Pierwsze dziecko – czego bałam się najbardziej

Pierwsze dziecko – czego bałam się najbardziej

Kiedy rodzi się pierwsze dziecko, macierzyństwo jest drogą, którą idzie się po omacku, na czuja, pokonując kolejne etapy prawie na oślep. Dla mnie była to prawdziwa rewolucja, która wywróciła moje życie do góry nogami i spowodowała, że borykałam się z wieloma obawami i emocjami. Teraz wydają mi się one łatwe do pokonania, ale wtedy nie radziłam sobie z nimi za dobrze. Zostałam mamą i miałam wątpliwości, czy w ogóle dam radę to pociągnąć…

Rozmawiałam ostatnio z moją przyjaciółką, która urodziła swoje pierwsze dziecko. Powiedziała, że kiedy mężowi kończył się urlop i za chwilę miała na cały dzień zostać z dzieckiem sama, obleciał ją strach. Za chwilę musiała sobie sama poradzić z opieką nad dzieckiem i ze wszystkim, z czym to się wiązało. Choć to było lata świetlne temu, od razu stanął mi przed oczami widok mnie samej w szlafroku, głodnej i zapłakanej z becikiem na ręku – tak wyglądały moje pierwsze dni z maluszkiem w domu.

 

Pierwsze dziecko i co dalej?


Do swojej pierwszej ciąży podeszłam trochę niefrasobliwie. Ot i co, miliony kobiet rodzą dzieci i dają sobie radę. Z takiego wyszłam założenia i nie martwiłam się zbytnio tym, co się za chwilę wydarzy, zakładając, że jakoś to będzie. Okazało się, że nie miałam bladego pojęcia o tym, z czym będę się musiała zmierzyć i kiedy maluszek przyszedł na świat (obecnie duży chłop) zostałam zmuszona do totalnej zmiany trybu życia, dużego wysiłku fizycznego i mierzenia się z trudnościami codziennej pielęgnacji malutkiego dziecka, które nie może powiedzieć, co mu jest, a jego życie jest w moich rękach. To wszystko razem, włączając jeszcze fakt, że byłam z dzieckiem sama, bo mąż 300 km ode mnie, mama 120 km ode mnie, teściowa 70 km ode mnie, sprawiło, że strach, zmęczenie, frustracja i załamanie to były moje codzienne zmagania samej ze sobą. Do tego świadomość, że muszę dać radę, że nie mogę zostawić malucha i wyjść z domu, że na mnie spada cała odpowiedzialność za niego, stała się dla mnie nie lada wyzwaniem.

 

Czy się nadaję na mamę?


Nigdy nie miałam podejścia do dzieci i nie nadawałabym się na przedszkolankę. Stąd też bałam się, że nie będę miała instynktu macierzyńskiego, a pierwsze tygodnie po porodzie tylko to potwierdziły. Nic nie czułam. Nie wiedziałam, skąd się bierze to całe gruchanie wszystkich mam nad małymi dziećmi, bo ja nie czułam żadnej miłości, jakiejś czułości ani zachwytu maluchem. Nic, oprócz ciekawości małego człowieka, który wyszedł z mojego brzucha, powstał z mojej krwi. Jednak uczucie przyszło z czasem. Kiedy maluszek złapał ze mną kontakt wzrokowy, kiedy zaczął się uśmiechać, machać rączkami – to był ten moment zakochania się. Wtedy uwierzyłam w siebie i swoje macierzyństwo.

 

Pielęgnacja


Kiedy mały się urodził, jeszcze w szpitalu, nakarmiłam go i to był koniec, co wiedziałam i miałam odwagę zrobić z maluszkiem. Dobrze, że pojawił się mój mąż, bo nie wiedziałam, jak się zabrać do przebierania i zwykłej pielęgnacji. A on rozsupłał becik i zmienił pieluchę. Tak po prostu. Zrobiło mi się głupio z powodu moich obaw, że nie będę wiedziała jak to zrobić albo że coś zrobię nie tak. W ciągu tych kilku pierwszych miesięcy zrozumiałam, że tak naprawdę trudno zrobić krzywdę dziecku, jeśli jest się delikatnym, odpowiednio podtrzymuje główkę i zwyczajnie otacza dziecko miłością. Pielęgnacja pępka, pierwsza kąpiel, smółka i inne rodzaje kupek, pielęgnacja skóry i nosa albo, nie daj Boże, obcinanie paznokci – z tym szybko doszłam do wprawy. To, co było straszne za pierwszym razem, później stało się dniem powszednim i zwykłą czynnością, którą trzeba wykonać przy dziecku. 

