Stroje karnawałowe – czym zaskoczyły mnie moje dzieci?

Stroje karnawałowe – czym zaskoczyły mnie moje dzieci?

Stroje karnawałowe to z jednej strony pole do popisu, a z drugiej problem. Przeważnie my – matki mamy zagwozdkę i niezły ambaras, w co tu te dzieci ubrać? Pół biedy, kiedy nasza latorośl wymyśli postać kowboja czy księżniczki. Strój można skompletować we własnym zakresie, a taką postać wszyscy znają z bajek czy filmów. Gorzej, gdy pomysł jest niestandardowy i wykraczający poza polityczną poprawność. No właśnie, w tym roku moi synowie wprost mnie zastrzelili. Obaj. Nie uwierzycie, za kogo chcieli się przebrać!

 

Coroczne targowisko strojów na bal karnawałowy


Co roku bal karnawałowy to gorący termin. Trzeba się przygotować, coś wymyślić, wyciągnąć z czeluści szaf ciuchy, które będą pasować do charakteryzacji. Nałożyć make-upy i ufryzować głowy. Parę razy, kiedy najstarszy syn był mały, wybrałam się wypożyczalni, by wybrać dziecku jego wymarzony strój.  Ale to już przeszłość. Z czasem stałam się matką przygotowaną na wszelkie ewentualności w temacie balów karnawałowych, maskowych i innych tego typu przebieranych imprez.

Pierwszy etap to był zakup stroju. Były przeceny i kupiłam Batmana. Starczył na jeden bal, bo już za rok trzeba było coś nowego wytrzasnąć. Jednak problem rozwiązał się sam, bo z pomocą przyszła moja koleżanka, która ma syna w wieku mojego.

– Słuchaj – zadzwoniła któregoś roku – ty masz jakieś stroje karnawałowe?
– Mam Batmana, a co?
– Bo ja mam Spidermana, a Jolka z góry ma pirata. To ja jej dam ten mój strój, pirata dam tobie, bo mój mały już go miał rok temu, a ty mi dasz Batmana, ok?

No i w taki oto sposób problem rozwiązał się sam. Zadowolona, że nie muszę się martwić o strój i marnować czasu i pieniędzy na wożenie się od wypożyczalni do wypożyczalni, wręczyłam synowi ubranie. Na co moje dziecko zrobiło zniesmaczoną minę i stwierdziło, że piratem to on nie będzie. Akurat zadzwoniła jeszcze inna znajoma i po wymiance na karatekę mój pierworodny dopiero wybrał się na bal.

Od tego czasu tradycją już stała się karnawałowa wymiana strojów między moimi koleżankami, które też mają dzieci. Istne targowisko i second hand, przedkarnawałowy showroom, który miał miejsce w moim mieszkaniu. Odkąd kolekcja przebrań powiększyła się o nową dostawę, chętnych do wymiany przybywało. Koleżanka oddała mi po swoim dużo starszym synu, który wyrósł już z przebieranek, kilka znanych z bajek i filmów ikon. Był więc Zorro, Superman i Ninja. Plus jeszcze mój Batman i można w ramiach wymiany strojów coś fajnego wypożyczyć od kogoś innego.

 

Inspirujące pomysły na stroje karnawałowe moich dzieci


Z czasem mój najstarszy syn wyrósł z przebierania się za postacie z bajek i zaczął wymyślać bardziej wysublimowane przebrania. Rok temu po założeniu czapki z daszkiem stwierdził, że przebrał się za DJ’a. Nie wnikałam w to zbytnio, bo w czwartej klasie dzieci rzadko się przebierają, więc tak w zasadzie mogło zostać. Za to w tym roku musiałam zareagować.

Któregoś dnia siedzimy w salonie i ustalamy kalendarz różnych wycieczek i atrakcji przygotowanych przez panie wychowawczynie na koniec semestru. Obaj synowie mieli bardzo napięty grafik. A to kino, a to muzeum, wyjście na wystawę Lego i do Humanitarium. Na końcu, tuż przed feriami, przypadał termin balu karnawałowego.

– Mamo – wyskoczył nagle najstarszy syn – a wiesz za kogo się w tym roku przebiorę?
– Za kogo? – zapytałam ciekawa, wnioskując z jego miny, że to będzie prawdziwa bomba.
– Za menela!
– Cooo?????????
– No wiesz, za pijaka! Ubiorę takie stare łachy, wysmaruję się…
Boże, czym ja zawiniłam?
– No, ale jak za menela? Będziesz się zataczał i udawał pijanego? Czyś ty się z koniem na głowy pozamieniał?

No i tak. Udało nam się wyperswadować ten żałosny przejaw kreatywności u mojego syna i koniec z końców nie przebrał się w ogóle. Zaszokowało mnie to jednak, co imponuje mojemu dziecku. Strój menela! Gdzież on w ogóle widział menela? Chyba pod sklepem koło szkoły, gdzie pełno jest różnych pijaczków, którzy na fajrancie wychylają po butelce taniego piwka, nie zważając na kręcące się obok dzieci. No cóż, wzorce godne naśladowania, idealne wprost na szkolny bal.

Nie minęło kilka dni, kiedy rozentuzjazmowany przybiega do mnie średni syn.

– Mamo! Mamo! A wiesz za kogo się przebiorę na bal karnawałowy?
– Nie wiem, powiedz! – aż usiadłam w nadziei, że mój średni syn, w przeciwieństwie do jego brata, błyśnie jakimś świetnym pomysłem. 
– Nie zgadniesz! Za mordercę!

No i morale mojego domu właśnie dokonały żywota.

Polecam do przeczytania wpis o przygotowywanym przez moich synów przedstawieniu.