Gagi i śmieszne sytuacje z naszych wakacji

2 108

Traktorki dla dzieci, zabawki rolnicze. Traktorki Rolly Toys. Brykacze.pl - sklep z zabawkami.

Lubię wyjazdy z naszymi przyjaciółmi. Znamy się od lat i na niejednej imprezie się bawiliśmy. Mamy swoje żarty i powiedzonka, które są śmieszne tylko dla nas i zawsze przywozimy nowe gagi i śmieszne sytuacje z naszych wakacji.

Z czym mi podano pizzę, co zrobił mój syn stojąc po kolana w wodzie czy co wymyślił mój mąż, żeby znaleźć izolację do lodówki – dowiecie się z tego wpisu.

Przebywając z dziećmi i znajomymi przez dwa tygodnie w jednym domu, siłą rzeczy tworzymy różne sytuacje, które niekiedy są śmieszne, czasem wkurzające, a czasem pokazujące naszą prawdziwą twarz. Czasem się śmiejemy po pachy, a czasem denerwujemy na siebie. Każdy coś tam ma za uszami i trzeba to zaakceptować. Ważne, że da się razem przeżyć i że ogólnie jest nam razem ze sobą fajnie.

Tym razem też były różne żarty sytuacyjne, podgadywanki i ciągnięcie przysłowiowego łacha. Dzieci rozmawiały ze sobą bawiąc nas swoim dziecięcym sposobem myślenia. A czasem sami zachowywaliśmy się śmiesznie. 

Trochę udało mi się zapamiętać, choć jak wiadomo żarty ulatują z głowy dość szybko. Oto, co dla was zebrałam:

***

Corte, środkowa Korsyka. Po podróży i wycieczce do wąwozu Restonica idziemy na pizzę. Trochę jestem zła, że to pizza, bo chciałam spróbować czegoś lokalnego. Niestety wszystkie menu są po francusku i ciężko cokolwiek zrozumieć. Siedząc w pizzerii postanawiam jednak zaryzykować i zamówić pizzę, która w nazwie ma “corse”. Spodziewam się czegoś lokalnego i jestem bardzo ciekawa, bo nie rozszyfrowałam znaczenia wszystkich składników. Tomate – to wiadomo, pomidor. Champignons – też znam to słowo z angielskiego, pieczarki. Corse cheese – jakieś korsykański ser. Na końcu zostało “corse miel” i nie mogłam dojść, co oznacza słowo “miel”. Nie wiem czemu, ale skojarzyło mi się z mięsem i tego się trzymałam. W końcu przyszła pizza. Odkroiłam kawałek, ugryzłam spory kęs i… zamarłam, bo w życiu bym się nie spodziewała, że pizza może być podana z miodem! Do końca życia więc będę pamiętać, że “miel” oznacza miód, a nie coś mięsnego!

***

Prawie codziennie byliśmy na plaży, nawet jeśli wyjeżdżaliśmy w dalszą podróż. Zawsze szykowaliśmy więc przekąski dla dzieci i picie. Mieliśmy takie torby – lodówki, do których wrzucało się zmrożone wkłady i to chłodziło przez cały dzień. Nasza torba była ściągana u góry sznurkiem i zostawała mała dziura, przez którą uciekał chłód. Mostek termiczny – powiedziałby mój mąż. On zresztą postanowił zakryć tą dziurę, żeby było szczelnie. 
W tym samym czasie moja przyjaciółka, szukała śliniaka swojej córki. Jakież było jej zdziwienie, kiedy zobaczyła, że mój mąż wyciąga ten śliniak z naszej lodówki.

– O!! A skąd masz nasz śliniak? Szukam go i szukam!
– To jest śliniak? – szczerze zdziwił się mój życiowy partner.
– A ty myślałeś, że co?
– No nie wiem, znalazłem kawałek ceraty, to wziąłem do naszej torby jako termoizolator!

Ot, taka ciekawostka, gdybyście szukali innego zastosowania dla ceratkowego śliniaka. Zresztą wiedziony myślą techniczną i z braku innego izolatora, tenże funkcję pełnił – uwaga! – worek wyciągnięty z dużego kartonu z wyciskanym sokiem, takiego z kranikiem. Spełnił swoje zadanie, a wyrzuciliśmy go dopiero w dniu wyjazdu.

***

Siedzimy sobie przy stole po śniadaniu. Wszyscy już zjedli, a dzieci powstawały zza stołu. Koło mojego męża stanął mój średni syn i widać było, że jakoś chce zaczepić wujka siedzącego naprzeciwko. Uśmiechając się łobuzersko zaczął strzelać czymś palcami.

– Strzelasz we mnie? – drgnął ustrzelony wujek i zaczął ściągać z twarzy coś, co go trafiło. – A czym?
Śpiochem! – palnął mój genialny syn.

***

Mój średni syn bawił się z córkami naszych przyjaciół. Szczególnie dobrze rozumie się ze starszą z nich, pierwszoklasistką. Od paru dni słyszymy, że przygotowują jakieś wydarzenie.

