Samochód zastępczy – wybawienie czy kupa stresu?

Jakieś dwa tygodnie temu zapodział się gdzieś kluczyk do auta służbowego mojego męża. Klnąc na czym świat stoi i nie mając większego wyboru, wziął nasz stary samochód i wyjechał na tydzień. Poza stratą pieniędzy na benzynę, nic takiego się nie stało, bo mamy drugi wóz. Przepakowałam więc foteliki i, nie spodziewając się żadnych niespodzianek, zawiozłam dzieci do szkoły. Następnego dnia wzrok mój przykuła mrugająca kontrolka na kokpicie. Pewnie auto wyląduje w serwisie, a ja dostanę samochód zastępczy. Niby fajnie, ale po ostatnich przejściach spodziewam się samych problemów.

Czytaj dalej

Bez samochodu jak bez ręki

Bez samochodu jak bez ręki – czasem naprawdę trudno jest funkcjonować. Jak się ma mało czasu i dużo maneli, łącznie z dziećmi, to jest jak znalazł. Gorzej jak coś się stanie – awaria, stłuczka, dziurawa opona – już jest problem, trzeba się inaczej zorganizować, zmienić logistykę, no i transport. Na mniej wygodny.

Czytaj dalej

Kokardka pod silnikiem

Od jakiegoś czasu w moim samochodzie wisiała osłona od silnika. Starałam się nie jeździć tym samochodem, bo miałam wrażenie, że przy każdym wjechaniu na krawężnik, w dziurę lub na spowalniacz osłona coraz bardziej się odrywa. Jak tu jeździć z takim wiszącym kawałkiem plastiku spod samochodu? Trzeba to naprawić! Już-już miałam pojechać do mechanika, już nawet się umówiłam, gdy oto mój mąż kochany, mój rycerz, Zawisza mój wspaniały powiedział, że on to zrobi sam! Czytaj dalej