Ktoś puka do drzwi

Ktoś puka do drzwi

Korzystając z okazji, że mały nie śpi, postanowiłam umyć okna. Ot, tak, przecież to raz-dwa i okna umyte. Małemu ubrałam czapkę, wyciągnęłam go z łóżeczka w samym bodziaku i zabrałam się za mycie. Poszło szybko, efekt od razu wspaniały, więc długo nie myśląc przeszłam do następnego pokoju. Malutek był w żywiole, bo to przecież pokój starszego brata wypasiony w pełno różnych fajnych zabawek. Ja myję. Ale w trakcie do mojego nosa dotarł charakterystyczny, niezbyt przyjemny zapach, fuu.

– Co, Malutku, kupę zrobiłeś? Zaraz mama przebierze.

No, okna czyściutkie, widok wspaniały. Odwracam wzrok do małego i…. aaaaaaaaaa!!! Kurna, mały coś je czerwonego! Wygląda jak kredka, albo jakaś kreda, no nie wiem. Biorę go szybko do łazienki, ale w tym samym momencie widzę, że kupa się wylała i zostały ślady na podłodze. O szlag!!! Dobra, najpierw go przebiorę, a potem reszta. Kładę małego na przewijaku i słyszę pukanie do drzwi. No, akurat teraz!! Biorę Małego, całe 10 kg, i dawaj po schodach na dół. Kątem oka widzę Starego pochłoniętego miłą pogawędką przez telefon. No tak, przecież nie da się jednocześnie dwóch rzeczy robić! Wchodzę na górę i widzę ślady po tej kredzie na podłodze, wszędzie. Kurde, musiałam gdzieś wdepnąć, o Jezu, chodzę i robię pieczątki! No dobra, ale teraz kupa. Ledwo się uporałam, bo mały oczywiście cały czas się kręcił, a ja próbowałam lawirować w tym wszystkim, tak, żeby samej się nie ubabrać. Niestety! Palec mi się omsknął, kuźwa. No i jak tu cokolwiek zrobić przy małym dziecku?

O innych moich przygodach z maluszkiem w tle przeczytacie tutaj i tutaj.