7 powodów, dla których takie święta jak kiedyś już nie wrócą

7 powodów, dla których takie święta jak kiedyś już nie wrócą

Kiedy patrzę, co się dzieje za oknem, obawiam się, że takie święta jak kiedyś już nie wrócą. Boże Narodzenie pachniało wtedy pomarańczami i pastą do podłóg, a śniegu leżało tyle, że ciężko było przejść. Na pasterce kościół pękał w szwach i czuć było podniosłość chwili wraz ze śpiewanymi ze wzruszeniem kolędami. Choć dziś też obchodzimy święta w sposób tradycyjny, to jednak kilka rzeczy się zmieniło…

Moje święta z dzieciństwa to zgoła inny obrazek niż teraz. Od tamtych czasów minęło wiele lat i choć próbuję kontynuować tradycje i świętować w rodzinnym gronie, to trochę mam inne podejście do świąt niż moi rodzice, a także rzeczywistość wokół mnie jest inna. To wszystko sprawia, że Boże Narodzenie dzisiaj ma już trochę inny wymiar niż kiedyś. 

W tym roku jak większość polskich rodzin zasiądziemy przy tradycyjnym wigilijnym stole, włączymy płytę z kolędami, a może nawet pośpiewamy, trochę czasu spędzimy przed telewizorem, z którego dowiemy się, że po raz kolejny Kevin został sam w domu. Pewnie w międzyczasie każdy chwyci za komórkę, żeby odpowiedzieć na sms-y z życzeniami albo zadzwonić do rodziny. I choć będzie trochę inaczej jak za dawnych czasów, jedno na pewno się nie zmieni: święta będą rodzinne.

Pod kilkoma względami Boże Narodzenie będzie już jednak prawie zawsze inne. Oto 7 powodów, dla których takie święta jak kiedyś już nie wrócą:

 

1. Brak śniegu 


To jest chyba najważniejszy punkt. To właśnie prawdziwej zimy nam od paru lat brakuje. Trzeszczącego pod nogami śniegu, mrozu i bitwy na śnieżki. Kiedy w tym roku sprzątałam garaż, znalazłam zakurzone sanki. I zorientowałam się, że nie były używane przez kilka lat! Trochę mi się smutno zrobiło, że moje dzieci, a szczególnie te najmłodsze, tak naprawdę nie poczują prawdziwej zimy. Za oknem mamy prawie 10 st., nawet nie wyciągnęłam chłopcom zimowych kozaków, ani ocieplanych spodni. Powiem szczerze, że zimy nie lubię. Męczy mnie to ubieranie się na cebulkę, błoto, korki w mieście jak tylko spadnie odrobina śniegu. Nie lubię zimna i krótkich dni. Ale święta bez śniegu tracą dla mnie całą swoją magię i atmosferę.

 

2. Kartki świąteczne


Myślę, że kartki świąteczne są już na wymarciu. Kiedy pojawiły się telefony komórkowe życie stało się łatwiejsze pod względem wysyłania sobie życzeń. Gdy otrzymałam je pierwszy raz w formie sms-a, pomyślałam, że wow – nareszcie jest to tak proste! Nie trzeba kupować kartek, wymyślać życzeń, a potem wypisywać ich ręcznie ileś tam razy. Nie trzeba stać na poczcie i kupować znaczków.  Ale pewnego roku dostałam już taką ilość wiadomości, że telefon zagrzał się do czerwoności. Niektóre życzenia się powtarzały, a niektóre wysłał ktoś, kogo zupełnie nie kojarzyłam. Parę razy otrzymałam sms-a o treści “I nawzajem”, choć do tej osoby nie wysłałam życzeń. Wszytko to spowodowało, że odsyłając życzenia, robiłam kopiuj – wklej. Prawdziwy taśmociąg, oby tylko był jakiś ładny świąteczny wierszyk… I kiedy nad tym się zastanowiłam, to przestałam odpowiadać na takie sms-y. W tym roku wprawdzie nie wyślę kartki świątecznej, ale do najbliższych znajomych na pewno zadzwonię, żeby im pożyczyć wszystkiego najlepszego.

