Gran Canaria – wakacje z dziećmi, ceny, atrakcje, noclegi

Gran Canaria – wakacje z dziećmi, ceny, atrakcje, noclegi

Ferie zimowe w tym roku, podobnie zresztą jak w poprzednim, postanowiliśmy spędzić na Wyspach Kanaryjskich. Tym razem wybór padł na wyspę Gran Canaria – wakacje z dziećmi były dla nas i dla nich udane. Odpoczęliśmy, dzieciaki miały super zabawę, a klimat wyspy i słońce pozwoliły naładować baterie na kolejne miesiące wytężonej pracy. Jeśli chcecie wiedzieć co zobaczyliśmy, gdzie spaliśmy i ile nas to w sumie kosztowało, przeczytajcie ten post!

Lubimy Wyspy Kanaryjskie za ich wspaniały klimat. W zimie jest tu ciepło, a latem nie ma skwaru. Można powiedzieć wieczna wiosna lub łagodne lato. Dlatego po raz trzeci już wybraliśmy ten kierunek. Patrząc na Europę, jest tu najcieplej o tej porze roku, podróż jest znośna – trwa 5,5 godz. i ponieważ dalej jest to nasz kontynent i Unia Europejska, jeszcze można poruszać się na dowód osobisty. Wyjazd zorganizowaliśmy sobie samodzielnie, bo tak już od lat wyglądają wszystkie nasze wakacje.

 

Jak się dostać na Gran Canarię


Ponieważ na wyspy jest kawałek drogi, najlepiej dotrzeć tu samolotem. Można skorzystać z tanich linii lotniczych i wybrać Ryanair, który leci na Gran Canarię z Krakowa i Modlina lub z Berlina Schonefeld. Z tego samego lotniska, z którego, nawiasem mówiąc, loty są tańsze niż z Polski, na Gran Canarię leci także easyJet i Norwegian. Te linie lub ich kombinacja (np. z przesiadką w Madrycie, Londynie lub Barcelonie) zapewniają najtańsze połączenie (styczeń 2018 r). Połączenia sprawdzam na wyszukiwarce (np. Momondo, gdzie pokazują kalendarz najniższych cen), bo niekiedy wyszukuje połączenia między różnymi liniami, które mogą być tańsze niż przelot jedną linią.

 

Jak się poruszać po wyspie


Najlepiej samochodem, ale można też komunikacją miejską. My wynajęliśmy mini busa, bo z trójką dzieci nie zmieścilibyśmy się do najmniejszego i najtańszego samochodu. No i z taką ilością bagaży. Ceny możecie porównać w wyszukiwarce samochodów, która porównuje ceny większości firm wynajmujących ten środek transportu. Skorzystaliśmy z firmy Thrifty, a koszt wynajęcia samochodu wyniósł 700 zł. Uważajcie z firmą Goldcar – każdy ma z nią jakieś problemy.

 

Gdzie spać na Gran Canarii


Przez tydzień naszego pobytu udało nam się zjechać całą wyspę. Z tego, co zaobserwowaliśmy, jest kilka miejsc, do których ciągną turyści i w sumie nie dziwię się, jest tam naprawdę pięknie. Pamiętaliśmy z La Palmy, że północ jest chłodniejsza i od razu zaczęliśmy szukać apartamentów na południu. Jak się okazało, przez cały wyjazd mieliśmy słoneczną pogodę, niezależnie od stron świata, jednak na północy było zdecydowanie gorzej. Kamieniste wybrzeże, duże fale, rozbijające się o kamienie, nieciekawe miasteczka. 

 

Próbowaliśmy też dotrzeć na wybrzeże na północ od miejscowości Sardina, ale odechciało nam się, kiedy okazało się, że przejażdżka odbywa się pomiędzy plantacjami bananów otoczonych wysokimi ogrodzeniami, takimi, że w ogóle nic nie było widać, tylko same mury i uliczki wijące się pomiędzy nimi. Poza tym autostrada prowadząca od Agaete w stronę Las Palmas biegnie tuż przy oceanie, dzieli ją od wody wąski pas, a tam właśnie jest większość apartamentów, więc sąsiedztwo jest nieciekawe. Nie chcielibyśmy w takim otoczeniu spędzać naszych ferii. Na południu było zdecydowanie przyjemniej.

Już na miejscu przekonaliśmy się, że rzeczywiście – południe wyspy to był dobry wybór. Mieliśmy kilka kroków do cudownych plaż, wydm i do wszelkich atrakcji oferowanych przez Maspalomas. Nasz apartament wychodził wprost na bulwar, z którego schodkami schodziło się na Playa de Ingles. Było cudownie ciepło i raz tylko wiał porywisty wiatr.

