Jak ja nie cierpię Walentynek!

Jak ja nie cierpię Walentynek!

Jak ja nie cierpię Walentynek! Jak co roku, i w tym temat święta zakochanych został elegancko przemilczany przez mojego męża. Nie spodziewałam się cudów na kiju, pierścienia złotego czy czegoś podobnego, ale skoro pojechał do Lidla, to chociaż mógł przewieźć te tulipany za 5,99, co reklamowali w telewizji. A tu nic, znowu szarość dnia powszedniego. 

Co roku jest tak samo. Walentynki to, obok Dnia Kobiet, Rocznicy Poznania Się, 10 Rocznicy Ślubu i Rocznicy Pierwszego Pocałunku, święto nie uznawane i traktowane z dużym dystansem przez mojego męża. Z tym, że dystans graniczy tu z ignorancją. Trochę już się przyzwyczaiłam, ale żal mi jest tych małych, słodkich uroczystości, które można byłoby razem celebrować i się nimi cieszyć.

Nie zawsze tak było. Kiedyś bardziej świętowaliśmy, mąż zapraszał mnie na uroczyste kolacje, pamiętaliśmy o prezentach, a on o kwiatach. Między tym, co jest teraz, a tym, co było kiedyś, jest duża przepaść, którą można nazwać “Pojawiły się dzieci”. No i oczywiście, cóż to przeszkadza? No nic, ale widać nasze relacje zmieniły się na gorsze przez te lata, a teraz trudno do tego wrócić.

Często więc, jeśli coś wypadnie nam ekstra w okolicy różnych świąt, zwykle jest to czysty przypadek. Nawet nie mam się co łudzić. Tak samo było tym razem. Całkiem przypadkiem prawie w Walentynki, umówiliśmy się do kina.j mąż z nosem w mailach, podzielność uwagi – równe zero.

– Na co pójdziemy jutro do kina?
– ………
– Na jaki film? – dopytuję desperacko, bo mieliśmy iść na “Jacka Stronga”, ale może się coś pozmieniało.
– ………
– Słyszałam że jakaś fajna komedia romantyczna leci – podpuszczam go, pewnie się wkurzy i oderwie od internetu.
– ………
– Wiesz co, nigdzie z tobą nie idę! Mam to w dupie! – wkurzam się na ignoranta.
– Dobra, już dobra! Maile sprawdzałem. Co mówiłaś?
– ………
– Gdzie idziemy? Mówiłaś coś o giełdzie kwiatowej?

No i tak to u nas wygląda. Nawet czysto spontaniczny wieczór we dwoje nam nie wychodzi. Muszę nad tym jeszcze popracować. Może uda mi się kiedyś wyrwać z moim mężem na jakiś weekend walentynkowy w super miejsce, w którym moglibyśmy się zakochać. W sobie, rzecz jasna!