 

3. Paczki z zagranicy


Pamiętam jak nasi krewni przysyłali nam paczki z Francji. Były w nich rzeczy, o których można było w tamtych czasach tylko pomarzyć. Gruba i wielka czekolada albo kawa, którą moja mama pokroiła nożem, bo myślała, że to coś słodkiego. Wszystko było tak pachnące i egzotyczne, że z wypiekami na twarzy otwieraliśmy pudło. Raz paczka była tak wielka, że listonosz nie był w stanie jej przywieźć i tata musiał jechać po nią samochodem. Nie pamiętam co tam było zapakowane, ale nie mogliśmy się doczekać aż ją w końcu otworzymy. Dzisiaj nie potrzeba nam paczek, choć możemy je przecież wysyłać innym. Podobają mi się różne świąteczne akcje charytatywne, dzięki którym ktoś, kto potrzebuje pomocy, może ją w takiej formie otrzymać. 

 

4. Świąteczne rarytasy 


Przed laty przygotowanie świąt to było prawdziwe polowanie. Na rarytasy, których nie było na co dzień. Wystane w długaśnych kolejkach pomarańcze, szynki i inne specjały miały tak wyjątkowy smak, że próżno teraz poczuć to samo. Mimo że mamy w sklepach wszystko, to ten nadmiar dobrobytu sprawia, że te świąteczne smaki nie są już tak wyjątkowe. Szynka to dziś żaden przysmak, zwłaszcza, że ma tyle chemii w sobie, a pomarańcze są dostępne od ręki i jemy je właściwie jak zwykły owoc. Chyba tylko karp jest wyjątkowy, bo przecież tylko na święta go kupujemy. I przez to, że jest raz w roku, to smakuje tak wyjątkowo. No i barszcz  z uszkami – nie mogę się doczekać!

  

5. Karp w wannie


U nas zawsze pływał jakiś jegomość w łazience albo nawet kilka na raz. Dziś uważa się, że to nie ekologiczne. Sama wolałabym kupić wypatroszonego karpia niż go potem siekać samodzielnie. A poza tym biedne te ryby w tych reklamówkach, nie, naprawdę nie te czasy.

 

6. Generalne porządki


Świąteczne porządki to była moja zmora. Mama wpadała w coś w rodzaju porządkowego amoku, ogarniając cały dom lotem błyskawicy, a ja musiałam jej w tym pomóc. Teraz, kiedy mam swój dom, nie robię generalnych porządków z okazji świąt. Coraz częściej zresztą spotykam się z opinią, że po co sprzątać na święta, kiedy można w innym terminie. Miło jest jednak posiedzieć w czystych i pachnących wnętrzach, fajnie jest przewietrzyć szafy i zawiesić śnieżnobiałe firanki. Tylko… tak jakoś nie mogę się z tym wyrobić. Te moje sprzątanie rozciąga się zwykle w czasie i może nawet dobrze, bo przynajmniej nie odczuwam tak bardzo świątecznego zmęczenia materiału i nie padam ze zmęczenia przy wigilijnym stole. 

  

7. Komercja


To takie dziwne, kiedy tuż po 1 listopada sklepy przystrajają się na święta. Zanim jeszcze zdążymy wytrącić się z zaduszkowej zadumy, już nas atakują girlandy z bombkami i amerykańskie świąteczne przeboje. Promocja goni promocję, a my stajemy się trybami w tej machinie i wywijając biodrami w rytmie “Jingle Bells” krążymy po galeriach w poszukiwaniu prezentów. Tracimy głowę w natłoku różnych ofert, a handlowcy zacierają ręce, bo przecież to najgorętszy czas w roku. Pełno krzyczących reklam, światełek i błyskotek omamia nas i sprawia, że z przyjemnością się zatracamy w tym blichtrze, zapominając jaki jest w tym wszystkim sens. Mam wrażenie, że kiedyś było spokojniej, a święta były bardziej świąteczne. Ludzie mogli skupić się na przeżywaniu narodzin Jezusa, a nie na szukaniu upominków po centrach handlowych.

Dorzucilibyście coś do tej listy? Z czym Wam się kojarzą święta, kiedy byliście dziećmi? 

  • mint with raspberry

    Tak, kiedyś takie paczki cieszyły. Teraz wszystko mamy na wyciągnięcie ręki. W dobie internetu jednym kliknięciem możemy kupić to co tylko chcemy.

    • Ale ile się przy tym naszukamy, naporównujemy, czasem to tyle czasu kosztuje, że żałuję, że nie mam do wyboru trzech rzeczy na krzyż, tylko miliony 🙂

      • mint with raspberry

        Dokładnie! Zanim znajdzie się to coś czego się szuka czasami zmarnuje się mase czasu przy tym.