Komunia w domu – jak przygotować?

Komunia w domu – jak przygotować?

Komunia w domu – jak przygotować i czy to dobry pomysł – to były moje główne problemy związane z tym wydarzeniem. Jednak wszystko jakoś się udało. Przygotowanie obiadu właśnie mam za sobą. Wbrew temu, co wszyscy mówili, przeżyłam. Powiem więcej, bardzo byłam zadowolona, że spędziliśmy ją w swoich domowych kątach. Choć wymagało to ode mnie dużego wysiłku, a wszyscy mówili, że zwariowałam, mam wrażenie, że  w restauracji też szczególnie bym nie wypoczęła. 

Od początku biłam się z myślami, czy komunia w domu to dobry pomysł. Był moment, że zwątpiłam w stan swojej świadomości i uznałam, że jednak zabrakło mi jednej klepki. Bo każdy, któremu mówiłam o moich planach, pukał się w głowę. Że nie podołam, że się umęczę i nie przeżyję uroczystości w należyty sposób, bo będę myśleć o rosole. I trochę w to uwierzyłam.

Jednak kiedy ksiądz ogłosił termin, był on dla mnie tak odległy, że jakoś trudno było mi się zebrać w sobie i stanąć w szranki z innymi rodzicami w walce o miejsca w restauracji. Poza tym naprawdę nie znam okolicznych restauracji, a daleko od kościoła nie chciałam odjeżdżać. Najzwyczajniej w świecie nie chodzimy na niedzielne obiady, a jak już, to zwykle wyjeżdżamy gdzieś w góry, gdzie mamy dość blisko. Więc tak naprawdę nie wiedziałam, gdzie się udać, a od koleżanek słyszałam jak tu i ówdzie się coś tam nie udało. A to rosół był zimny, a to komunii sto w jednym miejscu albo niedobre jedzenie. Więc ostatecznie zrezygnowałam.

To napędzanie koniunktury związanej z organizacją tego typu uroczystości jest dla mnie tylko nakręcaniem biznesu dla hoteli i knajp. A rodzice sami nie wiedzą czasem, kiedy zastopować i przechodzą samych siebie. Jednak rozumiem, że niektóre rodziny są duże same w sobie i pomieścić wszystkich w domu, a co najważniejsze ugościć, to byłoby duże wyzwanie logistyczne.

 

Komunia w domu, znowu


Wypadło więc na dom. Znowu, bo to druga komunia w domu. Za pierwszym razem Malutek był mały, a do tego żona chrzestnego też miała malutkie dziecko, które karmiła piersią. W domowych warunkach było nam obu po prostu wygodniej. Można było wygodnie usiąść, położyć dzieciaczki, czy zamknąć się w pokoju i spokojnie nakarmić maluszka.

Jednak całkiem zapomniałam, że narobiłam się jak diabli, nie wszystko wyszło tak, jak powinno, ogólnie byłam wymęczona tą komunią, a miałam do pomocy nianię! Więc po co mi to było znowu?

Z kilku względów. 

Naprawdę lubię swój dom i lubię spędzać w nim czas. Lubię przyjmować w nim gości. Po to właśnie przebudowaliśmy salon, którego ściana wychodząca na ogród była uroczą, acz niepraktyczną falą i nie zmieściłby się w nim prawdziwy, rodzinny stół. A po doświadczeniach ciśnięcia się w małym mieszkaniu, przy małym stole, w ciasnym kącie, zdecydowaliśmy, że teraz stół musi być duży, wygodny i otoczony przestrzenią. I ten efekt osiągnęliśmy. Teraz jest czas, aby to wykorzystywać, więc często święta i inne uroczystości organizuję właśnie w moim domu.

Drugim czynnikiem była ilość gości. Postanowiłam zrobić tak, jak poprzednio i zaprosić tylko najbliższą rodzinę i chrzestnych. Mój brat, który mieszka w Irlandii i akurat zdawał egzaminy na swojej uczelni nie mógł przylecieć, więc w sumie wyszło 12 osób. Akurat tak duży mam stół i zastawę. Gdyby było więcej osób musiałabym jednak skorzystać z restauracji.

