Kozica na rolkach, która sobie bryknęła

3 28

Traktorki dla dzieci, zabawki rolnicze. Traktorki Rolly Toys. Brykacze.pl - sklep z zabawkami.

To był jeden z tych trudnych dni.  Dzieci doprowadziły mnie na skraj wyczerpania fizycznego i psychicznego, ale kiedy już poszły spać i w domu zapadła cisza, pomyślałam, że odpocznę od tego codziennego harmidru i pojeżdżę na rolkach, żeby się trochę zrelaksować. Miałam nadzieję, że poczuję wiatr na twarzy, który trochę ostudzi moje emocje i nadszarpnięte nerwy. Zamiast tego rozburzył nieco moją fryzurę, pozostawiając artystyczny nieład na głowie. Nie miałam wszak kasku, ani ochraniaczy, a chciałam być kozicą…

Oczywiście miałam świadomość, że powinnam podejść do jeżdżenia na rolkach trochę bardziej frasobliwie. Cóż, mając na nogach buty na kółkach, można się nieźle wypierdzielić. Nie mówiąc o skutkach takiego upadku. Jednak jeżdżąc tak okazjonalnie i tylko w zasadzie wokół domu, nie zdążyłam zakupić sobie odpowiedniego osprzętu. Raczej był to rodzaj eksperymentu: czy mi się spodoba i czy w ogóle będę zakładać rolki częściej niż raz w roku. Słowem, czy nie będzie to słomiany zapał.

Na rolkach lubię jeździć, podobnie jak na łyżwach, ale nie zawsze mam kiedy. Mogę sobie na to pozwolić jedynie w wolnych chwilach, ale te wypadają rzadko i często jestem wtedy zmęczona, a poza tym jest ciemno/ zimno/ pada. Tym razem było idealnie. Był letni, ciepły wieczór, choć jeszcze jasno na tyle, żeby coś widzieć. Pierwsze tchnienie lata, na które zareagowali sąsiedzi, wychodząc na ogródki i balkony.

Założyłam moje rolki, nówki sztuki, prawie nie śmigane, i wyszłam przed dom, przed którym mam ulicę z kostki typu puzzle. Nie jest to co prawda żadna profeska, dupy nie urywa, ale nie jest źle, można pojeździć. Droga jest prosta, płaska i ma jakieś dwieście metrów. Po niej właśnie chciałam potoczyć się w inną czasoprzestrzeń.

Od razu jakoś poczułam, że durna jestem, że tak jadę bez kasku i ochraniaczy. Jak nigdy, nagle wystraszyłam się, że wylecę w kosmos na tych rolkach i połamię sobie ręce i nogi. Nie jestem wszak jakimś mistrzem w tej dyscyplinie, raczej amatorem, który jako-tako sobie radzi. Upadku jakoś dotąd nie było. No, jeden, delikatny, nic się nie stało, ot, obiłam sobie z lekka dupę, wstałam i pojechałam dalej.

Tym razem stałam tak gotowa do odjazdu i nie mogłam ruszyć. Zastanawiałam się, kiedy nastąpi ten pierwszy raz, że wypierdolę się na łeb i szyję. Może wtedy zmądrzeję i kupię sobie w końcu kask i ochraniacze? Na razie mam tylko stare spodnie i telefon w kieszeni. Tak w razie czego, na przykład, żeby zadzwonić na 112. Przynajmniej na tyle jestem zapobiegliwa.

Stojąc tak, stwierdziłam w końcu, że nie ma się co zastanawiać, tylko trzeba jechać. Jeszcze wywołam wilka z lasu tymi myślami i naprawdę to się stanie. Wyrżnę się tak, że odechce mi się kozaczenia.

Odpaliłam wroty i popłynęłam wzdłuż ulicy. Najpierw ostrożnie, co by nabrać wprawy, z uwagą omijałam kamyczki, studzienki i inne potykacze. Nie oglądałam się na sąsiadów balujących w ogródkach i na balkonach, rozciągających się wzdłuż drogi. Z tyłu głowy miałam jednak czarną myśl, że jak rozwalę się na tej drodze, będą mieli niezłą polewkę. Wiedziałam, że nie ma co się nad tym zastanawiać. Trzeba jechać. Jechać, żeby odpocząć, ale też, żeby się zdrowo zmęczyć. Poczułam wiatr na twarzy, sunęłam płynnie, raz jedna noga, raz druga, i czułam, że napięcie z barków powoli odpuszcza. 

Na zawrotce wykonałam zgrabny półpiruet. 

Przejechałam tak kilka długości i kiedy już się ściemniło, postanowiłam wrócić do domu. Byłam całkiem spokojna, że przede mną ostatnia prosta, na końcu której pozostało mi tylko wjechać na podjazd. Niby nic, taka prościzna. Poniosła mnie jednak ułańska fantazja. Chciałam być chyba jak kozica na górskim szlaku, która hyc, hyc, omija przeszkody, zgrabnie przeskakując z jednej półki skalnej na drugą.

Przeczytajcie również o moim upadku w Sylwestra, który był, niestety (jak pokazał czas), złą wróżbą.

