Jak wychować chłopców na zaradnych mężczyzn?

Jak wychować chłopców na zaradnych mężczyzn?

Jak wychować chłopców na zaradnych mężczyzn? Szczęśliwych, odważnych i wartościowych? Nie skoncentrowanych na sobie, kochających i szanujących kobiety? Zachodzę w głowę jak to zrobić każdego dnia, staram się zwracać uwagę na różne sprawy, ale jedna z moich metod spotkała się z dużym oburzeniem mojego znajomego – ojca, męża i syna swojej matki.

W wychowaniu chłopców tak naprawdę ważną rolę spełnia i matka, i ojciec. Kiedy ta równowaga nie jest zachwiana na przykład przez nieobecność w życiu chłopca ojca, możemy być dla niego najlepszymi przewodnikami prowadzącymi do dorosłego życia.

O ile ojciec powinien być przykładem pewności siebie, właściwego traktowania kobiet, podejmowania decyzji czy pracowitości, tak matka źródłem troski, ciepła i mądrej, nie poddańczej miłości. 

Cytując psycholog Ewę Woydyłło, szczęśliwego chłopca może wychować kobieta silna. Pewna siebie, świadoma swojej wartości, sama potrafiąca kochać mężczyznę, ale nie za wszelką cenę. Kobieta, która umie okazać miłość, stabilna, spokojna, której przekazy są w miarę spójne. Taka, która kocha swoich synów, ale też wymaga. Uczy dotrzymywać słowa, liczy się z ich zdaniem, ale też stawia granice. Uczy pomagania w domu, aby nie wychować mężczyzn, którzy wymagają od kobiety pełnej obsługi.

Jak wychować chłopców?

Staram się właśnie taka być. Pewnie nie zawsze mi się to udaje, ale chcę pokazać moim synom, że powinni mi pomagać, szanować, pamiętać o okazjach, w których trzeba kobiecie wręczyć kwiaty, a czasem prezent. Chcę, żeby wiedzieli, że jestem dla nich oparciem i mogą się do mnie zwrócić w każdej sprawie. Chcę także, żeby znali granice, których przekroczyć nie mogą.

Mając w domu czterech facetów muszę wychować przynajmniej trzech z nich tak, aby nie weszli mi na głowę. Mój mąż nie pomaga mi przy typowych babskich czynnościach, nie myje okien, podłóg, nie robi prania, nie odkurza. Czasem gotuje, zawsze prasuje sobie koszule. Bardzo dużo robi technicznych rzeczy, takich typowo męskich, z którymi ja nie dałabym sobie rady. Ponieważ ja nie pracuję, a on jest naszym jedynym żywicielem, nie zmieniam tego układu. Każdy zna swoje obowiązki i tak jest dobrze. Wymagam tylko podstawowego utrzymania porządku wokół siebie: odstawienia naczyń, pochowania produktów, powieszenia kurtek czy ułożenia butów na półce. 

Nie wyobrażam sobie także, że sprzątam pokój chłopców, ich garderobę, czy biurko. Nie stoję nad nimi jak kat, ale oni wiedzą jak zrobić, żeby było czysto, wiedzą, że trzeba umyć podłogę i robią to, wiedzą, że ubrania trzeba poskładać i powiesić na wieszakach. Ba, wiedzą jak posprzątać swoją toaletę. Czy wymagam za dużo? Nie sądzę, wydaje mi się, że każdy powinien mieć swoje obowiązki w domu i umieć wykonać zwykłe czynności związane z utrzymaniem czystości, bez względu na płeć. Jest to wyrazem szacunku, nie tylko do mnie jako do kobiety, ale też do mojej pracy.

Mam kilka takich punktów zapalnych, które działają mi na nerwy. Bałagan w salonie: porozrzucane poduszki, szklanki na stole, rozrzucone wokół zabawki. Bałagan w pokojach i łazience: bajzel na podłodze, nieposkładane ciuchy w garderobie, brudne ciuchy na podłodze w łazience, nieumyty kibelek. Bałagan w garderobie: porozrzucane buty i nie powieszone kurtki. I o to wszczynam dzikie awantury.

Są to czynności, które moim zdaniem powinny wejść w nawyk każdemu w naszej rodzinie i powinny być wykonywane automatycznie. Tak, aby w dorosłym życiu taki młody mężczyzna wiedział, jak zachować porządek i że nie wszystko wokół niego ma robić kobieta.

To wymaga ode mnie dużego wysiłku, bo przecież o wiele szybciej zrobiłabym to sama. Na pewno zrobiłabym to lepiej. Byłoby czyściej i bardziej perfekcyjnie. Ale czy takie właśnie podejście nie gubi nas, kobiet i matek, i nie powoduje, że musimy obsługiwać naszych mężczyzn jak służące?

