Uważaj, ktoś cię bacznie obserwuje, rodzicu!

Uważaj, ktoś cię bacznie obserwuje, rodzicu!

Ktoś cię bacznie obserwuje. Cały czas. A ty nawet o tym nie myślisz w pogoni dnia codziennego. Puszczają ci nerwy, folgujesz sobie, naginasz zasady, łamiesz przepisy, kiedy jedziesz samochodem. A co tam, myślisz, byle do przodu! Nie zastanawiasz się nad konsekwencjami, przecież nikt nie widział. Ale czy na pewno? 

Wielokrotnie zdarzało mi się poluzować sobie. Ileż to razy nie chciało mi się zrobić tego czy tamtego. Ile razy przejechałam, zamiast stanąć. Grzechów jest cała lista. No, ale jestem dorosła, panuję nad tym, balansuję tak, żeby się nie wywrócić. Jednak tak, jak wielu rodziców, wylatuje mi z głowy, że mam z boku obserwatorów. Czujnych, bacznych, naśladujących mnie nieświadomie i bez zrozumienia odcieni życia. Moich synów.

 

Wymagania


Wymagamy od dzieci dużo rzeczy. Mają być grzeczne, reagować na polecenia, przestrzegać zakazów i nakazów. Mamy pretensje. Bo mówimy i nic, bo krzyczą i pyskują, bo wiecznie siedzieliby nad komórką albo przed komputerem. Tylko często zapominamy o jednej ważnej rzeczy. Że to w gruncie rzeczy nasza wina.

Dzieci uczą się przez naśladowanie nas dorosłych. Jesteśmy przez nie stale obserwowani i tak jak my się zachowujemy, znajduje odzwierciedlenie w zachowaniu naszych pociech. Niestety, często o tym nie myślimy. Jadąc w samochodzie i klnąc na wszystkich kierowców, wyrzucając śmieci byle gdzie, traktując siebie nawzajem. A potem się dziwimy, że nasz syn czy córka robią rzeczy powszechnie nieakceptowalne albo takie, które nam się nie podobają. 

 

Z życia wzięte


Dziś lekko mnie zmroziło, kiedy zobaczyłam pewnego ojca, który postanowił odprowadzić swoje dziecko do szkoły. Szłam przez przedszkolny parking i zwróciłam na niego uwagę, bo znam go z widzenia. Trzymał syna za rękę i przeprowadzał go przez ulicę. Środkiem skrzyżowania, mając parę metrów dalej przejście dla pieszych. 

Mój znajomy kiedyś bardzo się oburzył i zwrócił mi uwagę, że mój syn zwrócił się do niego w sposób niecenzuralny. Byłam podobnie jak on oburzona tą sytuacją, choć młody oczywiście nie przyznał się. Ale zaraz potem, jak zrobiłam mu wykład na temat szacunku do starszych, pomyślałam, że przecież wszyscy, łącznie z moim kolegą, przeklinamy i na bank dotarło to do uszu mojego syna.

Sytuacja, która wkurza mnie permanentnie to brak reakcji ze strony moich dzieci, kiedy ich o coś proszę. Powtarzam wtedy aż do skutku, próbując zwrócić ich uwagę na to, co mają zrobić. Mój mąż jednak wychodzi z siebie, odbiera to jako szczyt ignorancji i jest to dla niego bardzo irytujące. Sam jednak reaguje z takim samym poślizgiem na prośby dzieci i nie widzi w tym nic złego. Jest zajęty, zmęczony, nie chce mu się. Dokładnie tak, jak naszym dzieciom.

Pamiętam, jak mój najstarszy syn miał kilka lat. Kiedy coś mu podawałam, mówiłam “Masz”. I on w końcu powiedział mi tak samo. A wiecie czego oczekiwałam? Że powie mi “Proszę”. Nawet się zdziwiłam, ale potem przyszło otrzeźwienie, bo w końcu gdzie ma się nauczyć dobrego zachowania? Ja jestem dla niego wzorem i przykładem. Odtąd zaczęłam używać słów grzecznościowych, choć nie miałam takiego nawyku w sytuacjach, kiedy czułam się swobodnie, czyli w domu czy wśród przyjaciół. 

 

No i co się stanie?


Można wyjść z takiego założenia i liczyć na to, że rzeczywiście nic się nie stanie. Albo zastanowić się, czy chcielibyśmy, aby nasz syn czy córka tak samo traktował swoje dzieci, jak my. Czy chcielibyśmy, aby nie zwracał uwagi na przepisy czy zasady, uznając, że tak można zrobić. Czy naprawdę chcielibyśmy zobaczyć kalkę naszych niefajnych zachować u naszych dzieci? Jeśli zrobimy sobie wolne od dawania dobrego przykładu, mamy to zagwarantowane.

 

Dzieci nas obserwują


Biorą przykład z nas. Kopiują nas przez lata i dlatego wielokrotnie będą w dorosłym życiu zachowywać się w taki czy inny sposób odruchowo. Nie jest to jednak sytuacja bez wyjścia. Sami, jako dorośli, często walczymy i odcinamy się od nawyków wyniesionych z domu. Widzimy błędy rodziców i chcemy być inni. Jednak o wiele łatwiej jest uczyć dobrych sposobów zachowywania niż odzwyczajać od złych.  I oglądać złe zachowania naszych dzieci jak siebie w lustrze. To nam pokazuje film z kampanii “Children See. Children Do”, który pewnie widzieliście w internecie. Jednak cały czas nie traci na swojej mocy i warto go obejrzeć od czasu do czasu, aby przejść na dobrą stronę mocy:

  • Olga “rodzinka 2 plus 3” s

    to prawda dzieci to wielcy obserwatorzy… czasami nam się wydaje że dziecko coś nie słyszy czy nie widzi a potem mówi mamo a Ty powiedziałaś tak w tej sytuacji
    ale Ciebie tam nie było ..
    ale słyszałem…
    filmik mocny i daje wiele do myślenie
    ja sama czasami widzę że dzieci kopiują zachowania moje i czasami jest mi poprostu wstyd… za siebie stram się wtedy im wytumaczyć dlaczego się tak a nie inaczej zachowałam…

    • Ja też często łapię się na tym, że robię coś, co nie chciałabym, żeby robiły moje dzieci. Dobre jest to, że mam z tyłu głowy zawsze tą myśl, że ktoś na mnie z boku patrzy. Niestety, takie lepsze zachowanie wymaga czasu i poświęcenia, ale myślę że warto.

  • Oj tak 🙂 Oceniane są czyny a nie słowa