Jak wygląda południe? Jest to przede wszystkim sucha, czerwona ziemia, skały i zero zieleni. Palmy rosną tylko w miejscowościach turystycznych. Pod tym względem północ wyspy jest ciekawsza i bardziej zielona. Jednak to właśnie na południu jest najwięcej pięknych, piaszczystych plaż i, co ważne, mamy tu świetne zaplecze noclegowe. W zasadzie Maspalomas i Puerto Rico to główne sypialnie dla turystów, usiane apartamentami schodzącymi kaskadowo w dół lub całymi osiedlami bungalowów z tarasami i ogródkami. W zasadzie czegoś takiego szukaliśmy.

Ponieważ jechaliśmy z dziećmi, ważne dla nas było, aby z apartamentu czy domku było wyjście na zewnątrz, tak, aby dzieci mogły pobiegać na świeżym powietrzu, a nie siedzieć wewnątrz dopóki nie wybierzemy się na plażę. Malutek kręcił się więc po tarasie albo razem z braćmi kąpał w basenie. W tym czasie mąż czy ja przygotowywaliśmy kawę, śniadanie czy po prostu siebie. Możliwość wyjścia na zewnątrz, dała nam więcej przestrzeni i to było pod kątem dzieci fajne. 

Za wyszukiwanie apartamentów zabraliśmy się dość późno, więc nie mieliśmy zbyt dużego wyboru. Padło więc na San Nicolas w Playa del Ingles. Apartament, choć z zewnątrz nie wygląda za ciekawie, w środku był czysty i ładnie urządzony, w ogrodzonym basenie była ciepła woda, a my mieliśmy wyjście niemal wprost na plażę, nie mówiąc o powalającym widoku na ocean i wydmy. Dlatego, szukając noclegu w okolicach Maspalomas, warto rozejrzeć się za apartamentami wzdłuż Av. de Madrit w Playa del Ingles, która leży równolegle do bulwaru Paseo Costa Canaria. Nieruchomości położone po stronie bliżej plaży mają wyjścia na ten właśnie deptak. Ponieważ położony jest on dość wysoko na klifie, większość apartamentów (szczególnie te na wyższych piętrach) ma piękny widok, ale do plaży trzeba zejść po schodach, co akurat dla mnie nie było zbyt wielkim utrapieniem.

Noclegu szukaliśmy przez Booking.com, bo w zasadzie od razu można zarezerwować i mieć spokój, a nie wysyłać maile do właścicieli i dopytywać o wolne terminy, jak to jest np. w serwisie HomeAway.com. Jeśli miałabym Wam coś polecić, to sprawdźcie poniższe apartamenty. Nie jest to jakiś high class, ale blisko do plaży, wyjście na bulwar i czysto. Każdy ma też zaplecze kuchenne, więc samemu można sobie przygotować jedzenie. W przypadku wyjazdów z dziećmi taka kuchnia jest bardzo przydatna. Nasz tygodniowy pobyt zamknął się w kwocie 3200 zł. Byłoby taniej, gdybyśmy wzięli jakiś dom w miasteczku w głębi lądu, ale dojazd nad wodę byłby bardzo męczący, a poza tym plaże to przecież jeden z głównych powodów takiego wyjazdu. Dlatego pierwszą część naszych ferii spędziliśmy w San Nicolas i było bardzo fajnie.

San Nicolas Aida Casas Carmen Los Arpones

Po pobycie na południu wyspy przenieśliśmy się bardziej na północ do Agaete. W pobliżu Agaete zaczyna się autostrada, która biegnie wokół wyspy i ma swój koniec niedaleko Puerto de Mogan. Dalej biegnie bardzo malownicza, choć pełna zakrętów, wąska i męcząca trasa, którą dojechaliśmy z Playa del Ingles do Agaete. Potem, kiedy chcieliśmy dojechać na południe, wybieraliśmy autostradę, mimo że trasa była dwa razy dłuższa, to jednak czasowo wychodziło na to samo, a mąż – kierowca był mniej zmęczony. Jeśli więc będziecie szukać lokalizacji na swój pobyt, wybierajcie te w pobliżu autostrady – pozwoli Wam to szybciej i przyjemniej poruszać się po wyspie.

