Zwiedzanie Rzymu z dziećmi

Zwiedzanie Rzymu z dziećmi

Zwiedzanie Ryzmu z dziećmi to był cel naszej tegorocznej majówkowej wyprawy. Długie weekendy to dobry czas na zwiedzanie znanych miast. Nie jest gorąco (przynajmniej w krajach południowych) i tłoczno jak w lecie. Poza tym jest taniej, łatwiej jest zaparkować, a promocje na bilety lotnicze tylko zachęcają do podróżowania.

To już nasz trzeci taki wyjazd w maju za granicę. Wcześniej majówki spędzaliśmy nad naszym morzem, ale jak którejś wiosny były 3 stopnie, stwierdziliśmy, że nie ma sensu tak marznąć i za rok wylądowaliśmy na Sardynii.

W tym roku padło na Rzym. Już od dawna chciałam zobaczyć to miasto, ale zawsze było nam nie po drodze. Tym razem namówiłam znajomych i pojechaliśmy. 

Panorama Rzymu

Podróż odbyła się samochodem. Mamy trójkę dzieci i łatwiej jest nam zapakować się, no i nie ma problemu z wynajmem auta z możliwością wpięcia trzech fotelików na tylnym siedzeniu. Podróż była oczywiście wyczerpująca i jechaliśmy nocą, czego zawsze chcę uniknąć, ale nigdy się to jeszcze nie udało. Mordęga i dla nas, i dla dzieci, choć one większość podróży po prostu przespała. Gdyby nie tak liczna rodzina, pewnie wybralibyśmy samolot. Bilety są niekiedy tak tanie, że żal nie korzystać (w wyszukaniu promocji na pewno pomoże serwis mlecznepodroze.pl).

Nocleg w Rzymie (lub blisko Rzymu)


Podobnie jak rok temu, jako zakwaterowanie wybraliśmy Eurocamp, położony niedaleko Rzymu. O tej porze roku jest dosyć tanio (kosztowało nas to ok. 900 zł za tydzień, a w promocji były jeszcze dodatkowo dwa dni gratis), poza tym jest wiele atrakcji dla dzieci: baseny (o tej porze zimna woda niestety), place zabaw czy animacje. Stacjonowaliśmy na kempingu I Pini Family Park i niestety byliśmy rozczarowani. Wokół pełno starych, zeschniętych po zimie liści, stare, zmurszałe schodki prowadzące do domków, stare, nieodnowione place zabaw z pajęczynami i wyblakłymi kolorami, niezabezpieczone skrzynki z prądem na tyłach domków. Dla mnie problemem było również usytuowanie domków na wzgórzu, co wymuszało dojście po schodkach aż do samego tarasu. Przez to non stop musiałam patrzeć na Malutka, który z chęcią pobiegłby po tych schodkach w dół, nie wiem jednak z jakim rezultatem. Było to dla nas męczące, bo Mały płakał, kiedy zamykaliśmy mu zejście z tarasu. U dołu była od razu uliczka, po której jeździły samochody. Nie było miejsca pod domkami do zabawy dla dzieci. Dodatkowo do pobliskiego miasteczka był kawałek drogi, tak że trzeba było jechać samochodem. Na koniec zaatakowało nas stado mrówek i skończył się gaz. Nikt nie zareagował na naszą interwencję i bez kąpieli wyjechaliśmy do Polski. Nie polecam i trochę żałuję, że nie zdecydowaliśmy się na jakieś mieszkanko w Rzymie. Byłoby wszędzie blisko, a i tak większość czasu spędzaliśmy w mieście (do wyszukiwania kwater polecam serwis homeaway.com).

Zwiedzanie Rzymu z dziećmi


Zwiedzanie z dziećmi nie jest łatwe. Generalnie maluchy nie są zainteresowane oglądaniem zabytków i oczywiście lepiej byłoby pojechać we dwójkę z mężem i zobaczyć wszystko, co się chce. Mając trzy ogony ze sobą ciężko zwiedzać galerie, kościoły, łazić godzinami i zachwycać się schowanymi, malutkimi uliczkami, bo szybko można ich zniechęcić takiego spędzania wolnego czasu. Dlatego ważne są przerywniki: lody, pizza, plac zabaw, fontanna. Dni zwiedzania przeplatane z plażowaniem. Mimo że z dziećmi jest trudniej zwiedzać, to jednak czas spędzony razem jest bezcenny. Poza tym wierzę, że jednak podróże kształcą i poszerzają horyzonty. Przy okazji zwiedzania różnych miejsc staram się przekazać trochę cennej wiedzy na temat oglądanych przez nas miejsc, tak, aby mogli je w przyszłości kojarzyć i wskazać położenie. Co było dla mnie ciekawym odkryciem, najstarszy syn próbował porozumiewać się po angielsku, pytał o konkretne zwroty, odkrył, że ten język rzeczywiście jest przydatny!

