Męski tok myślenia to dla mnie czarna magia

Męski tok myślenia to dla mnie czarna magia

Tak, męski tok myślenia to jest coś, czego nie ogarniam. Oczywiście, wiem nie od dziś, że kobiety są z Wenus, a mężczyźni z Marsa. Gorzej, jeśli przyjdzie mi zmierzyć się z tą innością w rzeczywistości. I właśnie przydarzyło mi się ostatnio kilka takich sytuacji, o których nie wiem co mam myśleć…

Rozmawiając z moim mężem mam czasami wrażenie, że jestem w jakimś matriksie, bo to na pewno nie jest mój świat. Co więcej, nie moja logika i sposób myślenia. Tak mnie potrafi ten mój ślubny wykołować, tak wyprowadzić w pole, że czasem zastanawiam się czy to ja zwariowałam, czy on. No, sami oceńcie.

Scena 1.

Od czasu do czasu mam zryw i przeczesuję godzinami internet, żeby w końcu znaleźć wszystkie elementy brakujące do naszego domu, który cały czas jest w fazie budowy. Tym razem padło na kinkiety do łazienek. Znaleźć coś fajnego, w dobrej cenie, pośród morza ofert, nie jest łatwo. Ale w końcu znalazłam dwie lampy. Przed zakupem pokazałam mężowi co wybrałam, żeby potem nie było zgrzytów, że jemu się nie podoba albo za drogo czy nie ten kształt.

– Zobacz, te dwa kinkiety chcę kupić do łazienek. Ten na dół do toalety, a ten do chłopców.
– Hmmm – ogląda z zaciekawieniem mąż.
– To, co? Może być? Kupować?
– Kup.

Dobra, kupiłam, przed weekendem przyszły dwie paczki. W sobotę próbuję zagonić męża, żeby mi powiesił te lampki. Ten otwiera pudełka, ogląda kinkiet do łazienki chłopców, po czym słyszę:

– A to ta lampa nie ma osłonki?
– Jakiej, kuźwa, osłonki? – pytam zaskoczona.
– No, a jaką lampę kupiłaś? Łazienkową?
– No, nie… – mówię zbita z tropu. – Kupiłam kinkiet. 
– No, bo wiesz, lampa do łazienki powinna być odporna na wilgotność.
– Acha… nie wiedziałam… – trochę się zmartwiłam, ale pomyślałam, że to chyba nie jest aż tak ważne, w końcu widzę na zdjęciach, że w łazienkach są różne lampy, nie tylko takie typowo łazienkowe. Ta myśl mnie trochę uspokoiła. Na krótko.
– A jakie to ma IP? 
– Aj – co???

Przeglądając internet dowiedziałam się, że do pomieszczeń takich jak łazienki, gdzie jest dużo pary,  stosuje się lampy hermetyczne – o podwyższonej odporności na wilgotność powietrza, z odpowiednią klasą ochronności IP. Dzięki temu mamy pewność, że lampy łazienkowe będą również bezpieczne.

I tu pojawia się zasadnicze pytanie: dlaczego, do jasnej cholery, nie zapytał się o to w momencie zakupu? Tego nie umiem sobie wytłumaczyć.

Scena 2.

Siedzimy w salonie, ja oglądam telewizję, mąż się kręci między kuchnią a salonem, a Malutek idzie w moim kierunku od strony toalety. Nagle, ni stąd ni zowąd, zaczyna płakać, tak jakby się uderzył albo nadepnął na coś. Po prostu nagle stanął i zaczął zanosić się płaczem. Podbiegliśmy do niego, żeby zobaczyć, co się stało. 

– Chyba się uderzył o klamkę – dedukuję. Drzwi od łazienki nie otwierają się na oścież, bo hamuje je dywan. Pewnie Mały wychodził i zahaczył głową o klamkę.
– A może na coś nadepnął – kombinuje mąż i zaczyna macać ręką czy czegoś nie ma w dywanie. – Bo wiesz, na przykład w łazience na podłodze leży igła. A ty tak kąpiesz tam małego. Mogłabyś ją podnieść!

