Babskie pogaduchy, czyli porody, połogi i męska antykoncepcja

Babskie pogaduchy, czyli porody, połogi i męska antykoncepcja

Uwielbiam babskie pogaduchy. Spotkania z kobietami z krwi i kości, nie z takimi pizdeczkami, które chichrają się trzymając swoje cziłały pod pachą i przebierając kolorowymi pazurami w kształcie migdałków. Lubię rozmowy z dziewczynami, które są charakterne, z ikrą i z którymi swobodnie można porozmawiać o wszystkim. Wachlarz tematów zwykle jest szeroki, czasem bez granic intymności, a wymiana doświadczeń bezcenna. Wśród wybuchów śmiechu i nieskrępowanych żartów równie łatwo można podyskutować o urodzinach dziecka, szkole i lekcjach, jak i innych ciekawych tematach, na przykład poród czy męska antykoncepcja.

Kobiece spotkania odbywają się przy różnych okazjach. Właśnie ostatnio córka mojej przyjaciółki miała urodziny. Zabrałam więc mojego syna, który był zaproszony na imprezę, i udałam się do jednego z centrów handlowych, gdzie jest bardzo przyjemny i jeszcze w miarę nowy plac zabaw. W jednym z kącików urodzinowych mała solenizantka świętowała swój jubileusz w towarzystwie koleżanek i kolegów, a mamy, które przyprowadziły swoje pociechy, usiadły na kanapach.  Ja do nich dołączyłam.

W takim towarzystwie nie dało się długo gadać o pierdołach i posuwać jakieś grzeczne smol toki. Po prostu to spotkanie było skazane na takie rozmowy. Tematy aż same cisnęły się na usta, aż w końcu wybuchnęły intensywnością kobiecych przeżyć i doświadczeń, a chwilowa nieobecność mężów tylko temu sprzyjała. Wrócili akurat w momencie, w którym cała nasza gama trudnych chwil i odczuć związana z dziećmi sprowadziła się do trudno podejmowanego przez facetów tematu męskiej antykoncepcji. Na kwestię wazektomii, która byłaby dla wielu par idealnym rozwiązaniem, została jednak spuszczona zasłona milczenia.

Dyskusja zawrzała dość szybko, bo oto spotkały się prawdziwe babki z jajami.  Nie wszystkie się znałyśmy; jedne były po raz pierwszy w tym towarzystwie, a inne znałam z poprzednich imprez. Nie przeszkadzało nam to jednak rozwinąć rozmowę na bardzo hardcorowe tematy. Dziewczyny, choć w różnym wieku, połączył jeden temat: dzieci i związanych z nimi doświadczeń, wcale nie takich kolorowych.

Ot, zaczęło się niewinnie. Opowieści o dzieciach: która ile ma i w jakim wieku. W jakiej szkole i jak się rozwija, a że tu bliźniaki, a tam dziewczynka bardzo wysoka. Tam trójka maluchów, podobnie jak u mnie, a z boku dziewczyna z wielkim brzuchem tuż przed porodem.

Na początek szybko przeleciałyśmy po kolejnych retrospekcjach z porodów. Było o czym opowiadać! Dwie z nas ma trójkę dzieci, a jedna właśnie miała urodzić trzecie. Jedna urodziła bliźniaki, a inna miała dwa ciężkie przejścia przy rodzeniu, że ledwie uszła z życiem. 

Gładko przeszłyśmy, przekrzykując się wzajemnie i żartując, do opowieści o tym, co potem.

– Ty jak rodziłaś? Naturalnie? – zapytała mnie sąsiadka, która już dwa razy miała cesarkę i dostała ochrzan od lekarza prowadzącego, że szykuje się na trzecią.
– Tak, trzy razy. Cipka przecięta w trzech miejscach, masakra, mówię ci – krzywię się na samą myśl.
– No właśnie, bo moja siostra pękła, niestety, nie zdążyli jej naciąć…
– O kuźwa, to pewnie trudno było zszyć… Choć ja, jak poszłam na zdjęcie szwów, to pielęgniarka wymownie zapytała: “A kto panią tak pozszywał?”, więc chyba żadnego overlocka tam nie było. Na szczęście nie czuję jakiegoś dyskomfortu, choć plastyka pochwy pewnie by się przydała… – od razu rozmarzyłam się o klinice doktora Szczyta.
– Moja znajoma miała plastykę pochwy, bo miała problem z nietrzymaniem moczu – dołączyła koleżanka z boku – i dwa razy wylądowała na pogotowiu z gorączką 40 stopni. Prawie się przekręciła, bo nie mogła się wysikać.
– Z tym nietrzymaniem moczu po porodach, to też jest niezły problem. Kichniesz, kaszlniesz i już leci. 
– Ja niestety na trampolinie sobie nie poskaczę, bo mam to samo.
– No chyba, że zrobisz to tak – zaczęłam podskakiwać ze skrzyżowanymi nogami i wszystkie zaczęłyśmy się śmiać.
– W każdym razie ta koleżanka mówi, że jest teraz jak dziewica! Nówka sztuka, nie śmigana, tak ją zrobili!
– No, ale ty chyba też nie narzekasz, przecież dwa razy miałaś cesarkę? – odbijam piłeczkę.
– Ja to nawet nie mogę sobie tego wyobrazić – wtrąca się w rozmowę zgrabna brunetka, która urodziła bliźniaki. – Z przodu masz chustę i nic nie widzisz, tylko od razu dzieci. 
– Ja drugiego – mówi ciążówka z boku – prawie urodziłam w toalecie! Poszłam na siku, a wróciłam prawie trzymając główkę!
– No ja też prawie – podchwytuję temat. – Postanowiłam sobie nos wysmarkać, siedząc na toalecie! I wody mi odeszły. A z trzecim, to stary nie zdążył internetu w komórce odpalić, a ja już rodziłam.
– Był twój mąż przy porodzie? – zapytała któraś.
– Był, przy wszystkich trzech – odpowiadam.
– Bo mój to zemdlał. Zamiast ratować mnie, to się nim musieli zająć! – zaśmiała się koleżanka z naprzeciwka.
– Mój też był przy trzech – zagadnęła energiczna blondynka z drugiego końca stołu. – W końcu syn ginekologa, jego nic nie rusza!
– Ona to w ogóle chodziła do teścia na wizyty! – wypaliła moja przyjaciółka, która obok niej mieszka.

