Zadania domowe nie mają wpływu na wyniki w szkole

Zadania domowe nie mają wpływu na wyniki w szkole

Zadania domowe nie mają sensu? Nauczyciele są w błędzie? Niemożliwe, wydaje się. A jednak! Frustracja rodziców i obserwacje uczniów wskazują, że tak właśnie jest.  Kiedy przeczytałam kilka artykułów w internecie na ten temat, zmienił się mój stosunek do dodatkowej porcji nauki, którą moje dzieci muszą przyswoić w domu (i ja niestety też).

Nigdy nie byłam wrogiem zadań domowych. Uważałam, że są potrzebne do tego, żeby utrwalić to, co dziecko nauczyło się podczas lekcji (albo nie). Myślałam, że zmusza do dodatkowego poszerzenia horyzontów. Tymczasem byłam w błędzie, jak się okazuje.

 

Wieczór to najgorsza pora na zadania domowe

 

Odrabianie lekcji w naszym domu to zwykle najgorszy moment w ciągu dnia. Nie zawsze oczywiście, ale często. Nie zawsze też najstarszy syn, bo o jego lekcjach tu mowa, przejawia totalny tumiwisizm. Ale zwykle zadania domowe, zmęczenie najmłodszego, wieczorne kąpanie, fochy średniego, obiad i kolacja kumulują się o tej samej porze dnia – po południu aż do wieczora. Sprawia to, że robi się u nas bardzo nerwowo, a nie daj Boże, żeby obaj starsi chłopcy mieli jakieś projekty do napisania, albo opowiadanie czy wiersz, albo zadanie, które muszę każdemu osobno wytłumaczyć! Wtedy jest mi bardzo ciężko to wszystko ogarnąć. Nie chcę też myśleć, co będzie, kiedy najmłodszy mój syn pójdzie do szkoły, a najstarszy dalej będzie podchodził do lekcji jak podchodzi.

Jednak pomimo trudności, zawsze starałam się sprostać zadaniom jako matka przejęta losem moich synów i poziomem ich wiedzy. Powodowało to moją narastającą frustrację i zmęczenie. Podziwiałam też syna, który w tym naszym chaosie potrafił uczyć się, świadomie rezygnując z zamykania drzwi do pokoju lub samodzielnej nauki. To wszystko jednak do czasu, kiedy następował moment totalnego zniechęcenia.

Mój syn podczas nauki w pewnym momencie traci wiatr w żaglach. Opada z sił, traci energię i chęć. Podczas, gdy ma powtórzony jeden temat na sprawdzian, a tu jeszcze w zapasie są dwa albo trzy. Jest wieczór, zbliża się pora kolacji, ja koncentruję się na przygotowaniu Malutka do spania i wszystko nam się rozchodzi po kościach. Dziecko ma już dosyć. Ja zresztą też.

 

List wkurzonego ojca

 

I tu nagle znajduję w internecie list wkurzonego ojca, który nie tylko podnosi problem ilości zadań domowych, ale także jest rozczarowany, że nie może spędzać z dziećmi czasu wolnego od szkoły w inny sposób niż przy biurku i książkach. Pojawia się też w jego rozterkach problem zasobu wiedzy, który my – rodzice, posiadamy albo już nie:

Jestem ojcem dwójki dzieci w wieku 7 i 12 lat. I jestem załamany tym, ile zadań domowych dostają dzień w dzień, w szkole. Moim zdaniem, nauczyciele swoją pracę przerzucają na nas – rodziców. Zadanie domowe to u mnie w domu nieustanne źródło problemów i kłótni. Dzieci się nie wyrabiają, my ich sprawdzamy, zawsze okazuje się, że mają coś jeszcze do zrobienia, afera, nerwy, stres. Popołudnia lub wolne dni zamiast spędzać na rodzinnych atrakcjach muszę przeznaczać na naukę z dziećmi. A ja przecież nie mam przygotowania pedagogicznego, nie pamiętam już mnóstwa rzeczy, mi również kłopoty sprawiają ułamki. Czuję się po prostu oszukany. A dzieci też muszą odpocząć, odetchnąć od obowiązków. Tymczasem ich dzień wygląda tak: wstają tak jak ja ok. siódmej. Na ósmą szkoła, kończą miedzy 13, a 16, młodsze czeka na mnie w świetlicy. Do domu wracamy przed 17. Jakiś posiłek i trzeba odrabiać lekcje. Nie zawsze udaje się to skończyć przed 19-20. Do tego w większość dni tygodnia trzeba zdążyć na zajęcia pozalekcyjne – basen czy taniec. W tym roku mój syn zrezygnował z trenowania tenisa stołowego. Choć widać było, że sprawia mu to przyjemność. Ale po prostu się nie wyrabiał! czy to nie jest absurd? jakby tego było mało, już jakiś czas temu postanowiliśmy z żoną, że trzeba im zapewnić korepetycje z angielskiego. Teraz zastanawiamy się nad matematyką. Krew mnie zalewa jak dzieci mi opowiadają: Dziś byliśmy w kinie, za tydzień idziemy do teatru. Albo, że nie będzie lekcji, bo jest akademia z tej, czy innej okazji. Albo jak mają dzień wolny, bo jest dzień nauczyciela. Zaraz, zaraz to może niech nauczyciele uczą moje dzieci, a ja będę chodził z nimi do kina? Moje dzieci mają naprawdę mało czasu na zabawę. Często są już zresztą tak zmęczone, że oglądają tylko jakieś mniej lub bardziej bzdurne filmy na YouTube. Zaraz idą spać. I tak codziennie. Ostatnio ciągle słyszę w mediach dyskusje na temat likwidacji gimnazjów czy 6 latków w szkołach. Potwornie mnie to irytuje. To nie są najważniejsze problemy naszej oświaty. Marzy mi się szkoła, która będzie uczyła dzieci tego co powinna i to w czasie jaki ma do dyspozycji. Imię i nazwisko do wiadomości redakcji

Czytaj więcej: http://radiogdansk.pl/index.php/wydarzenia/item/31380-nauczyciele-wezcie-sie-za-robote-w-szkole-i-nie-zadawajcie-tylu-lekcji-list-wkurzonego-ojca.html.

