Jak obchodzę swoje urodziny

Jak obchodzę swoje urodziny

Dziś opowiem Wam jak obchodzę swoje urodziny. A to dlatego, że akurat dzisiaj jest to moje osobiste święto. Co prawda impreza odbyła się tydzień temu, ale z chęcią powspominam, bo jak zwykle było bombowo! Co roku spotykamy się w gronie moich przyjaciół i znajomych i jest to czasem jedyna okazja w roku, żeby się ze wszystkimi zobaczyć. A że miejsce jest nietypowe, a jedzenie jedyne w swoim rodzaju, nie narzekam na brak gości!

Latka lecą, a ja świętuję


W przeciwieństwie do wielu kobiet, ja lubię swoje urodziny, obchodzę je co roku i nie zastanawiam się, ile to lat mi minęło. Cóż, nie zapanuję nad tym, nad upływającym czasem i przemijającą urodą, więc dodatkowe zamartwianie się nic mi nie da. I choć nie cieszę się z upływających lat, bo starość, to nie radość, wykorzystuję tę okazję, żeby się spotkać i spędzić czas razem ze wszystkimi moimi najbliższymi znajomymi. Póki żyjemy, jesteśmy w miarę zdrowi i możemy cieszyć się swoim towarzystwem i tą chwilą.

Dlatego zwykle nie mogę doczekać się tej imprezy. Bo tak rzadko się wszyscy spotykamy. Każdy zabiegany, zajęty pracą, dziećmi. Nie chce się. Nie ma spontanów, ani nie zapowiedzianych wizyt. Jak się umawiamy, to zaraz szykujemy wielkie przyjęcia, a potem umęczeni przygotowaniami odpuszczamy sobie na długi czas.  Zdarza się, że niektórych znajomych widzimy raz w roku właśnie na moich urodzinach. Bywało tak, że niektórzy mogli być tylko raz i strasznie żałuję, że nie dało się więcej. Z niektórymi już na pewno się nie spotkamy, bo już nam nie po drodze. Ale jakkolwiek by nie było, cieszę się, że mogę w tak fajnym towarzystwie celebrować swoją kolejną rocznicę.

 

 

Fajne miejsce, dobre jedzenie i świetne towarzystwo


Kiedyś nie obchodziłam urodzin. Mąż kupował mi prezent i na tym się kończyło. Jedyne moje huczne urodziny miały miejsce w momencie świętowania osiemnastki, a później nic spektakularnego się nie działo. Któregoś jednak roku na działce, którą ma mój mąż jakieś 70 km od naszego miasta, jego tato zorganizował imprezę. Wiedziałam, że teść dobrze się tam czuje i zagospodarował sobie kawałek łąki na taką strefę do odpoczynku. Podobno pojawiła się altanka i jakaś szopka, parę drzewek i coś dla dzieci. Nie wiedziałam jednak, że tak to wszystko super przygotował! Powstało więc miejsce do rodzinnych spotkań z placem zabaw dla dzieci, z bramką i kawałkiem trawy do grania w piłkę, a nawet z takim leśnym wychodkiem. Kiedy przyjechaliśmy na imprezę w przygotowanym specjalnie palenisku piekł się baran, a widoki wokoło zapierały dech w piersiach.

 

Wtedy to właśnie pomyśleliśmy, że moglibyśmy raz w roku, w czerwcu organizować takie same imprezy. Akurat ja mam urodziny, a mąż imieniny, więc i pora roku, i okazja ku temu jest świetna. I tak postanowiliśmy zaprosić najbliższych znajomych na piknik z jubileuszem w tle. Prawdę mówiąc, nie pamiętam pierwszego pieczenia barana. Było to chyba z jakieś dziesięć lat temu. Fakt, że teraz to już się zrobiła swojego rodzaju tradycja, że w czerwcu zawsze spotykamy się na baranie. I w zasadzie nie wiem, czy większą atrakcją jest baran czy moje urodziny, ale obstawiam, że to pierwsze 🙂

 

Baranek się kręci, a ślinka cieknie


Bo mięso z barana dobrze zrobione jest pyszne. Teść wynalazł gdzieś w pobliskiej wsi pewnego starszego pana, który specjalizuje się w przygotowywaniu baraniny. Mięso dzień wcześniej marynują w mieszance przypraw, wstrzykując je do środka. Dzięki temu po czterogodzinnym pieczeniu jest mięciutkie i rozpływające się w ustach. Naprawdę uwielbiamy ten punkt programu i ten moment krojenia pierwszych kawałków mięsiwa, lekko spieczonych, ale soczystych, a w tle słychać tylko pomruk zadowolenia.

