Najmłodszy w rodzinie – czego nauczy się od starszego rodzeństwa?

Najmłodszy w rodzinie – czego nauczy się od starszego rodzeństwa?

Nie ulega wątpliwości, że mój najmłodszy w rodzinie syn jest dużo bardziej rozgarnięty niż jego starsi bracia, kiedy byli w jego wieku. Wszystkiego nauczył się nie od nikogo innego, tylko od nich właśnie i dlatego w niektóre klocki jest od nich o lata świetlne do przodu niż oni byli, mając 3 lata. Trochę mnie to przeraża, ale wiem, że go nie odseparuję od różnych sytuacji, które rozgrywają się w naszym domu. To się dzieje, a ja coraz częściej muszę reagować w sposób bardziej zdecydowany.

 

Najmłodszy w rodzinie


Kolejność urodzenia ma duży wpływ na to, jak wychowywane jest dziecko w rodzinie. Najstarszy ma zwykle najgorzej. To względem niego rodzice pokładają największe nadzieje i wymagają najwięcej. Na nim uczą się rodzicielstwa i wychowywania dzieci.

Średni już ma trochę lepiej, choć z racji, że nie jest ani najmłodszy, ani najstarszy, trudno mu znaleźć się wśród rodzeństwa i często próbuje wywalczyć swoją pozycję i uwagę u mamy i taty w sposób konfliktowy. Walczy więc z najstarszym, przez co ciągle są kłótnie, bo ciężko mu wygrać z silniejszym, cwańszym i bardziej rozgarniętym ze względu na wiek bratem.

Najmłodszy w rodzinie ma zwykle najwięcej uwagi ze strony dorosłych i tak jest u nas. Wiem, że w porównaniu z braćmi tego naszego zaangażowania w jego wychowanie będzie miał najwięcej. Jest najmniejszy, więc tak go będziemy pewnie długo traktować i skupiać uwagę bardziej na nim niż na starszym rodzeństwie. Przynajmniej dopóki nie zaczną się problemy z okresem dojrzewania. Wtedy pewnie szala przechyli się w stronę dorastającej młodzieży.

Na tą chwilę widzę, że pewna pobłażliwość i tolerancja wobec sposobów zachowania spowodowała, że nasz najmniejszy synek łamie reguły dobrego wychowania i czuje się o wiele swobodniej niż jego starsi bracia. Coraz częściej, widząc efekty naszej pobłażliwości i wpływu przebywania wśród starszych chłopców, reaguję bardziej zdecydowanie, bojąc się, że Młody wywinie się spod kontroli nie wiadomo kiedy i będzie coraz trudniej nauczyć go dobrego zachowania. Już teraz widzę, że w porównaniu ze swoimi braćmi, Mały jest od nich hej do przodu, co widać w codziennych zachowaniach. Czasami jest to niepokojące, ale są i dobre strony posiadania starszego rodzeństwa.

 

Pyskówki


Tak, najmłodszy jest w tym równie dobry jak jego bracia. Umie im odpowiedzieć! Nie daje sobie nadmuchać w kaszę, żaden starszy brat nie może mu nic kazać. A jeśli tak się dzieje, to zaraz ma na to gotową odpowiedź: “Cicho!” – krzyczy, “Ty nie możesz!” – decyduje, “Jesteś brzydki!” – odpowiada, jak już nie ma argumentów. Na początku śmialiśmy się z tego, bo wyglądało to zabawnie, kiedy taki mały brzdąc mówił takie teksty. Ale niestety zdarzyło się, że powiedział do mnie “Zamknij się”. I już mina mi zrzedła. Teraz za każdym razem muszę mu mówić, jak się powinien zwracać do braci i do rodziców i że nie wolno używać niektórych zwrotów do starszych.

 

Przeklinanie


Młody wie już, niestety, że może sobie użyć słowo “kurczę” i robi to we właściwym momencie. Gdy coś mu się nie udaje, coś nie wychodzi, wtedy właśnie mruczy sobie pod nosem to proste “kurczę”, marszcząc przy tym czoło z niezadowolenia. Wiem, że robi to bezwiednie, nie rozumiejąc co to właściwie jest przeklinanie. Ale widać podsłuchał od nas albo od chłopaków, że tak sobie można wyrazić złość lub frustrację i robi tak samo. 

 

Skarżenie


“Mamo, a on gra!” – najmłodszy wie, że jego bracia nie powinni grać w tygodniu i od razu biegnie z tym do mnie. Wie również, jaką to wywoła reakcję. Niestety, nie umiem nie zwracać na to uwagi, bo to, że chłopcy grają poza wyznaczonym czasem wkurza mnie na maxa. Więc on skarży, bo w ten sposób wywoła pożądany efekt: z moją pomocą odciągnie brata od komórki i zaciągnie do układania klocków. Co, koniec z końców, jest jednak lepsze niż ślęczenie nad grami, ale osiągnięte na skróty i to mi się nie za bardzo podoba. Poza tym to skarżenie na siebie jest już tak męczące, że koniecznie muszę z tym powalczyć. 