Niestety, w Agaete apartament nie był zgodny z opisem na Booking.com. Troszkę się napaliliśmy na śniadania w cenie, a okazało się, że jest to prywatne mieszkanie na terenie wakacyjnego kompleksu i nikt nam nie zrobił żadnego śniadania. Choć znajdowało się na parterze i miało duży taras, brakowało bezpośredniego wyjścia na teren w środku kompleksu, gdzie znajdował się piękny basen. W rezultacie w ogóle z niego nie skorzystaliśmy. Samo mieszkanko było bardzo ładne, czyste, ładnie urządzone, wyposażone we wszystkie sprzęty AGD. Blisko stąd też było do Puerto de las Nieves, skąd odpływały promy na Teneryfę i gdzie można było zjeść w licznych restauracjach.

 

Co zobaczyliśmy na Gran Canarii


Dla mnie prawdziwym hitem były wydmy. Tuż za Playe del Ingles aż do latarni rozciąga się 400 h ruchomego piasku. Dla dzieci raj! Chłopcy jak wpadli na te góry piachu to skoków i turlania nie było końca. Tak naprawdę to chyba nie było lepszej zabawy. Byliśmy więc na wydmach kilka razy. Któregoś dnia wiało tak, że piasek zasypywał oczy do tego stopnia, że okulary niewiele pomagały. Uciekliśmy stamtąd, bo baliśmy się, że dzieci zatrą sobie oczy piachem. Kolejnego dnia byliśmy akurat na zachód słońca i było pięknie, choć kiedy zaczęło zmierzchać, zrobiło się dosyć chłodno.  

Któregoś razu wybraliśmy się na wydmy na spacer. Myślę, że z naszego apartamentu mieliśmy tam jakieś 2 km. Kiedy minęliśmy kilka plaż nudystów, których pełno się tu kręci, zatrzymaliśmy się obok jeziorka utworzonego przez fale oceanu. Bajorko było idealne do zabawy dla naszych dzieci. Dzięki temu, że było płytko, nie baliśmy się o ich bezpieczeństwo, tak jak na brzegu oceanu. Oni zaś mogli się pobawić w spokojnej wodzie i zbudować tamy, zamki i inne budowle. My w tym czasie leżeliśmy w usypanych z piasku i zabezpieczonych kamieniami legowiskach, w których byliśmy osłonięci od wiatru i wystawieni na słońce. No, raj, co mam Wam powiedzieć! 

Na południu oprócz Maspalomas są jeszcze inne fajne miejsca z ładnymi plażami. Szczególnie spodobało nam się Puerto Rico i plaża Amadores. To piękna plaża, usypana z piasku Sahary i zamknięta jak oczko falochronami. Wokół pełno hoteli, apartamentów i palm. Zielono i kolorowo od kwiatów. Woda spokojna, plaża szeroka, piasek mięciutki – dla dzieci świetne miejsce. Przy samej plaży pełno restauracji i sklepików z przyborami niezbędnymi na plażę, więc idąc z dzieckiem do toalety omijałam je szerokim łukiem. Ale gdyby ktoś wybrał się bez wiaderka czy dmuchanego koło, wszystko było pod ręką. Tuż obok był też plac zabaw, ale akurat, kiedy tam podeszliśmy, był zamknięty. Oczywiście pod plażą był parking naziemny i podziemny, a także płatne toalety. W samym Puerto Rico, w centrum, jest też Playa de Puerto Rico, ale nie tak ładna jak ta (ostatnie zdjęcie).  

Kiedy wjechaliśmy do miasteczka, byliśmy pod wrażeniem ilości wybudowanych tu apartamentów. Jednak większość z nich, choć zapewne z pięknym widokiem na ocean, znajdowało się wysoko, zatem trzeba było liczyć się z dojściem lub dojazdem do plaży. Niektóre hotele miały windę, ale to chyba były wyjątki. Ogólnie tchnęło tu trochę luksusem.

Zaraz za Puerto Rico znajduje się kilka małych miasteczek, w tym Taurito ze znajdującym się tuż koło plaży parkiem wodnym z basenami i zjeżdżalniami, i urocze Puerto de Mogan – słodkie miasteczko z portem jachtowym i małymi kamieniczkami wokół. Tam widzieliśmy najlepszy zachód słońca na wyspie, nawet dzieci się zapatrzyły na ten spektakl i wiele innych osób, które przyszło specjalnie obejrzeć jak słońce chowa się za widnokręgiem.

