Odbierz paczkę, kochanie

Odbierz paczkę, kochanie

Odbierz paczkę – zlecił mi zadanie mój mąż któregoś dnia. W końcu kupiliśmy najstarszemu komputer. Mówię “w końcu”, bo trwało to wybieranie i trwało. Nareszcie się doczekał. Wymarzony laptop miał przyjść paczką do paczkomatu. Ale odbieranie też trwało i trwało…

– Słuchaj, przesłałem ci na maila kod, weź odbierz z paczkomatu komputer.
– Ok – zlecenie przyjęte!
– Tylko pamiętaj masz na to chyba 72 godziny.
– Dobra jutro po pracy odbiorę.

Jak rzekłam tak zrobiłam. Wielkie aj-waj odebrać paczkę. Jadę więc w ciemną noc, bo akurat na wieczór miałam zmianę, pod paczkomat, w którym zwykle odbieram paczki. Trochę się po drodze martwiłam, bo akurat telefon miałam na rezerwie, ale jeszcze 5%, dam radę. Muszę tylko odczytać maila z kodem.

Podjeżdżam pod centrum kupieckie, ciemno i głucho, ale parkuję, staję przed paczkomatem, odblokowuję komórkę i… widzę jak drga ekran… no nie… zaraz się wyładuje!!! Nie!!! plisss, tylko przeczytam tego maila i już możesz paść! Ta-da- ra- da-dam, zagrała muzyczka z mojej sieci komórkowej i telefon zgasł. No szlag by to… Co za pech! No nic, jutro przyjadę.

Następnego dnia wiozę dzieci do szkoły, odstawiam, a potem z Malutkiem jedziemy po paczkę. Nie chce mi się, bo jak to rano, ruch jak diabli, stoję na każdych światłach. No ale, chcę mieć to z głowy. 

Podjeżdżam pod centrum, parkuję na zakręcie, a co? Nie wiem, kto wymyślił paczkomaty bez parkingu bezpośrednio przed nimi. Za chwilę już mi ktoś z tyłu trąbi. Dobra! Dobra! Już odjeżdżam! Na szczęście tuż obok mam miejsce tak, że mogę zostawić małego na chwilę. Jest w zasięgu oka. Tymczasem staję przed żółtym urządzeniem z szufladkami na paczki i odpalam komórkę. Ha! Tym razem załadowałam na full. Znajduję maila, to chwilę trwa, bo mało mam pamięci i to się otwiera i otwiera, ale w końcu jest! Mam ten cholerny kod. Mrużę oczy bo słońce świeci prosto w ekran, nic nie widać. Przesłaniam ręką, bo nie wiem gdzie wklepać ten numer, czytam, czytam i widzę, że włączony jest panel administratora. Co jest, cholewcia? Klikam, klikam i nic! No, ale obok widzę numer awaryjny, więc dzwonię.

jak odebrać paczkę

– Halo? Dzień dobry, stoję przed paczkomatem przed centrum kupieckim, ale na ekranie jest panel administratora i nic nie mogę zrobić.
– Ok. Przełączę panią do dziełu technicznego. – Tam-ta-ram-tam-ta-ta-ram-dam – Halo?
– Tak. Stoję przed paczkomatem przed centrum kupieckim, ale na ekranie jest panel administratora i nic nie mogę zrobić.
– Na jaki numer telefonu była nadana paczka?
– na 600….. – wybieram jeden z numerów mojego męża. Ciekawe czy trafię? 
– Na taki numer nie ma nadanej paczki.
– To proszę spróbować 662……
– Ok, jest. Zaraz odblokujemy. Proszę poczekać 5 minut.

W tym czasie lecę do Malutka. Trochę już się niecierpliwi, ale nie wyciągam go, bo zaraz tą paczkę odbiorę i jadę. Zabawiam go więc, daje zabawkę i lecę zobaczyć na monitor. To samo, kurde. Ileż mam czekać? Wracam do małego. Zaczyna kręcić się, chce wyjść. Znajduję jakąś zabawkę i zajmuję go na minutę. Znowu lecę i znowu to samo! No, kurcze blade! Klikam jeszcze dla pewności i biegnę z powrotem, niestety mały już płacze w głos. Chyba się nie doczekam, stwierdzam i wracam do domu. No nic, odbiorę dzieci i pojedziemy jeszcze raz.

