Sylwestrowa wróżba – nie wiem, co o tym myśleć…

Sylwestrowa wróżba – nie wiem, co o tym myśleć…

Nie wiem czy to palec boży, czy sylwestrowa wróżba, fakt, że miałam taki dzwon w ten wyjątkowy wieczór, że zupełnie nie wiem co o tym myśleć…

W tym roku – zresztą jak co roku ostatnio – spędzaliśmy ostatnią noc w roku w wąskim gronie, w domu. Przyszła koleżanka,  zrobiliśmy coś do jedzenia i tak postanowiliśmy się “bawić”. No cóż, z roku na rok coraz mniej się chce, taka prawda.

Tego wieczora byłam specjalistką od drinków, z nakupowanych różnych specjałów, całą noc mieszałam smaki i alkohole. Zanim się zorientowaliśmy zrobiła się północ, a tu szampan nie chciał nam się otworzyć, więc nowy rok przywitaliśmy z trzyminutowym opóźnieniem. Po szybkim toaście wybiegłam na zewnątrz, bo strzelały fajerwerki u sąsiadów, a jak człowiek raz w roku widzi sztuczne ognie to leci je oglądać jakby to co najmniej był start promu kosmicznego Columbia. Na zewnątrz stali sąsiedzi, którzy, jak się okazało, również spędzali sylwestra w domu. Zaprosiłam ich do nas i postanowiłam wrócić po kurtkę do domu. Wchodząc do domu usłyszałam jak z tyłu, na ogródku śmieje się mój mąż i moja koleżanka, która u nas gościła. Postanowiłam do nich dołączyć, ale w kurtce, bo to jednak zimno było.

Co mnie podkusiło, żeby iść do nich wokół domu, zamiast przez salon? Nie wiem. Przecież byłoby bliżej i obyłoby się bez dzwonu, który dotąd nie wiem jak interpretować jako znak na przyszły rok.

Bo to było jakieś 10 minut po północy, ledwie się rok zaczął, kiedy w końcu wybiegłam z domu opatulona kurtką, z rękoma w kieszeni, bo zimno, żeby dołączyć do męża i koleżanki na ogródku. Oni zaśmiewali się z jakiego żartu, wokół strzelały fajerwerki, a ja jak ta łania na górskim zboczu, biegłam żeby też się pośmiać. Jednak wkrótce wcale mi do śmiechu nie było, bo oto jak tak biegłam w moich paputkach, nie zauważyłam leżącej na drodze deski, którą mój mąż położył w miejscu nieskończonego chodnika. Wokół ciemno było jak, nie przymierzając, w dupie, więc biegłam trochę po omacku. Z całym impetem biegnącej łani zahaczyłam kopytem o tą deskę i sruuuu!!! – zaryłam brodą w ziemię. Deska odbiła mi się od płuc i na chwilę straciłam oddech, broda przeorała kawałek działki, a ja leżałam jak długa i zastanawiałam się czy przeżyję. Przez chwilę myślałam, że fajerwerki strzelają z wnętrza ziemi, że nieboskłon otworzył przede mną swoje podwoje, ale zaraz odzyskałam oddech i świadomość, a fajerwerki wróciły na swoje miejsce.

– AAAAAAAAAAAAuuuuuuuuu!!! – zawyłam w ciemną noc, tym razem jak wilczyca, i zaczęłam się szamotać, żeby wstać. Ręce miałam w kieszeni, dlatego tak rąbnęłam, a brodą wyhamowałam jak pługiem podczas orki.
Kto to? Kto to? – Zapiszczała moja koleżanka.
– Nie wiem – odpowiedział zdziwiony mój mąż. 

No było ciemno, ale żeby aż tak? Też bym się nie spodziewała leżącej łani na moim chodniku, ale w końcu kto mógł po nim biec, jak nie ja?

– To ja!!! Żona twoja, kuźwa, pomóż mi wstać!!! Boże, dech mi odebrało…
– Już, już – podbiegł mój mąż, ale kątem oka widziałam jak tłumi śmiech.
– Buta mi podaj!!! – wydarłam się, bo mnie wkurzył tym śmiechem. Na co widzę, że podaje mi butelkę po płynie do mycia okien. – Nie butelkę, tylko kapcia! Stoję na boso! 

Potem się szybko otrzepałam, koleżanka zrobiła mi okład z lodu, przyszli sąsiedzi, a alkohol zniwelował ból. Pozostało tylko pytanie: a co jak cały rok taki będzie?

No i sami mi powiedzcie, co ja mam myśleć o tym dzwonie? Przecież ledwo się rok zaczął, a ja upadłam z hukiem i prawie się deską zabiłam! Na brodzie wyrósł mi ogromny siniak, nie mówiąc o zdartej skórze i ogólnym potłuczeniu. To, że sobie szczęki nie złamałam, to cud jakiś.

Ale taki ma być cały rok? Jeden wielki upadek czy wiele mniejszych upadków? A może interpretować to in plus? Że jednak pomimo wszystko nic się nie stało, a ja wstałam i żyję? 

Na drugi dzień zadzwoniła koleżanka, która się bawiła razem z nami.

Aśka, będziesz miała zajebisty rok, zobaczysz!

A wy jak myślicie, czy to dobry, czy zły znak? Czy w ogóle się nie przejmować noworocznymi przesądami? 

Ponieważ temat urodził mi się całkiem noworoczny, życzę Wam, moim czytelnikom i przyjaciołom, wszelkiej pomyślności w nowym roku! Samych wzlotów (czyli tego co mi zabrakło w sylwestra), samych szczęśliwych chwil i pomyślności! A sobie życzę pisarskiej płodności, żebyście mieli co czytać, lajkować i komentować!