Uroki spania pod namiotem

Uroki spania pod namiotem

Spanie pod namiotem nie należy do moich ulubionych form nocowania. Owszem, kiedy byłam zaawansowaną młodzieżą, miało to swój urok, a poza tym na nic więcej nie było mnie stać. Teraz, kiedy jestem już bardziej wymagająca odnośnie standardu noclegu, śpię pod namiotem tylko jedną noc, raz w roku. 

Umówmy się, spanie w namiocie nie należy do najwygodniejszych. Trzeba zabrać mnóstwo rzeczy, żeby się jakoś “urządzić” i funkcjonować w miarę po ludzku. Namiot, materace, śpiwory, butla gazowa, jakieś źródło światła, może stolik i krzesła. A i tak jest mało miejsca, od razu robi się bałagan, a przez ściany z materiału wszystko słychać. Prawda, są też namioty na prawdziwym wypasie, duże i przestronne, a i można się rozbić na polu namiotowym, które oferuje wszelkie udogodnienia. Ale to i tak mnie jakoś nie przekonywuje. Wakacje pod namiotem – to dla mnie trudny temat. Ale jedna noc, czemu nie?

uroki spania pod namiotem

Od paru lat spotykamy się z przyjaciółmi z okazji moich urodzin i męża imienin na naszym polu jakieś 70 km od naszego miejsca zamieszkania. Działka jest urokliwa – piękny widok, bujane łany i lasy wokoło, mnóstwo przestrzeni dla dzieci – idealne, żeby zorganizować imprezę i coś w rodzaju biwaku. Ponieważ miejsce jest usytuowane poza miastem, na wsi głębokiej, z dala od hoteli i pensjonatów, jedyną opcją do spania jest namiot. Albo powrót samochodem do domu. 

Okazało się, że z roku na rok odważnych jest coraz więcej. W tym roku my, jako rodzina wielodzietna, rozbiliśmy nawet dwa namioty. W jednym spali starsi chłopcy, a w drugim my i Malutek. Przepraszam, poprawka, dokoptowała się do nas jeszcze moja koleżanka.

Powiem szczerze, że nasz nowy namiot zrobił na mnie duże wrażenie. Mąż zaopatrzył nas w nowy sprzęt, ponieważ na początku lipca wybieramy się na tygodniowy wypad do Norwegii. Podobno tam najlepiej spać pod namiotem i dużo ludzi tak właśnie robi. Dobra, może przeżyję, choć nie tryskam entuzjazmem z tego powodu. Moje nastawienie do spania w namiocie jednak trochę się zmieniło, kiedy zobaczyłam nasze przestronne M2 z małym przedpokojem. Mało tego, w środku pięknie prezentował się materac gruby na 40 cm, a w drugim pokoju idealnie wpasowało się łóżeczko Małego. Jednym słowem, wypas.

Norwegia Norwegią, jedziemy tam bez dzieci (sic!), ale tutaj czekała mnie jeszcze cała noc, impreza i poranek z bólem głowy. Ale to akurat nie od spania w namiocie :).

W tym roku szybko odleciałam ze zmęczenia. Kilka dni pod rząd przed imprezą nie udało mi się porządnie wyspać, więc zmęczenie wzięło górę. Mimo wypitej kawy, postanowiłam odpuścić nocne siedzenie, a do tego obawiałam się, że Mały obudzi się bladym świtem. W namiocie nie ma żaluzji, więc od 4.00 jest jasno.

Malutek spał tymczasem spokojnie, jak to on, a ja w kurtce wlazłam w śpiwór z zamiarem spania. Przez dłuższą chwilę nie mogłam zasnąć. W tle burczał agregat prądotwórczy, a od strony altanki słychać było wybuchy śmiechu bawiącego się w najlepsze towarzystwa. Mi było zimno, więc się opatuliłam szczelnie, ale doskwierał mi brak poduszki i nie mogłam znaleźć sobie wygodnej pozycji do spania. Jednak w końcu padłam.

Obudziło mnie wyłączenie agregatu. Wreszcie nastała błoga cisza. Był świt, bo robiło się już jasno. Po chwili do namiotu przyszedł mój mąż, a za nim moja koleżanka ze śpiworem. I się zaczęło!

O ile Kasia w miarę szybko się uwinęła i wlazła do mojej komory, to mąż tak się szamotał, tak szurał po brezentowej podłodze, tak coś gadał pod nosem, że koniec z końców, on się położył, a Mały się obudził. Oczywista, ja jako przejęta matka od razu jestem sztywna z nerwów i nie zasnę dopóki moje dziecko nie zaśnie. Na szczęście, mąż, który spał u Małego, dał mu smoczka, troszkę uspokoił i zasnął. Mąż, żeby nie było wątpliwości. 

Malutek natomiast wywąchał, że z boku śpi mama, a ponieważ ściana z materiału to żadna przeszkoda, wstał i zaczął się do mnie dobijać. Zwlekłam się więc z materaca i szurając weszłam do niego, żeby go położyć. 

W tym czasie moja towarzyszka niedoli też nie mogła znaleźć sobie miejsca do spania. Okazało się, że wejść do śpiwora to nie taka prosta sprawa, bo śpiwór się jakoś dziwnie zakręcił, a na końcu dziurą na wierzch wyszły stopy. Jak tu spać ze stopami na wierzchu i skąd ta dziura? Nie wiem!