Dlatego jak moi starsi chłopcy dorastali do pewnego wieku, kiedy można było powiedzieć, że stają się samodzielni, postanowiłam uczyć ich wykonywania pewnych czynności w domu samodzielnie. Mój najstarszy syn w wieku 6 lat umiał sobie usmażyć jajecznicę, zrobić kanapkę z konfiturą, podgrzać coś w mikrofalówce. Teraz, kiedy średni ma 7 lat, tak samo pokazuję mu jak przygotować sobie mleko z płatkami, jak zrobić budyń czy prostą kanapkę. Któregoś dnia pokazałam im jak włączyć zmywarkę i pralkę. Wiedzą jak działa odkurzacz i do czego użyć różnych środków czystości. 

jak wychować chłopców

Kiedy wywiązała się między chłopcami awantura o to, kto ma znosić brudne ciuchy do pralni, kupiłam im osobne kosze na brudy i pokazałam jak włączyć pralkę i suszarkę (pisałam o tym tu). W tej chwili tylko im proponuję, że mogą sobie zrobić pranie, bo kosz jest już pełen. Schodzą po kolei, kiedy mają na to ochotę, piorą, suszą i składają ubrania na kupkę w garderobie. Nie ma płaczu, kłótni, a ja mam trochę więcej czasu dla siebie. Może dzięki temu chłopcy docenią pracę włożoną w układanie ubrań i zachowają dłużej porządek w swoich szafach?

jak wychować chłopców?

Opowiedziałam o tym eksperymencie mojemu koledze i wywołałam straszne oburzenie:

– Asia, co ty robisz ze swoimi chłopcami? Jakiś podział musi być! Nie skazuj chłopaków na “psychiczną kastrację”! Bo ja czasem różnie się z tym czuję, kiedy dostaję ochrzan od żony, że nawet nie potrafię prania z pralki wyjąć. No tak… potrafię i robię to nawet często, ale potem przychodzi wieczór… żona idzie spać i mówi zachęcająco “Fajnie, jakbyś to jeszcze dzisiaj poprasował”…

No tak. Z tej strony na to nie popatrzyłam. Raczej chciałam nauczyć chłopców zaradności i samodzielności. Tak, aby umieli zrobić podstawowe rzeczy wokół siebie, kiedy będą mieszkać na przykład na stancji. Nie każę im prać i składać ciuchów całej rodzinie, tylko swoich. Po tej rozmowie zaczęłam mieć jednak wątpliwości. Może to jest przesada? Może w tym zakresie powinnam ich wyręczać? Czyli gotowanie, pranie i sprzątanie robię ja, a oni wiercenie dziur, kopanie w ziemi i koszenie trawnika?

To przecież wbrew temu, czego od nas oczekujecie… Zacznij od pytania: “Jakich chciałabyś mieć synów… dla swoich synowych…” Czy szkolić synów na pomocników…. partnerów i czy potem “złe” synowe nie wykorzystają tego, jak mnie moja żona…

No i kto ma rację? Przecież nie uczę synów jak prać dywany czy czym umyć przypalony garnek. To już moja sprawa, choć czasem warto wiedzieć i takie rzeczy. Przyda się przy myciu tapicerki w samochodzie lub czyszczeniu szyby w kominku.

Do dziś przypomina mi się historia pewnego ojca, który jak widział syna myjącego naczynia, odganiał go od zlewu z wielkim oburzeniem. Potem ten sam syn wylądował w Anglii w poszukiwaniu pracy i zaczął właśnie od zmywaka!

Co o tym myślicie? Czy takie męskie spojrzenie na moje wychowywanie synów powinno dać mi do myślenia? Czy robię błąd, kreując “dobry materiał na męża” zamiast prawdziwego samca?

  • Nulka

    Mam brata bliźniaka i u mnie w domu nigdy nie było sytuacji, że tylko ja musiałam sprzątać, czy zmywać, a brat kosić w ogrodzie, czy pomagać tacie przy innych typowo męskich pracach. Robiliśmy oboje jedno i drugie. I to było całkiem naturalne. Memu bratu męskości nie ujęło, choć umie ugotować, sprzątnąć i przewinąć dziecko. Męża udało mi się nauczyć, aby prasował swoje ubranie. Wstawia też często pranie, czy zmywanie, a ja jestem od wbijania gwoździ. Kto ma akurat więcej czasu to wykonuje bierzące prace domowe. To jest sprawiedliwe. I mam nadzieję, że moja córka nie trafi na faceta, dla którego będzie służącą, tylko partnerką. I mam nadzieję, że więcej matek będzie chować synów tak jak Ty. Wszystkie dzieci niezależnie od płci powinny umieć wykonać różne domowe prace i uczyć się odpowiedzialności, partycypując w domych obowiązkach 🙂

    • Musisz uświadomić swoją córkę jakich ma szukać facetów 🙂 A tak na poważnie to nie ma nic gorszego jak taki jegomość, który nic w domu nie zrobi. Nawet jak daje kasę, to nie rekompensuje to bycia służącą dla niego.