Chodzenie po tak dużym mieście jak Rzym jest również męczące, szczególnie dla dzieci. Można korzystać oczywiście ze środków transportu, ale chyba lepiej przygotować sobie trasy zwiedzania tak, aby nie pokonywać kilometrów odległości w jeden dzień. Kiedy byliśmy w Wenecji rok temu, nasi starsi chłopcy mieli hulajnogi i takie przemieszczanie się było dla nich mniej męczące. Pomocne są również doczepiane do wózka platformy na kółkach, na których starsze dzieci mogą stanąć i trzymając się wózka przejechać część trasy.

Atrakcje dla dzieci


Idealnie jest, kiedy atrakcje danego miasta są ciekawe również dla dzieci. Nasz najstarszy syn akurat uczył się o starożytnym Rzymie, więc miasto było dla niego bardziej czytelne, mógł je lepiej zrozumieć. Świetna lekcja historii na żywo. Po drodze czytaliśmy o historii Rzymu, zwyczajnym życiu, obyczajach, strojach i igrzyskach. Książka była przygotowana dla dzieci, wiadomości były krótkie, zrozumiałe i opatrzone licznymi ilustracjami. Myślę, że godne polecenia są książki skierowane do małych czytelników  dotyczące konkretnych miast: „Oto jest Rzym”, „Oto jest Londyn”, „Oto jest Paryż” (niestety, odkryłam je dopiero teraz).

Koloseum i Forum Romanum

Z miejsc, które były ciekawe dla moich dzieci, mogłabym wymienić:

Koloseum (warto kupić bilety przez internet, wchodzi się wtedy bez kolejki) – koszt 12 euro, dzieci bezpłatnie, między 18 a 25 rokiem życia 7,50 euro + opłata rezerwacyjna 2 euro, za dzieci również;
Fontanna Di Trevi – akurat kiedy zwiedzaliśmy Rzym była w remoncie, nie było wody. Normalnie można wrzucać monety i to jest świetna zabawa, warto przygotować trochę drobnych monet;
– Plac Navona z trzema fontannami, gdzie spotkamy wielu ulicznych artystów, którzy odgrywają śmieszne scenki. Niedaleko są najlepsze lody, jakie w życiu jadłam (La Gelateria Frigidarium, Via del Governo Vecchio, 112). Lody według różnych ciekawych receptur maczane w czarnej lub białej czekoladzie to był hit każdego wyjścia.

Lody - La Gelateria Frigidarium

wejście na kopułę Bazyliki Św. Piotra – widok z kopuły na wnętrze bazyliki zapiera dech w piersi, ale nadaje się tylko dla osób nie mających lęku wysokości. Mój najstarszy syn niestety nie czuł się najlepiej, mi też kręciło się w głowie. Jest jeszcze wejście na taras widokowy na sam szczyt kopuły. Wchodzi się krętymi schodami wąskim korytarzem – to nie dla osób które nie mają kondycji i boją się ciasnych przestrzeni. Korytarz jest wąski, wchodzi na raz dużo ludzi, nie ma nawet miejsca, żeby przysiąść i odpocząć. Dzieci jednak sobie dobrze poradziły z wejściem, trochę ciężej miał mój mąż, który dźwigał Małego. Żeby wejść do bazyliki, czekaliśmy w kolejce niestety 2,5 godziny, ale dzieci biegały wśród kolumn i miały lepszą zabawę niż my;

wejście na kopułę Bazyliki Św. piotra
widok na Forum Romanum z placu Kapitolińskiego – z tyłu placu znajduje się również słynna wilczyca rzymska, którą dzieci mogą kojarzyć z legend;

Koloseum i Forum Romanum
Schody Hiszpańskie, na których wiosną jest mnóstwo kwiatów – ozdabianie schodów kwiatami to doroczna tradycja związana ze świętowaniem nadejścia wiosny. U podnóża schodów jest piękna fontanna – znów atrakcja dla dzieciaków.

