Prawa Murphy’ego dla mam

Prawa Murphy’ego dla mam

Prawa Murphy’ego chyba wszyscy znają. Mnie one bawią, bo  pozwalają spojrzeć na nasze codzienne niepowodzenia z przymrużeniem oka i z dużym dystansem. “Jeśli coś może się nie udać, to się nie uda na pewno” – to jedna z najbardziej znanych zasad, według której sprawy pójdą tak źle, jak tylko jest to możliwe. Odkąd jestem mamą, ta zasada dotyczy mnie chyba najczęściej.

Pamiętam, jak postanowiłam zrobić sobie keczup i go potem zawekować. Był późny wieczór, starsze dzieci spały i mój świeżo urodzony maluszek też. W garach gotowały się pomidory, płytki wokół, blat i płyta – wszystko było upaćkane czerwoną mazią, a ja w tych oparach i scenerii wyglądałam, jakbym urządziła rzeź niewiniątek. Kiedy przecisnęłam pomidory przez sitko, klnąc na własną głupotę, że mi się keczupu zachciało, zostało tylko wlać ten sos do słoiczków. Wsadziłam je do mikrofali, żeby spasteryzować, i w jeszcze gorące zaczęłam wlewać również gorący keczup. I właśnie w tym momencie, kiedy byłam w ferworze walki, kiedy próbowałam zawekować moje przetwory, obudził się mały. Reszty dzieła dokonałam przy akompaniamencie drącego się wniebogłosy Malutka, próbując jednocześnie szybko wlać sos i nie umazać nim rantów słoiczków. Słoiczki były małe, a ja się spieszyłam…

Zastanawiam się, dlaczego tak jest, że złe rzeczy przytrafiają się w jeszcze gorszych momentach? Czasem myślę, że wychowywanie dzieci i moje codzienne z nimi funkcjonowanie to niekończąca się lista praw Murpy’ego. Oto część z nich:

  1. Jeśli dziecko upuści świeżo zrobioną przez ciebie kanapkę z dżemem na podłogę, ona na pewno spadnie dżemem w dół.

    Może oprócz prawa Murphy’ego działają tu jeszcze prawa ciążenia, fakt, że kanapka nigdy nie spadnie suchą stroną, tylko zawsze posmarowaną i to jeszcze tak, że przez cały następny tydzień wydłubuję z fug resztki masła i dżemu jagodowego. 

  2. Jeśli dasz dziecku szklankę z sokiem, ono potknie się dokładnie w tym momencie, w którym pomyślisz, że jest takie samodzielne.

    Sok rozlewa się na podłogę i stolik, a ty lecisz po śliniaczek i krzesełko do karmienia, a usamodzielnianie dziecka odkładasz na inny termin.

  3. Jeśli właśnie umyłaś podłogę, bądź pewna, że twoja pociecha zaraz potem coś na nią rozleje.

    To jest więcej niż pewne, nie da rady, żeby choć jeden dzień było czysto. Podobnie ze stolikiem, na którym zawsze jest syf, czy blatem w kuchni, na którym ląduje wszystko, co potrzebne do zjedzenia. Wszystkie produkty niestety zostają na wierzchu, więc zanim pójdę spać mam jeszcze do posprzątania kuchnię. Idealny relaks przed snem.

  4. W momencie, w którym będziesz podziwiać swoje świeżo umyte okna, wpadnie na nie twoje dziecko z łapkami usmarowanymi masłem.

    Jest to szczególnie bolesne, kiedy okna są ogromne i umyć je to prawdziwe wyzwanie. Więc kiedy już cieszę oko po umyciu moich 3 – metrowych witryn, kiedy napawam się przejrzystym widokiem na ogród, moje dziecko robi to samo, trzymając ręce i obsmarkany nos na szybie. Przeganianie i tłumaczenie nie zdaje egzaminu, to nie działa. Szyba przyciąga jak magnez. 

  5. Jeśli upniesz sobie fantazyjnie zasłony, bądź pewna, że to będzie najlepsze miejsce na ukrycie się w zabawie w chowanego.

    Ileż to ja się namęczyłam, żeby równo wisiały te moje zasłony w sypialni, żeby pięknie fałdy się układały, żeby równo przylegały do ściany. I na to wszystko wpada moje dziecko, biegiem, bo musi szybko się schować i nie wiem jak to się dzieje, że właśnie wybiera moją wypieszczoną i równo ułożoną zasłonę! Wpada na nią z impetem, łapiąc za poły i zamaszyście niczym płaszczem Zorro zawija wokół siebie. Wrrrrr!!! Albo chcę powiesić wypraną świeżo firankę, jeszcze mokrą, żeby ładnie się ułożyła i w tej właśnie chwili moje dziecko upada, płacze, leje się krew, ja muszę go opatrzeć, rozmówić się ze starszymi, sprawdzić przy okazji lekcje, zabrać od razu pranie do pralni, przynieść ciuchy z pralni… aaaaa!!! Na końcu tej wędrówki zastaję rzuconą na łóżko firankę, pięknie wyschniętą i wymiętą. Żadne zabiegi psikania i naciągania nic nie dają. Więc wisi taka aż do kolejnych przedświątecznych porządków. 