Słuchaj, musimy porozmawiać o tej imprezie. Trzeba wszystko przygotować!
– To będzie banalne – wymądrza się mój syn.
– Pamiętaj tylko, że koniecznie musi być szampan i lody!

Że lody to rozumiem, ale skąd im przyszedł do głowy szampan? Starzy maleńcy.

***

Stoimy nad przepaścią przy płotku, na który próbuje się wdrapać młodsza córka mojej koleżanki.
Uważaj, bo jak spadniesz to będzie kiepsko – mówię wychylając się, żeby ocenić sytuację. Poniżej jest jednak drzewo i kawałek łąki, na którym pasie się osioł. Jednak łąka znajduje się jakieś 3 metry w dół.
– Daleko nie spadnie! – trzeźwo zauważa jej tato.
– No! Zatrzyma się na gałęziach! Przecież jest lekka – dorzuca mój syn.

Nic, tylko spadać!

***

W drodze powrotnej do domu urządzam moim dzieciom quiz z wiedzy o Korsyce. Ten, który wygra, ma otrzymać lody na następnej stacji benzynowej. Walka jest więc zacięta, ale o dziwo, wyrównana. Zadaję któreś z kolei pytanie i jak na razie wygrywa jednym punktem młodszy syn.
– A kto mi powie, w jaki sposób można dostać się na Korsykę?
– Promem lub samochodem! – krzyczy starszy.
– Promem lub samolotem! – krzyczy młodszy.
– Prawidłowo, promem lub samolotem. Jeden punkt.
Nagle rozlega się płacz starszego.
– Nieprawda! Przecież sami mówiliście, że można dojechać mostem!
– Mostem? Przecież tu nie ma żadnego mostu, gdyby był to nie płynęlibyśmy promem! – tłumaczy mąż.
– No ale jak? Przecież sam mówiłeś, że można tu dojechać mostem przez Danię!
Ryknęliśmy śmiechem, bo chociaż domyśliliśmy się, że pomylił Norwegię z Korsyką, to sam pomysł dostania się na wyspę przez Danię wydał się nam komiczny. 

***

Do naszego starszego syna dzwoni babcia.
No jak jest na wakacjach? Dobrze się bawisz? – dopytuje.
– Nie!!! Nudno jest!!! A mama i tata to się cieszą i robią zdjęcia jak tylko zobaczą jakąś głupią, starą, zardzewiałą rzecz!

No i zrób tu dzieciom dobrze i zabierz ich na zagraniczne wakacje!

***

Fajna ta szminka – mówię przeglądając się w lusterku w samochodzie.
– A co kupiłaś sobie nową? – dopytuje mąż.
– Nie, mam ją już jakiś czas – odpowiadam. – A co, nie zauważyłeś?
– Nie.
A że włosy rozjaśniłam też nie zauważyłeś?
Mąż przyjrzał mi się uważnie.
– Nie. A kiedy rozjaśniłaś?
– Trzy tygodnie temu! – wyjaśniam oburzona. – Nic nie zauważyłeś? To co, jestem teraz dla ciebie jasną plamą?

(nawiązałam tu do naszego dialogu, w którym mój mąż przyznał, że zobaczył czerwoną plamę, czyli naszą sąsiadkę, więc machnął do niej ręką na dzień dobry – cały dialog na fun page’u).

***

Przyjechaliśmy na plażę. Rozpakowujemy się i rozkładamy koce. Podchodzi do mnie średni syn, który każde plażowanie rozpoczyna od sikania.
– Mamo! Gdzie mogę się wysikać?
– Idź do wody – podpowiada żartem wujek.
– Mamo mogę? – dopytuje mój syn.
– Możesz, możesz… – odpowiadam roztargniona, nie wiedząc do końca o co mu chodzi, bo akurat Malutek zrobił kupę.
Za chwilę rozglądam się po plaży w poszukiwaniu rzeczonego syna i prawie padam, bo co widzę?

Mój syn stoi w wodzie, w pewnej odległości od nas. Woda sięga mu kolan. Stoi taki niewzruszony, spoglądając w dal i… sika! Centralnie w wodę, pomiędzy kąpiących się w pobliżu ludzi!

No, co? Posłuchał i wujka, i mamy!

***

Wakacje to dobry czas, żeby się wyluzować i pośmiać z różnych sytuacji, a także z siebie. Korzystajmy z tego!

Jestem ciekawa waszych wspomnień z wakacji. Pamiętacie jakieś śmieszne dialogi lub sytuacje? Podzielcie się w komentarzach!

 

 

Może ci się również spodobać
2 Komentarze
  1. puffa mówi

    pizza z miodem? serio? nie przełknęłabym

    1. Joanna - Dom na głowie mówi

      Nie smakowało tak źle, raczej było to duże zaskoczenie, ale smak nie najgorszy.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.