 

Co ten płacz oznacza?


Płacz takiego małego dziecka to wielka niewiadoma. Bo to właściwie jedyny sposób, którym dziecko może wyrazić ból, zmęczenie, głód i wszelkie inne niedogodności jednocześnie. Odgadnąć, co się dzieje i jak pomóc takiemu maluszkowi, to wielka sztuka. Przyda się i pomoc lekarza, i rada kogoś bliskiego, a czasem nieodzowna jest kobieca intuicja. I o ile można to wszystko przeczytać, to i tak płacz wydaje się być czymś strasznie trudnym do przejścia. Bycie świeżo upieczoną mamą nie ułatwia tego zadania w żadnej mierze.

Ten płacz, którego nie można przerwać, to chyba jedno z najgorszych moich codzienności z małym dzieckiem. Nie wiedziałam wcześniej, że płacz jest tak uciążliwy, że potrafi wyprowadzić z równowagi, że czasem człowiek jest na skraju wyczerpania nerwowego. Sama czasem musiałam wyjść do drugiego pokoju, żeby nie stracić panowania nad sobą, żeby chwilę ochłonąć. Nie miałam nikogo do pomocy, byłam zmęczona, niewyspana i nieogarnięta z tym całym moim macierzyństwem. I traciłam nerwy, bo nie byłam w stanie odgadnąć, co się dzieje mojemu dziecku. A może tak tylko płakał? Nie wiedziałam. Nie miałam know-how bycia matką, a z tej bezsilności płakałam razem z moim małym synkiem.

Śpi tak długo czy, nie daj Boże…


Znacie to? To słuchiwanie, czy mały oddycha. Jak nie śpi to źle, a jak śpi  za długo, to Boże, czy jeszcze żyje? Śmierć łóżeczkowa – tego boi się chyba każda matka. Ja też zaglądałam do małego i sprawdzałam, czy oddycha, gdy spał więcej niż zwykle, a nawet jak spał normalnie. Nagle pojawiała się taka niepokojąca myśl i już wisiałam nad łóżeczkiem, patrząc w skupieniu, czy pierś mojego dziecka podnosi się czy nie. Uspokoiłam się dopiero, kiedy zamontowaliśmy monitor oddechu pod materacem. Na szczęście nigdy się nie włączył.

 

Choroby, infekcje i gorączka


W pierwszych miesiącach życia mojego pierwszego syna nie przydarzyło mi się nic strasznego, choć naturalnie biegałam od lekarza do lekarza z najmniejszym katarkiem. Nie umiałam sobie sama poradzić ze zwykłym przeziębieniem, bałam się zapalenia ucha, płuc czy innych chorób. I gdy już myślałam, że mały dobrze się rozwija, moja mama zauważyła, że wodzi dziwnie oczami, co wydawało mi się niczym niezwykłym, a okazało się specyficzną wadą wzroku. Nasz znajomy dentysta stwierdził, że nie jest to dobry objaw i poradził wizytę u neurologa. To był pierwszy raz, kiedy spanikowałam. Pobyt w szpitalu i widok innych dzieci dotkniętych różnymi chorobami neurologicznymi, jeszcze bardziej mnie dołował. Zanim postawiono diagnozę, przeszliśmy przez tomograf i rezonans, który na szczęście nie odkrył nic niepokojącego, a mały rozwijał się dobrze.

 

Czy moje dziecko rozwija się dobrze?


To jest kolejny czuły punkt każdej świeżo upieczonej mamy. Sama zastanawiałam się, czy nie zgłosić się do lekarza, kiedy zauważyłam, że mały nie odwodził kciuka, choć w książce było napisane, że już powinien. Z czasem przekonałam się, że każde dziecko rozwija się w swoim tempie, a nasze ambicje nie mają tu nic do tego. Trudno było też zaakceptować, że mój syn nie jest we wszystkim pierwszy, nie bryluje wśród dzieci i ma trudności z nawiązywaniem kontaktów.  Przestałam go porównywać z innymi dziećmi i zaakceptowałam takiego jakim jest. W końcu każde dziecko ma swój charakter i choćbyśmy stawali na rzęsach, to nie zawsze może i chce sprostać naszym wymaganiom.

 

Czuły sen


Nikt nie śpi tak lekko jak mama chyba. Ja też tak spałam. Słyszałam wypadnięcie smoczka i już stałam nad łóżeczkiem, słyszałam przewracanie się dziecka i zaraz męczyła mnie myśl, że leży odkryty aż musiałam wstać i zobaczyć. Kiedy brałam synka do łóżka, bałam się zasnąć w obawie, że go przygniotę i w rezultacie odkładałam go szybko do łóżeczka. Nigdy nie spałam mocno i nie wypoczęłam mając dziecko w swoim łóżku, a także w łóżeczku obok. Rozwiązaniem i pewną niezależnością we własnej sypialni było przeniesienie łóżeczka do dziecinnego pokoju. To był ten moment, kiedy czułam, że w końcu zasnę snem sprawiedliwego.

 

Czy to będzie tak zawsze?


Początki z pierwszym dzieckiem były dla mnie strasznie trudne. Nie potrafiłam dojść do porządku ze sobą ani z niczym wokół mnie. Przed ciążą długo spałam, późno chodziłam spać, a nocy nikt mnie nie wybudzał co kilka godzin. Przede wszystkim lubiłam długo wylegiwać się w łóżku i spać aż do południa. Nagle mój świat przewrócił się do góry nogami i strasznie trudno było mi przestawić się na zupełnie inny tryb życia. Ciągle chodziłam w szlafroku, niewyspana i zmęczona. Byłam z dzieckiem sama całe 5 dni w tygodniu i nie nadążałam z niczym. Nawet zjeść nie miałam kiedy, nie mówiąc o tym, że na początku nie można było jeść prawie niczego, żeby nie narazić maluszka na kolki.

Dobijało mnie też to uziemienie, brak możliwości oderwania się od dziecka, małej choć swobody. Potem, kiedy maluch podrósł, czułam się zamknięta w czterech ścianach. Nie lubiłam chodzić na spacery, brakowało mi kontaktu z ludźmi, nie miałam jeszcze koleżanek z dziećmi. Wszystko to sprawiło, że z radością wróciłam do pracy. Z radością, ale też z wyrzutami sumienia, że zostawiam swoje dziecko z nianią.

 

O Boże, czy to ciągle ja?


Mam wrażenie, że każde dziecko zabrało mi jakieś pięć lat z mojej młodości. Wyglądałam coraz gorzej i postarzałam się w widoczny sposób. Ciągłe niewyspanie, brak czasu na kosmetyczkę czy fryzjera, codzienny ubiór, choć wygodny, to niestety niezbyt sexi, zrobiły swoje. Nie chciałam na siebie w ogóle patrzeć. Bałam się, że mąż ode mnie nie ucieknie z krzykiem. Tym bardziej, że nie byłam dla niego zbyt miła. Nie miałam ochoty na pogawędki jak wcześniej, na romantyczne uniesienia czy inne przyjemności, które towarzyszyły nam przed urodzeniem dziecka. Skupiłam się całą sobą na moim małym synku i na nic więcej nie było czasu i ochoty. Jednak przetrwaliśmy jakoś ten trudny czas, a mój mąż wykazał się zrozumieniem. Po jakimś czasie wszystko się unormowało i ustatkowało, ja się ogarnęłam i zaczęłam wyglądać jak kobieta. Choć o jakieś 5 lat starsza.

Wychowanie małego dziecka, szczególnie pierwszego, jest wielkim doświadczeniem. Ale cały czas mam wrażenie, że matka w tym okresie jest obdarzona jakąś nadludzką siłą i wytrwałością i cokolwiek by się zdarzyło, to jest w stanie przez to przejść.

Czy z Wami, drogie Mamy, było podobnie? Jak przetrwałyście pierwsze miesiące z pierwszym dzieckiem?

 

 

Podobne wpisy

Jak nauczyć dziecko samodzielnej zabawy?

Jak nauczyć dziecko samodzielnej zabawy?

Tak naprawdę to nie wiem, czy wam odpowiem na pytanie, jak nauczyć dziecko samodzielnej zabawy. Nie wiem, bo nigdy nie stosowałam jakichś sposobów, …
Jak nauczyć dziecko zasypiać bez kołysania?

Jak nauczyć dziecko zasypiać bez kołysania?

Jak nauczyć dziecko zasypiać bez kołysania? Z tym pytaniem mierzy się wielu rodziców, dla których dziecko, które zasypia samo, bez koł…
Pierwsze dziecko – czego bałam się najbardziej

Pierwsze dziecko – czego bałam się najbardziej

Kiedy rodzi się pierwsze dziecko, macierzyństwo jest drogą, którą idzie się po omacku, na czuja, pokonując kolejne etapy prawie na oślep. …

Podziel się:
  • oj tak dzieci to rewolucja pierwsze maga drugie przetarcie szlaku a juz trzecie dziecko to prościzna :p