Prezent dla wychowawczyni – miły gest czy przesada?

Prezent dla wychowawczyni – miły gest czy przesada?

Koniec roku szkolnego zbliża się wielkimi krokami, nic więc dziwnego, że w klasie mojego syna pojawiło się wśród rodziców pytanie, czy kupić prezent dla wychowawczyni, czy wystarczą same kwiaty, czy może bukiet kwiatów w koszu i mały prezent albo bombonierkę. Okazało się, że rodzice mieli skrajne opinie na ten temat i korespondencja w tej sprawie obejmowała prawie 50 maili.

Na początku chciałam podkreślić, że szanuję pracę nauczycieli. Wiem, że w dzisiejszych czasach nie mają łatwo. I zarobki są niskie, i dzieci niełatwe do wychowania. Trudno znaleźć zaangażowanych wychowawców i to jeszcze takich, którzy mają dobre podejście do naszych pociech. Dlatego dobry pedagog to prawdziwy skarb. W końcu chodzi tu o nasze dzieci!

Mojemu synowi się udało. Trafił do pani, która ma dobrą opinię i wszyscy mówią, że jest świetnym nauczycielem. Angażuje się w różne klasowe przedsięwzięcia, jest wymagająca, dzieci ją przy tym lubią, a i z rodzicami ma dobry kontakt. Taka kobieta z ikrą.

Ale czy zaraz na koniec roku kupować prezent dla wychowawczyni, czy nie wystarczą po prostu kwiaty? A może kwiaty to za mało, skoro nasza pani rzeczywiście jest taka fajna? Może prezent, choćby jakiś symboliczny, to będzie odpowiedni dowód uznania?

Temat zakupu kwiatów i prezentu pojawił się wraz z mailem od jednej z mam, która postanowiła poruszyć tę sprawę i dodatkowo uzyskać porozumienie rodziców na temat wysokości składki:

Dzień dobry! Zbliża się koniec roku szkolnego. Wspólnie z niektórymi rodzicami ustaliliśmy, że byłoby miło, gdybyśmy złożyli się na prezent i kwiaty dla Pani wychowawczyni oraz bukieciki dla pracowników szkoły, z którymi mają styczność nasze dzieci. Myślę, że będzie lepiej się złożyć na ładną wiązankę niż wręczać osobno. Czekam na sugestie co do prezentu oraz kwoty, którą mielibyśmy na to przeznaczyć. Jakie jest Państwa zdanie?
Pozdrawiam
Mama Ani

Już się zamachnęłam, żeby coś odpisać notabene tego prezentu, ale…

Zanim cokolwiek chlapnę, poczekam na odzew innych rodziców – pomyślałam asekuracyjnie. Z uwagi, że mało się angażuję w życie szkoły, uznałam, że nie będę wyskakiwać przed szereg. I tak jestem wdzięczna, że ktoś inny za mnie myśli o takich rzeczach. O kwiatach, wiązankach, koszach. No i o prezentach. Ano właśnie, i tu poczułam zgrzyt. Prezent dla wychowawczyni? Czyżby to nie przesada? A wiązanki dla tylu innych osób w szkole? Miałam wątpliwości. A może jestem przewrażliwiona i nie znam tych nowych polskich tradycji? Wszak za moich czasów kupowało się li tylko kwiatka.

róża czerwona

Jednak moje zdanie podzielali inni rodzice, bo za chwilę schodzi więcej maili:

Witam, moim zdaniem nie ma nic złego w prezencie dla pani i mogę się złożyć, ale myślę, że nie jest to odpowiedni moment. Złóżmy się na prezent, kiedy nasze dzieci będą się żegnać ze swoją panią, a teraz tylko na wiązanki.
Pozdrawiam
Mama Julki

W następnych czterech mailach poszczególne mamy zgadzają się z przedmówczynią. Zatem nie jestem sama i dużo rodziców podziela moje przekonanie, że prezent to za dużo. 

Gdzieś między dziesiątym a jedenastym listem korespondencja zbacza z tematu, bo właśnie ktoś uprzejmie zauważa, że bukiet zwykle wręcza się z pominięciem dzieci, że może każde dziecko chciałoby mieć udział we wręczaniu kwiatów, a poza tym nie można za dzieci dziękować pani. Przydałoby się, żeby każdy uczeń podziękował swojej pani osobiście. 

Czas chyba, żeby wysłać maila z moją opinią. Bez zbędnych frazesów piszę, że też uważam, że wręczanie pani upominków jest niestosowne i że wystarczą kwiatki od każdego dziecka.

Wkrótce pojawiają się więc zapytania, czy sami kupujemy, czy się składamy i każde dziecko dostanie do ręki na przykład różę, którą da wychowawczyni. Tu pojawia się głos, że może dzieci chciałyby wybrać kwiatek dla pani, dlaczego wszyscy mają mieć te same? 

To spowodowało, że zaczęłam się zastanawiać nad czymś, nad czym w ogóle nigdy nie rozmyślałam. Zwykle w zależności od sytuacji albo składałam się na kwiatki, ciesząc się, że mam problem z głowy, albo kupowałam co tam akurat było w kwiaciarni. Nie angażowałam dzieci w wybieranie kwiatków, ani nie pytałam ich o opinię. A może powinnam? 