 

 

Do barana przygotowujemy się kilka dni, ale właściwie to dzięki teściom tak to wszystko sprawnie się udaje. Przygotowywanie mięsa, rozkładanie stołów i krzeseł, sprzątanie – w tym wszystkim mamy duże wsparcie u dziadków. Ja z kolei przygotowuję ciasta, choć z blachy wciąż mi nie wychodzą zbyt dobrze, ogórki małosolne, załatwiam pyszną kaszankę i kiełbaski, a także smalczyk ze skwarkami, który w tym roku podałam dopiero na śniadanie – ot, wyleciało mi z głowy. W dzień imprezy przyjeżdżam trochę później, bo przygotowuję składniki na sałatki, kroję warzywa i dodatki, żeby potem tylko to wymieszać. Na miejscu już od rana jest mój mąż z tatą i zawsze ktoś przyjedzie wcześniej, żeby pokręcić nad ogniem naszym mięsiwem i pomóc przy przygotowaniach. 

 

Rodzinne biwakowanie 


Przy okazji naszej imprezy, spotykają się też nasze dzieci, bo moje urodziny to impreza rodzinna. Dzieci rozbiegają się na łące, wdrapują się do domu i bawią w piaskownicy. Starsi biegają za piłką albo idą polną drogą w pola. Dużą atrakcją jest też spanie w namiotach, bo część gości zostaje na noc i śpi właśnie w namiotach. Niestety, nie ma tu innej opcji, ale raz w roku można się przemęczyć i pobiwakować prawie jak na wakacjach. Jednak cały czas marzymy o drewnianym domu pod lasem z kilkoma sypialniami, łazienką i dużym tarasem z widokiem na pola i las. No, ale to na razie sfera marzeń, choć kto wie, może się te nasze plany kiedyś ziszczą?

 

Pogawędki do późnej nocy


Powiem Wam, że najlepsze są te nocne Polaków rozmowy, te historie, niektóre opowiadane co roku od początku, polityczne wywody i takie pojedyncze pogawędki z każdym z osobna. Kilka razy nie dotrwałam do końca, a parę razy zamykałam imprezę prawie o świcie. W tym roku skończyliśmy o 1.00, i miałam niedosyt, ale pospałam w tak zwanym międzyczasie, więc ja jeszcze miałam siłę, ale inni już odpadli, a część pojechała do domu.

 

 

Spotkamy się za rok 


I tak to… kolejny rok za nami, kolejna impreza przeszła do historii. Jedni liczą upływające lata ilością siwych włosów na głowie, a ja, po części z ich braku, ilością zjedzonych baranów 😉 Czekam na kolejną imprezę, ale to dopiero za rok!

 


A jak wy spędzacie swoje urodziny? Macie jakieś ciekawe pomysły na ten wyjątkowy dzień?

  • Świetny pomysł na świętowanie urodziny:)) Ja swoich nie obchodzę, za to na właśnie rozpoczynamy sezon na spotkania rodzinno-przyjacielskie przy ognisku:)) Uwielbiam te klimat, kiedy jesteśmy wszyscy razem:))

    Ps. Jak ja zazdroszczę Ci braku siwych włosów:))

    • To chyba dobre geny, mój tata miał pierwsze siwe włosy dopiero w wieku 60 lat. A ogniska też lubię, a przede wszystkim spotkania ze znajomymi i rodziną. Każdy powód jest dobry, żeby się zobaczyć, a w lecie tych powodów jest więcej 🙂