Masakra nitką dentystyczną 4

Masakra nitką dentystyczną 4

Urwana nitka dentystyczna i uczucie uwierania między zębami, to jedna z tych rzeczy, która wprawia mnie w straszną irytację. Niestety, przytrafiło mi się to na wyjeździe. Nasi znajomi przyszli do nas na ostatnią imprezkę przed wyjazdem z Włoch z kiełbasą. Ponieważ kiełbaska z rusztu nigdy nie jest zła, tym bardziej pod czerwone wino, więc ochoczo przygotowałam kolację. Po imprezie lekko na rauszu po tanim winie, umyciu się i zębów, łapię nitkę, żeby oczyścić je dokładniej z resztek owej kiełbasy i wtedy to się stało…

Ja dziękuję, wzdycham, trzeba poprawić, bo kawałek nitki został pomiędzy zębami. Poprawiam, wydaje się, że jest ok, ale dziwne uczucie uwierania zostało. Dobra, jeszcze raz. Urywam kolejny kawałek nitki, wsadzam pomiędzy zęby, wykrzywiam twarz, żeby lepiej dojrzeć (a w łazience Eurocampu, wersja najtańsza, nie jest to najłatwiejsze), i …ciach, urwało się znowu! Kuźwa, znowu poprawka, urywam kolejny kawałek i…. ciach, znowu się urwało, a w środku zostały dwa kawałki urwanej nitki. Dyskomfort! nie da się opisać. Ale niezrażona próbuję jeszcze raz… i jeszcze… i jeszcze… i nic, za każdym razem nitka zahacza nie wiem… o coś… i urywa się… Ja w coraz większym szale, urywam kolejne nitki i…. ciach! Chyba dostanę wścieku macicy jak tego nie usunę! Ale znowu ryzykować, że będzie to samo, a tam coraz więcej urwanych nitek, nie! nie!

Czuję jak mi się cała szczęka przesunęła w lewo, a spomiędzy zębów wiszą cieniutkie urwane nitki! Jezuuuuu, zwariuję! Próbuję jakoś złapać, językiem wydłubać, nic to nie daje! Miotam się w dzikim szale po tej ciasnej budzie w poszukiwaniu czegoś, czym mogłabym to wyciągnąć. Ale czym?! Nie mam tu przecież narzędzi dentystycznych, no, ale potrzeba matką wynalazków! Z wiszącą nitką z zęba lecę do kuchennej szuflady, przerzucam jak szalona wszystkie noże, widelce, dokładnie oglądam korkociąg i otwieracz do konserw, desperacja wielka, ale nie, to nie to!

Wiem, wiem! Pinceta by się przydała! Wyrzucam wszystko z kosmetyczki, szukam pomiędzy mascarą a pilniczkiem i nie ma! Kurna nie wzięłam, bo w zasadzie po co? Żeby brwi sobie robić na eurocampie? Człowiek codziennie na imprezie, jeszcze bym sobie na oczach Edytę Bartosiewicz zrobiła! Ale, ale… zlapałam cążki do skórek, może tym? Jak nie wyrwę tych nitek, to chociaż poucinam, żeby nie wisiały! No, bo jak, pomijając niewygodę, ryknę śmiechem i wylecą mi jakieś białe nitki? Nie, to niemożliwe!

Lecę z tymi cążkami do łazienki, nachylam się nad lustrem, wykrzywiam twarz, namierzam cążkami te nitki, jeszcze pomogę sobie językiem i…. ciach!

AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!

Ja pierdzielę!!! Mój język!!! Z ust cieknie krew, wiszą nitki, pot kapie z czoła, no nie, masakra nitką dentystyczną 4! Usiadłam z rezygnacją, wyplułam krew w chusteczkę, trzy wdechy i wydechy… emocje opadły…. Chyba po prostu po powrocie pójdę do dentysty….