Nie zdążam zapytać mojego syna, bo oto rozwija się kolejny wątek.

Następna mama potwierdza, że kupujemy osobno kwiatki dla pani, a złożymy się na wiązanki dla pozostałych pracowników szkoły. I tu pojawia się lista osób, którym przydałoby się wręczyć kwiaty: pani dyrektor, pani wicedyrektor, pani intendentka, pani woźna, ksiądz, panie ze świetlicy… Ale są jeszcze panie z biblioteki, sprzątaczki, sekretarki i kucharki – z każdą tą osobą nasze dzieci miały coś do czynienia, czy trochę nie przesadzamy, drodzy państwo? Jeśli zaczniemy wszystkim wręczać te kwiaty, to wyjdzie z tego niezła sumka.

Stanęło w końcu, że trzeba będzie się złożyć po 25 złotych, żeby wszystkich obdzielić. Ktoś jeszcze dorzucił propozycję, żeby dzieci zrobiły laurki, a kwiaty to jednak w formie kosza.

I tu dyskusja na temat kwiatów zatoczyła koło, bo któraś z mam potwierdziła, że kosz jest dobrym pomysłem, słusznie zauważając, że czasem nie ma co zrobić z wiązankami. Na koniec znowu powróciła do prezentu dla wychowawczyni w postaci dobrej herbaty i ładnej filiżanki. Jezusie, a myślałam, że to już koniec dywagacji!

Ktoś znowu się z tym zgodził. Na skrzynce pojawiły się również inne maile z podobną opinią, choć padła uwaga, że kwiaty dla wszystkich pracowników szkoły to za dużo. Wystarczy dla pani dyrektor.

No i niech będzie. Trochę uspokojona zamykam skrzynkę.

Na następny dzień cała akcja zostaje podsumowana przez jednego z rodziców, który zauważa, że jednak prezent to nie. Po podsumowaniu (kwiaty, kosz i wiązanki) wychodzi po 15 zł od dziecka. W dwóch następnych mailach mamy piszą, że się zgadzają z przedmówcą. No, nareszcie jakiś konkret, cieszę się, mamy ustalone szczegóły i działamy.

bukiet róż

Ale nie! To jeszcze nie koniec, bo następna rodzicielka pisze, że chciałaby, aby pani otrzymała jednak jakiś drobiazg. Będzie to miłe, tym bardziej, że pani jest fajna i dzieci ją lubią. Zrzućmy się po 20 zł, pada propozycja i pomysł zakupu kuponu do księgarni albo perfumerii. Hm… No tutaj zaczynam mieć poważne wątpliwości. Zaczynam pisać maila, ale oto skrzynka zapełnia się następnymi odpowiedziami.

Albo podpowiedziami odnośnie wyboru prezentu. A to to, a to śmo… aromatyczna kawa, egzotyczna herbatka, filiżanka ze spodkiem, a może bon na zakupy. A paniom dyrektorkom to jednak by się przydały wiązanki… Boże, zaczyna mnie to trochę irytować, bo ciągle mi poczta pipczy na komórce, a tu wciąż nie ma ustaleń! Ktoś na koniec komentuje, że we wszystkich klasach rodzice zrzucają się na prezenty, więc jest to normalne i mile widziane. Staje na 25 złotych i sypią się potwierdzenia i zgody.

I gdy już myślałam, że wszystko jest ustalone, odezwała się matka, która stwierdziła, że to jednak jest za dużo, że początkowo było ustalone inaczej, że dla rodzin, które nie mają dużo dochodów i na przykład trójkę dzieci w szkole to robi się z tego duża suma, gdyby tak każde dziecko musiało tyle się złożyć. Że po co ten rozmach i kupowanie rzeczy, które nie wiadomo czy są naszej pani w ogóle potrzebne. A co będzie za rok albo na koniec współpracy pani z naszymi dziećmi?

Jak to co, złożymy się na telewizor!

W końcu ustalenia wracają do punktu wyjścia. 15 zł, kwiaty, kosz, wiązanki i jak coś zostanie to bombonierka. Moim zdaniem to wystarczy.

No i taka jestem trochę zdegustowana ta mailową korespondencją. Uważam, że kwiaty są miłym i wystarczającym gestem ze strony uczniów na zakończenie roku szkolnego. A wręczanie prezentów staje się dziwną modą. Może wprawić kogoś w zakłopotanie czy zażenowanie. A może nie? Może nauczyciele są do tego przyzwyczajeni i spodziewają się różnych upominków? Czy w ten sposób nie uczymy dzieci czegoś w rodzaju łapówkarstwa? Mam mieszane uczucia.

A jakie jest Wasze zdanie? Czy jest w waszych szkołach podobny zwyczaj wręczania upominków nauczycielom na zakończenie roku szkolnego?

Zapraszam do przeczytania mojej opinii na trochę inny temat, ale również dotyczący szkoły: “Kilka słów o religii w szkole”.