 

Skromna uroczystość czy wystawne przyjęcie


Bardzo mnie mierzi to, co się wyprawia w związku z komuniami, a w szczególności cała ta otoczka, blichtr, który napędzają sami rodzice. Dziecko idzie do komunii, nie wiedząc, jaki to sakrament, klepie modlitwy na pamięć, przysięga i obiecuje, nie rozumiejąc sensu. Jednak ani na wiek przystąpienia do komunii nie mam wpływu, ani na to, jak ksiądz prowadzi przygotowania (no, tu mogłabym trochę zasugerować, choć i tak wszystkie modlitwy trzeba wyklepać na pamięć). Za to mogłam zorganizować przyjęcie, które byłoby adekwatne do rodzaju uroczystości. Na pewno nie miałam zamiaru zamawiać limuzyn, zapraszać całej rodziny i kupować wystawnych prezentów. 

Dlatego też ucieszyło mnie, że w naszej parafii obowiązują alby i wszyscy wyglądają skromnie i jednakowo. Miło mnie zaskoczyło, że również rodzice nie urządzili pokazu mody, a grupa dzieci przystępująca do sakramentu była mała, dzięki czemu cała uroczystość kameralna. Nie słyszałam też, żeby dziewczynki leżały w solarium czy kręciły loki u fryzjera, jak to się pisało ostatnio w mediach.

Rozmawiając z rodzicami innych dzieci dowiedziałam się też, że nie tylko ja się tak porwałam na imprezę w domu. Dużo rodziców, mających warunki do tego, zdecydowało się przenieść gości do własnych kątów. Pozostawało tylko zamówić catering i gotowe!

 

Catering, a nawet własna kuchnia


No właśnie z tym cateringiem też u mnie nie wyszło. Tu powiecie, że całkiem zwariowałam, bo tak, właśnie cały obiad ugotowałam sama z pomocą mamy i siostry! Rozum mi odjęło, zgadzam się z tym!

No, ale żeby nie było, że aż taka jestem wariatka, myślałam o cateringu i mam nawet takiego pana, u którego zamawiam czasem jedzenie. Moja czterdziestka na przykład wyszła super. Ale raz zrobił mi obiad i nie za bardzo mi smakowało. Więc pomyślałam, że skoro mam sprawdzone przepisy, że skoro są w kuchni dwa piekarniki, to co tam! Wrzucę tylko cztery blachy mięsa i gotowe!

Jednak później zaczęły się schody. Bo ciasto nie wyszło, bo tu godzina 18.00 w sobotę, a ja jestem w czarnej dziurze. I ta świadomość, że wszystko trzeba podać ciepłe na raz i nie wiadomo jak to zrobić, bo trzeba by było do tego chyba czterech rąk!

Koniec z końców, przy pomocy siostry wszystko weszło na stół jak powinno, rosół się tylko zagotował, bo się zagadałam z gośćmi, ale reszta była ciepła i w komplecie.

Jak mi się to udało? Podstawa to planowanie oraz sprawdzone i łatwe do przygotowania przepisy.

 

Planowanie, czyli plan działania na kartce


Na dwa tygodnie przed komunią zaplanowałam sobie na kartce, co mam zrobić. Mniej więcej realizacja tego planu wyglądała tak:

2 tygodnie przed: 1 tydzień przed: w piątek: w sobotę: w niedzielę rano:
  • kupiłam sukienkę dla siebie
  • mąż kupił chłopcom garnitury i buty
  • przygotowałam synowi albę, którą odziedziczył po starszym bracie
  • podwinęłam spodnie, sprawdziłam koszule, dokupiłam skarpetki i resztę dodatków
  • zaliczyłam fryzjera
  • zrobiłam paznokcie
  • uzupełniłam zastawę (szklanki, kieliszki, patery)
  • posprzątałam, w tym umyłam okna
  • przygotowałam obrus, serwetki, bieżniki
  • zamówiłam kwiaty na stół
  • upiekłam sernik
  • zrobiłam listę potraw
  • przejrzałam przepisy i zrobiłam listę zakupów
  • chłopcy poszli do fryzjera
  • pojechałam na zakupy
  • mięso umieściłam w marynacie
  • przygotowałam niezbędne składniki do potraw, które zamierzałam upiec w piekarniku
  • upiekłam szarlotkę
  • nastawiłam rosół
  • ugotowałam makaron
  • przygotowałam sosy
  • ustawiłam zastawę na stole
  • umyłam podłogę i posprzątałam kuchnię
  • nastawiłam mięso, tak aby wyłączyło się pół godziny przed czasem
  • podsmażyłam resztę mięsa, które miało dojść w piekarniku parowym następnego dnia
  • pokroiłam pietruszkę, przygotowałam przyprawy
  • wyprasowałam chłopcom koszule
  • wstałam o 7.00
  • obrałam ziemniaki, wstawiłam ryż
  • wstawiłam do piekarnika parowego resztę potraw, które potrzebowały krótkiego czasu na dojście
  • przygotowałam sałatki, pokroiłam warzywa, zostawiając trochę na zapas
  • przygotowałam sosy do sałatek
  • wstawiłam mięso, ustawiając czas, by piekarnik wyłączył się w czasie naszego powrót z kościoła
  • pomogłam dzieciom się ubrać
  • wzięłam kąpiel, zrobiłam makijaż i ubrałam się do wyjścia
  • zostawiłam szwagra z zadaniem podgrzania rosołu, aby był gorący na nasze wejście

