Pierwszy rok mojego bloga

Pierwszy rok mojego bloga

W tym miesiącu minie pierwszy rok istnienia mojego bloga. Rok, odkąd wykupiłam domenę domnaglowie.pl. Rok pisania o moim życiu, dzieciach i hobby. Nowa pasja, która pochłonęła mnie bez reszty. 

Kiedy się zabierałam za to przedsięwzięcie miałam już w głowie  nazwę, która od razu mi się skojarzyła, gdy myślałam o czym będę pisać. Poza tym kilka tekstów opublikowanych na moim prywatnym profilu na Facebooku. Od tych wpisów wszystko się zaczęło. Odzew był obiecujący. Dużo lajków i miłych słów, które tylko mnie zachęciły do bardziej profesjonalnego zaangażowania się w ten temat. Pewnego dnia usiadłam przed komputerem i, wykorzystując czas wolny zapewniony przez nianię opiekującą się moimi dziećmi, zabrałam się do roboty. 

Ale zanim cokolwiek zrobiłam, kupiłam sobie książkę, aby cokolwiek zaznajomić się z blogowaniem i skorzystać ze sprawdzonych rad innych, bardziej doświadczonych blogerów. Od razu dowiedziałam się, że najlepiej mieć własną domenę, jak pisać teksty, żeby były bardziej czytelne i przejrzyste oraz jak promować się w sieci.

książki pomocne przy prowadzeniu bloga

Kupiłam więc domenę, wystartowałam WordPressa i… nie wiedziałam co dalej z tym fantem zrobić. Nigdy nie zajmowałam się stronami internetowymi, nie znałam się na HTML, CSS, SEO czy Google Analitics. Zaczęłam więc powoli, na ślepo, bez żadnego wcześniejszego doświadczenia próbować poruszać się w tej materii. Nie było to łatwe, ale z czasem było coraz lepiej. Powoli coś tam zaczęło mi wychodzić i w końcu blog nabrał kształtu i wyrazu.

Pamiętam, że mnóstwo czasu spędziłam nad logo strony. Że próbowałam na lewo i prawo i nic mi nie wychodziło fajnego. Wysyłałam do siostry próbki do oceny, ale wciąż nie było to to, czego oczekiwałam po moim logo. Blog miał z założenia traktować o rodzinie na wesoło, więc chciałam, żeby i logo było takie – kolorowe, wesołe i kojarzące się pozytywnie. W końcu po długim kombinowaniu wyszło coś, co mi się spodobało.

Długo zastanawiałam się też jaki wybrać motyw. Błądziłam po tysiącach layotów i wciąż każdy mógł być i dobry, i zły. Trudno było od razu wybrać taki, który sprawdzi się w długim czasie, będzie funkcjonalny, ładny i spójny z całą ideą mojego bloga. Wybrałam, ale do końca nie wykorzystuję wszystkich jego możliwości i nie do końca jeszcze jestem z niego zadowolona. Często wygląd strony zależy od kolorów, które wybierzemy, jakości zdjęć, czcionki, przycisków mediów społecznościowych czy tego jak zagospodarujemy panel boczny.

klawiatura

Kiedy zaczęłam pisać pierwsze posty, okazało się, że wcale nie jest to takie łatwe. Przede wszystkim zajmuje dużo czasu. Można powiedzieć, że to taka praca na pół etatu. Trzeba napisać kilka tekstów tygodniowo, potem nadać kształt i jakąś myśl przewodnią, poprawić stylistykę, błędy ortograficzne, jeśli są, i literówki, merytorykę, interpunkcję. Wpis najlepiej opatrzyć kilkoma zdjęciami, to czasem jest wiele ujęć, aż wyjdzie to jedno, czasem w ogóle nie wychodzi nic. Zdjęcia trzeba obrobić w photoshopie, pomniejszyć, wykadrować. Tekst trzeba ustawić pod SEO, wpisać do mediów społecznościowych… Czasem zajmuje to kilka godzin. A kilka godzin przy małym dziecku naprawdę trudno wygospodarować.

Ale ponad to wszystko odkryłam, że naprawdę lubię to robić. Uwielbiam fotografować (z różnym skutkiem, ale uczę się cały czas), zawsze lubiłam pisać i cieszę się, że mogę fragment mojego życia przelać na wirtualny papier. Najlepszy moment to oczywiście chwila kiedy naciskam przycisk “Publikuj” i czekam na Wasze reakcje. Czasem jest marnie, a czasem od razu widzę, że temat chwycił. Poza tym warto przypomnieć stare wpisy, które nie każdy przeczytał, dlatego często linkuję w nowych postach do starych, które nawiązują tematem do tego, o czym aktualnie piszę.

narzędzia do pracy

Moim przewodnim zamysłem było to, żeby było śmiesznie i mam nadzieję, że czasem mi się to udaje. Nie zawsze zdarzają się jednak takie sytuacje, które mogę opisać na wesoło. A ostatnio to wprost nic śmiesznego się u nas nie dzieje! Nad czym ubolewam strasznie, bo chciałabym coś napisać, a tu nie ma co! Dlatego piszę też o książkach, które lubię czytać, o miejscach, które zwiedziłam i dzielę się z Wami przepisami – najczęściej łatwymi i szybkimi do wykonania.

