Proste marzenia

2 14

Pamiętam serial o Annie German i scenę, w której leżąc miesiącami w łóżku po wypadku miała jedno proste marzenie – umyć podłogę. Ja też mam czasem takie proste marzenia. Nie o podróży w dalekie kraje, o lepszym szpanerskim samochodzie czy jakiejś firmowej torebce. Nie, marzę zgoła o czymś innym.

Chociaż… czasami też marzę o tym, żeby umyć podłogę. Nie spiesząc się, dokładnie i żeby choć jeden dzień była czysta. Żeby dzieci nie rozlały sok na nią, żeby żadne jedzenie nie spadło pod stół, żeby kocur nie jadł wokół miski tylko w niej. Tylko jeden dzień. Czy to tak dużo? W takiej rodzinie jak moja – tak. 

Od kiedy mam dzieci moim prostym marzeniem jest na przykład pobyć jeden dzień sam na sam w moim domu. Delektować się ciszą, nic nie robić albo robić coś, w czym mi nikt nie przeszkodzi. Nic nie musieć i nie biegać na każde zawołanie. Nie podawać, nie sięgać i nie przygotowywać. Zrobić sobie coś dobrego do jedzenia, poświęcić na to trochę czasu, żeby było wyjątkowe. A potem wkładać kęs po kęsie do ust, smakować, zastanowić się nad aromatem i dokładnie pogryźć. Zwykle bowiem połykam w pośpiechu całe kawałki, bo tuż obok dzieci czegoś chcą albo któregoś trzeba obsłużyć.

[pipdig_banner image=”https://www.domnaglowie.pl/wp-content/uploads/2015/11/blueberries-1576405_640.jpg”]

Moje śniadania to cała strategia. Jem na końcu, żeby już nikt mi nie przeszkadzał. Jednocześnie przygotowuję coś do jedzenia Małemu, bo często zagląda mi do talerza. Sprzątam cały bajzel zrobiony przez dzieci ze stołu i włączam kanał z wiadomościami. A potem staram się delektować jedzeniem.

Jednak moje skryte marzenia to jedno, a rzeczywistość to drugie. Mimo moich szczerych chęci czasem nic z tego, co sobie zaplanowałam, nie wychodzi. Ktoś coś chce, coś się dzieje, muszę wstać, żeby podać kubek albo coś do picia. A na rozlane picie lub jedzenie, które spadło na podłogę reaguję jakby mnie ktoś poraził prądem – od razu i ekspresowo. I wtedy cały misterny plan bierze w łeb.

Tego dnia postanowiłam znowu wszystko sobie przygotować. Na talerzu już leżały jajka w majonezie, łosoś wędzony i pomidory i wprost ślinka mi leciała, taka byłam godna. Nim dotarłam jednak do stolika, który uprzednio wyczyściłam ze wszelkich przyklejonych i zaschniętych kawałków jedzenia, wydarzył się wypadek. Mały idąc do swojego talerzyka potknął się i wylał herbatkę, którą trzymał w rączce. No szlag by to…!

Od razu ruszyłam po ręcznik, bo już ciecz przeleciała przez szpary między szybą a resztą stolika i rozlała się na dolnej półce. Więc na kolanach wytarłam herbatkę jednocześnie ignorując całą stertę śmieci, która wyglądała spod stolika, umyłam ręce i zasiadłam do jedzenia.

Wtem uprzytomniłam sobie, że te ustawienie między mną a Małym jest fatalne. Siedział dokładnie na przeciwko, tak jak zwykle siedzi, a ja miałam go centralnie na widoku. Chciałam delektować się śniadaniem, ale ten widok co rusz wybijał mnie z rytmu.

Malutek miał na talerzyku to samo co ja – tak na wszelki wypadek, gdyby przyszło mu do głowy stać nad moim talerzem i zabierać łapką co smakowitsze kęski. Chciałam zjeść bez towarzystwa, bez brudnej łapki w moim talerzu, bez cieknącej ślinki mojego dziecka, której wprost nie sposób zignorować. 

Miałam na talerzu same smakowitości, pusty żołądek od rana i pobożne życzenie delektowania się strawą.

Szybko spojrzałam na Małego. Siedział spokojnie na krzesełku, widelczyk wbił się w jajko, jajko poszybowało do góry, a mój synek jął podziwiać je i oglądać z każdej strony. Zamarłam. Znając materię owego jajka, miałam świadomość, że ta chwila nie potrwa za długo. I tak, jak przypuszczałam, za chwilę jajko chlasło na stolik, pozostawiając smugę majonezu obok talerzyka.

W pierwszym odruchu oderwałam się od kanapy, żeby powycierać majonez i zabrać kawałek jajka. Ale w drugiej pomyślałam, że jak tak będę co chwila biegać wkoło mojego dziecka, to nie zjem tego cholernego śniadania w spokoju. Wzrok mój udał się w kierunku znajdującego się za moim synem telewizora.

