Jak nie zgubić dziecka w tłumie

Jak nie zgubić dziecka w tłumie

Jak nie zgubić dziecka w tłumie to zagwozdka dla każdego, kto porusza się po licznie odwiedzanych przez turystów miastach albo w sklepach lub innych miejscach, gdzie naprawdę niewiele potrzeba, żeby stracić z oczu małego człowieka. Może tych kilka pomysłów i porad kiedyś Wam się przyda.

Szukałam ostatnio prezentu dla męża. Wybrałam się więc z dwójką moich młodszych dzieci i koleżanką na szybki research do sklepu sportowego. Mój starszy syn szybko zainteresował się stojącymi rowerami, a ja popychając wózek pobiegłam na stoisko z kurtkami. Szybko zorientowałyśmy się, że nic ciekawego nie ma i wesoło gawędząc wyszłyśmy ze sklepu. I nic w tym nie byłoby dziwnego, gdyby nie to, że w sklepie zostawiłam mojego syna! Najgorsze jest to, że już mi się kiedyś to zdarzyło…

Człowiek jak wejdzie do sklepu to od razu ma zewsząd tyle bodźców, że zapomina o bożym świecie. Tu reklama, tam promocja, tu szukam rozmiaru, a tam koloru i głowa buja w innym wymiarze. Nic dziwnego, że starszy syn odpuścił sobie to bieganie między regałami. A ponieważ chciałam szybko się rozejrzeć, zostawiłam go na te parę minut wśród super świetnych rowerów. A potem wyszłam, tak po prostu.

Moje dziecko nic sobie nie robiąc z braku rodzica, bo nawet nie zauważyło tego braku, oglądało sobie piękne rowery jakby nigdy nic. Wleciałam do sklepu spanikowana, choć oddaliłam się tylko kawałek. Ale ta świadomość, że zapomniałam o dziecku, zmroziła mnie. Pojawiło się dziwne uczucie, że coś mogło się stać złego z moim małym synkiem. Tym bardziej, że już raz to przeżyłam i często przeżywam w snach albo matczynych wizjach (pisałam o tym przy okazji Dnia Matki).

Odkąd jestem matką wyobraźnię mam nader bogatą. Boję się, że coś złego spotka moje dzieci, że ktoś je porwie, że gdzieś je zostawię, że wejdę do pociągu, a one zostaną na peronie. Że zgubimy się podczas zwiedzania. Wzdrygam się na samą myśl, że coś takiego mogłoby mi się przydarzyć. Jak nie zgubić dziecka w tłumie? Jest na to kilka sposobów, które stosuję, po tym jak mało brakowało i musiałabym szukać dziecka w zatłoczonych przez turystów włoskich uliczkach.

jak nie zgubić dziecka

Jakieś pięć lat temu byliśmy na wakacjach w Toskanii. Mój starszy syn miał wtedy pięć lat, a młodszy dwa. Zwiedzaliśmy po kolei ważniejsze miasta, ale tego dnia trafiliśmy do Volterry – małego miasteczka, jak to we Włoszech, pełnego ciekawych zabytków, wąskich uliczek i muzeów. Szliśmy leniwie z grupą znajomych a to oglądając wystawy, a to podziwiając stare budynki okalające kamienne uliczki. Było gorące popołudnie, a tłum ludzi nie malał.

Idąc tak trafiliśmy na plac, na którym był pałac, a w nim muzeum. Wstęp był wolny, więc postanowiliśmy wejść i zobaczyć, co tam jest. Mój mąż zrezygnował i wziął młodszego syna, a ze mną poszedł starszy. W środku szybko przeszliśmy jakieś pokoje, obejrzeliśmy obrazy i widząc znudzenie mojego dziecka postanowiłam wyjść.kiedy-zaginie-dziecko7

Stanęłam w drzwiach na szczycie schodów. I nagle… nie wiem, co się stało… To było jak prawdziwe zaćmienie, oderwanie się od rzeczywistości, nie wiem, nirwana czy co.

Szukałam męża błądząc wzrokiem po kolorowej masie ludzi przetaczającej się przez ten plac. Skupiłam się na szczegółach mając w pamięci kolor jego koszulki. Powoli rozejrzałam się po całym placu, patrzyłam na przechodzących ludzi, na siedzące rodziny w lodziarni. Zastanawiałam się, gdzie ostatni raz widziałam znajomych i zajrzałam w tamto miejsce. Nagle zobaczyłam, że na samym końcu, po drugiej stronie siedzi na schodach moja druga połowa z maluszkiem. Prowadzona impulsem od razu ruszyłam do nich. A w tym czasie…

Mój starszy syn wyszedł z muzeum nie zatrzymując się ze mną, poszedł sam w tłum ludzi. Oderwał się ode mnie, stracił mnie z oczu i poszedł uliczką, którą weszliśmy na plac. Nie wiem dlaczego tak zrobił i kiedy to się stało. Może nie zauważył, że stanęłam na schodach, żeby z góry zobaczyć, gdzie jest jego tata.

Ja nie mając dziecka obok siebie zapomniałam, że w ogóle ze mną był. Totalnie mnie zaćmiło!

Dopiero kiedy dotarłam do męża, ten zapytał gdzie jest nasz syn. A ja nie wiedziałam, co mam powiedzieć! Przecież nie wiedziałam, gdzie on jest!

