Pożyczony kot i polna mysz

Pożyczony kot i polna mysz

Pożyczony kot i polna mysz – to ostatnio temat numer jeden w moim domu. A zaczęło się od tego, że owa mysz postanowiła znaleźć sobie miejsce na przezimowanie wśród nas. W tym dniu, kiedy ją pierwszy raz zobaczyłam, było jeszcze ciepło i słonecznie, choć jesień zbliżała się wielkimi krokami. Cisza w domu ukoiła mnie i wprawiła w błogi stan – dzieci starsze w szkole, młody śpi, ja mam chwilę dla siebie. Zasiadłam więc z kawą przy powtórce jakiegoś programu, rozprostowałam nogi i wpadłam w objęcia relaksu. Niczego się nie spodziewałam, żadnego gościa, żadnego kataklizmu, ani diametralnej zmiany mojego spokojnego życia. A jednak…

Siedząc sobie tak spokojnie, nagle, kątem oka zauważyłam biegnącą, ni mniej ni więcej, w MOJĄ stronę, kuźwa, polną mysz!!! W tym momencie rozum mi odjęło, świadomość odłączyła się od mojego ciała, a strach wywołał odruch bezwarunkowy: uciekać!!! O Jezusie!!! Jak ja się piskiem wydarłam, jak mi serce stanęło ze strachu! W jednej sekundzie wyskoczyłam w górę jak poparzona oblewając się kawą, przeskoczyłam przez oparcie narożnika niczym Van Damm, by w te pędy podnosząc nogi wysoko, jakby w salonie było wody po kostki, opuścić w panice to pomieszczenie! Gdzie bez żadnej krępacji, bez krzty wstydu i jakiegoś wewnętrznego poczucia przyzwoitości grasowała szara, polna mysz!

Stojąc w ogródku i łapiąc oddech, doszłam po woli do siebie. Zerknęłam przez uchylone drzwi, żeby obczaić wroga, ale nic, cisza, pusto! O ja cież pierdzielę, co ja teraz…., jak tu żyć, przecież ta mysz chyba siedzi pod narożnikiem. O Bożżżże, zlałam się potem, to jak to będzie teraz? To jak ja, przepraszam, będę oglądać telewizję? Zapatrzę się na “M jak miłość”, a ta franca będzie mi skubać bamboszki? Jezu! Nie, tak nie może być! 

Po dłuższej chwili, ochłonąwszy nieco, postanowiłam zadzwonić do męża:

– Słuchaj, dziś wpadła na mnie mysz! Oblałam się kawą, jak wyskakiwałam z kanapy, tak się wystraszyłam! Jak tak dalej będzie to zejdę na zawał szybciej niż ty! Myszy nie może być w naszym domu. Jutro jest wystawa kotów i psów i jadę kupić kota. A jak nie, to idziesz do sąsiadki i pożyczasz kota!

Jak postanowiłam, tak zrobiłam. W sobotnie przedpołudnie zapakowałam dzieci i ruszyliśmy na targi. Kolejka była długa i kręta, ale co tam, kot musi być! No, niestety, wszystkie były drogie jak diabli, trochę się tego spodziewałam, ale myślałam, że może coś się uda wynegocjować. Nic z tego, dalej było drogo. Zrezygnowana wróciłam do domu, cóż trzeba będzie chyba wziąć pod dach zwykłego dachowca, a nie eleganckiego, długowłosego arystokratę. W domu od razu złapał mnie mój średni syn, który nie był z nami na targach:

– No i co, mamo, kupiłaś kota?
– Nie… Drogie te koty. Trochę szkoda mi tylu pieniędzy na kota, który ma łapać myszy.
A nie mogłaś kupić używanego?

No w zasadzie… Roczny kot pewnie będzie tańszy o połowę, a co dopiero dziesięcioletni!
Z tą myślą poszłam do sąsiadki. Ona ma dwa koty rasowe, które trzyma na pokojach i dachowca, sierściucha, burka, który śpi w garażu.

– Słuchaj – zagajam – pożycz mi kota. Mam mysz w domu.
– Weź Cwaniaka, on ci ją złapie! Tylko on zagryza, a nie zjada. 

 O Jezu, masakra takie mysie zwłoki w domu. Nie wiem jak ja to wyrzucę, poczekam na nianię albo na męża, no nie wiem. W każdym razie to i tak lepiej niż żywa mysz. Od sąsiadki otrzymałam kuwetę, piasek i rzeczonego kota.

