Kapiący cycek, czyli minusy karmienia piersią

5 204

Traktorki dla dzieci, zabawki rolnicze. Traktorki Rolly Toys. Brykacze.pl - sklep z zabawkami.

– Ja pierdzielę!!!!!! Co to, kuźwa, jest???? – krzyknęłam 9 lat temu, drugiego dnia po porodzie łapiąc się za cycki.Czułam ból i dwa rozpalone kamienie na sobie zamiast miękkich piersi. Pulsujące żyły chciały zaraz wybuchnąć, a ja nie mogłam się ruszyć obolała świeżo po urodzeniu dziecka. Patrzyłam na te dwie bomby, z których wyciekało mleko plamiąc moją wiązaną z tyłu, szpitalną koszulę, i zastanawiałam się czemu nie jestem tym karmiącym aniołem, otoczonym blaskiem światła z gazety “Mama i dziecko”, która leżała na nocnej szafce obok łóżka? Już wiedziałam, że ona na pewno nie ma nawału pokarmu, a  karmienie nie będzie wyglądało tak kolorowo, jak to na pierwszy rzut oka mi się wydawało.

Z czasem kapiący cycek to był dla mnie pewien stan umysłu, który nie do końca akceptowałam. To takie półroczna dyspozycyjność, pełna gotowość i bycie na uwięzi. Nie lubiłam tego braku możliwości decydowania o sobie, chciałam zaznać trochę wolności, a tu nie dość, że dziecko jest na początku absorbujące, to jeszcze to wyczerpujące karmienie. I choć zalety karmienia nie podlegają dyskusji, to jednak nie mogłam pojąć, czemu muszę się z tym tak męczyć? I to minimum przez pół roku?

  Tamara Łempicka - Macierzyństwo

Tamara Łempicka

Najgorsze były chyba nocne karmienia. Pobudka co dwie godziny to jakiś koszmar, a trwa to przynajmniej trzy miesiące. Dla mnie – śpiocha i nocnego marka – oznaczało rewolucję w moim życiu. Rano od 7.00 na nogach, a w nocy brak snu i odpoczynku. Pierwszy miesiąc jakoś zleciał. Za każdym razem miałam niesamowitą energię, a ekscytacja dzieckiem dodatkowo dodawała sił. Drugi miesiąc jak cię mogę, ale entuzjazm powoli opadał. A w trzecim czułam się już jak taki chochoł, kiedy półprzytomna leciałam do łóżeczka. Niewyspana i skołowana najchętniej bym padła twarzą na podłogę, a tu trzeba było nakarmić i jeszcze uśpić dzieciaczka, a z tego się robiło ze 40 minut. Przy trzecim dziecku nauczyłam się jednak jakoś “uatrakcyjniać” długie, nocne karmienia – usypiałam małego czytając książkę albo oglądając serial na komórce. To było nawet fajne, bo jak mnie akcja wciągnęła na dobre, nawet się nie orientowałam, kiedy mały zasypia. Internet był zbawieniem. Na przykład, żeby zamienić kilka słów ze znajomymi. Któregoś razu, była gdzieś 3.30, weszłam na Facebooka i wrzuciłam jakiś komentarz znajomej, która też niedawno urodziła. Jakież było moje zdziwienie, kiedy od razu mi odpisała! “A ty co robisz o tej porze? Bo ja karmię” – zapytałam z uśmiechem, bo wiedziałam, że ona chyba też. I rzeczywiście, tak sobie pogadałyśmy, matki karmiące, o 3.30 w nocy.

Albo jedzenie. Kiedy poszłam do pediatry z powodu płaczącego maluszka, okazało się, że mam złą dietę, a małego od tego boli brzuszek. Usłyszałam wtedy, że najlepiej to jeść li tylko ziemniaki, buraki i kurczaki. Oczywiście sotte, bez przypraw i innych czosnków czy cebuli. A ja wcinałam kanapki z wędzonym serem! Cóż to był dla mnie za dramat, kiedy szliśmy do restauracji, a ja nic nie mogłam zjeść! Nic, oprócz piersi z kurczaka i ziemniaków z wody, bez żadnych dodatków! Ślina mi ciekła i nos wykręcał od zapachów, ale musiałam być twarda. Oprócz tego, że się chudnie w oczach, brak prawdziwego jedzenia odbiera koloryt życia. Na szczęście nie trwa to długo i z czasem rozszerzałam swoją dietę ku mojej nieodpartej radości.

Również wszelkie uroczystości są marną rozrywką przy karmieniu piersią. Najważniejszy dylemat: co na siebie włożyć, żeby łatwo wyciągnąć cycka i nakarmić małego. Jednoczęściowa sukienka, która doskonale nadaje się na takie okazje, odpadała, bo jak to zrobić: zadrzeć ją do góry czy ściągnąć do połowy? W obu przypadkach siedzę goła przynajmniej w połowie. Chrzciny, na które nas zaproszono opędziłam w spodniach i bluzce. Tak było mi najwygodniej, ale nie wyglądałam zbyt wyjściowo. Poza tym jak tu normalnie funkcjonować, kiedy dziecko rodzi się w zimie? Trzeba tego cycka wyciągać spod swetra, podkoszulka i stanika, żeby je nakarmić. A na zewnątrz? Nie da się, za zimno!

