Oferta specjalna, na którą dałam się złapać

Oferta specjalna, na którą dałam się złapać

Ostatnio, podczas wizyty w którymś markecie budowlanym, moją uwagę zwróciła oferta specjalna, na którą niestety dałam się złapać. Mówię “niestety”, bo bolało jak cholera!

Kiedy stanęłam z moją rodzinką przy kasie, wzrok mój przykuła specjalna oferta wyeksponowana wśród różnych gadżetów, które kupuje się niejako “przy okazji”. Trochę dziwna była to oferta, bo dotyczyła łapek na myszy. Pudełko wypełnione rzeczonymi łapkami stało tuż przy kasie, więc robiąc zakupy przy okazji mogłam kupić gumę do żucia, metrówkę, nożyk do cięcia i łapkę na myszy, jak to w markecie budowlanym. 

Ponieważ, jak już czytaliście w poprzednich postach (Akcja “Mysz” i Pożyczony kot i polna mysz), temat łapania myszy to dla mnie prawdziwa trauma i temat numer jeden, żywo więc zainteresowałam się tą ofertą. Ale nie dlatego, że cena była atrakcyjna, nie! Powód był zgoła zupełnie inny.

Otóż łapka była inna niż te, które znam. A znam drewniane, takie jak od lat się produkuje. A ta była aluminiowa! I dlatego wzbudziła moje zainteresowanie. Przede mną stało całe pudełko błyszczących i fikuśnych łapek na myszy!

Zaintrygowana chwyciłam jedną, żeby ją z bliska pooglądać i w tym samym momencie… chlast!!! AAAAAAAAAAAAAAuuuććć!!!!! Poczułam bolesne ściśnięcie za palec. Ożeż, kuźwa, tego się nie spodziewałam!!! To było tak nieoczekiwane, że wystraszona wyrzuciłam rękę w górę i łapka poszybowała gdzieś w powietrze. Obejrzałam się za nią, żeby ją zlokalizować, ale za chwilę spadła na zakupy jakiegoś gościa przede mną. Ten odwrócił się do mnie z dezaprobatą, a ja delikatnie chwytając łapkę, odstawiłam ją na miejsce. Jak gdyby nigdy nic, odwróciłam się w stronę kasjerki, ignorując skupione na mnie rozbawione spojrzenia. No tak, co za idiotka ze mnie, żeby tak się dać złapać!

Wpadłam w konsternację. Co jest, do cholery? Ktoś sobie jaja zrobił i nastawił łapkę? Okazało się, że jeszcze kilka takich nastawionych łapek jest w pudełku i czeka na takie frajerki jak ja. Trzymając się za bolący palec usunęłam się ze sklepu, zostawiając przy kasie prychającego śmiechem męża i panią kasjerkę zasłaniającą usta, której nie wypadało ryknąć śmiechem na klienta.