Przejechana walcem

3 99

Traktorki dla dzieci, zabawki rolnicze. Traktorki Rolly Toys. Brykacze.pl - sklep z zabawkami.

Dzisiaj czuję się jak przejechana walcem. I choć tyle się mówi, że nie powinniśmy psioczyć na nasze dzieci, narzekać, że tyle przez nie nie możemy zrobić, to ja muszę dać upust swoim emocjom. Bo mimo że moi synowie dają mi strasznie dużo radości i takiego codziennego uśmiechu, czasem mam ochotę wyjść z domu i wrócić za jakieś dwa lata.

Mój Malutek właśnie wstąpił na kolejny poziom eskalacji buntu dwulatka, o czym pisałam tu, a do tego jest przeziębiony. Moi starsi synowie codziennie wchodzą w jakieś słowne przepychanki i oczekują, że ich rozsądzę (opisywałam to w poprzednim poście). Jakoś do tej pory działo się to albo to, był mąż, był weekend, czyli czynniki ułatwiające poradzenie sobie z nadchodzącą katastrofą. Dziś nie miałam żadnej pomocy, mogłam tylko wbić zęby w tynk, żeby ich nie pozabijać. 

Najpierw przeprawa z najstarszym synem, który jakby oddzielił się od swojego ciała i zaczął lewitować w innej czasoprzestrzeni. Moją rolą, jakże ulubioną, było przypomnienie mu, że w tym tygodniu ma jeszcze sprawdzian z przyrody i poprawkę z historii. A także dopilnowanie, żeby coś z tej wiedzy przyswoił, odpytanie, tłumaczenie i jeszcze raz odpytanie. Na hasło “nauka” synuś mój kochany przypomniał sobie nagle, że jest głodny (zanim to nastąpiło przesiedział godzinę przed telewizorem w poczuciu zadowolenia i sytości). Zarządziłam więc wymarsz do pokoju i pół godziny nauki.

Po wstępnym odpytaniu syna z pierwszej lekcji stwierdziłam, że coś tam się nauczył, więc będzie to dobry moment, żeby sobie zrobił kolację. Zszedł na dół, gdzie też był młodszy syn i zaczęli stukać garnkami. Ja w tym czasie chciałam wyciągnąć pluskającego się w wannie Malutka i przygotować go do spania. Dziś jeszcze koniecznie musiałam zakropić mu nos, żeby pozbyć się ropnego kataru przyniesionego z przedszkola.

Nagle do pokoju wbiegł z płaczem średni syn, przyciskając do piersi jak jakąś bezcenną rzecz torebkę z kaszą manną. Za chwilę przybiegł najstarszy z pretensjami, że nie może sobie zrobić kolacji, bo nie ma tej kaszki. W międzyczasie średni ją schował, a ja nie mogłam jej zlokalizować. Jak idiotka więc przewróciłam do góry nogami pościel, na której siedział. Jakkolwiek głupio by to nie zabrzmiało, nie udało mi się znaleźć torebki z kaszą w moim łóżku. Jednocześnie dowiedziałam się, że średni dostał w łeb od starszego garnkiem, a potem nastąpiła wymiana epitetów, na którą młodszy postanowił zareagować stosując monopol na kaszę manną. Nastąpił pat, bo żaden z nich nie chciał ustąpić, a ja nie dowiedziałam się, który z nich zawinił. Koniec z końców kazałam średniemu oddać tę kaszkę, na co on rzucił ją rozsypując po podłodze. Za karę postanowiłam nie przyznać mu żadnej gwiazdki, którymi codziennie nagradzam dobre zachowanie. To spowodowało, że syn trzasnął drzwiami od swojego pokoju i tam postanowił wyładować swoje nerwy na pudłach z zabawkami.

Wyciągnęłam w końcu Małego z wody i poszliśmy do jego pokoju. Zaczęłam go ubierać w piżamkę i czyścić nos, kiedy zza ściany dobiegły pierwsze trzaski rzucanych o podłogę zabawek przy akompaniamencie płaczu i krzyku. Kiedy Malutek znalazł się już w łóżeczku, poszłam załagodzić sytuację, zanim nie nastąpiła totalna demolka. Po chwili rozmowy syn się uspokoił, doszliśmy do porozumienia i nastąpił spokój.

W tym czasie mały rozebrał się z piżamki i pieluchy. Wyciągnęłam go z łóżeczka, żeby ponownie włożyć mu jakiś przyodziewek na grzbiet. Niestety! Skończyło się to szarpaniną i mały buntownik wybiegł z pokoju cały goły i bosy. Niczym ooga chaka baby z serialu Ally McBeal zaczął podskakiwać w radosnym uniesieniu, jakby ciuchy krępowały go nie tylko fizycznie, ale również psychicznie. Wszelkie próby schwytania go i ubrania (ma katar, kaszel i zapalenie ucha), kończyły się rykiem i darciem szat. Odpuściłam. Pomyślałam, że trochę pobiega i mu przejdzie. Nie zdawałam sobie sprawy, w jakim jestem błędzie.