August Renoir - Matka karmiąca dziecko

Pierre-Auguste Renoir

A imprezy? Wszystkie na trzeźwo, a potem jest się jeszcze kierowcą swojego męża, który wykorzystuje ten stan rzeczy bez litości.

Z lekarstwami też nie jest za wesoło. W zasadzie oprócz apapu, to nic nie można wziąć. Miałam po porodzie straszne nerwobóle, idące od kręgosłupa. Jakiś kręg naciskał mi na nerw i wyłam z bólu. Nie mogąc normalnie funkcjonować, w końcu udałam się na ostry dyżur. Naczekałam się kilka godzin, bo nie byłam przypadkiem umierającym, i na koniec lekarz mnie zbadał i wręczył receptę. Uradowana chwyciłam ją z nadzieją, że w końcu coś mi pomoże, jednak na koniec okazało się, że tych lekarstw nie mogę przyjąć, gdy karmię piersią!

Hit karmienia to jeszcze wiecznie kapiące mleko i mokre ślady na bluzce, gdy zapomni się o wkładkach laktacyjnych. Będąc na macierzyńskim zapisałam się na kurs fotograficzny, bo stwierdziłam, że jest to jedyna okazja, że dam jakoś, z pomocą niani, radę. W grupie było kilku facetów, same młode dziewczyny i ja – Matka – Polka – która wyskakuje z dwoma mokrymi kołami na bluzce. W czasie zdjęć studyjnych, gdy byłam w pełni oświetlona lampą, to już nic nie było widać, tylko te grochy na cyckach.

Poza tym podczas karmienia najlepiej nie oddalać się od domu na odległość 10 minut drogi z uwzględnieniem korków. Chodzi się jak na smyczy w cyklach co dwu – trzygodzinnych, trzeba być pod ręką, bo a nóż dzieciaczek obudzi się głodny, wcześniej niż zaplanowane, a tu mleczarni nie ma. Większe zakupy, spotkanie z koleżankami czy fryzjer – to można sobie podarować. Zwykle miłe tete – a – tete czy buszowanie po wieszakach przerywa telefon od niani lub męża, którzy coś tam mówią, a ty nic nie słyszysz, bo w tle płacze mały głodomór. Co ja mówię – płacze, drze się wniebogłosy! Oczywiście już odpalasz wrotki i lecisz w te pędy do domu z ogromnym poczuciem winy, że cię nie ma przy dziecku.

W ogóle podczas karmienia miałam wrażenie, że mój kapiący cycek żyje własnym życiem i że mamy konflikt interesów. Na przykład nabrzmiewał od mleka akurat jak miałam jeszcze dwie ściany do pomalowania na budowie albo w trakcie farbowania włosów u fryzjera (fryzjera podczas karmienia lepiej sobie darować). Pamiętam też niekontrolowane strzyknięcia mleka do piersi na widok swojego dziecka, a gdy płakało w nocy, ja jak w amoku w sekundę wisiałam nad nim z kapiącym, pełnym mleka cyckiem, zanim w ogóle cokolwiek zdążyłam pomyśleć. Zupełnie jakby mały trzymał mój cycek na sznurku i przyciągał go, gdy był głodny.

Do ulubionych zajęć można też zaliczyć odciąganie pokarmu. Na przykład, kiedy nie można podać piersi dziecku z powodu brania lekarstw albo żeby zostawić w lodówce niani. Bierze się taką pompkę i… ech… masakra. Trzeba się nieźle napompować, zanim cokolwiek siknie!

A potem, kiedy już to wszystko się skończy? Zostają dwa puste placki, berety z antenką albo, Boże uchroń, rozstępy, co mnie, na szczęście, nie spotkało.

Pablo Picasso - macierzyństwo

Pablo Picasso

Kiedy urodziłam swojego pierwszego syna, oczywiście karmienie piersią było czymś nowym i cieszyłam się, że w ogóle tak łatwo poszło. Rzeczywiście, nacisk na tą formę karmienia i w szkole rodzenia, i w szpitalu, i w mediach sprawił, że nawet przez myśl mi nie przeszło, że może być inaczej. Jednak, po 3 miesiącach karmienia, mój syn się zbuntował i nie chciał pić mojego mleka. Wyrywał się i odrzucał pierś, jednocześnie płacząc z głodu, a ja myślałam, że padnę ze zmęczenia i noszenia go na rękach. Nie mówiąc, że nerwy mi puszczały i ogarniała ogólna bezsilność. Mimo że wykarmiłam jeszcze dwoje następnych dzieci, do dziś nie wiem, co było powodem tego stanu rzeczy. Kupiłam więc mleko zastępcze, ale długo jeszcze miałam poczucie winy, że nie daję mojemu dziecku wszystkiego, co najlepsze.  Pamiętam jednak, z jaką ulgą wyrzuciłam wkładki laktacyjne i zjadłam karkówkę z sosem czosnkowym. O lampce wina i, co za tym idzie, chwili błogostanu, nie wspominając. Poza tym na butelce mały szybko zaczął przesypiać noc, a ja nareszcie byłam wyspana.