Co mi dało moje blogowanie? Chyba to, że nie zwariowałam będąc w domu z dziećmi. Z końcem listopada straciłam pracę i mimo że próbuję znaleźć nową, nie udaje mi się to, niestety. Dlatego fakt, że piszę, uczę się wszystkich tych zawiłości internetowych, poruszania się w mediach społecznościowych, używania programów graficznych i fotografowania, daje mi poczucie, że nie stoję w miejscu, że nadal się rozwijam i poszerzam swoją wiedzę. A nuż mi się to kiedyś przyda!

Bardzo cenny jest też dla mnie kontakt z Wami – moimi Czytelnikami. Cieszę się, że ktoś trafia na moją stronę i nie piszę tylko dla siebie. Może nie tylko się śmiejecie z moich rodzinnych historyjek, ale też korzystacie z doświadczeń, przepisów czy propozycji. Cieszy mnie każdy komentarz, udostępnienie czy lajk. Daje mi to poczucie, że tworzę nie tylko album rodzinny, do którego z przyjemnością będę zaglądać po latach, ale też treść wartościową także dla Was.

Jak pewnie zauważyliście, nie uchylam drzwi do mojego życia na oścież. Pokazuję tylko wycinek naszych historii. Staram się, żeby moje dzieci i mąż byli najbardziej anonimowi jak tylko się da. Staram się nie pokazywać ich twarzy, nie podaję ich imion. Zdaję sobie sprawę, że część sytuacji nie jest lukrowana, że pokazują nasze błędy, niedoskonałości albo sytuacje, którymi może moje dzieci nie chciałyby się chwalić. Na razie nie mogą świadomie decydować, bo są małe, ale nie chciałabym, żeby w przyszłości mieli do mnie żal, że może za bardzo naruszyłam ich prywatność.

Znajdziecie mnie na Facebooku i stąd trafia na moją stronę najwięcej czytelników. Mój fun page uzupełniam śmiesznymi dialogami, ciekawymi tekstami innych autorów lub krótkimi historyjkami z bieżących wydarzeń z mojego domu. Czasem coś zaczynam pisać, a mój mąż albo dzieci rzucają jakimś żartem, który nadaje charakter mojemu wpisowi. Wpadajcie też na Instagram – tam znajdziecie więcej zdjęć, które robię w różnych sytuacjach. Jestem także na Twitterze i Google+. Ostatnio odkryłam również Pinterest, gdzie uzupełniam moje wpisy o zdjęcia przepięte z innych tablic lub zrobione przeze mnie. Dla tych, którzy nie poruszają się w mediach społecznościowych polecam wpisanie się na listę mailingową – informacje o nowych wpisać będziecie otrzymywać po prostu mailem.

Zapraszam też do przeczytania wpisów (kto jeszcze tego nie zrobił), które otrzymały najwięcej polubień w minionym roku:

Matczyne serce o tym jak mój syn odrabiał lekcje z polskiego i co mu z tego wyszło
Jak się wystraszyłam, że mnie ktoś zabije – historia jak poznałam mojego męża
Być mamą, czyli jak macierzyństwo wygląda naprawdę – o urokach macierzyństwa bez reklamowego lukru
Jak obchodziliśmy 10 rocznicę ślubu – i co z tego (nie) wyszło
Powrót do pracy po rocznym urlopie macierzyńskim – czyli moje obawy i rozterki
Gdzie są moje majtki – o tym jak to jest mieć facetów w domu
Zajęcia praktyczno – techniczne dla mam
– o zadaniach domowych nie koniecznie dla dzieci
Mężczyzna po czterdziestce jest jakiś dziwny
– moje obserwacje męskiego gatunku w tym jakże trudnym okresie ich życia
Odrabianie lekcji – chyba zgłoszę się do psychiatryka
– czasem niestety mnie to przerasta
Dzień Matki
– chwila refleksji nad moim macierzyństwem.

Mam nadzieję, że pozostaniecie ze mną jeszcze na kolejne lata. I że nie zabraknie mi tematów i weny twórczej do pisania kolejnych tekstów!

Korzystając z okazji zachęcam Was do podzielenia się ze mną Waszymi uwagami na temat mojego bloga. Każdą krytykę przyjmę na klatę i postaram się ulepszyć to, co Wam się nie podoba. Z chęcią również wysłucham peanów na moją cześć, słów uznania i komplementów! A co, dziś są w końcu urodziny “Domu na głowie”! 🙂