Kapiący cycek, czyli minusy karmienia piersią

Kapiący cycek, czyli minusy karmienia piersią

– Ja pierdzielę!!!!!! Co to, kuźwa, jest???? – krzyknęłam 9 lat temu, drugiego dnia po porodzie łapiąc się za cycki. Czułam ból i dwa rozpalone kamienie na sobie zamiast miękkich piersi. Pulsujące żyły chciały zaraz wybuchnąć, a ja nie mogłam się ruszyć . Oczywiście wkrótce się dowiedziałam, że ten stan nazywa się nawałem pokarmu i że kapiący cycek to normalne zjawisko. Patrzyłam na te dwie bomby, z których wyciekało mleko plamiąc moją wiązaną z tyłu, szpitalną koszulę i zastanawiałam się czemu nie jestem tym karmiącym aniołem, otoczonym blaskiem światła z gazety “Mama i dziecko”, która leżała na nocnej szafce obok łóżka. Już wiedziałam, że nie będzie tak kolorowo jak to na pierwszy rzut oka wyglądało.

Kapiący cycek to dla mnie pewien stan umysłu, który nie do końca akceptowałam. To takie półroczne bycie do dyspozycji, pełna gotowość i bycie na uwięzi. Nie lubiłam tego braku możliwości decydowania o sobie, chciałam zaznać trochę wolności, a tu nie dość, że dziecko jest absorbujące, to jeszcze to wyczerpujące karmienie. I choć te kilka plusów przeważa zdecydowanie nad minusami karmienia to jednak nie mogłam pojąć czemu muszę się z tym tak męczyć? I to minimum przez pół roku?

  Tamara Łempicka - Macierzyństwo

Tamara Łempicka 

Najgorsze były chyba nocne karmienia. Pobudka co dwie godziny to jakiś koszmar, a trwa to przynajmniej trzy miesiące. Dla mnie – śpiocha i nocnego marka – oznaczało rewolucję w moim życiu. Rano od 7 na nogach, a w nocy brak snu i odpoczynku. Pierwszy miesiąc jakoś zleciał. Za każdym razem miałam niesamowitą energię, a ekscytacja dzieckiem dodatkowo dodawała sił. Drugi miesiąc jak cię mogę, entuzjazm powoli opadał. A w trzecim czułam się jak taki chochoł, kiedy półprzytomna leciałam do łóżeczka. Niewyspana i skołowana najchętniej bym padła twarzą na podłogę, a tu trzeba było nakarmić i jeszcze uśpić dzieciaczka, a z tego się robiło ze 40 minut. Przy trzecim dziecku nauczyłam się jednak jakoś “uatrakcyjniać” długie, nocne karmienia, a potem usypianie małego czytaniem książki albo oglądaniem serialu na komórce. To było nawet fajne, bo jak mnie akcja wciągnęła na dobre, nawet się nie orientowałam, kiedy mały zasypia. Zbawieniem okazał się internet. Na przykład, żeby zamienić kilka słów ze znajomymi. Któregoś razu, była gdzieś 3.30, weszłam na Facebooka i wrzuciłam jakiś komentarz znajomej, która też niedawno urodziła. Jakież było moje zdziwienie, kiedy od razu mi odpisała! “A ty co robisz o tej porze? Bo ja karmię” – zapytałam z uśmiechem, bo wiedziałam, że ona chyba też. I rzeczywiście, tak sobie pogadałyśmy, matki karmiące, o 3.30 w nocy. 

Albo jedzenie. Kiedy poszłam do pediatry z powodu płaczącego maluszka, okazało się, że mam złą dietę, a małego od tego boli brzuszek. Usłyszałam wtedy, że najlepiej to jeść li tylko ziemniaki, buraki i kurczaki. Oczywiście sotte, bez przypraw i innych czosnków czy cebuli. A ja wcinałam kanapki z wędzonym serem! Cóż to był dla mnie za dramat, kiedy szliśmy do restauracji, a ja nic nie mogłam zjeść! Nic, oprócz piersi z kurczaka i ziemniaków z wody bez żadnych dodatków! Ślina mi ciekła i nos wykręcał od zapachów, ale musiałam być twarda. Oprócz tego, że się chudnie w oczach, brak prawdziwego jedzenia odbiera koloryt życiu.

