Jak przeżyłam późne macierzyństwo – wady i zalety dojrzałej mamy

Jak przeżyłam późne macierzyństwo – wady i zalety dojrzałej mamy

Późne macierzyństwo to zupełnie inne doświadczenie niż urodzenie dziecka zaraz po szkole albo po studiach. Oczywiście każda kobieta ma inne predyspozycje i dojrzałość psychiczną, ale wraz z wiekiem nabywamy dużo cennych cech, które sprawiają, że przechodzimy ten etap w życiu zupełnie inaczej. U mnie też tak było. Zupełnie inaczej przeżyłam moje pierwsze i ostatnie macierzyństwo.

 

Pierwsze dziecko najlepiej za młodu


Mając dwadzieścia lat miałam w głowie wszystko z wyjątkiem chęci bycia mamą. Imprezy, znajomi, studia, pierwsza praca to były moje ważne sprawy, którymi zaprzątałam sobie głowę. Do tego mogłabym zaliczyć szaleństwo, nieodpowiedzialność i przemożną chęć bywania na wszystkich imprezach, jakie odbywały się od czwartku do niedzieli każdego tygodnia. Gdybym wtedy zaszła w ciążę, to przypuszczalnie czułabym się jak w więzieniu, a dziecko byłoby substytutem kuli u nogi. Zamiast bawić się ze znajomymi, musiałabym dorosnąć w przyspieszonym tempie. A to pewnie nie dałoby mi radości z macierzyństwa.

Jednak lekarze twierdzą, że najlepiej zajść w pierwszą ciążę właśnie między 18 a 25 rokiem życia. Wtedy jesteśmy najbardziej płodne i mamy największe szanse na urodzenie zdrowego dziecka. Pojawia się również mniej powikłań w ciąży, ryzyk urodzenia wcześniaka lub poronień. 

Dlaczego więc tak mało kobiet świadomie decyduje się na dziecko? Przypuszczalnie z tych samych powodów, co ja. Brak warunków mieszkaniowych, stałego partnera, który dźwignąłby taką odpowiedzialność, brak stałej pracy i chęć poużywania życia. No bo młodość jest od tego, żeby się wyszaleć, zanim staniemy się poważni, odpowiedzialni i tacy dorośli.

Kiedy sobie to wszystko poukładałam, kiedy na horyzoncie pojawił się osobnik godny uwagi i mojego zaufania, kiedy mieliśmy dobre warunki mieszkaniowe i finansowo dawaliśmy radę, wtedy postanowiłam założyć gniazdo. Wszystko szło z planem. Ślub, po roku dziecko, potem drugie. Kiedy myślałam, że etap wychowywania dzieci mam za sobą, wykazałam się ogromną dozą nieodpowiedzialności, bzykając się z mężem w najmniej odpowiednim czasie i zachodząc w ciążę u kresu trzeciej dekady życia.

 

Późne macierzyństwo


Gdy tak pomykałam w ciąży, udając dwudziestkę, w głowie miałam jedno: “Jestem stara i w ciąży”. I naprawdę tak się czułam, choć niepotrzebnie. Historie moich koleżanek, wielu znanych osób, pokazywały, że różnie się w życiu układa.  Nie wszystkie dziewczyny miały tak dobrze, jak ja. Czasem zajście w ciążę wiązało się z wieloletnią terapią, licznymi zawodami, poronieniami, kolejnymi in vitro. I w końcu, prawie przed czterdziestką lub trochę po przychodziły na świat ich pierwsze dzieciaczki. W tym samym czasie ja urodziłam już trzecie dziecko. Miałam 38 lat i byłam zupełnie inną osobą niż 10 lat wcześniej.

Przede wszystkim byłam już mamą dwójki dużych chłopców i choć dostałam od nich w kość, to doświadczenie wyniesione z ich wychowania było bezcenne. Trzeci to była pestka w porównaniu z jego starszymi braćmi. Chował się jak złoto, a dla mnie samej małe dziecko nie było już żadną tajemnicą. Wiedziałam, jak z nim postępować, jak się zachować w różnych sytuacjach, wiedziałam też czego unikać, żeby było mi łatwiej. 

Kiedy tak siebie wspominam prawie sprzed dekady, czasem nie mogę zrozumieć, czemu taka byłam. Nieogarnięta, wkurzona, niecierpliwa. Nie rozumiałam, że dziecko beze mnie nie może istnieć, że jego płacz nie jest po to, żeby wyprowadzić mnie z równowagi i że nawet trzylatek to wciąż maluch, który ciągle mnie potrzebuje. Zamiast na dziecku, bardziej skupiałam się na sobie i swoich bolączkach macierzyństwa.

