Kilka słów o religii w szkole

Kilka słów o religii w szkole

Nie wiem, czy ten tekst nie będzie jak włożenie kija w mrowisko, ale pokuszę się o wyrażenie swojej opinii na temat religii w szkole i mam nadzieję, że nikogo tym nie obrażę.

Raczej staram się być daleko od prezentowania moich poglądów politycznych, a tym bardziej religijnych. Wiadomo, każdy ma swój światopogląd i trudno z tym dyskutować, nie mówiąc już o tym, że zawsze to wywołuje wiele emocji. Jednak, przeglądając internet, zwróciłam uwagę na akcję “Świecka szkoła” i ucieszyłam się, że w końcu się zaczyna mówić o religii w szkole. Nigdy mi się nie podobało, że katechezy nie odbywają się jak kiedyś w kościele, a po ostatnim sprawdzianie z religii u mojego najstarszego syna, dodatkowo zirytował mnie ten stan rzeczy.

Akcja “Świecka szkoła” to obywatelska inicjatywa ustawodawcza mająca na celu zmianę ustawy i zaprzestanie finansowania religii z budżetu państwa oraz wyprowadzenie jej ze szkół. Religia miałaby być finansowana przez Kościół, a katechezy byłyby organizowane na przykład w salkach przykościelnych.

Kiedy ja chodziłam do szkoły, religia odbywała się właśnie w salkach katechetycznych przy kościele. Spotkania miały miejsce przed lub po zajęciach w szkole i miały wyjątkowy klimat. Nie wiem dlaczego. Może dlatego, że na spotkanie z księdzem stawialiśmy się  z głową wolną od szkolnej rutyny, że atmosfera kościoła zbliżała do sedna poruszanych spraw, że tę religię można było poczuć prawie organoleptycznie. Zostawiając doczesny świat za murami kościoła, byliśmy bliżej Boga i bliżej siebie. Wyciągnięci ze szkolnych ławek, bardziej swobodnie, bez stresu, że zaraz sprawdzian z historii, na który trzeba jeszcze trochę się pouczyć, łatwiej skupialiśmy uwagę na istocie rzeczy. 

Tymczasem moje dzieci miały zajęcia z religii najpierw w przedszkolu, a teraz mają w szkole. Chociaż uważam, że edukacja religijna i wszystkie sakramenty powinny się odbywać, kiedy dziecko jest starsze i bardziej świadome, to jednak nigdy nie przeciwstawiłam się temu. No bo niby jak? Co powiedzieć maluszkowi, gdy wszyscy uczestniczą w zajęciach, a ono nie? Narażać je na komentarze innych dzieci i poczucie inności? Chyba tego nie chciałam. No, cóż systemu nie zmienię.

W szkole religia oczywiście jest wpleciona w plan lekcji i obaj moi starsi synowie normalnie w nich uczestniczą. Pomiędzy w-fem a przyrodą, albo pomiędzy zajęciami wczesnoszkolnymi z panią wychowawczynią. No cóż, książkę i ćwiczenia zakupiłam, a chłopcy się z nich na bieżąco uczą.  Jednak kiedy starszy dostał ocenę mierną ze sprawdzianu z religii, to się naprawdę zirytowałam. Tym, że tak surowo został oceniony albo że tak trudne były pytania, że w ogóle był sprawdzian i że ogólnie z religii są oceny. Pośród tylu zadanych lekcji i tematów do nauczenia, uznałam, że moje dziecko nie musi się z religii uczyć, bo jakąś podstawową wiedzę potrafi z zajęć przyswoić. Myliłam się.

Ile pracy musi wnieść dziecko, które zaczyna czwartą klasę, wiedzą chyba wszyscy rodzice, którzy przez to przeszli. Po trzech latach nauki wczesnoszkolnej zaczynają się oceny, pojawia się wiele nowych przedmiotów, a każdego uczy inny nauczyciel, który ma inne wymagania i system oceniania. Sama się z tym zderzyłam jak ze ścianą, a co dopiero moje dziecko.