Mały bowiem jakby uparł się, że będzie funkcjonował na golasa. Cała reszta to moje zmartwienie. Nie mogłam go jednak położyć spać nago, więc włożyłam mu piżamkę zapinaną z tyłu. Siłując się z wierzgającym dwulatkiem, który został opętany jakąś nadprzyrodzoną siłą, z trudem udało mi się osiągnąć cel. Jednak dobrze wiedziałam, że nic z tego dobrego nie będzie, że to tylko pogorszy aktualny stan rzeczy. Po prostu, nie chciałam, żeby rozchorował się bardziej. 

Cała reszta to pasmo histerii, w którą wpadł mały. Ta piżamka, niczym kaftan bezpieczeństwa, była czymś, co skrępowało go emocjonalnie, z czego koniecznie chciał się wyrwać. Przy tym żadne inne opcje nie wchodziły w grę. Ani inna piżamka, ani body, ani koszulka, no nic, nie było rozmowy. Nie dał się dotknąć, ani co gorsza, przytulić. Chciał smoczek i jednocześnie go nie chciał, wyciągał rączkę, żeby mnie przegonić, a zaraz wołał, żebym przyszła, wszystko pośród płaczu, którego nie mogłam ukoić.

W tym czasie rozprostowały mi się zwoje w mózgu.

W pokoju obok przy swoim biurku, najstarszy syn uczył się historii.

Nie mogąc nijak pomóc, zostawiłam Malutka w tym szale, zeszłam z oczu, sama chciałam nabrać trochę dystansu, żeby nie wybuchnąć. Po jakimś czasie poszłam zobaczyć, co się z nim dzieje. Siedział w łóżeczku i usypiał na siedząco kiwając się jak Wańka – wstańka. Na próby położenia reagował ponownym płaczem, po czym znów siadał i znów usypiał. Poczytałam mu bajeczkę dla ukojenia nerwów i chyba mój łagodny głos go uśpił na dobre. I na siedząco. Potem jednak opadł na poduszkę zamroczony snem i zmęczony płaczem usnął na dobre.

Teraz została jeszcze historia.

Ostatkiem sił przeczołgałam się do salonu. Wyłączyłam po drodze “M jak Miłość” (prawdziwe poświęcenie) i zawołałam młodego na dół. Po półgodzinnej terapii historią średniowieczną żałowałam, że głowa mojego syna (niestety o tej porze opadająca ze zmęczenia) nie jest sokowirówką, do której mogłabym wrzucać pakiety wiedzy niczym sztuki marchewki, a on wycisnąłby z tego to, co dla niego potrzebne. Udało nam się jednak nauczyć do czego służyły takie narzędzia jak żarna, sierp i radło.

Kiedy na koniec obaj starsi synowie zeszli na dół, zrobiliśmy wizję lokalną z tego, co się wydarzyło, kiedy chcieli sobie zrobić kolację. Okazało się, że wyciągając garnek z szuflady zwrócili uwagę na swoje odbicie zniekształcone na obłości garnka. Kiedy młodszy się nachylił, żeby zobaczyć dokładniej, starszy postanowił postawić garnek na płycie. I przyfasolił brata w ciemię. Z tego się wywiązała awantura, która tylko pogorszyła i tak złą aurę tego wieczora.

Czasem wszystko w moim domu idzie jak po grudzie. Nic się nie udaje i nie da się zapanować nad ciągiem wydarzeń. Chaos rozkręca się jak tornado i wciąga w swój wir wszystkich po drodze. A czasem moje trzy anioły grzecznie robią, co do nich należy, nie narzekają i nie marudzą, a na koniec dnia uśmiechają się ze swoich łóżek, kiedy mówię im “dobranoc”. Na szczęście takich dni jest więcej, inaczej chyba bym zwariowała!

Może ci się również spodobać
3 Komentarze
  1. Julia Orzech mówi

    To ja się już nic nie odzywam. Bo ja czasem tak mam przy jednym pięciolatku, a ty walczysz z trójką. Czytałam ten tekst jak powieść z dreszczykiem. Dałaś radę 😉

    1. Joanna - Dom na głowie mówi

      Dziękuję za słowa uznania 🙂 Dzieci są różne i czasem jeden pięciolatek bardziej zagra nam na nerwach niż taka trójka jak moja 🙂 A czasem bywa na odwrót szczególnie jak się wszystko kumuluje w jednym czasie. Pozdrawiam!

  2. […] Dziś widzę, jaki mają ze swoim najmłodszym bratem świetny kontakt. Szczególnie średni syn, który po mistrzowsku mnie naśladuje gaworząc do niego, jest ulubionym bratem Małego. Jego wyciąga do zabawy, z nim się kąpie, on mu najwięcej pomaga. Starszy zabiera go na sanki czy czyta bajki. Okazało się również, że mając tak dużych synów spokojnie mogłam skupić się na opiece nad niemowlakiem. Wszystko zmieniło się, kiedy zaczęła się czwarta klasa i musiałam poświęcić więcej czasu najstarszemu. Oczywiście wynika to z predyspozycji do nauki mojego syna, niemniej najmłodszy wciąż pochłania strasznie dużo mojej uwagi. Jeśli do tego dochodzą lekcje, wieczorem jest wykończona jak koń po westernie (przeczytacie o tym we wpisie „Przejechana walcem”). […]

Zostaw odpowiedź

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.