W moim późnym macierzyństwie kluczowe było to, że ja już byłam inną kobietą. Nie tylko podwójną mamą, ale dojrzałą osobą z naręczem różnych doświadczeń życiowych, uspokojona i akceptująca siebie.

 

Dorosnąć do bycia matką


Czterdziestka to taki fajny okres w życiu, mimo wszystko. Fakt, mamy już młodość za sobą, która tyleż jest fajna i zwariowana, co durna i nieodpowiedzialna. I mamy coraz bliżej starości, której tak bardzo się boimy. Jednak stojąc po środku naszego życia jesteśmy dojrzali. I właśnie fajna jest ta dojrzałość. W moim przypadku dała mi ona większą pewność siebie, odwagę i większe doświadczenie życiowe. Przestałam  się oglądać na innych ludzi i przejmować ich opiniami. Nabrałam dystansu do różnych rzeczy i wiedzy o dzieciach i ich wychowaniu. Można powiedzieć, że obyłam się w tym temacie. 

Teraz wiem, że jak młodemu odpuszczę w różnych sprawach, to później będę miała pozamiatane. Wiem, że nie warto cisnąć i sprężać poślady, bo dziecko też potrzebuje trochę powietrza, a czasami zwyczajnie się ponudzić. Wiem, że czasem trzeba uderzyć w stół, bo to ja jestem mamą, rodzicem i ja decyduję, a nie babcie, ciocie i nauczyciele. Jako późna rodzicielka stałam się mamą pełną gębą. Jakby to było, gdybym w tym wieku urodziła nie trzecie, a pierwsze dziecko?

 

Co daje późne macierzyństwo mamom – pierworódkom?


Podobno dojrzałe mamy są bardziej zorganizowane, zdyscyplinowane i odpowiedzialne. Wymagające i dociekliwe w sprawach ciąży i zaangażowane w wychowanie swoich maluchów. Skupiają się bardziej na dziecku, bo często to dziecko jest wyczekane lub urodzone po wielu nieudanych próbach zapłodnienia. Albo świadomie zaplanowane w tym najlepszym, najbardziej optymalnym momencie życia, kiedy imprezy już nie bawią, świat został zwiedzony wzdłuż i wszerz, a praca już nie jest takim wyzwaniem i ambitnym pięciem się po szczeblach kariery zawodowej jak kiedyś.

Dzieci “późnych” rodziców przeważnie mają też lepsze warunki mieszkaniowe i więcej możliwości rozwoju. Mając już etap dorabiania się za sobą, tacy rodzice więcej pieniędzy mogą przeznaczyć na edukację swoich dzieci, na kupno większego i wygodniejszego mieszkania, na wypasione wakacje. Często w takich rodzinach jest mniej nerwowo, bo stabilizacja finansowa, zawodowa i życiowa daje spokój i poczucie bezpieczeństwa. 

 

Jakie są wady późnego macierzyństwa?


Ponieważ często jest to jedyne i długo oczekiwane dziecko, uwaga mamy skupia się tylko na nim, niekiedy za bardzo. Prowadzi to do wychowania pod kloszem, strachu przed odcięciem pępowiny i wypuszczenia pierworodnego na wolność. Taki rodzic, który już niejedno w życiu widział i przeżył, chciałby uchronić swoje dziecko przed wszystkimi nieszczęściami tego świata, a tak się nie da. 

Zdarza się, że dzieciaki dojrzałej mamy mają także trudny z nią kontakt ze względu na różnicę pokoleń. Pojawia się też strach przed starością i możliwością niedożycia do dorosłości swoich pociech. 

W moim życiu wadą późnego macierzyństwa był brak możliwości rozwoju zawodowego, utrata pracy i utrudnienia w rozwijaniu swoich pasji. Mój kręgosłup, i tak już szwankujący, dostał kolejną porcję obciążenia. Ból w zasadzie mnie nie opuszcza, choć jest w tym też dużo mojej winy, bo nie potrafię się zmobilizować do ćwiczeń i większej dbałości o tę cześć mojego ciała.    

 

Zawsze warto


Będąc mamą trójki chłopców i mając 39 lat założyłam bloga, który stał się moją pasją, drugim zawodem i oknem na inne możliwości. Gdyby nie mój trzeci synek, może nie miałabym bodźca, żeby zacząć tak ciekawy etap mojego życia.

Dzieci są taką wartością, że nie ważne kiedy je rodzimy. Ważne, że w ogóle pojawiają się w naszym życiu. Czy mama młoda czy stara zawsze chce dla swojego dziecka jak najlepiej. I tego się trzymajmy!

 


W jakim wieku rodziłyście swoje dzieci? Czy są wśród Was mamy, które urodziły późno czy wcześnie? Dajcie znać!