  6. Jeśli postanowisz odpocząć i powiesz dziecku, żeby sobie samo zrobiło jeść, twoja kuchnia będzie wyglądała, jakby przeszedł przez nią huragan Katrina.

    Porozlewane mleko, powyciągane wędliny, rozsypane płatki, puste butelki i worki fruwające jak latawce między meblami. Albo pytania: “Mamo, a mogę mleka?” – nie możesz, zabronione, “Mamo, a ile to jest pół litra?” – dwie szklanki, “Małe czy duże?”. I tak w kółko, a ty leżysz i się produkujesz, a efekt jest taki, że i tak wyrywasz jak poparzona na hasło “Mamo, tu leci jakiś dym!”.

  7. Kiedy zapomnisz pieluchy, twoje dziecko na pewno zrobi kupę.

    Nie raz się to zdarzało. Zapomniałam. Kuźwa, wszystko wzięłam, ciuchy na zmianę, chusteczki, lekarstwa, dwie pary rękawiczek, smoczek i króliczka, a pieluchy nie. I jak na złość…. dalej znacie historię. 

  8. Jeśli pójdziesz z dzieckiem do lekarza i zapomnisz pieluchy, nie licz na to, że dziecko wykaże się zrozumieniem.

    Tak… Kilka razy mi się zdarzyło, że nie wzięłam pieluszki, ceratki albo mokrych chusteczek. Czułam się wtedy jak wyrodna matka, która powinna mieć opiekuna socjalnego. 

  9. Chęć do nauki twojego dziecka jest odwrotnie proporcjonalna do nerwów, które tracisz, gdy dostaje kolejną pałę. 

    Nie wiem jak to jest, ale wydaje mi się, że tylko ja się przejmuję stopniami mojego dziecka, a on ma to w nosie. Strasznie też działa mi na nerwy, kiedy widzę pałę i to za brak zadania albo zeszytu. Zwykle postanawiam, że zabierzemy się do tych lekcji w sposób bardziej uporządkowany, że będę sprawdzać (choć nie wiem po co), że wytłumaczę i porozmawiam z moim dzieckiem, o tym jak ten problem najlepiej rozwiązać. Jednak po półgodzinnej prelekcji na temat odrabiania zadań domowych, mój syn zadaje pytanie, które zwala mnie z nóg: “Mamo, a co jutro będzie na obiad?”.

  10. Jeśli ty zapomnisz o zabraniu stroju na w-f/ bloku na plastykę/ książki do oddania w bibliotece, twoje dziecko zapomni tym bardziej.

    Nie masz co liczyć, że twoja latorośl ci w tym pomoże. To ty musisz o tym wszystkim pamiętać. Również o sprawdzianach (“A ty przypadkiem nie skończyłeś już rozdziału?”, “Czy pani wzięła już twój zeszyt do sprawdzenia?”, “Jutro masz technikę, co trzeba przynieść? Co? Patyczki od lodów, pędzel, klej do drewna i klamerki?”).

  11. Moment, w którym wejdziesz do łóżka, znajdziesz swoją ulubioną pozycję, okryjesz się dokładnie kołdrą i wpadniesz w stan lekkiego uśpienia, będzie tym samym momentem, w którym usłyszysz płacz w sypialni dziecka.

    Lecisz jak opętana, na wpół śpiąc, choć okazuje się, że dziecko smacznie śpi i tylko lekko zapłakało, kiedy zmieniało pozycję. Kładziesz się i do 5.00 rano nie możesz zasnąć. W żadnej pozycji. Chrapiący mąż też nie pomaga (przeczytacie o tym we wpisie “Spanie – towar deficytowy i bardzo pożądany”).

  12. Kiedy liczysz na to, że chłop znajdzie smoczek przy zgaszonym świetle, raczej nastaw się na to, że dziecko się rozbudzi od zapalonego światła, a smoczek i tak ty będziesz musiała znaleźć.

    Czy chłop kiedyś cokolwiek znalazł? Nic. Jak słyszę “Nie ma!”, to mi się nóż w kieszeni otwiera. Bo jak to nie ma? Nie ma niebieskiego pudełka w szafce nad piekarnikiem, na dolnej półce, po lewej stronie, w koszyku, na końcu? No, nie ma!

  13. Kiedy zapomnisz komórki z sypialni dziecka, akurat zadzwoni wtedy, gdy ono śpi.

    Usypianie dziecka, to chyba najbardziej męczący moment dnia. I kiedy już-już zamyka oczka, kiedy słodko odpływa, a ty już stajesz w blokach startowych, żeby wyrwać się w końcu na końcówkę serialu, właśnie mężowi spada garnek z pokrywką, starszy syn walnie drzwiami albo z tupotem wbiega po schodach. Dziecko się rozbudza, a ty od nowa masz robotę. Komórka zostawiona w sypialni dziecka, akurat dzwoni, kiedy ono śpi, a ty zanim ją zlokalizujesz, to masz znowu problem z obudzonym dziecięciem. 

