Pozytywne strony posiadania dzieci

Pozytywne strony posiadania dzieci

Dopóki nie ma się dzieci, żadne słowa nie opiszą nam tego jak to jest, kiedy one są. To trzeba poczuć i przeżyć, żeby zrozumieć, co znaczy być rodzicem. Naturalnie dążymy do tego, żeby mieć dzieci, nawet jeśli wcześniej w ogóle ich nie lubiliśmy, nawet gdy nie mieliśmy żadnych instynktów macierzyńskich czy ojcowskich. Po prostu to powinno się wydarzyć, więc nie spodziewając się niczego szczególnego zachodzimy w ciążę. A potem wszystko się całkowicie zmienia, a my szybko zapominamy, jak było wcześniej albo bardzo do tego tęsknimy. Jednak pośród tych trudów, nieprzespanych nocy i mordęgi ponad siły, wyobraźcie sobie, że są pozytywne strony posiadania dzieci.

Nigdy nie byłam fanką dzieci. Nie miałam podejścia, nie umiałam tiurlać i obchodzić się z nimi. Jednak w pewnym momencie, kiedy znalazł się osobnik nadający się na ojca, kiedy gniazdo zostało uwite i czas był już najwyższy, postanowiłam, że trzeba by było zajść w ciążę.

Nie miałam pojęcia, co mnie czeka. Pomiędzy tym, co wiedziałam o macierzyństwie, a tym, co się później wydarzyło, była przepaść jak stąd do Chin, jednak podjęłam się tego wyzwania trzykrotnie. A przy okazji poznałam inne sfery życia, których nie uraczyłabym będąc singielką.

Pozytywne strony posiadania dzieci


1. Śmiech

To pierwsze skojarzenie z dziećmi. Szczery, niewinny, prosty śmiech. Nie wiem, co jest w dzieciach takiego, że te ich uśmiechy tak nas rozczulają. To właśnie na pierwszy uśmiech swojego maluszka każda matka czeka jak na coś wyjątkowego. A kiedy się pojawia – szczerzymy się, tiurlamy i wpatrujemy w dziecko jak w jakiś cud, którym ono jest właściwie. 

A potem następują kolejne etapy rozwoju: siadanie, raczkowanie, pierwsze kroczki, proste słówka – i za każdym razem jest to niesamowite doświadczenie, wzbudzające rozczulenie i radość. Nigdy wcześniej nie powiedziałabym, że takie nieporadne gesty, słowa czy proste czynności wywołają u mnie tyle uśmiechu. Nie wiedziałam, że prawie do łez rozbawi mnie fruwająca po łazience piana, podskakujący balonik czy zabawa w chowanego. Wszystko dlatego, że mój syn śmieje się razem ze mną, na głos, z otwartą buzią, niczym nieskrępowany i szczęśliwy.

2. Siła

To dzieci również dodały mi nadprzyrodzonej niemal siły, poweru wręcz, dzięki dzieciom w końcu nie spędziłam reszty życia przełączając kanały w telewizorze. Z początku był to dla mnie niestety mega szok, ale później wkręciłam się w wir wydarzeń i zwykłych codziennych czynności, nie zastanawiając się czy mam na to siły czy nie. Po prostu: moim życiem zawładnął mały człowiek i nieważne, że coś tam mi się chciało lub coś strasznie nie chciało, musiałam wstawać i zrobić. Przy okazji nauczyłam się rano budzić, krótko spać i wybudzać się nawet z najbardziej twardego snu na dźwięk choćby szelestu kołderki w łóżeczku. I nie marnować czasu, którego niewiele mam tylko dla siebie.

3. Kreatywność

Dzieci wyzwoliły we mnie kreatywność. No bo jak miałam dać sobie radę z trójką dzieci, kiedy byłam z nimi prawie cały tydzień sama. Nie miałam obok siebie żadnej pomocy, kiedy trzeba było się wykąpać, a mój syn akurat nie spał, zachęcić do nauki, do jedzenia, czy do czytania. Czasem musiałam wymyślić jakąś fajną zabawę, a czasem poradzić sobie tak, aby było mi wygodniej czy po prostu łatwiej. Trzeba było ruszyć głową i coś zaradzić, żeby nie słyszeć płaczu i uniknąć kolejnej awantury. 