Z kolei ja się położyłam nie na tę stronę, co powinnam, bo przez krzywą przegrodę nosową nie mogłam spokojnie oddychać. Więc się przewracam w drugą stronę. Próbuję się ułożyć, wszystko mi przeszkadza, a brak poduszki w szczególności. Chyba za mało alkoholu, stwierdzam w końcu, bo na większej bani po prostu bym zasnęła jak zabita. 

W końcu z tego szamotania zrobiło się względnie cicho. Już prawie odpłynęłam w niebyt, kiedy to z boku doszło do mnie ciche skrobanie. Malutki paluszek turkotał sobie po siatce od łóżeczka pewnie nie mogąc zasnąć. Skrobanie wybiło mnie z zasypiania. Mały nie śpi, to ja też nie śpię. Za to w najlepsze śpi mąż. My troje nie możemy. Z boku słyszę chichotanie i sama też zaczynam się śmiać. No, nie zaśniemy chyba nigdy w takich warunkach! 

W końcu się uspokoiło, Mały zasnął, ja też… No, prawie… 

Mąż przeszedłwszy w inną fazę snu, zaczął niczym nieskrępowany chrapać. Wiem, że jeśli nie zmieni pozycji to nici ze spania, będzie dalej ciągnął te wagony. Z tą myślą nadal nie mogę zasnąć. Jeśli pójdę do niego i zacznę szeleścić po tej podłodze, to jeszcze Mały się obudzi. Głośnym szeptem próbuję wybudzić męża z fazy REM, ale nie udaje mi się to. Ja cież pierdzielę, klnę pod nosem i idę szturchnąć małżonka, żeby się obrócił i już nie chrapał. Niestety, muszę w końcu wstać, bo nogą nie dosięgnę.

Wracam, układam się znowu nie tą stroną, dziurka dalej zatkana. No nie, z powrotem na prawą stronę. Szlag by to trafił!

Kiedy już mam pozycję, kiedy już zasypiam, odwraca się do mnie moja koleżanka.

– Ależ mnie łeb boli. Takie, wiesz, łup łup…

O matko! Nawet mi się oczu nie chce otworzyć, tylko przez szpary w powiekach widzę jak pięścią wali się w czoło.

– Idę po tabletkę.

Znowu wstawanie, szuranie i szamotanie. Nie opłaca mi się zasypiać, bo zaraz znowu będzie to samo, tylko w odwrotnej kolejności. Pewnie jest już 5 rano…

uroki spania pod namiotem

Po tym wszystkim udaje mi się jednak zasnąć. Malutek już się nie budzi, mąż nie chrapie, a ból Kasinej głowy ustępuje po tabletce. Po chwili i ona śpi spokojnie.

Wtem, w namiocie obok:

– Wstawajcie śpiochy! – słyszę dziecięcy głosik.

O Jezusie, czy ktoś tej nocy będzie miał w ogóle odrobinę litości nade mną?  Z namiotu wylatują po kolei rozentuzjazmowane dzieciaki, uciszane raz po raz przez ich mamę/ciocię. Słyszę każde zdanie, ale jedno przykuwa moja uwagę:

– Ciocia, a mój dziadek mówi, że ma wilki w kanapie, ale to nieprawda!!!

Na tą wiadomość nie pozostaję obojętna i wyłażę z namiotu. Ogarniam wzrokiem pobojowisko po imprezie (już i tak z lekka posprzątane) i uznaję, że nie czuję się zbyt dobrze.

– Która to godzina? – pytam dla umiejscowienia się w czasie i przestrzeni.
– 7.15.
– Co??? To ja idę z powrotem spać.

Nie, nie da się. Słońce pali w dach namiotu, w środku duchota i skwar, ale twardo leżę. Aż do momentu, kiedy budzą się po kolei moje dzieci i cała reszta dorosłych wychodzi z namiotów i samochodów. Trzeba skapitulować. Cóż, dziś nie wyśpię się i już!

Czas na śniadanko, szanowni wczasowicze!

Przeczytajcie też podobną historię z brakiem snu w tle “Spanie – towar deficytowy i bardzo pożądany”

Można powiedzieć, że przed Norwegią mam już chrzest bojowy za sobą. Utwierdziłam się tylko w przekonaniu, że łatwo nie będzie. Ale może po kilku nocach uda mi się mojego małżonka szanownego namówić na trochę luksusu.

Tymczasem minął nam przemiły weekend w świetnym towarzystwie. Warto było się trochę przemęczyć – śniadanie w tak urokliwych okolicznościach przyrody było balsamem łagodzącym wszelkie niewygody i brak snu. Zresztą, kawa z ogniska postawiła nas na nogi i koło południa rozjechaliśmy się w swoje strony. Następna impreza plenerowa za rok!

Dla moich dzieci spanie pod namiotem to nie lada atrakcja. Dla nas już mniejsza, ale da się przeżyć. A wy wyjeżdżacie pod namiot? Są to dłuższe wypady czy tylko weekendowe? Jakie campingi polecacie? Podzielcie się swoimi opiniami!