W tym momencie usłyszeliśmy krzyk małego. Początkowo nie wiedziałam z której dochodzi strony. Na chwilę się zatrzymałam i pobiegliśmy w kierunku dziecięcego płaczu. Po chwili trzymałam syna w ramionach, przestraszonego i otoczonego przez obcych ludzi. Zainteresowali się nim, bo stał i płakał w głos. To go zresztą uratowało. Nawet nie chcę myśleć co by się stało, gdybym go nie usłyszała. Jak miałabym go znaleźć w tym morzu ludzi?

kiedy-zaginie-dziecko5

Od tego momentu jesteśmy szczególnie przewrażliwieni na punkcie naszych dzieci, kiedy jesteśmy na wakacjach i coś zwiedzamy, kiedy jesteśmy w dużym mieście, kiedy mieszamy się dużą grupą ludzi. Na wakacjach jesteśmy wyluzowani, chcemy wszystko pooglądać i obfotografować, mamy na to czas. Dzieci jak elektrony biegają wokoło i tylko sekundy naszej nieuwagi brakuje, żeby je zgubić w tlumie.

Mamy wakacje przed sobą, za tydzień koniec roku szkolnego i wybierzemy się na bliższe lub dalsze wojaże. Uważajcie na swoje pociechy, naprawdę niewiele brakuje, żeby je stracić z oczu! Niestety, zdarza się to często rodzicom. Na plaży, na placu zabaw, w centrach handlowych. 

Dlatego przed każdym wyjściem w miasto, szczególnie za granicą, gdzie jest mnóstwo turystów, stosuję kilka prostych sposobów, żeby nie zgubić dzieci lub łatwo je znaleźć, gdyby jednak gdzieś zabłądziły. Przeprowadzam też z dziećmi krótkie szkolenie, jak zachować się w przypadku zgubienia się w tłumie. 

Po pierwsze zawsze staram trzymać je za rękę i zwracać uwagę na to, gdzie są. Jeśli mam wózek proszę, żeby trzymały się ramy. Zawsze uważam, żeby były obok mnie. Jasno mówię, kto się opiekuje którym dzieckiem. Nie pozwalam sobie na chwilę oderwania od rzeczywistości. Niestety nie jest to ani proste, ani przyjemne na wakacjach.

Zanim wyjdziemy w kierunku zabytków, robimy krótkie ćwiczenie. Każę zamknąć dzieciom oczy i z pamięci powiedzieć w co są ubrani rodzice i jakie kolory mają na sobie. Pamiętając kolor ubrań łatwiej kogoś wynaleźć w tłumie. Dobrym sposobem jest wzięcie parasolki lub kolorowych, jaskrawych czapek czy kurtek. Na zdjęciu ja w żółtej kurtce – widać mnie z daleka, prawda?

jak nie zgubić dziecka

Zawsze umawiamy się z dziećmi, że jeśli zgubią nas z oczu, mają nie zmieniać miejsca, nie iść innymi uliczkami, nie szukać nas w różnych kierunkach, stać po prostu w miejscu. Dzięki temu my możemy wrócić z to miejsce, w którym po raz ostatni się widzieliśmy i zastać ich tam, a nie w labiryncie pobliskich uliczek.

Najłatwiej jest oczywiście wyposażyć dziecko w telefon. Jednak nie zawsze mamy taką możliwość, czasem się wyładuje, a czasem nie działa za granicą, bo zapomnimy odblokować połączenia zagraniczne. Co zrobić jeśli się zgubimy, a nie znamy języka? Proponuję chłopcom, żeby starali się wyselekcjonować w tłumie kogoś, kto mówi po polsku. Potem wystarczy go poprosić o pomoc lub zadzwonienie do rodziców. Podobno najlepiej zwrócić się do kobiety z dzieckiem – mamy są bardziej chętne do pomocy, empatyczne i rozumieją powagę sytuacji.

Zawsze powtarzamy z pamięci numer telefonu do taty lub mamy. Ważne za granicą, żeby podać dziecku numer kierunkowy do Polski! Dla pewności piszę długopisem na ręce dzieci cały numer. Można też wypisać dane dziecka na adresówkach, które często są wszyte wewnątrz kurtek. Można takie adresówki kupić i przyprasować. Można włożyć kartkę z danymi dziecka do kieszeni, założyć smycz z identyfikatorem lub bransoletkę z numerem telefonu. Jest dużo sposobów, ważne, żeby cokolwiek dziecko miało ze sobą i o tym wiedziało. W strachu i panice można zapomnieć nawet swoje imię, a co dopiero telefon do mamy!

jak nie zgubić dziecka

Są również różne elektroniczne gadżety typu bransoletki z chipami (niestety w Polsce jeszcze nie ma takich wynalazków), trackery śledzące pokonywaną trasę czy aplikacje lokalizujące telefon (np. lokalizator rodzinny Life360 lub Mobile Location Tracker). Bardzo fajny gadżet znalazłam na Allegro – lokalizator GPS dla dziecka w kształcie delfinka. Jest to breloczek, do którego wkłada się kartę sim. Dzięki temu wiemy, gdzie jest nasze dziecko, a ono w prosty sposób może do nas zadzwonić. Koszt niemały, bo ok. 250 zł.

No i najważniejsze, żeby nie panikować, bo to zły doradca. W nerwach tracimy kontrolę i nie potrafimy trzeźwo ocenić sytuacji.

Często też zadaję moim dzieciom pytanie, co zrobisz jak się zgubisz w tłumie, co zrobisz jak mamie się coś stanie? I czekam, co to moje dziecię wymyśli. W trakcie rozmowy podsuwam mu różne rozwiązania lub naprowadzam jego tok myślenia, żeby sam na to wpadł. Warto poćwiczyć z dzieckiem różne warianty, bo niestety nigdy nie wiadomo, co nas może spotkać.

Zapraszam na mój profil na Pinterest – tam znajdziecie infografiki na ten temat i inne porady dotyczące bezpieczeństwa dzieci.

Zdarzyła Wam się podobna sytuacja jak mi? Może w sklepie albo na placu zabaw? Co zrobiliście? Podzielcie się sowimi radami!