Resztę zabytków musieliśmy wpleść pomiędzy atrakcje. Właściwie spacerując uliczkami, zachodziliśmy a to do kościoła, a to na most, a to w jakieś inne ciekawe miejsce. Można z dziećmi pójść do jednego z licznych parków, popłynąć statkiem po Tybrze, znaleźć punkty widokowe, z których można podziwiać zapierające dech w piersiach panoramy (Plac na Kapitolu, kopuła Bazyliki Św. Piotra, Janikulum, ogród pomarańczowy).

Widok na Plac Św. Piotra

Z Rzymu blisko jest też nad morze – w Ostii i w okolicach są piękne plaże i starożytny port Rzymu – Ostia Antica, porównywalna do bogactwa Pompejów. Wstęp 11 euro od osoby dorosłej, 7 euro dla osób między 18 a 25 rokiem życia, dzieci gratis. Niestety, myślę, że byłoby trudno oglądać ruiny z wózkiem. Nie weszliśmy tam, ale widziałam ścieżki zbudowane z wielkich kamieni.

plaża w Ostii

Godne uwagi jako punkt zwiedzania z dziećmi jest rzymskie zoo, Technotown – interaktywne muzeum nauki i techniki dla dzieci od 8 do 12 lat, podobne Muzeum Explora – tu atrakcje są również dla maluchów czy Time Elevator – 2700 lat miejscowej historii przedstawione przy użyciu nowych technologii (panoramiczne ekrany, ruchome fotele i otaczające dźwięki).

Informacje praktyczne


Dzięki temu, że wybraliśmy się na majówkę ze znajomymi, nasze dzieci miały towarzystwo i nie nudziły się. Każda fontanna, w której można było się pochlapać, to była kupa śmiechu, spacery uliczkami okazją do przekomarzania i wygłupów, wspólne posiłki chwilą wytchnienia i rozmowy. My rodzice musieliśmy się skupić, żeby nie pogubić naszych pociech w tym tłumie ludzi, co nie jest trudne, bo wystarczy moment i tracimy dziecko z oczu. Szczególnie tłoczno było w okolicach fontanny di Trevi (co zrobić, żeby nie zgubić dziecka w tłumie?).

fontanna Plac Navona

Pogodę mieliśmy w większości dni bardzo przyjemną. Było około 20 st. C, trochę pochmurno, trochę słonecznie. Dwa dni były bardzo deszczowe. Podobno w Rzymie rzadko pada, jednak my trafiliśmy na prawdziwe urwanie chmury. Było to dla nas nie lada przeżycie, o czym piszę we wpisie http://www.domnaglowie.pl/niespodziewana-pogoda-w-rzymie/

deszczowy rzym

Do centrum jeździliśmy samochodem i udawało nam się znaleźć miejsca parkingowe. Parkowaliśmy dwa razy koło Watykanu, raz za Koloseum i raz niedaleko Cyrku Wielkiego. Czasami trzeba było trochę pojeździć, żeby znaleźć wolne miejsce, ale ogólnie nie było tragedii. Pewnie w lecie jest dużo gorzej.

Jeśli chodzi o jedzenie, to w Rzymie można było coś zjeść nawet w czasie sjesty. Nie było to możliwe nad morzem, gdzie pojechaliśmy dwa razy. Wszystkie trattorie, osterie i restauracje otwierali dopiero około 20.00! Zawsze jednak mieliśmy ze sobą jakieś przekąski, naleśniki albo kanapki. 

Myślę, że ten nasz krótki wypad do stolicy Włoch to tylko przedsmak prawdziwego zwiedzania i może kiedyś nadejdzie taki czas, gdy spokojnie będę mogła punkt po punkcie zwiedzić i zobaczyć pozostałe miejsca i dzieła sztuki. Na razie zwiedzanie z dziećmi to pokazanie najważniejszych zabytków, symboli, które wszyscy znają. Tym razem było to Koloseum, wcześniej Wieża Eiffle’a czy krzywa wieża w Pizzie. Kiedy nasi synowie będą starsi i bardziej świadomi pokażemy im może coś bardziej wymagającego, na przykład Muzea Watykańskie.  Ale wtedy nie wiadomo czy w ogóle będą chcieli jeszcze z nami gdziekolwiek jechać!

Więcej zdjęć z naszej podróży znajdziecie na moim profilu na Pinterest i na Instagram (plus kilka zdjęć z Arezzo).

