Gagi i śmieszne sytuacje z naszych wakacji

Gagi i śmieszne sytuacje z naszych wakacji

Lubię wyjazdy z naszymi przyjaciółmi. Znamy się od lat i na niejednej imprezie się bawiliśmy. Mamy swoje żarty i powiedzonka, które są śmieszne tylko dla nas i zawsze przywozimy nowe gagi i śmieszne sytuacje z naszych wakacji.

Z czym mi podano pizzę, co zrobił mój syn stojąc po kolana w wodzie czy co wymyślił mój mąż, żeby znaleźć izolację do lodówki – dowiecie się z tego wpisu.

Przebywając z dziećmi i znajomymi przez dwa tygodnie w jednym domu, siłą rzeczy tworzymy różne sytuacje, które niekiedy są śmieszne, czasem wkurzające, a czasem pokazujące naszą prawdziwą twarz. Czasem się śmiejemy po pachy, a czasem denerwujemy na siebie. Każdy coś tam ma za uszami i trzeba to zaakceptować. Ważne, że da się razem przeżyć i że ogólnie jest nam razem ze sobą fajnie.

Tym razem też były różne żarty sytuacyjne, podgadywanki i ciągnięcie przysłowiowego łacha. Dzieci rozmawiały ze sobą bawiąc nas swoim dziecięcym sposobem myślenia. A czasem sami zachowywaliśmy się śmiesznie. 

Trochę udało mi się zapamiętać, choć jak wiadomo żarty ulatują z głowy dość szybko. Oto, co dla was zebrałam:

***

Corte, środkowa Korsyka. Po podróży i wycieczce do wąwozu Restonica idziemy na pizzę. Trochę jestem zła, że to pizza, bo chciałam spróbować czegoś lokalnego. Niestety wszystkie menu są po francusku i ciężko cokolwiek zrozumieć. Siedząc w pizzerii postanawiam jednak zaryzykować i zamówić pizzę, która w nazwie ma “corse”. Spodziewam się czegoś lokalnego i jestem bardzo ciekawa, bo nie rozszyfrowałam znaczenia wszystkich składników. Tomate – to wiadomo, pomidor. Champignons – też znam to słowo z angielskiego, pieczarki. Corse cheese – jakieś korsykański ser. Na końcu zostało “corse miel” i nie mogłam dojść, co oznacza słowo “miel”. Nie wiem czemu, ale skojarzyło mi się z mięsem i tego się trzymałam. W końcu przyszła pizza. Odkroiłam kawałek, ugryzłam spory kęs i… zamarłam, bo w życiu bym się nie spodziewała, że pizza może być podana z miodem! Do końca życia więc będę pamiętać, że “miel” oznacza miód, a nie coś mięsnego!

***

Prawie codziennie byliśmy na plaży, nawet jeśli wyjeżdżaliśmy w dalszą podróż. Zawsze szykowaliśmy więc przekąski dla dzieci i picie. Mieliśmy takie torby – lodówki, do których wrzucało się zmrożone wkłady i to chłodziło przez cały dzień. Nasza torba była ściągana u góry sznurkiem i zostawała mała dziura, przez którą uciekał chłód. Mostek termiczny – powiedziałby mój mąż. On zresztą postanowił zakryć tą dziurę, żeby było szczelnie. 
W tym samym czasie moja przyjaciółka, szukała śliniaka swojej córki. Jakież było jej zdziwienie, kiedy zobaczyła, że mój mąż wyciąga ten śliniak z naszej lodówki.

– O!! A skąd masz nasz śliniak? Szukam go i szukam!
– To jest śliniak? – szczerze zdziwił się mój życiowy partner.
– A ty myślałeś, że co?
– No nie wiem, znalazłem kawałek ceraty, to wziąłem do naszej torby jako termoizolator!

Ot, taka ciekawostka, gdybyście szukali innego zastosowania dla ceratkowego śliniaka. Zresztą wiedziony myślą techniczną i z braku innego izolatora, tenże funkcję pełnił – uwaga! – worek wyciągnięty z dużego kartonu z wyciskanym sokiem, takiego z kranikiem. Spełnił swoje zadanie, a wyrzuciliśmy go dopiero w dniu wyjazdu.

***

Siedzimy sobie przy stole po śniadaniu. Wszyscy już zjedli, a dzieci powstawały zza stołu. Koło mojego męża stanął mój średni syn i widać było, że jakoś chce zaczepić wujka siedzącego naprzeciwko. Uśmiechając się łobuzersko zaczął strzelać czymś palcami.

– Strzelasz we mnie? – drgnął ustrzelony wujek i zaczął ściągać z twarzy coś, co go trafiło. – A czym?
Śpiochem! – palnął mój genialny syn.

***

Mój średni syn bawił się z córkami naszych przyjaciół. Szczególnie dobrze rozumie się ze starszą z nich, pierwszoklasistką. Od paru dni słyszymy, że przygotowują jakieś wydarzenie.

Słuchaj, musimy porozmawiać o tej imprezie. Trzeba wszystko przygotować!
– To będzie banalne – wymądrza się mój syn.
– Pamiętaj tylko, że koniecznie musi być szampan i lody!

Że lody to rozumiem, ale skąd im przyszedł do głowy szampan? Starzy maleńcy.

***

Stoimy nad przepaścią przy płotku, na który próbuje się wdrapać młodsza córka mojej koleżanki.
Uważaj, bo jak spadniesz to będzie kiepsko – mówię wychylając się, żeby ocenić sytuację. Poniżej jest jednak drzewo i kawałek łąki, na którym pasie się osioł. Jednak łąka znajduje się jakieś 3 metry w dół.
– Daleko nie spadnie! – trzeźwo zauważa jej tato.
– No! Zatrzyma się na gałęziach! Przecież jest lekka – dorzuca mój syn.

Nic, tylko spadać!

***

W drodze powrotnej do domu urządzam moim dzieciom quiz z wiedzy o Korsyce. Ten, który wygra, ma otrzymać lody na następnej stacji benzynowej. Walka jest więc zacięta, ale o dziwo, wyrównana. Zadaję któreś z kolei pytanie i jak na razie wygrywa jednym punktem młodszy syn.
– A kto mi powie, w jaki sposób można dostać się na Korsykę?
– Promem lub samochodem! – krzyczy starszy.
– Promem lub samolotem! – krzyczy młodszy.
– Prawidłowo, promem lub samolotem. Jeden punkt.
Nagle rozlega się płacz starszego.
– Nieprawda! Przecież sami mówiliście, że można dojechać mostem!
– Mostem? Przecież tu nie ma żadnego mostu, gdyby był to nie płynęlibyśmy promem! – tłumaczy mąż.
– No ale jak? Przecież sam mówiłeś, że można tu dojechać mostem przez Danię!
Ryknęliśmy śmiechem, bo chociaż domyśliliśmy się, że pomylił Norwegię z Korsyką, to sam pomysł dostania się na wyspę przez Danię wydał się nam komiczny. 

***

Do naszego starszego syna dzwoni babcia.
No jak jest na wakacjach? Dobrze się bawisz? – dopytuje.
– Nie!!! Nudno jest!!! A mama i tata to się cieszą i robią zdjęcia jak tylko zobaczą jakąś głupią, starą, zardzewiałą rzecz!

No i zrób tu dzieciom dobrze i zabierz ich na zagraniczne wakacje!

***

Fajna ta szminka – mówię przeglądając się w lusterku w samochodzie.
– A co kupiłaś sobie nową? – dopytuje mąż.
– Nie, mam ją już jakiś czas – odpowiadam. – A co, nie zauważyłeś?
– Nie.
A że włosy rozjaśniłam też nie zauważyłeś?
Mąż przyjrzał mi się uważnie.
– Nie. A kiedy rozjaśniłaś?
– Trzy tygodnie temu! – wyjaśniam oburzona. – Nic nie zauważyłeś? To co, jestem teraz dla ciebie jasną plamą?

(nawiązałam tu do naszego dialogu, w którym mój mąż przyznał, że zobaczył czerwoną plamę, czyli naszą sąsiadkę, więc machnął do niej ręką na dzień dobry – cały dialog na fun page’u).

***

Przyjechaliśmy na plażę. Rozpakowujemy się i rozkładamy koce. Podchodzi do mnie średni syn, który każde plażowanie rozpoczyna od sikania.
– Mamo! Gdzie mogę się wysikać?
– Idź do wody – podpowiada żartem wujek.
– Mamo mogę? – dopytuje mój syn.
– Możesz, możesz… – odpowiadam roztargniona, nie wiedząc do końca o co mu chodzi, bo akurat Malutek zrobił kupę.
Za chwilę rozglądam się po plaży w poszukiwaniu rzeczonego syna i prawie padam, bo co widzę?

Mój syn stoi w wodzie, w pewnej odległości od nas. Woda sięga mu kolan. Stoi taki niewzruszony, spoglądając w dal i… sika! Centralnie w wodę, pomiędzy kąpiących się w pobliżu ludzi!

No, co? Posłuchał i wujka, i mamy!

***

Wakacje to dobry czas, żeby się wyluzować i pośmiać z różnych sytuacji, a także z siebie. Korzystajmy z tego!

Jestem ciekawa waszych wspomnień z wakacji. Pamiętacie jakieś śmieszne dialogi lub sytuacje? Podzielcie się w komentarzach!