Jednak nie mogłam się skupić. Szybkie ruchy rączką, nie miały na celu zdekoncentrować mnie, tylko rozmazać majonez po stoliku, ale efekt był odwrotny. Mały trzymał w rączce kawałek jajka, które upadło i tym jajkiem umoczonym w majonezowej mazi, malował po blacie fantazyjne wzory. Oczami wyobraźni widziałam jak zeskrobuję zaschnięte esy – floresy, ale postanowiłam nie przejmować się i nie zwracać uwagi. Ten element destrukcji mojego delektowania się porannym posiłkiem miał być poza mną, jakby w innej czasoprzestrzeni. 

Kawałek jajka z majonezem w towarzystwie łososia i pomidora wylądował w moich ustach. Zaraz kubki smakowe zareagowały żywo na tą eksplozję smaków. Zamknęłam oczy w dzikiej rozkoszy, a mój żołądek wypuścił wszystkie soki w gotowości na przyjęcie tak oczekiwanej strawy. Mmmm, tego mi brakowało, zastrzyku energii, który odprężał i dodawał siły na nadchodzący dzień. 

Nagle usłyszałam chlupnięcie. Oto jajko będące współautorem dumnie prezentującej się na moim stoliku abstrakcji majonezowej, wylądowało w kąpieli herbacianej. Zaaferowana rączka powędrowała w tym samym kierunku. Umoczona herbatką zakręciła wir w kubeczku, aby ponownie wyjąć jajko i umieścić je we właściwym miejscu. Czyli w buzi.

Yyyyyyyyyyyy!!

To było ponad moje granice wrażliwości estetycznej. Ruszyłam w stronę Malutka, żeby mu powycierać stolik i zabrać herbatkę, w której pływały gluty z majonezu. Zanim dotarłam z odsieczą, rękawek umaczał się w rozmazanym majonezie aż po łokieć. Trzeba zrobić nową herbatkę, posprzątać stolik i przebrać bodziak. 

Spojrzałam tęsknie na mój talerz. Chyba to nie ta chwila. Zjem później i popiję zimną herbatą, najlepiej na stojąco pomiędzy deserem dla dziecka a obiadem dla całej rodzinki. Ach, tak, no bo to już czas na obiad! Ale się zagapiłam!

Chodzicie czasem z małym dzieckiem do restauracji (o naszym wyjściu do restauracji możecie przeczytać tu)? Jeśli tak, to wiecie jak trudno jest spokojnie zjeść z maluchem na podorędziu. Dlatego delektować się smakiem i nie połykać jedzenia w pośpiechu zawsze było moim priorytetem. Jakie jeszcze macie proste marzenia związane ze zwykłym funkcjonowaniem, które ciężko zrealizować w obecności dzieci?

Może ci się również spodobać
2 Komentarze
  1. marzena mówi

    Haha, znam znam.
    Ja mam rozne sposoby, zeby choc troche zyskac czasu dla siebie na spokojny posilek. Niestety zaden z tych sposobow nie dziala zawsze. Raz sie sprawdza jeden a innego dnia drugi.
    Po pierwsze Mala nigdy nie je ze szklanych talerzykow metalowymi sztuccami- halas uderzanych o siebie tych dwoch przedmiotow wyprowadza mnie z rownowagi. Ona zdaje sie o tym wiedziec i zawsze stosuje ten trik jak juz dostaje zastawe w wersji LUX.
    Plastikowe talerzyki, sztucce= WZGLEDNA CISZA.
    Po drugie czasem karmienie Malej (zamiast pozwolenie jej jesc samemu) idzie nam sprawniej, a w czasie mojego posilku “dobijam” mala ciasteczkiem (dostaje je rzadko wiec dba o ciasteczko- nie rzuca, nie rozpackuje= CHWILA CISZY dla mnie na posilek).
    Po trzecie MAKARON, pod kazda postacia dziala na mala hipnotyzujaco … ale najlepiej sprzwdza sie pusty, bez sosu = WZGLEDNIE CZYSTO.
    A juz najbardziej sprawdza sie sposob, kiedy to po prostu jem w pracy jak mala jest w przedszkolu. Niestety jakosc odgrzewanych posilkow to juz nie to samo ale hej, ide na to (w koncu ona je z plastikow i makaron bez sosu). Ot taki wzajemny kompromis.

    1. Joanna - Dom na głowie mówi

      Ja jak odstawię dzieci do szkoły i do przedszkola wracam jeszcze do domu, żeby spokojnie zjeść śniadanie. Kiedy dzieci są w domu, nie ma szans albo rzadko się to zdarza. Ale widzę, że też stosujesz różne strategie, chyba każda mama takie ma 🙂

Zostaw odpowiedź

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.