Też tak chciałam przeskoczyć, kiedy na mojej drodze znalazł się kamyk. Żeby nie było: widziałam go z daleka. Dlatego, zachęcona ładnie wykonanym półobrotem na zakręcie, postanowiłam go wyminąć profesjonalnie. Takim jakby łukiem, z eleganckim aerodynamicznym pochyleniem się, czy cóś…

I wtedy… Coś się stało… Sama nie wiem co. Kółka mi się zakręciły jak w wózku sklepowym, alboco, nie wiem… Nagle zmieniłam nachylenie, ale nie na bok, tylko na płask. Wyrżnęłam jak długa, ryjąc kolanem po betonie i hamując łokciem, a na końcu przybijając pieczątkę łukiem brwiowym. Kółka zakręciły mi się jak w Tupolewie, a ja leżałam prawie przed swoim progiem w rozprutych spodniach na kolanie i bolącą ręką. Rozplaszczona jak żaba na polnym trakcie. W przeciwieństwie do żaby, na szczęście żyłam!

Szybko się jednak otrzepałam i usiadłam udając damę, którą przez chwilę przestałam być, kiedy moje mało eleganckie wypierdolnięcie odebrało mi godność. Tuż obok miałam ogródek sąsiada, który akurat rozprawiał o czymś z żoną na tarasie i mógł wszystko widzieć! Nie podbiegł jednak zaaferowany do płota, więc chyba nic nie zauważył, co przyjęłam z widoczną ulgą. Zresztą już prawie ciemno było. I trochę krzaków przy płocie…

Nagle poczułam, że pada deszcz. Takie grube, ciężkie krople. Nie, kuźwa, zreflektowałam się po chwili, to nie deszcz! Coś kapało mi na oko i to nie był deszcz. Po chwili dotarło do mnie, że to krew. Moja krew z mojego łuku brwiowego! Jezusie!!! – krzyknęłam w myślach przerażona. Przecież to trzeba będzie zszywać! Jak ja teraz pojadę do szpitala? W ogóle nie ma takiej opcji!

Otrzeźwiałam w sekundę. Tu nie ma co być damą, trzeba się ratować! Przecież ja sobie nowe dziary zrobiłam na brwiach! I teraz zaryłam. Będę miała zamiast ładnego permanentnego makijażu jakąś kreskę, bliznę, nie wiem… zszycie???  Zajęczą, kurna, wargę nad okiem… Brrr. To się nie działo!

Wyrwałam jak poparzona otrzepując kolana i podreptałam na tych rolkach do domu. Nie śmiałam się odepchnąć i pojechać, po prostu poszłam z podniesioną głową do domu. Jeśli można tak to nazwać. Po krzywej kostce granitowej raczej wyglądało to jak parodia “Jeziora łabędziego”, z tym, że łabądź letko krwawił.

W domu szybko zdjęłam rolki i podeszłam do lustra. Kuźwa! Tragedia. Masakra. Oko napuchnięte, dziary naruszone, jak ja będę wyglądać? I jeszcze do tego idę do pracy za kilka dni! Mój nowy szef powiedział, że w swojej firmie zatrudnił już z 800 kobiet i ciągle miał z nimi jakieś problemy. W tej chwili, gdy oglądałam moje brwi, pomyślałam, że mogłam być tą 801, z którą też byłby problem, gdyby zamiast do pracy, musiała pojechać do szpitala zagipsować sobie rękę lub wyleczyć wstrząśnienie mózgu!

Resztę wieczoru przeleżałam przykładając do oka zamrożone pierogi z kapustą od babci Krysi. Nie mówiąc o nodze, która goiła się przez dwa tygodnie i bolała za każdym razem, kiedy spodnie otarły się o strup. Idąc do pracy, przypudrowałam sobie bliznę, a po paru dniach nie było śladu. Na szczęście linia brwi nie ucierpiała.

Tydzień później zapraszałam moją koleżankę na imprezę urodzinową.

– Powiedz, co mam ci kupić w prezencie? Co potrzebujesz? – zapytała.
Kup mi kask albo ochraniacze na rolki… Bo nie wiem czy wiesz, ale trochę wyrżnęłam ostatnio…
– Oj, ty głupia… – usłyszałam słowa otuchy.
– No tak, głupia. I nieodpowiedzialna ryzykantka!

Nie wiem, czemu tak jest, że człowiek idzie do dentysty dopiero jak ząb go boli tak, że nie może funkcjonować. Albo wie, że jest niebezpiecznie, a jednak podejmuje ryzyko. Na szczęście nic się takiego nie stało, choć tyle, żeby trochę mną wstrząsnęło. Postanowiłam, że nie będą już tępą dzidą i po prostu kupię sobie co trzeba – fajny kask i ochraniacze, dzięki którym nie zedrę sobie skóry na kolanie czy dłoni.

Bo jeszcze muszę się trochę na tych rolkach polansować 🙂

Może ci się również spodobać
3 Komentarze
  1. Mama 24h mówi

    Z chęcią bym się na rolki wybrała. Tylko rolek brak 😉

    1. Joanna - Dom na głowie mówi

      Musisz sobie kupić, to jest super sport, a jeśli jeździsz na łyżwach, to nauka pójdzie szybciej. Polecam!

  2. […] Klum niestety mi daleko.   O innych moich spektakularnych upadkach przeczytacie we wpisie o tym, jak byłam kozicą – akrobatką na rolkach i jak pijaną łanią biegnącą przez trawnik mojego […]

Zostaw odpowiedź

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.