  14. Kiedy zapada cisza w pokoju dziecka, na pewno dzieje się coś złego.

    Ta cisza zawsze przytępia moją uwagę. Bo jak jest hałas to słyszę, że coś się dzieje, a jak cisza, to zapadam w jakiś letarg. I nagle! Jezusie, co tam się stało? A tam już wszystko wywalone z szafek, podarte papiery, rozlany tusz do pióra, a szczęśliwe dziecko biega wkoło, robiąc stópkami niebieskie ślady.

  15. Kiedy akurat znajdziesz czas i ochotę, żeby bzyknąć się z mężem, płacz rozlega się akurat tuż przed twoim orgazmem.

    Albo wparowuje dziecię zaniepokojone dziwnymi hałasami z pytaniem “Mamo, czy tata robi ci coś złego?”. Kiedy udaje ci się przegonić intruza przekupując bajką/ grą/ czekoladą/ czymcogozajmiepozasypialnią, jest już po wszystkim, nastrój prysł, a ochota już minęła. Można się ubierać. 

  16. Jeśli przebierasz dziecko z kupy, akurat w tym momencie przychodzi kurier z paczką. 

    Przeważnie paczka jest ważna, a kurier nie usłyszy, że ma poczekać, tylko naparza w drzwi jak wściekły, a ty lecisz z na wpół przebranym dzieckiem na rękach, żeby zaraz nie odjechał. Kurier przychodzi też akurat, jak jesteś pod prysznicem, masz maskę i ogórasy na twarzy albo siedzisz w toalecie i ciśniesz dwójeczkę.

  17. Jeśli po nieprzespanej nocy, zalegasz w łóżku do południa, korzystając z tego, że jest sobota, na pewno odwiedzi cię teściowa.

    Ponieważ akurat jest na zakupach w pobliżu, wpada na kawę. Niestety, wokół jest pobojowisko, dzieci biegają w piżamach, choć jest południe, na zmywarce stoi góra talerzy, a stół jest wysmarowany keczupem. A matka leży w łóżku. Żadne wytłumaczenia nie zmyją z ciebie złego wrażenia.  

  18. Jeśli przebierzesz dziecku pościel, na drugi dzień będzie miało napad grypy żołądkowej. 

    “Mamo! Niedobrze mi!” i sru w poduszkę. Niestety, sytuacja powtarza się kilka razy w nocy, w związku z czym do rana nie masz już żadnej czystej pościeli na zapas, a twoje dziecko śpi na ręczniku i w piżamie starszego brata. 

  19. Jeśli schowasz baterię lekarstw, które niepotrzebnie leżą na wierzchu, za kilka dni twoje dziecko będzie miało żółty katar i gorączkę.

    Z każdą infekcją lekarstwa gromadzą się jak jakaś kolekcja i stoją pod ręką, żeby łatwo było je podać. W końcu jest tego tyle, że chowam je na miejsce. Cóż, nie na długo, bo jak tylko schowam, zaraz przywleka się nowa infekcja.

  20. Z niewiadomego powodu twój mały skarb nie będzie chciał się bawić z swoim pięknym, misternie przez ciebie przygotowanym pokoiku, na rzecz łazienki, szczotki do kibla i wacików.

    Zastanawiam się, co jest tak zajmujące w grzebaniu szczotką w muszli klozetowej? Jest to dla mnie prawdziwa zagadka. Tak samo rozdzielanie na dwie warstwy wacików do demakijażu albo rozsmarowywanie na podłodze żelu pod prysznic. Nie wiem. Jednak to wszystko tak fascynuje małe dziecko, że na pewno zamiast pokoiku wybierze łazienkę. Chociażby po to, żeby utopić w muszli calą flotę hot wheelsów. 

Ta lista mogłaby się nie kończyć. Liczę, ze też dopiszecie swoje prawa, przecież borykamy się z nimi na co dzień. Kto pierwszy? 

  • świetne <3 uśmiałam się

    • Mi to czasem bliżej jest do łez niż do śmiechu, ale z perspektywy czasu, to można się pośmiać.

  • Katarzyna Chudowolska

    Większość się sprawdza 😉

  • haha…:) no chyba nie jest tak źle…przynajmniej u mnie, choć wiele zasad niestety się sprawdza, na przykład to, że dzieci rzadko bawią się w swoim pokoju. tak a propos ketchup wyszedł, bo ten pośpiech i zabrudzone brzegi…? 😉

    • Jakoś wyszedł, ale musiałam skończyć po karmieniu, a to oznaczało kolejne podgrzewanie sosu i pasteryzowanie słoików. Robota głupiego. W ogóle keczup był super, ale roboty strasznie dużo.