Jak poznałam mojego męża

Jak poznałam mojego męża

Kiedyś, gdy ktoś mnie pytał, jak poznałam mojego męża, zwykle wzbudzałam zainteresowanie. Z czasem ono malało, bo obecnie coraz częściej ludzie poznają się tak jak my. Jednak ciągle mówi się, że różnie to się może skończyć, że jest niebezpiecznie i że można trafić na dewianta. W tych zamierzchłych czasach, kiedy postanowiłam wybrać się na randkę z moim przyszłym życiowym partnerem, nawet nie przyszło mi na myśl, że to się może jakoś źle potoczyć. Gdybym wtedy została zamordowana, nikt by nie wiedział, gdzie i z kim właściwie spędzam czas. Uświadomiłam sobie to dopiero w samochodzie, gdy staliśmy nad rzeką w ciemną noc, a spod mojego siedzenia wysunęło się coś, co sprawiło, że ze strachu wprost zamarłam…

Ta historia przypomniała mi się, gdy któregoś razu wybrałam się z moim najmłodszym synem na spacer, brnąc wózkiem bezdrożami, których pełno w okolicach mojego domu. Idąc tak wśród pól obsianych kukurydzą, nagle przestraszyłam się, że mnie ktoś zabije w tych chaszczach i nikt się o tym nie dowie. Nikomu bowiem nie powiedziałam, że gdzieś wychodzę i gdzie w ogóle jestem, bo też nikogo nie było w domu. A za mną szedł dziwny facet z pieskiem i jakoś tak specyficznie mi się przyglądał.

A wokół żywej duszy, tylko ja – matka z dzieckiem w wózku wśród bujanych łanów. Puknęłam się w czoło, że taka stara, a durna jestem, przyspieszyłam kroku i zaraz wyszłam na ulicę. Na szczęście facet z pieskiem nie pobiegł za mną i nie zasiekał mnie nożem, a dziecka nie sprzedał jakiejś mafii, handlującej ludzkimi organami. 

Podobnie wystraszyłam się, kiedy to poznałam mojego przyszłego męża. Pewnie większości z Was ta chwila jawi się jako romantyczne przeżycie, pełne chwytających za serce wzruszeń, spojrzeń, które wyrażają wszystko, czy motyli w brzuchu. Nie, to zdecydowanie nie moje wspomnienia. Ja przeżyłam chwile grozy i na poważnie bałam się o moje życie! Może dlatego nasz związek jest bardzo wybuchowy i pełen skrajnych emocji 🙂

Mojego męża poznałam prawie dwadzieścia lat temu… w internecie. Wtedy nie było prawdziwych serwisów randkowych, tylko coś w rodzaju słupa czy rubryki z ogłoszeniami. Na takiej internetowej ścianie, bez zbędnych ozdobników i reklam, ja wystawiłam swój anons, a mój mąż na niego odpowiedział. Po kilku rozmowach telefonicznych uznałam, że się nadaje się na dalszą znajomość, bo fajny dowcip i inteligencja to były jego mocne strony. To mu zresztą zostało do dziś.

Umówiliśmy na randkę. W planie było kino i kolacja. Szkopuł w tym, że nikt o tym nie wiedział. Wtedy byłam młoda i durna, co trochę usprawiedliwia moje wyczyny, a to, że mieszkałam sama i nie miałam kogo poinformować o moim spotkaniu z nieznajomym facetem, też przyczyniło się do ogólnego stanu rzeczy. Nieznajomy przyjechał samochodem i pojechaliśmy do kina. W środku październikowego, deszczowego wieczoru. 

W drodze powrotnej mój przyszły małżonek zorientował się, że zna okolice, w których mieszkałam i że obok jest rzeka, no i można tam jeszcze podjechać na chwilę. Już sam fakt, że jechałam z jakimś obcym gościem samochodem i że wiózł mnie nad rzekę w ciemną, jesienną noc, powinien spowodować zapalenie się czerwonej lampki w mojej głowie i sygnału “i-jo i-jo”. Niestety, moja beztroska nie miała wtedy granic i ochoczo zgodziłam się na przedłużenie miłego wieczoru.

Aura była iście październikowa. Ciemno, ponuro i blada poświata księżyca, rzucająca łunę na rzekę. Wjechaliśmy prawie na brzeg, lekko staczając się w dół. Samochód zahamował gwałtownie, coś zahaczyło o moją nogę, a ja struchlałam i w tej, jednej chwili całe życie stanęło mi przed oczami! Oto, spod mojego fotela wysunęło się metalowe pudełko, a z niego najprawdziwsze narzędzia chirurgiczne!!!

“Ożeż, kuźwa” – pomyślałam nieżywa ze strachu. – “To koniec! Umówiłam się z Hannibalem“. W jednej chwili całe życie stanęło mi przed oczami, a perspektywa śmierci w męczarniach spowodowała, że odrętwiałam. Przecież nikt mnie nawet nie znajdzie, bo nikt, przenikt nie wie, gdzie ja jestem! Spojrzałam z przerażeniem na mojego nowego znajomego i już miałam zapytać czy zje mój mózg, gdy on, widząc moje przerażenie, roześmiał się w głos:

Spokojnie, to narzędzia mojego taty! On jest weterynarzem. Pożyczył ode mnie samochód i zapomniał tej skrzynki!

Od tego momentu jesteśmy razem, a mój mąż tak mnie czasami denerwuje, że mam wrażenie, że i tak się kiedyś pozabijamy!