    • ktosia

      mam nadzieję, że zanim Twoja córka dorośnie to przemiany społeczne będą takie, że usługiwanie to będzie zamierzchła przeszłość

      • Myślę, że dużo się zmienia w tej kwestii, choć jest to proces długotrwały. Raczej ewolucja niż rewolucja 🙂

  • Ja powiem tak. Robisz dobrze, uczysz synów żyć w ładzie, porządku i czystości przede wszystkim. Powiem więcej, każdy człowiek powinien tak funkcjonować, czy to facet czy to kobieta. Wtedy jest przyjemnie. Poza tym robisz tym samym “sobie dobrze” ( jakkolwiek to brzmi :-)). Matka 3ki dzieci często czuje się jak służąca obskakując wszystkich po kolei, z praniem, sprzątaniem, robieniem jedzenia. Jeśli 3ka nauczy się samodzielności, będzie lżej. Tylko trzeba uważać żeby nie wychować pedanta, czy pedantki bo granica jest łatwa do przekroczenia.
    Jestem jak najbardziej za.

    • Wychować pedanta – chyba mi to nie grozi 🙂 I tak ledwo z nimi sobie radę daję, a co dopiero pedantyzm!

  • Oj podziwiam bardzo, świetnie sobie radzicie. Skorzystamy ze wskazówek na pewno 😉 Choć my na razie z jednym synem 😉
    Znalazłam też bardzo ciekawą książkę, gdzie zwraca się szczególną uwagę na rolę matki i ojca w życiu ich syna:
    http://kashtanky.com/2015/04/rola-matki-i-rola-ojca-w-zyciu-ich-syna/

    • Widzę, że poruszyłyśmy podobny temat, choć ty bardziej wyczerpująco 🙂 Właśnie zastanawiam się czy nie kupić tej książki, czasem warto się trochę poduczyć, a nie tylko bazować na swojej intuicji.

  • Bardzo mądrze piszesz o tej tak ważnej sprawie. I prawda jest taka, że najważniejsze wzorce dziecko czerpie z zachowań rodziców. Jeżeli oboje się szanują to i syn będzie miał szacunek do kobiet

    • Masz rację, niestety z tym bywa różnie i czasem my kobiety musimy pokazać jakiego zachowania oczekujemy od mężczyzn. Na przykład podarowanie kwiatów czy biżuterii z jakiejś specjalnej okazji – myślę, że mój mąż miałby problem ze wskazaniem tej, odpowiedniej przecież drogi :))

  • Pingback: Jestem chyba wyrodną matką | Dom na głowie()

  • Pingback: Dzieci rosną, mężowie starzeją, tylko my wiecznie młode |()

  • Pingback: Najmłodszy w rodzinie - czego nauczy się od starszego rodzeństwa? | Dom na głowie()

  • Pingback: Zasady wychowywania dzieci - ciężko być restrykcyjnym()

  • kinga

    Nigdy nie pozwoliłabym sobie na bycie służącą i to jeszcze dlatego, że mężczyźni uważają to za psychiczną kastrację. Dlaczego niby kobiety miałyby się poświęcać dla dobrego samopoczucia mężczyzn.
    Ale zgadzam się z poglądem, że bycie służącą bierze się z wychowania mężczyzn. Jeśli nie nauczycie synów prac domowych to będzie służącymi. Ja mimo, że jestem dziewczyną nie miałam żadnych obowiązków w domu, we wszystkim byłam wyręczana. Może to dlatego, że byłam jedynaczką. Ale teraz nic oprócz podstawowych czynności nie umiem w domu zrobić ani mi się nie chcę, bo po co, skoro wiem, że inni zrobią to za mnie lepiej. Tak samo jest z mężczyznami wy sprzątacie lepiej nie dlatego, ze mężczyźni w tym zakresie są genetycznie upośledzenie ale dlatego, ze nikt ich tego nie uczyć. A to przecież trening czyni mistrza.

    • Myślę, że kobiety często wyręczają mężczyzn, bo właśnie uważają, że zrobią to lepiej. Sama tak niekiedy robię. Całą opiekę nad dziećmi wzięłam na siebie, bo zdawało mi się, że mój mąż zrobi to źle, a potem narzekałam, że jestem urobiona po pachy. Teraz z przyjemnością oddaję pałeczkę moim synom, a czasem ich przymuszam do codziennych obowiązków, bo wiem ile taka pomoc znaczy.