Również wszelkie uroczystości są marną rozrywką przy karmieniu piersią. Najważniejszy dylemat: co na siebie włożyć, żeby łatwo wyciągnąć cycka i nakarmić małego. Jednoczęściowa sukienka, która doskonale nadaje się na takie okazje, odpadała, bo jak to zrobić: zadrzeć ją do góry czy ściągnąć do połowy? W obu przypadkach siedzę goła przynajmniej w połowie. Chrzciny, na które nas zaproszono opędziłam w spodniach i bluzce. Tak było mi najwygodniej, ale nie wyglądałam zbyt wyjściowo. Poza tym jak tu normalnie funkcjonować, kiedy dziecko rodzi się w zimie? Trzeba tego cycka wyciągać spod swetra, podkoszulka i stanika, żeby je nakarmić. A na zewnątrz? Nie da się, za zimno!

August Renoir - Matka karmiąca dziecko

Pierre-Auguste Renoir 

A imprezy? Wszystkie na trzeźwo, a potem jest się jeszcze kierowcą swojego męża, który wykorzystuje ten stan rzeczy bez litości.

Z lekarstwami też nie jest za wesoło. W zasadzie oprócz apapu, to nic nie można wziąć. Miałam po porodzie straszne nerwobóle idące od kręgosłupa. Jakiś kręg naciskał mi na nerw i wyłam z bólu. W końcu udałam się na ostry dyżur. Naczekałam się kilka godzin, bo nie byłam przypadkiem umierającym i na koniec lekarz mnie zbadał i wręczył receptę. Uradowana chwyciłam ją z nadzieją, że w końcu coś mi pomoże, jednak na koniec okazało się, że tych lekarstw nie mogę przyjąć, gdy karmię piersią!

Hit karmienia to jeszcze wiecznie kapiące mleko i mokre ślady na bluzce, gdy zapomni się o wkładkach laktacyjnych. Raz akurat poszłam na kurs fotograficzny, tam kilku facetów i same młode dziewczyny, a ja Matka – Polka wyskakuję z dwoma mokrymi kołami na bluzce. Do tego mieliśmy zdjęcia w studiu i jak siadłam w pełni oświetlona lampą studyjną do zdjęcia, to już nic nie było widać, tylko te grochy na cyckach. Zarzuciłam sobie szalik, żeby się trochę osłonić, ale dyskomfort pozostał. No i cała kompozycja się zepsuła!

Poza tym podczas karmienia najlepiej nie oddalać się od domu na odległość 10 minut drogi z uwzględnieniem korków. Chodzi się jak na smyczy w cyklach co dwu – trzygodzinnych, trzeba być pod ręką, bo a nóż dzieciaczek obudzi się głodny, wcześniej niż zaplanowane, a tu mleczarni nie ma. Większe zakupy, spotkanie z koleżankami czy fryzjer – to można sobie podarować. Zwykle miłe tete – a – tete czy buszowanie po wieszakach przerywa telefon od niani lub męża, którzy coś tam mówią, a ty nic nie słyszysz, bo w tle płacze mały głodomór. Co ja mówię – płacze, drze się wniebogłosy! Oczywiście już odpalasz wrotki i lecisz w te pędy do domu z ogromnym poczuciem winy, że cię nie ma przy dziecku.