 

Nie tylko ja mam taki problem

 

Olśniło mnie! Inni mają tak samo jak ja. A myślałam, że nie potrafię zorganizować się tak, żeby wszystko poszło jak po maśle.  Że coś robię źle.

Dodatkowym elementem wpływającym na jakość nauki jest obecność mojego najmłodszego synka, który wieczorem jest marudny, chce się u chłopców bawić, a jak go próbuję stamtąd usunąć to płacze i jest jeszcze gorzej. Każdy wymaga innego rodzaju uwagi, a ja jestem tylko jedna.

Moje olśnienie sprawiło, że zaczęłam się pytać, jak jest u moich koleżanek. Okazało się, że podobnie jak u mnie. Kilka matek, podobnie jak ja, narzeka, że musi siedzieć ze swoimi dziećmi, żeby udało się odrobić wszystkie lekcje i cokolwiek jeszcze nauczyć się czy wykonać jakiś projekt. Jest mnóstwo nerwów i krzyku. Niestety, często i ja tracę cierpliwość (pisałam o tym w poście “Odrabianie lekcji – chyba zgłoszę się do psychiatryka”). Jeszcze wcześniej niż ja, cierpliwość i wszelką chęć traci mój syn. 

 

Zadania domowe kiedyś

 

Ale zaraz, ktoś powie, przecież my też odrabialiśmy lekcje, rodzice z nami nie siedzieli i jakoś to było. No właśnie. Nie wiem w czym rzecz, bo ja sama siadałam do lekcji, znałam swoje obowiązki i wiedziałam, że jeśli nie odrobię zadań, to poniosę konsekwencje. A wtedy trzeba będzie podchodzić do poprawki, a w domu będzie niefajnie. Przyznam, że często uczyłam się na zasadzie 3xz: zakuć, zaliczyć, zapomnieć. W tym zakresie szkoła nauczyła mnie tylko posłusznego wykonywania poleceń, a nie rozumowego pojmowania lekcji. Nikt nie zwrócił mi uwagi, do czego może mi się przydać wiedza, którą przyswajam, a także jak ona jest ciekawa. Szkoła chyba zabiła we mnie ciekawość świata i chęć poszerzania tej podstawowej wiedzy, którą mi podawała.

 

Co mówią obserwacje i badania?

 

Czy to samo stanie się z moimi dziećmi? Być może tak, bo jak mówi autor książki „Praca domowa – nie dziękuję!” –  Armin Himmelrath (urodzony w 1967 roku niemiecki dziennikarz specjalizujący się w tematyce edukacyjnej), zadania domowe nie przynoszą pożądanych efektów. Na podstawie swoich obserwacji uważa, że obarczenie dziecka dodatkową pracą domową nie ma wpływu na oceny osiągane w szkole. Mało tego, dziecko zmęczone wieczorną pracą związaną z lekcjami, traci chęć do nauki w dniu następnym. Okazało się, że uczniowie zwolnieni z odrabiania lekcji wykazywali większą aktywność w szkole. Ciekawostką jest też teza, że zadania domowe pogłębiają nierówności między dziećmi z bogatszych domów, gdzie mogą liczyć na większą pomoc rodziców czy korepetytorów, a dziećmi biedniejszymi, które często są zdane na tylko na siebie (źródło Puls Biznesu).

Po skonfrontowaniu się z powyższymi obserwacjami i z własnymi doświadczeniami zaczynam mieć wątpliwości, czy są rzeczywiście jakieś uzasadnione powody do zadawania prac domowych. Może forma nie jest odpowiednia, a może jest ich za dużo? Może nauczyciele powinni więcej przykładać się do swoich zajęć? Nie wiem. Chciałabym tylko, aby odrabianie lekcji nie było takim przymusem, którego nikt nie lubi. 

Jakie są Wasze doświadczenia z odrabianiem lekcji? Czy też macie problem z ilością zadanych prac domowych? Czy Wasze dzieci chętnie je odrabiają, czy zawsze jest sporo z tym stresu?

  • Ostatnio coraz więcej mówi się o ograniczeniu zadań domowych. W szkole mojej córki nie ma zadań na weekend chociaż tyle 😉

    • Anka

      U nas niestety 4 klasista w domu i masaaakra, wpisałam w wyszukiwarkę jak przetrwać czwartą klasę i trafiłam na tego bloga. No po prostu ten ogrom materiału do opanowania w porównaniu z poprzednim rokiem to jakiś KOSMOS 😲

      • U mnie największym problemem były oceny. Do tej pory ich nie było, więc nie cisnęłam chłopaków zbytnio. A w czwartej klasie nie ma zmiłuj się, pała i już! Jednak wydaje mi się, że właśnie starszy musiał uczyć się więcej niż teraz średni. Może u nas nie zadają tyle, albo taki niski poziom… fakt, że na szczęście nie ma takiego problemu.

    • W naszej też i to prawdziwa ulga, bo w weekend ciężko siąść nad lekcjami.