Bardzo fajnym miejscem, o które zahaczyliśmy była też miejscowość Sardina (polecam Wam świetny dom tuż nad plażą, na 6 osób, w cenie około 120 euro za dobę – ciekawe wnętrze i dobra lokalizacja), znajdująca się na północ od Agaete. Zjechaliśmy na plażę, wokół której piętrzyły się kamieniczki i zostaliśmy tam, bo bardzo nam się tam spodobało. Plaża miejska, malutka, ale idealna do trenowania bodyboardingu. Z zachwytem obserwowaliśmy dzieci, mniej więcej w wieku 10 lat, które bujając się na desce, czekały na odpowiednią falę, a potem ślizgiem pokonywały ją, wykonując czasem przewroty i inne ewolucje. Żałowaliśmy wtedy, że nie wzięliśmy chłopcom desek do skimboardu, na których uczyli się pływać w Andaluzji. Szeroka plaża w Maspalomas idealnie nadawała się do szlifowania umiejętności ślizgania się na płytkiej wodzie.

Jeden dzień spędziliśmy zwiedzając Las Palmas – stolica średnio nam się podobała, ale dla dzieci ciekawe były odwiedziny domu Kolumba, który rzekomo mieszkał tutaj jakiś czas. W domu odbywają się różne wystawy, które częściowo można obejrzeć za darmo. Niedaleko znajduje się Katedra św. Anny. Można wjechać windą na dach katedry i zobaczyć panoramę miasta i port. W stolicy wyspy znajdują się też dwie piękne plaże: Las Canteras, która ciągnie się przez 3 km, i Alcaravaneras.

Bardzo fajna też była wycieczka w głąb lądu w stronę Cruz de Tejeda. Po drodze było wiele miejsc widokowych na krater, skały, szczyty i las piniowy. Pierwszy raz na żywo widziałam dzięcioła i z daleka podziwiałam najwyższy szczyt Hiszpanii, który znajduje się na Teneryfie. W lesie piniowym widzieliśmy kilka miejsc piknikowych z grillami, na których można było przygotować sobie posiłek. To również idealne miejsce na trekking.

Jeśli ktoś chciałby poznać dzieje rdzennego ludu wyspy – Guanczów, koniecznie musi zobaczyć muzeum Cueva Pintada w Galdar, gdzie można zobaczyć pozostawione przez Guanczów malowidła na ścianach jaskini, a także pozostałości domostw. Nieco dalej, jadąc w stronę Las Palmas, znajdziecie Cenobio Valeron, czyli ogromny spichlerz, składający się z 300 wydrążonych w skale jaskiń, którego pradawni mieszkańcy Wysp Kanaryjskich wspólnie używali do przechowywania zboża. 

Myślę, że dużą atrakcją dla dzieci będzie też Aqualand czy Palmitos Park w okolicy Maspalomas, a także oglądanie delfinów na otwartym morzu.

Jeśli nastawiacie się na oglądanie zabytków, to Gran Canaria jest złym adresem, jeśli natomiast zachwyca Was przyroda i piękne plaże, musicie koniecznie tu przylecieć. My wróciliśmy pod wrażeniem, dzieci myślę, że też.

 

Ile to kosztowało


Niestety trochę późno zabraliśmy się za zakup biletów, dlatego tanio nie było. Bilety kosztowały 600 zł na osobę, co razem z bagażem dało 3361 zł. Noclegi 3200 zł, samochód 700 zł, obiady i pozostałe jedzenie jakieś 1500 zł. Do tego dojazd z Wrocławia do Berlina i parking. Razem ok. 9000 zł. Szukałam podobnych ofert w Travelplanet i nie znalazłam tańszej oferty, więc w sumie się opłacało.

 

Gran Canaria – wakacje z dziećmi


Ogólnie wyspa nam się podobała, a dzieci wróciły zadowolone. Myślę, że jest idealna na tygodniowy wyjazd, no chyba, że ktoś lubi wylegiwać się na plaży całymi dniami. My raczej spędzaliśmy czas dużo jeżdżąc i oglądając piękne widoki na góry, plaże, wąwozy, kratery i miasteczka. Nie ma tu zbyt wielu zabytków, nie licząc odkryć archeologicznych z czasów Guanczów, ale warto zobaczyć kolonialny styl kamieniczek w Teror czy Las Palmas. 

Myślę, że taki wyjazd byłby świetnym wypoczynkiem dla rodzin z dziećmi powyżej 6 lat – można wtedy przemycić im trochę ciekawostek przyrodniczych i historycznych, a na plaży zaproponować sporty wodne, takie jak skimboarding czy bodyboarding. Także parki rozrywki będą świetną atrakcją raczej dla starszych dzieci. 

Jeśli szukacie więcej informacji na temat Wysp Kanaryjskich wpadajcie na mój blog podróżniczy Travelogue.pl!