 

Niezbędne zakupy


Najważniejsze dla mnie było to, żeby jak najwcześniej załatwić sprawy związane z ubiorem, bo jak wiadomo, nie jest to prosta sprawa i wymaga czasu. Szukanie, bieganie po sklepach, przymierzanie – na to trzeba poświęcić kilka dni, zwłaszcza, że chłopcy nie lubią się włóczyć godzinami po sklepach. W naszym przypadku odbyło się to jednak bez większego stresu. Mąż wracając z pracy zajechał do firmy Standar, która mieści się w okolicach Łodzi, i bazując na podanych przeze mnie wymiarach, kupił garnitury i niezbędne części garderoby (można też przez internet). Niestety, nie obyło się bez wymiany, więc wracając do pracy, znów biedny tato musiał wstąpić do sklepu. Jednak przy okazji kupił średniemu buty pod kolor i mieliśmy część problemu z głowy. Ja, szukając sukienki, przemierzyłam kilka sklepów, aż w końcu trafiłam do Solara i tam znalazłam fason, który mi odpowiadał. 

Zakupy zrobiłam w sobotę rano, aby mieć świeże mięso. Jeśli chodzi o mięsa to kupiłam:

  • 15 kawałków karkówki
  • 4 filety z łososia
  • 20 nóżek z kurczaka
  • 8 piersi z kaczki
  • podroby i korpusy do rosołu

Oczywiście, okazało się, że to stanowczo za dużo na 12 osób, spokojnie wystarczyłoby 10 kotletów z karkówki, 2 filety z łososia, 12 nóżek i 4 piersi z kaczki. Bardzo dużo mięsa mi zostało i nie udało nam się tego zjeść. Z kolei rosół ugotowałam w 10-litrowym garnku, który kupiłam na takie okazje, i jeszcze sporo mi zostało na drugi dzień. 

 

W domu zdecydowanie taniej


Jeśli ktoś się liczy z kosztami, to w domu jest zdecydowanie taniej. W restauracji musiałabym wydać ok. 120-150 zł na osobę. Organizując przyjęcie w domu, wydałam ok. 800 zł nie oszczędzając jakoś specjalnie. Zakupy na wyrost to 550 zł, kwiaty na stół 100 zł, składniki na ciasta ok. 50 zł, napoje 1oo zł. Do tego doszedł koszt tortu, który wzięła na siebie babcia. Mając na uwadze, że trochę przesadziłam z ilością mięsa, wyszło naprawdę niedrogo.

 

Sprawdzone przepisy i łatwe do przygotowania potrawy


Niestety, nie mogłam sobie pozwolić na jakieś wyszukane i czasochłonne potrawy. Przygotowanie dań, w szczególności mięs, postanowiłam skoncentrować na piekarnikach. Ponieważ w każdym z nich można byłoby na raz zrobić dwie potrawy, w zwykłym piekarniku umieściłam kurczaka i karkówkę, która piekła się pod folią, a w piekarniku parowym kaczkę, a po niej rybę, która potrzebowała tylko 15 minut na dojście, więc wsadziłam ją osobno ze względu na aromaty. 

Sięgnęłam po przepisy, z których korzystam od lat i wiem, że zawsze się sprawdzą i nie są jakieś wydumane, tak, że mogłoby mi coś nie wyjść. Dzięki temu uniknęłam stresu, bo wiedziałam, że wyjmę mięso dobre, miękkie i soczyste.