Niestety, odrabianie i przygotowywanie się do lekcji to istna męka (pisałam o tym tu). Mój syn nieprzypilnowany uważa, że nigdy nic nie jest zadane i że do sprawdzianu nie trzeba się przygotowywać, bo on wszystko pamięta, choć kiedy go odpytuję, okazuje się, że jego wiedza jest mocno wybiórcza. Ciężko jest go zagonić do lekcji, szybko się do nich zniechęca, a dla mnie to jest czasem nerwowo nie do przejścia.

A tu mamy dwóję ze sprawdzianu i w ogóle sprawdzian z religii!

Przyznam szczerze, że nie brałam pod uwagę, że z religii też trzeba się uczyć. W tym sensie, że przygotowywać do sprawdzianu. Mało tego! Ocena z religii wchodzi do średniej! Czyżby kolejny przedmiot, nad którym będę musiała się pochylić? Przypomnieć, żeby młodemu człowiekowi nie umknęło przypadkiem, że również z tego trzeba się przygotować? Mało jest do nauczenia z przyrody, historii, matematyki, dwóch języków obcych i jednego ojczystego?

Religia, która naucza o naszej wierze, nie powinna być przedmiotem, na który jest obowiązek się stawić i przygotować. Nikt nie lubi przymusu, zastanawiam się czy to nie spowoduje zniechęcenia do Kościoła młodego pokolenia. Księża podkreślają, że religia w szkołach jest wygodniejsza, bo do salek przyszłaby tylko garstka osób, a tak jest komplet. A może właśnie przyszli by ci, którzy chcą, a nie muszą, i zajęcia byłyby bardziej wartościowe? Zarzucają nam, rodzicom, że nie chciałoby nam się wozić dzieci, że sami zniechęcamy dzieci do religii. Więc dobrze, niech religia będzie w szkole, ale po zajęciach, albo na przykład w sobotę po południu, albo w różne dni, żeby można było wybrać dogodny dla siebie termin. No i po co te oceny?

Szkoła powinna być świecka. Religia powinna odbywać się poza szkołą, po lekcjach, w innej atmosferze i nie pod przymusem. A zaoszczędzone pieniądze powinny trafić do szkół, które nie są dostatecznie przygotowane dla sześciolatków lub którym brakuje pomocy naukowych. Trzeba coś zrobić, bo biskupi przebąkują, żeby religię włączyć do matury! Wydaje mi się, że to już przesada, a wam?

  • Ela

    Witam!
    A ja uważam, że dobrze, że religia odbywa się w szkole. Też pamiętam jak sama uczęszczałam do salki przykościelnej i mamę, która musiała zdążyć mnie tam zaprowadzić bo blisko nie było. dawała radę bo to były inne czasy. Żyło sie zdecydowanie wolniej – co w rozmowie ze mną sama przyznaje…I osobiście uważam, że dobrze, że dziś (w kwestii zawiezienia dziecka do tejże salki) szkoła wyręcza rodziców. Nie mam pojęcia jak niby miałabym zdążyć na 15:00 lub 16:00 gdzieś tam dojechać – chyba tylko nagminnie zwalniając się z pracy, na co wiadomo jak patrzy pracodawca…
    Natomiast inną kwestią jest i również uważam to za nieporozumienie, że średnia z religii jest brana pod uwagę. Moim zdaniem powinna być to ocena “poza” średnią natomiast uwzględniona na świadectwie szkolnym.
    Pozdrawiam! 🙂

    • Może i masz rację. Chodzi mi o to, że religia jest wpleciona pomiędzy inne lekcje. Lepiej moim zdaniem byłoby, gdyby zajęcia odbywały się po lekcjach – może i w szkole – ale na zasadzie zajęć dodatkowych. Nie byłoby w związku z tym takiej presji, że każde dziecko musi być na religii, bo tak naprawdę nie ma co z nim zrobić. Etyka? Nie wiem, czy to w ogóle funkcjonuje. Jeśli chodzi o stopnie, to już jest przesada, nie mówiąc już o tym, że ktoś wspominał o możliwości zdawania matury z religii. Wydaje mi się, że wiara powinna być jakąś wewnętrzną potrzebą, chęcią spotkania z Bogiem, a nie przymusem ocenianym stopniami.

      • Ela

        Matura z religii??? No tego jeszcze nie słyszałam!
        Na ministra edukacji przydałaby się rodzic “czwartoklasisty”…Może niech Pani kandyduje? Zaraz podpiszę!!!!! 😀