Już prawie wstałam tknięta poczuciem winy, już się prawie zerwałam, żeby podnieść tą igłę, kiedy ścięło mnie logiczne myślenie. Szybko skojarzyłam fakty i prawie padłam ze zdumienia! 

– A ty to nie mogłeś podnieść tej igły? Nie wierzę!!! Skoro ją widziałeś, to czemu jej nie podniosłeś?!

Rozumiecie? Taki troskliwy tatuś! Tak mi wytyka moją beztroskę! Ożeż ty!

Scena 3.

Siedzę przy stole i szukam czego w internecie. Obok mnie, po tej samej stronie stołu, parę krzeseł dalej siedzi Malutek. Na dalszym planie, w tej samej linii stoi mąż oparty o meble kuchenne i nalewa sobie wodę do szklanki. Nagle krzyczy w panice nie odrywając się od blatu i nie przerywając nalewania:

– Joanna, czy ty nie widzisz, co on robi?!
– Co robi? – mówię zdezorientowana i patrzę na Małego.
– No wylewa jedzenie z talerza!!! Nie widzisz?!
– Nie, nie widzę, a poza tym nic takiego się nie dzieje. Czemu tak krzyczysz?
– Bo w ogóle nie reagujesz!

Już chcę się tłumaczyć, że nie widzę, bo gapię się w ekran laptopa. Czuję się oczywiście winna, bo moje dziecię pozostawione bez opieki robi co chce. Już wstaję i go odstawiam na bok, kiedy… dostaję olśnienia!

– Ja nie reaguję?! Ja nie reaguję! – chyba się zorientował o co mi chodzi, bo mina mu zrzedła. – A ty co robisz? Nalewasz sobie spokojnie wodę, a Mały tu prawie talerze poprzewracał! To chyba ty nie reagujesz!

Mały mógłby kołysać się w najlepsze na żyrandolu, a mój mąż spokojnie nalewając sobie wodę, krzyczałby do mnie, że nie reaguję. Coś takiego!

SMS, który pozostawiłam bez komentarza

Pamiętacie sms od mojego szanownego towarzysza życia z wpisu “Mężczyzna po czterdziestce jest jakiś dziwny”? Polecam do przeczytania jako podsumowanie tego tematu. 

Mój małżonek wysyła mi któregoś dnia smsa.  Jestem poza domem, Mały został z nianią, więc jestem wyluzowana. A tu dostaję takie coś, tak, ku pokrzepieniu serca. Czytam i czytam, i zachodzę w głowę, o co mu, kuźwa, chodzi?

„Dom otwarty, niania na spacerze, ja wyjechałem nie wiedząc, że jej nie ma…”

No i co ja mam z tym zrobić? Ochrzanić jego, że domu nie zamknął, zrugać nianię, że wyszła w ogóle z domu, poczuć się winna… Tak! Po dłuższej analizie dochodzę do wniosku, że chyba właśnie o to mu chodziło! Że to jest właśnie męski tok myślenia – winna jest zawsze żona. A przynajmniej tak powinna się czuć.

I tak reasumując, zastanawiam się czasem, co się dzieje w głowie mojego męża. Jakie tam odchodzą poważne obliczenia, które prowadzą do wyników zero-jedynkowych rozstrzygających o naszym życiu. Jak to wszystko układa się w schematy, w których my musimy się zmieścić. Jak proste są rozwiązania, bez żadnych zawiłych ścieżek, bez kwiecistych ubarwień, bez tych milionów odcieni szarości. Po co mówić, że dom jest jak przystań, do której przypływa statek po długiej podróży? Po co wywodzić się o miłości i strzępić język tym zwyczajnym “kocham cię”? Po co to wszystko, jeśli można po prostu powiedzieć:

– Jesteście dla mnie jak katalizator!