Jak dogadać się z dwulatkiem?

3 83

Traktorki dla dzieci, zabawki rolnicze. Traktorki Rolly Toys. Brykacze.pl - sklep z zabawkami.

Dogadać się z dwulatkiem to niezła sztuka. Dziecko usilnie chce coś powiedzieć, ale nie zawsze wychodzi z tego zrozumiały dla nas komunikat. Słówka są jeszcze niezgrabne, nie do końca poprawne, czasem jest to tylko zlepek jakichś dźwięków. Często tylko członkowie rodziny potrafią zrozumieć, co chodzi po głowie takiemu maluchowi. Jednak czasami i to nie pomaga, co prowadzi do dużych nieporozumień.

Wszyscy moi chłopcy późno zaczęli mówić. Podobnie było z Malutkiem. Ma już prawie trzy lata, a wciąż mówi mało i niewyraźnie. Niekiedy próbuje coś wyrazić, a skutek jest taki, że wszyscy na niego patrzymy szeroko otwartymi oczami, próbując zrozumieć z kontekstu i sytuacji, co ma na myśli. Niektóre słówka już weszły do naszego domowego języka i używamy go wszyscy. Na przykład, najstarszy syn to “Łała”, co jest dalekim skrótem myślowym od jego imienia, ale brzmi zabawnie i pewnie już tak zostanie po wsze czasy. Królik to “kukik”, a chlebek to “kapka”. To znamy, bo na co dzień musimy się dogadywać i często padają te słówka. Ale bywają takie sytuacje, które zbijają nas totalnie z tropu!

Ostatnio przez wszystkie nasze rodzinne imprezy przewinęła się historyjka, która przydarzyła się mojemu mężowi. I wyrodnemu ojcu, jak się okazało. Chciałoby się powiedzieć, został z dzieckiem i od razu taka skucha!

 

Tata próbuje dogadać się z dwulatkiem


Któregoś dnia, a była to zima, mąż szykował się rano do wyjścia i odwiezienia dzieci do szkoły i przedszkola. Malutek jak zwykle usiadł na schodach, gdzie zwykle się ubiera. Tata go ubrał, wziął za rękę i kierował się do wyjścia, kiedy…

– Tata, kuty! 
– Co? Jakie kuty? – zdezorientowany ojciec przystanął na chwilę. Coś widać zapomniał. Niestety, nie wiedział, co to są “kuty”, więc stanął bezradny. Obejrzał Małego z grubsza i postanowił wyjść mimo protestów dziecka.
– Kuuty!!! Tata, kuuuuty! – Mały cały czas płaczliwym głosem próbował zwrócić uwagę taty, że coś jest nie tak.
– Jakie kuty? Co to są kuty? – bezskutecznie próbował się dowiedzieć tata.
– Kuuuty! – Mały w kółko to samo.

Ojciec, nie mogąc się dogadać z synem, wyszedł więc z domu, ciągnąc, powtarzającego w kółko “kuty”, Małego do samochodu.

Wkrótce tata już wiedział, co to są “kuty”. 

Kiedy zapinał Małego w foteliku, okazało się, że zakręcony ojciec zapomniał założyć synowi buty. Dziecko wyszło zimą z domu i przeszło kilka metrów do samochodu w samych skarpetkach, chlipiąc “kuty”, “kuty”! Bo “kuty” to “buty”, no a bez butów się przecież nie wychodzi na zewnątrz! 

Oczywiście obśmialiśmy się z mojego męża wszyscy po pachy. Ja chyba najgłośniej, bo jako matka, oczywiście, wiedziałam, co to są “kuty”, i na pewno nie wypuściłabym dziecka bez butów z domu. Ale, o ironio, mnie też mój własny syn zaskoczył nowym słówkiem i jakiś czas później przytrafiła mi się podobna historia.

 

dogadać-się-z-maluchem

 

Mama próbuje dogadać się z dwulatkiem


Znowu Mały siedział na schodach, a ja ubieram mu “kuty”. Spieszyliśmy się do wyjścia, bo już była prawie 8.00. 

– Mama, tapku! – nagle powiedział Mały.

Zdębiałam, o co tu, kurna, chodzi?

– Co to jest “tapku” – próbowałam naiwnie odszyfrować znaczenie słówka. – Pokażesz mamie “tapku”?
– Tapku! – Mały mówił w kółko to samo, wskazując na stopy.
– Skarpetka? – Nie.
– Ciasno? – Nie.
– Czapka? – zapytałam desperacko, ale znowu to nie było to.
– Tapku!!! – Mały już na poważnie był zirytowany. Ja kompletnie zdezorientowana. Co to mogło być “tapku”?

Nie mogąc mu pomóc, wzięłam za rękę i wsadziłam do samochodu. W trakcie jazdy Mały w kółko powtarzał “tapku” i “tapku”, kręcąc się i prawie płacząc. Zachodziłam w głowę, o co mu chodzi, i nie wiedziałam. Cóż to mogło być?

Zagadka rozwikłała się w przedszkolu. Jak zwykle Malutek usiadł na ławce, a ja zdjęłam mu buty. I moim oczom ukazała się góra “tapku”, która była w butach mojego dziecka. Dzień wcześniej byli w piaskownicy i naleciało mu do tenisówek mnóstwo piasku. A że piasek jest w kolorze takim samym jak wnętrze tenisówek i wleciał do samego końca, nie zauważyłam, że tyle go w środku ma. 

Oj, wyrodna matka. Ale o tym nikt nie wie. Więc, wiecie, ciiii!

Pewnie też macie podobnie sytuacje ze swoimi maluchami. Podzielicie się historyjkami? A może przydarzyły Wam się podobne śmieszne sytuacje, jak mi i mojemu mężowi? Piszcie w komentarzach!

Może ci się również spodobać
3 Komentarze
  1. Kobietapo30 mówi

    haha…swietne. z tymi butami…to moze bez butów nam sie nie zdazylo, ale kiedys wyszłam z młodszą, zakładając jej dwa rózne buty…no…;)

    1. Joanna - Dom na głowie mówi

      Ja kiedyś wyszłam z dzieckiem z przedszkola z kapciach, więc każdemu się może zdarzyć 🙂

      1. Kobietapo30 mówi

        haha 🙂 czuję się usprawiedliwiona 😉

Zostaw odpowiedź

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.