Drugi syn, dla odmiany, wisiał na cycku pół roku, jak huba, i nie chciał się oderwać. Mimo że wiedziałam, jak to fajnie jest już nie karmić, nie mogłam tego zmienić. Pamiętam, jak budził się w nocy przez ten cały okres, a ja już chodziłam jak widmo i przysypiałam przy karmieniu, a potem budziłam się taka rozchełstana, z piersią na wierzchu i małym obok. Kiedy wróciłam do pracy sprawę załatwiła niania, mały w końcu musiał coś zjeść, kiedy mamy nie było.

Trzeci syn z powodów organizacyjnych szybko przeszedł na butelkę. Kiedy miał 4 miesiące, zaczęliśmy malować ściany na budowie, a ja coraz częściej tam pomagałam, aż w końcu malutek przyzwyczaił się do nowych porządków. Ciągnęłam karmienie ile się dało, na przemian z butelką, ale w końcu mleko, nie stymulowane, przestało się produkować.

No cóż, świadomie podjęłam taką decyzję i nie czułam się tym razem winna. W ogóle nie czułam się komfortowo podczas karmienia, dlatego chciałam szybko się z tym uporać, wbrew zaleceniom, wbrew histerii mediów i wbrew ocenom innych matek, które zgromiły moje pomysły i skazały mnie na wieczne potępienie. Cały czas uchlapana mlekiem, na uwięzi i bez przyjemności zwykłego jedzenia i picia, z ulgą powróciłam do starego stanu rzeczy. Kupiłam sobie tylko staniki z push- up’ami, żeby upchać i trochę unieść te dwa berety, które mi zostały po trzykrotnym karmieniu piersią. Mam nadzieję, że ostatnim 🙂

karmienie piersią

Ja, Joanna, karmiąca Matka – Polka na wakacjach z dzieckiem 🙂
Może ci się również spodobać
5 Komentarze
  1. Paczaj Ka mówi

    Dla mnie to była tragedia! Z mojego B zrobiło się nagle D i to takie jakby 10kg więcej ważyło. Ani zjeść, ani się wyloozować … zero przyjemności z życia. Karmiłam tylko miesiąc, bo mały się po prostu nie najadał. Potrafił 14 godzin wisieć … Z wyrzutem daliśmy mu 50 ml mleka zastępczego i jak zasnął to spał calusieńką noc. Jaka to była ulga 🙂

    1. dom na głowie mówi

      Czasem nie ma co się zarzynać jak są takie proste rozwiązania i do tego skuteczne. Chociaż bardzo się chce, to niekiedy nie da rady. Mi też się nie udało z pierwszym. Ale za to przespana noc – bezcenna 🙂

  2. […] Tak… najpierw chyba przestałam chodzić w szpilkach. Adidasy i balerinki to były moje buty na co dzień. Kapcie typu scholl, te czarne z pomponikiem odłożyłam na specjalne okazje. Potem odechciało mi się malować brwi – tyle było przy tym roboty, zresztą z czasem przyzwyczaiłam się do mojej nowej twarzy bez oczu. Eleganckie ciuchy? Założyłam dwa razy. Na chrzciny i na komunię. Do lamusa odeszły kolczyki, bransoletki, zegarki, korale i … perfumy. Nie, z perfum używałam antyperspirant w kulce. Na koniec przestałam używać fluidu i suszarki do włosów. Na szczęście depilowałam łydki oraz obcinałam paznokcie u nóg. Te paznokcie to chyba tylko dlatego, żeby nie stukać w podłogę jak ratlerek. Lakier do paznokci to też był towar zbędny. Po co, jak na budowie wyhodowałam ogryzki, nawet nie było czym zdzierać resztek farby, a co dopiero malować! Ojojoj, masakra! Idąc dalej, a właściwie brnąc, z ciuchów to kupowałam sobie tylko dresiki i T-shirty i to w lumpeksie, a u fryzjera byłam trzy razy i siedziałam jak na bombie zegarowej, bo kapiący cycek, z którym miałam konflikt priorytetów, chciał wybuchnąć z nadmiaru mleka (o kapiącym cycku piszę tu). […]

  3. gosc mówi

    a ja kocham karmić synka, jedna z najlepszych rzeczy których w życiu mam szczęście doświadczyć to karmienie moich dzieci

  4. […] maluszka z opresji, telefon zagrzał się od nieodebranych połączeń zdenerwowanego taty, a pokarm strzelał do piersi na samą myśl, że moje dziecko jest głodne. Jechałam i klęłam, że w ogóle wpadłam na taki […]

Zostaw odpowiedź

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.