W domu dzwoni mąż:

– Odebrałaś paczkę?
– Nie. Wyobraź sobie, że najpierw wyładował mi się telefon, a za drugim razem system się zawiesił.
– To trzeba było sobie kod na kartce zapisać – ho-ho jaki zapobiegliwy, wujek-dobra-rada! Ciekawe czy sam by spisał?
A w ogóle to nie mogłeś zwykłego kuriera zamówić? Dostarczyłby do domu i byłoby po sprawie.
– No i miałbym problem, bo by pewnie dzwonił na mój telefon, żeby otworzyć bramę. A ja nie zawsze mogę odebrać, bramę nie zawsze można otworzyć, to jest takie wkurzające!
– Acha. 

To co można zrobić? Zawsze jest plan B. Problem można zwalić żonie na głowę.

Po szkole, samochodem zapakowanym po brzegi moimi dziećmi, udaję się do paczkomatu. Parkuję, ściskam w ręku telefon z otwartym mailem od męża i …. jest! Uff! Jest ekran, jest miejsce na wbicie numeru! Ok, przystępuję do działania. Wbijam numer telefonu, wbijam kod, jeszcze enter i… Znowu ten sam ekran. Oglądam się w lewo i w prawo czy jakaś szuflada się nie otworzyła, ale nie!

Z samochodu wyłazi starszy syn, potem wywleka się młodszy, ale wyganiam ich z powrotem, bo przecież Maluszek zacznie płakać. A ja tu znowu mam akcję!

Klikam znowu, cyfra po cyfrze. Numer telefonu. Sprawdzam. Ok, teraz kod. Cyfra po cyfrze. Sprawdzam. Jest ok. Enter. Ekran… Boże!!! Zaraz zwariuję. Nie. Spokojnie, próbuje jeszcze raz. Klikam, klikam, enter, ekran. AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!! Dostaję piany i dzwonię do męża.

– Słuchaj! Mnie tu chyba szlag trafi z tą paczką – drę się na całe osiedle.- Klikam i klikam i nie przyjmuje kodu!
– A dobrze wpisałaś?
– No tak, próbowałam kilka razy i niiiiiic! Weź sobie sam odbieraj te paczki! Ja już mam dosyć tych paczkomatów!!!!

Odkładam słuchawkę w furii. Rozglądam się wokoło, czy mnie ktoś słyszał i widzę starszą panią. Pani szuka kodu w telefonie i przymierza się do odbioru paczki. Patrzy na mnie z politowaniem i mówi:

Niech pani jeszcze sprawdzi pod centrum handlowym. Ja też tak raz miałam i okazało się, że to tam trzeba było odebrać.

Patrzę w maila, czytam, czytam i rzeczywiście! Centrum kupieckie i centrum handlowe nazywają się tak samo od nazwy dzielnicy i mieszczą się prawie naprzeciwko.  Ja zawsze odbierałam paczki pod centrum kupieckim, nawet nie wiedziałam, że paczkomat jest pod centrum handlowym. Ale mi się głupio zrobiło! Tyle zachodu, tyle razy jeździłam, męża nakrzyczałam, a to trzeba tylko było uważnie maila przeczytać! (Tutaj przeczytacie o tym jak nie doczytałam zadania domowego mojego syna i co z tego wynikło klik)

jak odebrać paczkę

Potem tylko pstryk i już wymarzony komputer trafił w ręce nowego właściciela.

  • Też ostatnio nie mogłam dostać się do paczkomatu – sprzedający błędnie wpisał mój nr telefonu (zmienił kolejność dwóch cyfr). Numer znam na pamięć więc nie sprawdzałam go w mailu (bo i po co), kod wpisywałam dwukrotnie i po kilka razy sprawdzałam… i za każdym razem błędne dane. Dopiero za trzecim razem, jak już mnie prawie szlag trafił, zaczęłam czytać całego maila i trafiłam na błąd.

    “Jak wszystko zawiedzie – przeczytaj instrukcję obsługi” 😉

  • Jakież to proste, prawda? Ale ile razy włączamy sprzęt bez przeczytania instrukcji obsługi, a potem obsługujemy jeden program nie wiedząc jakie możliwości ma urządzenie…

  • To chyba przekleństwo dzisiejszych smartfonów. 2 tygodnie temu musiałem odebrać chorego syna z przedszkola i pilnie udać się do lekarza. Ze względu na rotawirusa, wskazany był dojazd na miejsce taksówką i zamówienie jej z komórki. Niestety w trakcie rozmowy telefon padł, a trasę musieliśmy pokonywać przy użyciu miejskiego transportu. Z dodatkowymi przygodami po drodze 🙁

    • W takiej sytuacji miejski transport to rzeczywiście nie najlepsze rozwiązanie. A bez telefonu to jak bez ręki, wiele razy organizacyjnie uratował mi życie 🙂