 

Samodzielność


Mamy taki stryszek, gdzie chłopcy mają klocki Lego. Ciągle był z nim problem, bo Mały chciał tam wchodzić razem z braćmi. A wejście jest po drabince, a potem po drugiej! Musiałam go więc asekurować, stać, patrzeć, bać się, czy nie spadnie. Jakie było moje zdziwienie, kiedy któregoś pięknego dnia okazało się, że Malutek sobie świetnie radzi beze mnie! Umie wejść i zejść, wie, gdzie się podtrzymać, za co złapać. Jestem pod wrażeniem (ale dalej boję się, że spadnie)!

Pamiętam, ile czasu zajęło starszym chłopcom oswojenie się z prysznicem. Najpierw tylko noga, potem delikatnie woda, sto podejść, próby, próby, próby. Tym czasem najmłodszy, który zawsze kąpie się ze średnim, po prostu któregoś dnia wszedł pod prysznic ze starszym bratem i jakby nigdy nic cały się umył, nie zapominając także o sferze intymnej. 

To pokazuje, że najmłodszy w rodzinie chętnie naśladuje starsze rodzeństwo i chce być tak samodzielne jak ono. Dlatego niektóre czynności codzienne, takie jak ubieranie się, korzystanie z toalety czy sprzątanie, zostały przyswojone przez Małego bez mojego udziału. Po prostu pewnego razu okazywało się, że umie zrobić coś, czego go nie uczyłam, a pokazali mu jego bracia. To naprawdę dużo mniej roboty!

 

Ściganie się


“Mamo, jestem piersy!” – krzyczy Malutek dobiegając do drzwi wejściowych. Ściga się zawsze. Tego też nauczył się od starszych braci. Do łazienki, do łóżka, do wyjścia – zawsze musi to być wyścig. Szkoda tylko, że się nie ścigają, kto pierwszy będzie w łóżku i zaśnie albo kto pierwszy posprząta pokój!

 

Mówienie po angielsku


Co Wam będę mówić! Mój mały, trzyletni synek już mówi po angielsku! Hm! Taka będę, że się pochwalę. Bo Mały mówi “Okej”!

To oczywiście żart, ale rzeczywiście już słówko zostało przyswojone. I patrząc na to, ile angielskich zwrotów pojawia się w rozmowach chłopców, najmłodszy na pewno szybko nauczy się wielu słówek jeszcze zanim pójdzie do szkoły.

 

Przywitania


“Żółwik, beczka i piąteczka”, “Piątka, dziesiątka, piętnacha i czacha!” – tego typu przywitania królują w naszym domu. Na przywitanie zawsze jest “Przybij piątkę!” i Malutek wie, co ma zrobić. Na szczęście nadal wie, że jak mówię “Buziaczek” to ma mnie pocałować w policzek i że jest takie przywitanie jak “Cześć” czy “Dzień dobry”! 

 

Pingwiny i reszta


Podczas, gdy mój najstarszy syn w wieku 3 lat oglądał bajeczki dostosowane do jego wieku, najmłodszy dawno przeskoczył ten etap i równo ze starszym rodzeństwem ogląda Pingwiny, choć pewnie niewiele z tego rozumie, a także “Alvina i wiewiórki”. Czasami jednak chce obejrzeć “Teletubisie” albo “Strażaka Sama” – pewnie dlatego, że są one po prostu przeznaczone dla takich maluchów jak on, dzięki czemu wie o co w nich chodzi.

 

Elektronika


To znak czasów, że dzieci poruszają się w świecie elektroniki lepiej niż my. Nasz najmłodszy w rodzinie syn oczywiście obsługuje telefon komórkowy w sposób naturalny. Umie włączyć You Tube czy zdjęcia, które uwielbia przeglądać. Kiedy ma problem z ekranem bądź wyskakującymi reklamami może liczyć na pomoc rodzeństwa. Bacznie ich obserwuje i pewnie już niedługo sam będzie umiał sobie poradzić z różnymi niedogodnościami związanymi z obsługą komórki. 

 

Zastanawiam się, czego jeszcze najmłodszy w rodzinie nauczy się od swoich starszych braci. Mam nadzieję, że więcej pozytywnych zachować niż negatywnych, choć te niestety przyswajają się w zaskakująco szybkim tempie. Widzę też, że mimo tego, że to trzecie dziecko, nie mogę zwolnić i pobłażać, bo szybko wymknie mi się spod kontroli. A wtedy będzie jeszcze trudniej…

 

Jakie macie doświadczenia z wychowywaniem najmłodszych dzieci? Czy tak jak mój syn przyswajają zachowania poprzez naśladowanie starszego rodzeństwa?