi o pranie skarpetek, starsi synowie piorą sobie sami, mąż czasami też, wie jak używać pralki i czasem robi sobie pranie również sam. Każdy ma swoje miejsce na skarpetki, a nie jak sugerujesz, lądują ciągle w innym miejscu – nie widzę większego sensu w takim porządkowaniu. Radzę, przeczytaj dokładnie tekst, zanim skomentujesz. Pozdrawiam!