To spotkało się z ogólnym zdziwieniem. No bo jak to, do teścia, na wizytę ginekologiczną? Uchhhh… Dla mnie byłoby to nie do przejścia. Głupio mi było rozdziawić paszczę u znajomego dentysty, z którym piłam wódkę na imprezach, a co dopiero rozłożyć nogi przed teściem. No, ale przynajmniej miała pewną i solidną opiekę, a ginekolog – cóż taki zawód. Co za różnica czyją cipkę bada?

Po chwili z boku usłyszałam komentarz na temat wieku.

– Ja urodziłam swoje drugie dziecko na czterdzieste urodziny.
– Ja też prawie, miałam 38 – pochwaliłam się. – Jezu, jak się staro czułam (o tym poczytacie we wpisie “Wpadka z trzecim dzieckiem”)! A najgorsze, że głupio mi było, że się nie zabezpieczyłam! Że taka stara, a jeszcze w ciążę zaszłam, jakby nie było środków antykoncepcyjnych!
– Ja się zabezpieczałam – usłyszałam blondynkę, synową ginekologa – i co z tego?! Drugie mam ze spirali, a trzecie z piguły!
– Niemożliwe – krzyknęłyśmy zdziwione. – Naprawdę?
– Ja już czasem mam wrażenie, że Łysy się tylko zbliża, a ja już w ciąży jestem! Już sama nie wiem, czego używać. – powiedziała patrząc na zbliżającego się do stolika męża w towarzystwie jeszcze dwóch innych mężów.
– Bo ja to uważam, że to faceci powinni stosować antykoncepcję! Słyszeliście o wazektomii? – rzuciłam w stronę facetów.
– Właśnie! – kilka damskich głosów mi przytaknęło, a na męskich twarzach zagościł uśmiech zażenowania. Panowie zamarli.
No bo nie wiem dlaczego wszystko musi iść od kobiety: ciąża, poród, krojenie, a potem karmienie, hemoroidy i nietrzymanie moczu! – poparła mnie koleżanka w ciąży. – Czemu faceci nie mogą zastosować antykoncepcji, która w dodatku daje prawie 100% pewności? Nie, to my musimy faszerować się pigułami, naklejać jakieś plastry albo używać wkładek! Ale, kuźwa, czemu? Mało dajemy?

Zapadła cisza, żaden z panów nie podjął tematu. 

No właśnie. Tyle światu dajemy. To z naszego ciała powstaje dziecko, które tyleż nam daje, co odbiera. To my podejmujemy ten wysiłek, a potem z podniesioną głową i pełną odwagą dajemy się pociąć, żeby urodzić. A to przecież tylko początek. I po tym wszystkim jeszcze to my musimy się zabezpieczać? Po tym trudzie i znoju? Fakt, są jeszcze prezerwatywy, ale chyba wszyscy je tak samo lubimy. A tu mamy taki wygodny zabieg, w tej chwili wykonywany nawet bez skalpela, z niedużym bólem (założę się, że mniejszym niż przy rodzeniu dziecka) i co najważniejsze – odwracalny, gdyby któryś chciał jeszcze mieć dzieci. 

Te nasze babskie pogaduchy tylko potwierdziły, że w większości myślimy podobnie.

Koniec z końców jest taki, że albo zabezpieczamy się my – kobiety, przyjmując wszystkie za i przeciw na siebie albo liczymy na łut szczęścia. A kiedy się nie uda, cały problem spada głównie na nasze barki. I tyle na temat.

No i o poskakaniu na trampolinie można sobie tylko pomarzyć!

Myślę, że każda z nas lubi takie babskie spotkania. O czym rozmawiacie, z czego się śmiejecie? Czy obecność innych kobiet sprawia, że jesteście bardziej otwarte i rozmawiacie o wszystkim?