Podobno podróże kształcą. Czy wy też serwujecie dzieciom takie “atrakcje” jak zwiedzanie, czy po prostu jedziecie nad morze, gdzie każde dziecko jest najszczęśliwsze na świecie?

 Czy ten wpis był dla Ciebie pomocny?
Jeśli tak, zostaw komentarz lub kliknij “like” 🙂
  • mama

    wow. aż od razu sama bym się wybrała. my z mężem zawsze jeździliśmy(tacy łazicy z nas troszkę) w takie miejsca gdzie coś można było zobaczyć. leżenie na plaży i wygrzewanie kości nie dla Nas (nawet kończyło sie to kłótnia :)) teraz jak jest Mała to też staramy się pokazywać jej wszystko (zwiedza z nami: ma już za sobą całe Trójmiasto, Hel, Stolicę i Kraków), ja jej opowiadam że tu mieszkał król i królowa, tam mieszka najważniejszy człowiek w Polsce itp. w tym roku plany też już są, za dwa tygodnie Kraków (znowu), a za miesiąc nad morze. a dalej … pewnie coś wymyślimy.

    • mama

      w wakacje planujemy Bułgarię ze wzgledu na Małą, ale kto wie może za rok jak już troszkę podrośnie pojedziemy do Rzymu czy Paryża.

      • Bułgaria fajna, ciepłe morze i płytkie, piękne plaże, ale mało ciekawych rzeczy do zwiedzania, może tylko Nesebyr. Polecam kuchnię, chleb z masłem i pomidorem – pycha, melony – rozpływają się w ustach. I znajdźcie sobie jakąś spokojną plażę, bo na Słonecznym Brzegu pełno ludzi, muzyka i ciągle coś mówią przez megafon. Przynajmniej tak było 10 lat temu, może teraz jest spokojniej 🙂 Udanych wakacji wam życzę!

        • mama

          nie dziękuję 🙂 ze względu na nią obstawiamy Bułgarię (teraz ma 15 m-cy), bo plaze piaszczyste, podobna flora bakteryjna itp. a w Bułgarii można pojechać do delfinarium, Nesseberu, Bałczik. coś napewno wybierzemy bo smażenie nie dla Nas. ja jeździłam tam jako dziecko (no ale w latach 80-tych większosć tam jeździła 🙂

    • No właśnie, my tak po Europie jeździmy, a w Warszawie z dziećmi nie byłam i ciągle nam ta Warszawa nie po drodze. A warto zobaczyć, gdzie mieszkał nasz król. Jak Małą od początku nauczycie zwiedzać to wejdzie jej to w krew 🙂

  • Pingback: Podsumowanie roku | Dom na głowie - blog parentingowy()

  • Pingback: Wenecja na weekend - wspaniały klimat i styl |()

  • Joanna Duda C

    Witam; Bardzo fajny post, ciekawe informacje, a szczególnie dziękuję na “hint” o “Oto jest Rzym”! My wybieramy się za tydzień z 6-latką i staram się znaleźć ciekawe również dla niej opcje odkrywana tego miasta.
    A propos pytania o podróże z dziećmi – my akurat podróżujemy sporo – 2-3 razy do roku, choć niewiele znam rodzin, które decydują się na podróże z dziećmi gdziekolwiek indziej niż plaża… Moje 3 miesięczne dziecko przeżyło rok z wieloma podróżami po Meksyku, a między 3 a 6 rokiem życia weszła sama! na 5 stawów i sporą część górzystej części Polski, przedreptała min. Kraków, Katowice i Warszawe, a poza Polską – Kopenhage, Malmo, Helsinki, Londyn, Paryż, Neapol + Wezuwiusz, 16km skały Giblartarskiej – a to i tak wymieniając tylko główne destynacje! Staramy się zawsze połączyć elementy naturalne/krajoznawcze z tymi histrycznymi i zabawą. Jeśli w jeden dzień wędrujemy po mieście i odwiedzamy muzea czy ruiny, to w drugi jedziemy do parku narodowego, a w trzeci zwiedzamy interaktywne muzea dziecięce.
    Zgadzam się ze stwierdzeniem że podróże kształcą i poszerzają horyzonty i to jak! Odzwierciedla się to w ogólnym rozwoju intelektualnym dziecka, poziomie “wiedzy” geograficzno-historycznej czy podejściem do “inności” kulturalnej. Jestem absolutnie za podróżami z dziećmi i to nie tylko na plażę!
    Pozdrawiam,
    Joanna