W czym tata jest lepszy od mamy w naszym domu

W czym tata jest lepszy od mamy w naszym domu

W czym tata jest lepszy od mamy w naszym domu? Ano ma kilka talentów, z którymi mama niewątpliwie nie ma się co równać. Czasem mamę zawstydza swoimi zdolnościami, a czasem wkurza swoją niepoprawnością. No, ale bez taty na pewno byłoby nudno, bo kto, jak nie on, robi w domu tyle zamieszania?

Taty nie ma z nami każdego dnia. Kiedy przyjeżdża z pracy (w środy i piątki, bo pracuje 170 km od nas), chłopcy zrywają się z krzykiem, żeby powiesić mu się na szyi, a w piątek obowiązkowo musi odebrać ich ze szkoły. W domu od razu robi się hałas, harmider i tyle chaosu, że mama tego nie ogarnia. I bałagan! Tak, jak tata przyjeżdża od razu robi się bałagan! Przede wszystkim w kuchni.

Bo tata jest lepszy od mamy w dogadzaniu. Jest mistrzem w smażeniu naleśników. Ale co tam naleśniki! Od czasu do czasu pojawiają się też gofry z pyszną konfiturą (przetwory to akurat zasługa mamy) i od razu wszyscy czują się jakby byli nad morzem. Naleśniki potrafią być niebanalne, bo tata nie znosi uproszczeń. Więc są czasami czekoladowe, czasami z wiórkami kokosowymi, a ostatnio, kiedy zabrakło mleka, tata usmażył naleśniki na maślance. Ot, co. Mama by na to nie wpadła. Kiedy piecze czy gotuje, robi wszystko dokładnie według przepisu, inaczej nie umie.

Tata bywa kreatywny w kuchni nie tylko przy okazji naleśników. Potrafi usmażyć coś z niczego, ugotować zupę mieszając składniki w sposób, który wykracza poza mamy percepcję. Zestaw warzyw i innych składników jest czasem tak zaskakujący, że mama pełna podziwu milknie, bo okazuje się, że jednak smakuje to-to całkiem nieźle. Jednak zupa kakaowa z pokrojonym chlebem w kostkę, który udaje groszek ptysiowy – tego mama nie jest w stanie przetrawić. Dzieci? A i owszem, z uśmiechem na twarzy!

Tata jest lepszy od mamy w niekomplikowaniu sobie życia, jak to czyni niewątpliwie przez całe życie mama. Szczególnie jeśli chodzi o domowe obowiązki. Co zrobić, żeby nie męczyć się wkładaniem butów na półkę? Trzeba ustawić je równiutko (żeby mama się nie czepiała) tuż przed drzwiami do garderoby. Wszak zaraz trzeba będzie znowu je ubrać! Po co nadwyrężać kręgosłup wieszaniem kurtek na wieszaku? Niżej i dużo wygodniej jest zawiesić je na uchwycie od szuflady lub na klamce. Nie wiedzieć czemu sposoby owe nie znajdują uznania w oczach mamy, choć u dzieci wręcz przeciwnie.

Tata ma gen Jana Słodowego. Jak coś nie działa, tata zawsze coś wymyśli. Kiedy mama uważa, że sytuacja jest beznadziejna, tata od razu znajduje rozwiązanie. Tak wykombinuje, wyciągając jakieś dziwne, wydawałoby się niepotrzebne, części z garażu, że potem wszyscy pełni podziwu patrzą na dzieło i nie mogą uwierzyć, że to działa. Mama, która wielce sceptycznie zawsze chce wyrzucić zepsuty sprzęt na śmieci, spotyka się z totalnym oburzeniem taty. Bo on niczego nie wyrzuca. Przyda się zarówno kabel od żelazka (idealny do lampki), jak i stare i niemodne buty Lloyda (idealne na ogród), które niefrasobliwie mama wyrzuciła do kosza i musiała z tego kosza je potem wyciągać. Przydadzą się również guziki ze starej koszuli (w razie, gdyby w innej się zgubiły) i karton, który leży w garderobie (akurat na płytki, które zostały z remontu łazienki).

Tata w końcu jest lepszy od mamy w sportach wszelakich (z wyłączeniem łyżew i rolek). Kiedy mamie nawet palcem w bucie nie chce się ruszyć, nie kto inny jak tato jedzie 1500 km do Toscanii, taszcząc na dachu deskę surfingową, by potem nawet nie odpłynąć na metr od brzegu. Innym razem ciągnie rowery nad Gardę, gdzie mama nawet pedałem nie zakręci, by wozić swoich dwóch małych synów w przyczepce wokół jeziora. 

No i cóż to by było bez taty! Nudy, panie, nudy! Porządek, codzienny schemat, dzień do bólu podobny do poprzedniego dnia. Mama nie robi pysznej kawy Inki, nie kosi trawnika, nie jeździ na myjnię. I w tym bezdyskusyjnie tata na pewno jest lepszy od mamy. Ale przecież po to jesteśmy we dwoje, żeby się wzajemnie uzupełniać, prawda?