Jak przeżyć czwartą klasę

Jak przeżyć czwartą klasę

Teraz, kiedy minął rok, mogę się podzielić moimi przemyśleniami i poradami jak tu przeżyć czwartą klasę. Na początku września podeszłam do tematu bardzo niefrasobliwie i zderzyłam się z nową szkolną rzeczywistością jak ze ścianą. Efektem tego były nerwy i frustracja moja i mojego syna.

Ci rodzicie, którzy przez to przeszli, wiedzą o czym mówię. Czwarta klasa to szok i dla rodzica, i dla dziecka. Nie mówię tu o przypadkach prymusów i geniuszy, którym nauka przychodzi łatwo. Mówię o zwykłych dzieciach, które trudzą się, żeby jakoś nadążyć i zaliczyć zadany materiał na dobrą ocenę. Czasem jednak nie wiedzą jak, a czasem nie potrafią sprostać oczekiwaniom. I szkoły, i rodziców.

Zawsze uważałam, że brak ocen w klasie 1-3 to wielki błąd. Dzieci i rodzice żyją w błogiej szkolnej rzeczywistości pełnej uśmiechniętych buź, słoneczek i innych radosnych pieczątek. Rzeczywistości pozbawionej stresu związanego z tym, że za brak zadania albo brak postępów wpadnie nieuchronna ocena, zwana pałą. Świadomość oceniania jednak mobilizowała do działania. Na koniec semestru był prosty rachunek – średnia z ocen i finito, a nie opisowe bujanie w obłokach. Owszem były nerwy i płacz z powodu dwói, ale progi czwartej klasy przestępowało się przynajmniej przygotowanym na różne ewentualności.

Niestety, moje dziecko zaczęło czwartą klasę z głową w chmurach, błądząc w meandrach wiedzy jak, nie przymierzając, dziecko we mgle. Mało tego, kiedy chciałam, aby sam pilnował swoich lekcji, okazywało się, że nigdy nie ma nic zadane i że nic nie musi się uczyć. A potem, kiedy dostałam kartkę z ocenami, łapałam się za głowę zszokowana poziomem wiedzy mojego syna. I taką swoistą beztroską.

zajęcia praktyczo-techniczne

W związku z tym postanowiłam przycisnąć jegomościa i kontrolować go na bieżąco. Włączyłam aplikację w telefonie, tak że co jakaś ocena została wpisana do dziennika, ja dostawałam apopleksji albo innych doznać emocjonalnych, które niejako były wyciszane i uspakajane raz po raz ocenami dobrymi lub bardzo dobrymi. Po kilku miesiącach udręki, krzyków i płaczów (przeczytacie o tym we wpisie “Odrabianie lekcji – chyba zgłoszę się do psychiatryka”), trochę się polepszyło. Mój syn coraz częściej pamiętał o zadanych ćwiczeniach, o przyniesieniu jakiejś makiety czy o nauczeniu się wiersza na pamięć (ale broń Boże nie całego, cały jest na sześć, a 3/4 na pięć – w związku z tym po co się przemęczać). Niestety zabrakło informacji o dyktandach czy o sprawdzianie ze znaków drogowych, który został elegancko oblany.

Mając za sobą ten koszmar, co czwartą klasą się zwie, służę dobrymi radami jak przeżyć czwartą klasę, które może Wam ułatwią życie, bo zaprawdę nie wiecie, co was czeka 🙂 Oto one:

1. Wyznacz czas i miejsce do nauki

Pozwól dziecku na chwilę odsapnięcia po zakończonych lekcjach w szkole. Niech przewietrzy sobie głowę, trochę pobiega czy pojeździ rowerem, a dopiero później zajmuje się zadaniami do odrobienia. Nie daj zwieść się, że najpierw “Pingwiny”, a potem lekcje – to  nie zdaje egzaminu. Pojawia się zmęczenie i po ptakach. Znajdźcie odpowiednie miejsce do nauki. Niech to zawsze będzie biurko czy stolik, gdzie jest spokój, porządek i brak elementów odwracających uwagę (telewizor, włączony komputer, smartphone lub tablet). Unikniesz w ten sposób krępującej sytuacji, kiedy wchodzisz do pokoju sprawdzić lekcje, a tu z trzaskiem zamyka się tablet lub smartphone, co sprawia, że jesteś wściekła jak te ptaki, w które właśnie grało twoje dziecko.