W ogóle podczas karmienia miałam wrażenie, że mój kapiący cycek żyje własnym życiem i że mamy konflikt interesów. Na przykład nabrzmiewał od mleka akurat jak miałam jeszcze dwie ściany do pomalowania na budowie albo w trakcie farbowania włosów u fryzjera. Pamiętam też niekontrolowane strzyknięcia mleka do piersi na widok swojego dziecka, a gdy płakało w nocy ja jak w amoku w sekundę wisiałam nad nim z kapiącym, pełnym mleka cyckiem, zanim w ogóle cokolwiek zdążyłam pomyśleć. Zupełnie jakby mały trzymał mój cycek na sznurku i przyciągał go, gdy był głodny.

Do ulubionych zajęć można też zaliczyć odciąganie pokarmu. Na przykład kiedy nie można podać piersi dziecku z powodu brania lekarstw albo żeby zostawić w lodówce niani. Bierze się taką pompkę i… ech… mówcie do mnie Krasula. A poza tym ile się namęczyłam zanim cokolwiek siknęło! 

A potem, kiedy już to wszystko się skończy? Zostają dwa puste placki, berety z antenką albo, Boże uchroń, rozstępy, co mnie na szczęście nie spotkało.

Pablo Picasso - macierzyństwo

Pablo Picasso

Kiedy urodziłam swojego pierwszego syna oczywiście karmienie piersią było czymś nowym i cieszyłam się, że w ogóle tak łatwo poszło. Rzeczywiście nacisk na tą formę karmienia i w szkole rodzenia, i w szpitalu, i w mediach sprawił, że nawet przez myśl mi nie przeszło, że może być inaczej. Jednak po 3 miesiącach karmienia mój syn się zbuntował i nie chciał pić mojego mleka. Wyrywał się i odrzucał pierś, a jednocześnie płakał z głodu, a ja myślałam, że padnę ze zmęczenia i noszenia go na rękach. Nie mówiąc, że nerwy mi puszczały i ogarniała ogólna bezsilność. Mimo że wykarmiłam jeszcze dwoje następnych dzieci, do dziś nie wiem co było powodem tego stanu rzeczy. Kupiłam więc mleko zastępcze, ale długo jeszcze miałam poczucie winy, że nie daję mojemu dziecku wszystkiego co najlepsze.  Pamiętam jednak z jaką ulgą wyrzuciłam wkładki laktacyjne i zjadłam karkówkę z sosem czosnkowym. O lampce wina i, co za tym idzie, chwili błogostanu, nie wspominając. Poza tym na butelce mały szybko zaczął przesypiać noc, a ja nareszcie byłam wyspana.

Drugi syn dla odmiany wisiał na cycku pół roku jak huba i nie chciał się oderwać. Mimo że wiedziałam jak to fajnie jest już nie karmić, nie mogłam tego zmienić. Pamiętam jak budził się w nocy przez ten cały okres, a ja już chodziłam jak widmo i przysypiałam przy karmieniu, a potem budziłam się z tym wywalonym cycem  i małym obok. Kiedy wróciłam do pracy sprawę załatwiła niania, mały w końcu musiał coś zjeść, kiedy mamy nie było. 

Trzeci syn z powodów organizacyjnych szybko przeszedł na butelkę. Kiedy miał 4 miesiące, zaczęliśmy malować ściany na budowie, a ja coraz częściej tam pomagałam aż w końcu malutek przyzwyczaił się do nowych porządków.

No cóż, świadomie podjęłam taką decyzję i nie czułam się tym razem winna. W ogóle nie czułam się komfortowo podczas karmienia, dlatego chciałam szybko się z tym uporać, wbrew zaleceniom, wbrew histerii mediów i wbrew ocenom innych matek, które zgromiły moje pomysły i skazały mnie na wieczne potępienie. Cały czas uchlapana mlekiem, na uwięzi i bez przyjemności zwykłego jedzenia i picia, z ulgą powróciłam do starego stanu rzeczy. Kupiłam sobie tylko staniki z push- up’ami, żeby upchać i trochę unieść te dwa berety, które mi zostały po trzykrotnym karmieniu piersią. Mam nadzieję, że ostatnim 🙂

karmienie piersią

Ja, Joanna, karmiąca Matka – Polka na wakacjach z dzieckiem 🙂