4. Nowi znajomi

Czasem na nudę i frustrację dobrze działała obecność innych dzieci. Dlatego takie naturalne jest, że mając dzieci poznaje się innych rodziców, którzy stają się bliskimi znajomymi, a niekiedy przyjaciółmi. Wspólne spacery, wyjścia na plac zabaw, wakacje i już czujemy jakbyśmy znali się od lat. Podpatrujemy się nawzajem i uczymy od siebie, patrzymy na zachowania innych dzieci i rodziców w różnych sytuacjach. Kto, jak nie druga matka, jest skarbnicą wiedzy na wszelkie tematy dotyczące dzieci, kto najlepiej zrozumie i pocieszy, kto wyciągnie z domowego kieratu na kawę czy do kina? I pomyśleć, że gdyby nie dzieci, nigdy może byśmy się nie spotkały.

5. Dobra organizacja

Kolejna rzecz, która nieodłącznie kojarzy mi się z posiadaniem dzieci, to dobra organizacja. Z trójką, to już wyższa szkoła jazdy. Jeden ma na rano, drugi na popołudnie, mały ma drzemkę, najstarszy nie wziął kluczy, a średni okularów, tu wycieczka, tam zajęcia pozaszkolne. Tu lekarz umówiony pół roku temu, tam szpital, bo guz na głowie rośnie jak zwariowany, wyniki, badania, lekarstwa. Jutro na galowo, a w piątek ubranie na jazdę konną, co drugi dzień ciuchy na wf. I jeszcze w tym wszystkim jest praca. Ktoś musi odebrać, na jakąś godzinę trzeba zawieźć, coś zrobić jak któryś zachoruje i jak misterny plan wali się niczym domek z kart. Bez kalendarza się nie obejdzie, a także bez pomocy niani, babci, siostry, a czasem sąsiadów. Ale da się, czego dowiodłam nawet pracując na zmiany i mając nie zawsze obecnego z boku męża.

6. Wysiłek intelektualny

Także ciągły wysiłek intelektualny to domena posiadania dzieci. O tylu rzeczach przecież trzeba pamiętać. Każdy wyjazd to szereg rzeczy, które koniecznie trzeba zabrać. Odpowiednie ciuchy, pieluchy, jedzenie, zabawki, przytulanka do spania… Albo lekcje i mnóstwo pytań dotyczących różnych przedmiotów, zaczynając od przyrody, poprzez języki, na matematyce kończąc (piszę o tym tu). Na wszystkie trzeba znać odpowiedź, a przynajmniej choć trochę się orientować. I mimo tego, że psioczę, bo muszę to wszystko od nowa powtarzać, to może nie jest to zły pomysł na ćwiczenie pamięci? Co prawda dzielenie pisemne do niczego nie jest mi teraz potrzebne, ale przyzwoicie byłoby jednak wiedzieć co i jak. Więc sprężam się codziennie, żeby pomóc synom i odpowiedzieć na wszystkie ich ważne pytania. Jestem częstym gościem w serwisie Wikipedia, zadane.pl czy sciaga.pl. Bez tego naprawdę byłoby ciężko.

7. Cierpliwość

Sto razy zadane pod rząd pytanie “A czemu?” potrafi doprowadzić do szału nawet najbardziej opanowanego rodzica. Ale z czasem przychodzi nam to łatwiej, bo jednak cierpliwość zawsze popłaca. Sama się nie raz cofnęłam przed krzyknięciem w nerwach, wiedząc z doświadczenia, że może sobie ulżę, ale problem się nie rozwiąże. Może być co najwyżej gorzej, bo czasem płacz jest o wiele gorszy niż czterokrotne przebieranie aż do odpowiedniej koszulki.

Czasami głowa pęka od tego wszystkiego i nie ma nawet kawałka miejsca, żeby pomyśleć o samej sobie. Ale taką w końcu mamy misję do spełnienia, aż w końcu same poczujemy się spełnione. I wyjdziemy z tego obozu przetrwania wzmocnione i silne na tyle, żeby odważnie spojrzeć w następny, może równie ciekawy etap życia…

Jakie pozytywne strony pojawiły się w Waszym życiu, kiedy zostaliście rodzicami? Jak in plus zmieniliście się dzięki swoim dzieciom? A może odwrotnie, widzicie tylko same negatywy?