2. Uczcie się systematycznie.

Dzięki temu łatwiej twoje dziecko powtórzy materiał na sprawdzian, a ty będziesz leżeć i pachnieć zamiast odpytywać po kilka razy z tego samego tematu aż twój czwartoklasista przyswoi całą wiedzę. Ten codzienny schemat uczy systematyczności. Warto zasiąść przy biurku nawet jak nic nie jest zadane. Nie ma nic gorszego jak ferie, przerwa z powodu choroby lub przedłużone wolne z powodu świąt. To wytrąca z rutyny. Jeśli lekcje nie są na bieżąco odrabiane, nagle gromadzi się tyle nauki, że nie dajesz rady. Nie twoje dziecko. Ty! Bo gdy z miną znudzonej owcy przepytujesz po raz któryś tam swoją latorośl, nawet nie wiesz, ile jeszcze ma do zrobienia z innych przedmiotów.

3. Naucz dziecko się uczyć.

No właśnie, to było dla mnie prawdziwe odkrycie. Mój syn nie potrafił się uczyć. Uważał, że jak raz przeczyta to już wszystko umie. Orzeł, panie! Potem odpytywanie z pomocniczymi pytania odnośnie każdego szczegółu sprowadzało się do wrażenia, że gdzieś tam dzwoni, tylko kuźwa, w którym kościele? 

4. Przeczytaj uważnie informacje od nauczycieli

Tak, dostałam kilka takich dziwnych karteczek. Ale co ja tam będę się wgłębiać w te belferskie zasady! Jedna pani napisała, że ocenia zeszyt, że nie można poprawiać ocen z zadań domowych, a druga, że na poprawę ocen są dwa tygodnie, potem szansa przepada, ale to do mnie nie trafiło jakby. Brak wiedzy, której nie przyswoiłam na początku roku szkolnego, bardzo nam zaciążył, bo nie zwróciłam uwagi na niektóre niedociągnięcia i posypały się słabe oceny.

5. Zrób sobie scan lub zdjęcie godzin konsultacji z poszczególnymi nauczycielami

Ja tego nie zrobiłam, w efekcie czego nie wiedziałam, kiedy przycisnąć synusia do nauki na poprawkę. W rezultacie szedł i poprawiał. Z 1+ na 2-. 

6. Kup sobie jakieś leki na uspokojenie

O, bez tego się nie obejdzie. Chyba, że masz dziecko, które samodzielnie pochłania wiedzę, jest zainteresowane nauką i ma poczucie obowiązku. Jak ja bym tak chciała! Patrzeć na mojego syna pochylonego nad lekcjami i uśmiechać się do niego lekko jak anioł… Zamiast tego były krzyki, tysiąc razy powtarzane i 999 razy nie wykonane prośby, kary i próby nagradzania dobrych ocen, nic nie działało. Nic nie mobilizowało mojego syna do nauki.  Najbardziej mnie frustrowało to, że muszę za niego myśleć. Muszę go zaganiać do lekcji, pamiętać o sprawdzianach, uzupełnieniu zeszytu i innych sprawach. Mój syn pamiętał tylko o jednym – żeby nie zapomnieć stroju na w-f. I w tym był rzeczywiście genialny.