Co przygotowałam:

  • rosół z makaronem
  • karkówka z czerwoną cebulą i żurawinąprzygotowanie jest banalnie proste, choć wymaga długiego pieczenia. Najbardziej czasochłonne jest pokrojenie i uduszenie cebuli z żurawiną, co zajmuje jakieś 20 minut. Potem umieszcza się ją w piekarniku pomiędzy kotletami z karkówki, które wcześniej zostały podpieczone w bardzo wysokiej temperaturze. Dalsza część przygotowań to 2 godziny pieczenia pod folią, co w ogóle nie zajmuje uwagi. Komentarz mojego taty: “Ta karkówka to jest mistrzostwo świata”, a moja teściowa przejęła ten przepis do swojej kuchni.
  • udka po portugalsku – przygotowanie to głównie wymieszanie składników marynaty, w której pieką się udka. Mięso można zostawić na noc w marynacie, dzięki czemu będzie bardziej aromatyczne. Smak jest bardzo ciekawy i zaskakujący – sos cytrynowy w połączeniu z czosnkiem i oregano oraz chilli, które dodatkowo robi wizualne wrażenie, to clue tej potrawy. Poza tym piecze się samo, więc mamy wolne!

    Obie te potrawy wsadziłam na ten sam czas do piekarnika. Co prawa kurczak powinien być w nim krócej, ale w wyższej temperaturze, więc wydłużając czas o pół godziny i obniżając temperaturę do tej, w której miała się piec karkówka, osiągnęłam ten sam efekt. 

    Mięso podpiekłam 1,5 godziny (zamiast dwóch) dzień wcześniej późnym wieczorem, a rano dopiekłam ustawiając czas na piekarniku tak, aby wyłączył się mniej więcej w czasie naszego powrotu do domu.

  • piersi z kaczki z dodatkiem domowego sosu żurawinowego – piersi podsmażyłam w sobotę wieczorem i rano wstawiłam do piekarnika parowego. Jednak w przepisie jest zwykły piekarnik, więc nie trzeba mieć jakichś dodatkowych wynalazków w postaci pary. Sos również przygotowałam dzień wcześniej, wyszedł mi trochę za słodki, ale po rozcieńczeniu sokiem z pomarańczy był w sam raz.
  • łosoś z super sosem – ten sos, to jest cała wisienka na torcie. Podaje się go na zimno, ale w połączeniu z gorącym mięsem daje niesamowity efekt. Sos zrobiłam w niedzielę rano, to jest naprawdę 10 minut roboty. Danie proste, łatwe i szybkie – zrobiłam je z myślą o dzieciach i gościach, którzy może nie mieliby ochoty na wieprzowinę czy drób.
  • dodatki: ziemniaki, puree z ziemniaków i ryż. Najlepsze byłyby jeszcze pieczone ziemniaczki, ale już nie miałam kiedy i gdzie ich przygotować, więc zrezygnowałam. Ziemniaki też można było opiec w tłuszczu po kaczce, ale też nie miałam na to czasu. Ogólnie wszystkiego starczyło, a ryżu w ogóle nie podałam, bo nikt nie miał na niego ochoty. Największą furorę zrobiły kopytka mojej mamy. Jednak, gdyby nie mama, zrobiłabym kluski, które zwykle przygotowuję do kaczki. Szybko można je przygotować i po umieszczeniu w gorącej wodzie po chwili można je wyciągać. Przepis na kluski z jajek, mąki i śmietany znajdziecie na końcu przepisu na kaczkę w linku.
  • sałatki:
    sałata z ogórkami, rzodkiewką i śmietaną
    rukola z pomidorami, czerwoną cebulą i prażonymi pestkami dyni
    mix sałat z miodowym winegret
  • ciasta (można przygotować 1-2 dni wcześniej):
    szarlotka 
    sernik cytrynowy, który zawsze robi furorę ze względu na pyszny, cytrynowy krem
    tort – który został zamówiony w cukierni
  • napoje: woda, soki, kawa.

 

Po obiedzie sjesta


Napisałam na początku, że w restauracji chyba też bym nie wypoczęła. Ciągle w obcasach, przy stole, z dziećmi, które nie miałyby co ze sobą zrobić nie czułabym się swobodnie. W domu, po podaniu obiadu, odetchnęłam z ulgą i satysfakcją, że wszystko wyszło w miarę dobrze. Po obiedzie wszyscy ubrali wygodniejsze buty, dzieci rozbiegły się do zabawek i prezentów, dziadkowie rozłożyli się wygodnie na sofie i zapadli w drzemki, a my, kobiety, usiadłyśmy wokół stołu z pyszną kawą i ciastem i zaczęłyśmy opowiadać różne rodzinne historie. Każdy mógł się poczuć swobodnie i domowo, bez napinki i sztywnego siedzenia. 

I tak lubię najbardziej!


A jak u Was wyglądała organizacja komunii? Podzielcie się swoimi doświadczeniami!

 

Podziel się: