Gniazdo, czyli męski sposób składania ubrań

3 175

Traktorki dla dzieci, zabawki rolnicze. Traktorki Rolly Toys. Brykacze.pl - sklep z zabawkami.

Ten widok zawsze mnie doprowadza do szału. Leżące w nieładzie ciuchy w łazience. Rozrzucone wkoło lub, wręcz przeciwnie, złożone w kupkę – skarpetki schowane w nogawkach zwiniętych w harmonijkę spodni, a w spodniach gacie. Nie wiedziałam, że to ma swoją nazwę. Gniazdo, czyli męski sposób składania ubrań.

O tym, że tak to się nazywa, poinstruował mnie mój mąż – znawca tematu – kiedy poskarżyłam się na chłopców zostawiających kosmiczny bałagan w łazience. Ot taki męski slogan, taki tekścik, który sobie faceci opowiadają mrugając do siebie znacząco okiem. Gniazdo. Ściągasz majty, spodnie i skarpetki jednym ruchem i zostawiasz w kupce. To jest właśnie gniazdo. 

Musiałam sobie jakoś poradzić z tym tematem. Miałam już dość tej sterty ciuchów moich dzieci zwiniętych na środku łazienki, rozrzuconych na pralce, rozdeptanych i na wpół mokrych pod wanną – słowem wszędzie, tylko nie w koszu na brudy. Żeby tego uniknąć nauczyłam chłopców składać ubranka. Mój średni syn jako czterolatek już pięknie sprzątał za sobą i to mu zostało do dziś. Z niewielkimi wyjątkami, mam z nim najmniejszy problem. Starszy natomiast, który zaczął uczyć się porządku później, niestety takiego nawyku nie nabył. W nowym domu mają swoją łazienkę, w której rzadko bywam, ale jak już wejdę, to mam ochotę się nogą przeżegnać – taki bajzel! Żeby w ogóle próg przekroczyć muszę pokonać górę łachów, nogi plączą mi się w rozrzuconych ręcznikach, a żeby dostać się do wanny wywijam hołubce prawie jak w grze Twister. Zawsze, przezawsze gotuję się, kiedy to widzę, bo zawsze ta kupa ciuchów tam jest. Denerwuje mnie to, bo ileż razy można mówić? Ile razy powtarzać? Nic to nie działa! A ja za każdym razem mam wrażenie jakbym się znalazła w kontenerze z ciuchami dla Caritasu.

Zdarzało mi się kiedyś, owszem, że w przypływie wielkoduszności i matczynej troski, zbierałam spodnie rzucone w nieładzie, w których majaczyły majtki z nartą i skołtunione dwie skarpetki, żeby wrzucić je potem do brudnika. Raz zdarzyło mi się nawet, że powąchałam koszulkę, aby dokonać organoleptycznej oceny czy czysta jest czy brudna. Jednak wstrząs zapachowy był taki duży, że siłą odrzutu prawie wpadłam do wanny. Jak porażona prądem wiłam się w konwulsjach, bo moje receptory węchu sparaliżowane zostały bukietem tak przeokrutnym, że najgorszy kloszard z dworca głównego nie poszczyciłby się lepszym. Nigdy więcej już się nie skalałam podobnym altruizmem i wolałam nie zgadywać czy przedmiot badań w postaci koszulki był na w-fie czy nie.

Dlatego tak mnie drażnią rozwalone ciuchy w łazience. Gniazda, kabaniące dorszem spod skrzydła koszulki i stojące skarpetki koło łóżka, choćby nawet miały być wyrzucone skoro świt. Po pierwsze nie mam ochoty na tą wątpliwą aromaterapię, a po drugie, noż cholera, liczą się też walory estetyczne!

I jeszcze pół biedy, kiedy moi mężczyźni wiją gniazda w domowym zaciszu, ale kiedy efekty tej niesubordynacji wychodzą poza mury naszego lokum i stają się przedmiotem rozważań całego osiedla, to już inna sprawa. Bo pewnego dnia, kiedy szłam z synami  przez parking na starym osiedlu, zobaczyłam na środku drogi pomiędzy garażami leżące dziecięce majtki (inną historię z majtkami w tle przeczytacie tu).