herbatka na uspokojonie

7. Nie lekceważ mało ważnych przedmiotów (mało ważnych z twojego punktu widzenia)

No bo co tam muzyka, plastyka czy technika? Ba, co tam religia! Nawet najgorszy uczeń jakoś da sobie radę, tak myślałam nie zawracając sobie głowy tymi przedmiotami. Jakież było moje zdziwienie, kiedy nagle wyszło, że mój syn ma z muzyki 1, 3 i 2! Okazało się, że był jakiś sprawdzian z wiedzy o Chopinie, do którego mój syn się nie przygotował, kartkówka z nut i coś tam jeszcze. Nie mówiąc o sprawdzianie z religii, z którego do dziennika wpadła kolejna jedynka! Wtedy już naprawdę załamałam ręce, bo i tak jest tyle do nauki, że trudno znaleźć jeszcze czas na religię czy muzykę (pisałam o tym w poście “Kilka słów o religii w szkole”).

religia w szkole

8. Wysonduj na co zwracają uwagę poszczególni nauczyciele

U jednego są 3 oceny w semestrze, a u drugiego 15. Jeden sprawdza zeszyt, a drugi ćwiczenia. Jeden robi sprawdziany w formie testu, a drugi opisowe. To są cenne informacje, od których zależą oceny twojego dziecka! Bądź jak lwica, spotkaj się z rodzicami dzieci ze starszych klas, poczytaj forum, idź na konsultacje z każdym belfrem, słowem: działaj! Potem wystarczy dobra strategia i taktyka, żeby uniknąć łapania przypadkowych dwój i jedynek.

9. Przygotuj się na solidną porcję wiedzy

To jest więcej niż pewne – znowu przeżyjesz to samo, znów z wielkim zainteresowaniem pochłoniesz wiedzę swojego dziecka o wszystkich układach w organizmie, o najważniejszych postaciach z dziejów historii, będziesz hodować fasolkę (o tym tu – nawiasem mówiąc był to najczęściej czytany post w ubiegłym roku), będziesz szukać po całym domu patyczków od lodów do skonstruowania Pana Stopa (szczegóły w poście “Zajęcia praktyczno-techniczne dla mam”), słowem, czy tego chcesz czy nie, znowu to wszystko będziesz wiedzieć! Ja na przykład dowiedziałam się, że do zapłodnienia dochodzi w jajowodzie, a jakoś mi to umknęło na lekcjach biologii, albo na nowo nauczyłam się pisemnego mnożenia i dzielenia, co w wyniku nie praktykowania, wyleciało mi z pamięci.

 

poprawa sprawdzianu

10. Odinstaluj z komórki elektroniczny dziennik

Tak, jeśli nie chcesz się codziennie denerwować z powodu różnych kwiatków i bratków, to zapomnij o tej aplikacji. Nie doznasz rozczarowań ocenami, nie będziesz dopytywać skąd to i za co to, nie będziesz tępić języka na czcze gadanie, które suma summarum nic nie da. Doznasz szoku raz czy dwa, hurtem, przy okazji zebrania z rodzicami, a nie za sprawą każdej wpisanej słabej oceny.

A może zostaw dziecko w spokoju, ograniczając się do przypomnienia o odrobieniu lekcji? Niech poczuje ciężar konsekwencji braku solidnej nauki. Albo niech wyrobi w sobie poczucie obowiązku. Byłoby dobrze, gdyby to zadziałało. Ja jednak mam wrażenie, że gdybym zostawiła naukę mojego syna tylko na jego głowie, oblałby albo zaliczył bardzo, bardzo słabo, choć ma dobrą pamięć i szybko się uczy. Problem w tym, że nie chce mu się i trudno mu się skoncentrować. Mam jednak nadzieję, że w końcu dorośnie do swoich obowiązków i przejmie za nie odpowiedzialność. A ja tylko od czasu do czasu spojrzę w jego zeszyty, żeby zobaczyć jak mu idzie. Najważniejsze, że już przeżyliśmy czwartą klasę. Teraz tylko oby iść do przodu!

Z komentarzy pod poprzednimi wpisami, które tutaj wymieniłam, wiem, że wiele osób ma podobnie jak ja. Orka na ugorze. Czy w takim razie macie jakieś inne rady? A może jakoś sobie poradziliście z nauką swoich dzieci?