Kot pierwszego wieczora wszystkich pogryzł i podrapał. Potem ulokował się na krześle i przespał całą noc. Myszy nie złapał. Kurczę, może to musi potrwać, myślę sobie i wołam kota następnego wieczora. Kot zaczyna się u nas coraz lepiej czuć, wszak wygodniej na miękkim krześle niż w zimnym garażu. Kolejna noc mija bez atrakcji. Wieczorem kot stoi przed drzwiami i ociera się o nogę przyjaźnie. Dobra, wchodź, może w końcu złapiesz tego szkodnika.

W tym czasie raz po raz w domu rozbrzmiewają moje pełne rozpaczy krzyki i piski. Mysz, bowiem, bez pardonu przebiega przez salon, wzdłuż ściany, wychodzi z szafy albo łazienki. Ja wpadam w coraz większy obłęd. Dokładnie sprawdzam teren zanim wejdę do łazienki (wolałabym się nie obsikać wyskakując w górę z kibelka, kiedy mysz mi przeleci pod stopami), spiżarni czy garderoby (a jak założę buta z myszą w środku?), dokładnie oglądam pudełko z tabletkami do zmywarki (oby nie chwycić za mysi ogon), oglądając telewizję zawsze trzymam nogi na narożniku, a siedząc przy stole na sąsiednim krześle. Po wypiciu kieliszka wina, zastanawiam się czy jestem zdrowa na umyśle i czy te myszki, które widzę istnieją naprawdę. Jakość życia mi się drastycznie pogorszyła! Boję się klocka lego, który leży na podłodze i udaje mysz, boję się, gdy nadepnę na kawek chleba, który wyrzucił malutek, przelatującej muchy, podskakuję do góry gdy dzieci krzyczą: “Mamo, mysz za tobą!” i padają ze śmiechu.

Pewnego wieczora kładłam się spać, ale mały trochę marudził. Zostawiłam więc otwarte drzwi do jego pokoju, a w moim pokoju został kot, który rozłożył się wygodnie na pościeli. No trudno, dzisiejsza noc będzie bezowocna, ale trochę się boję puścić obcego kota, kiedy drzwi do małego są otwarte. Jednak w nocy przebudziłam się, bo któryś z chłopców się przewracał, zamknęłam drzwi do maluszka i wygoniłam kota do roboty. Cóż, nocna zmiana czeka, kocie! 

Minęły jakieś dwie godziny, kiedy usłyszałam jakiś jęk. To nie mały, pewnie któremuś starszemu coś się śni. Ale zaraz wyrwałam z łóżka, bo przyszło mi na myśl, że kot dopadł się do gardła dzieci i je dusi. Otwieram drzwi, a na progu siedzi kot i miauczy tak specyficznie, gardłowo, bo w pysku trzyma mysz!!! Z boku wisi ogon, a mysz się rusza! O Jezu, kocie, kuźwa, po co ty mi tą mysz do sypialni przyniosłeś! – krzyczę i uciekam do łazienki chłopców. W tym czasie kot dokonuje rzezi w mojej garderobie. Trupa nie znajduję na szczęście, więc domniemuję, że kot mysz zeżarł. Mruczał zresztą potem głośno i ocierał się o moją nogę. O matko, to jest ponad moje siły. Obrzydlistwo!

Cała szczęśliwa, że element destrukcyjny mojego życia domowego przestał istnieć, zaczęłam funkcjonować normalnie, kiedy to pewnego razu mąż mówi do mnie:

– Asia, znowu musisz zawołać kota…

Tym razem kot złapał mysz w biały dzień i bez mojego udziału. Zaczął się nią bawić, a niania złapała ją do słoika i wywiozła.

Jednak to nie był szczęśliwy koniec, mam jeszcze jedną mysz, za meblami kuchennymi. Próbowaliśmy wypuścić na nią kota, ale nie wiem gdzie się skryła. Ma dostęp do śmieci, więc sobie podjada, kot jakoś nie może jej złapać. Kupiłam łapkę, przyjedzie mąż i mam nadzieję, że w końcu pozbędziemy się tych natrętów, przez których odchodzę od zmysłów!

 
 

  • agata

    Uśmiałam się do łez. Jak ja Cię rozumiem. Mam takie same reakcje na myszy 🙂 Gdy grasowały u nas za meblami w kuchni sprawdzałam kapcie, tabletki do zmywarki, a jak otwierałam szafkę z koszem na śmieci to najpierw w nią stukam, żeby mysz zwiała za meble 🙂

    • Ha ha ha, jakbym siebie widziała :))) Ja to już mam fobię na tym punkcie. Jak mi jakiś pył mignie albo cień padnie, to już myślę, że to mysz, straszne to jest…

  • Pingback: Oferta specjalna, na którą dałam się złapać | Dom na głowie()