– Popatrz – mówię do syna – ktoś zgubił majtki! Ale jaja! – śmieję i kręcę głową ze zdziwienia. Jak można zgubić własne galoty? – Ciekawe czyje one są?
– Nie wiem – mówi mój średni syn i z zaciekawieniem patrzy na rzeczone majtki. – Może to Adriana?
– Może. Ciekawe jak to się stało, że mu wypadły – zaczęliśmy się śmiać i poszliśmy do samochodu.

Kiedy wracaliśmy gacie dalej leżały na drodze jak wyrzut sumienia, z tą jednak różnicą, że trochę bardziej były ubłocone. Pewnie zostały przejechane przez koła samochodów, a poza tym trochę padał deszcz. Były już więc w kiepskim stanie. Następnego ranka trochę się przyjrzałam tym majtkom, bo nagle, mimo że umorusane, wydały mi się cokolwiek znajome. Co więcej, ktoś je chyba kopnął i światłu dziennemu ukazał się obrazek, który powinien figurować centralnie na siusiaku. Ludzik z traktorkiem. Na szarym tle. 

– Hej, a to przypadkiem nie są twoje majtki? – zapytałam syna z pewną dozą niepewności.
– Nie!!! Na pewno nie moje! – zdecydowanie i z obrzydzeniem zaprzeczył mój syn.

Ja jednak już nie byłam taka pewna. Zaczęłam kombinować skąd te majtki wzięły się na podwórku?

Może sfrunęły z suszarki z balkonu i przywiedzione jakimś jesiennym zefirem obleciały blok dookoła i wylądowały w tym miejscu.

Może kot je zabrał z balkonu chcąc sobie pożonglować jak kłębkiem wełny?

A może  po prostu wypadły mojemu synowi ze spodni, bo ściągnięte w gniazdo zostały tam, a potem wysunęły się przez nogawkę?

Trzecia wersja wydała mi się najbardziej prawdopodobna i im bardziej o niej myślałam, tym bardziej wszystko składało mi się w jedną całość. Następnego dnia kazałam młodemu zabrać ten niechlubny dowód jego bałaganiarstwa i niechlujności. Z wielkim obrzydzeniem, trzymając za skrawek dwoma paluszkami, mój syn wyrzucił swoje majtasy przejechane sto razy przez samochody, ubłocone i sponiewierane, do kosza. Majty dopełniły swojego żywota, a ja miałam powód do kolejnej pogadanki na temat układania swoich ciuchów w łazience.

Czas minął, ja dalej gadam, a efektów nie ma. Nie wiem wszak, czy to taki stan umysłu charakterystyczny dla tego gatunku, czy to takie męskie alter ego, czy po prostu zwykłe bałaganiarstwo, jednak mieszkam z czterema chłopami i chyba jestem skazana na taką kolej rzeczy. Ot i co. Jestem pogodzona z gniazdem. E… tfu… z faktami.

Polecam Wam również do przeczytania tekst, w którym zastanawiam się co zrobić, żeby wychować chłopców na zaradnych mężczyzn.

Czy w waszych domach też macie takie problemy z utrzymaniem porządku jak ja? A może są na to jakieś tajemne sposoby? Podzielcie się, chętnie skorzystam!

Może ci się również spodobać
3 Komentarze
  1. F. mówi

    Gniazdo 🙂 nie znałam. U nas za to jest chairdrobe = krzesłoszafa 🙂

    1. Joanna - Dom na głowie mówi

      U nas jeszcze tą funkcję pełni klamka od drzwi bądź czasem uchwyt od szuflady. Wtedy chce mi się krzyczeć, tak tego nie cierpię. W starym mieszkaniu mieliśmy zamykaną szafę, którą mąż wymyślił zamiast prostego wieszaka z szafką na buty. Przeszkadzało mu, że te kurtki wiszą na wierzchu. Niestety szafa miała uchwyty pionowe, które idealnie spełniały rolę haczyka na kurtkę. Zgadnij, kto najczęściej wieszał kurtkę na tym uchwycie? Nikt inny, tylko mój mężuś kochany 🙂

  2. […] zainstalowanego w wannie takiego młynka do mielenia odpadów), niespuszczone z toalety klocki i gniazda z ciuchów w łazience. Pamiętam parę razy jak sprawdzając czy koszulka mojego synusia jest świeża, […]

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.