Szczyt szczytów lub efekt domina – wszystko się psuje

Szczyt szczytów lub efekt domina – wszystko się psuje

Dzisiejszy dzień to było apogeum zemsty przedmiotów martwych, efekt domina – wszystko się psuje. Już od dłuższego czasu nasze mieszkanko czuje, że go nie chcemy i że się wyprowadzamy, bo ciągle nam coś wysiada.


Około sierpnia przyszła sąsiadka z informacją że znowu ją zalewamy. Historia się powtórzyła z cieknącym prysznicem i mimo że był rozkręcany, ściana robiona, podłoga i wszystko inne, to cholera, znowu to samo. Dobra, ale się
 wyprowadzamy i potem to zrobimy, kąpiemy się w wannie, tam też jest prysznic. Mniej więcej w tym samym czasie padł nam dekoder enki. To znaczy nie padł, tylko zarosło drzewami i przestał odbierać większość programów. Postanowiłam wypowiedzieć umowę. Przez dwa miesiące pałowałam się z natrętnymi handlowcami z call center, ale wytrzymałam nacisk i jesteśmy na naziemnej i jest ok. Jak się przeprowadzimy, to zobaczymy.

Następny był okap. Przyleciała razu jednego jakaś ciotka z mieszkania dwa piętra nad nami, że jej smrodzimy z pochłaniacza. Historia znana nam skądinąd, bo jakieś 11 lat temu, też przyszła taka para z tego mieszkania z tym samym zażaleniem. Ustaliliśmy wtedy że tak ma być i tak było. Aż do teraz, kiedy mieszkanie zmieniło właściciela. Nasmażyłam ryb, włączyłam pochłaniacz na full i w tym siwym dymie ukazała mi się rozczochrana głowa z pretensjami, że jej śmierci w łazience. Sprawa prawie rozbiła się o demontaż sufitu podwieszanego, o zgrozo, ale na szczęście mamy dwa kanały wentylacyjne i stary klnąc siarczyście przełożył rury przez dziury od ledów. Była komisja, kominiarz i prezes spółdzielni w osobie własnej i zatwierdzili.

Potem zepsuło się światło w przedpokoju. Światło włączało się na ruch, więc kupiłam odpowiedni włącznik i kurna nie zadziałał. Dobra, stwierdziłam, i tak się zaraz wyprowadzamy! W międzyczasie zepsuła się szczoteczka elektryczna i suszarka do włosów. Później zepsuł się jeszcze czajnik, ale poradziliśmy sobie takim małym, byle jakim z budowy. Oby do przeprowadzki!

Ale dzisiaj to już był szczyt szczytów. Od pewnego czasu cieknie nam zmywarka (sic!), ale udajemy, że nic się nie dzieje, no bo zmywa całkiem dobrze, podłożyłam tylko ręczniczek, żeby woda nie ciekła na środek kuchni. Dziś zmywarka nie włączyła się wcale, kuźwa. W środku pełno garów ze wczoraj i drugie tyle z dzisiaj czeka na zmywanie. Ręce mi opadły, bo również zepsuł się podgrzewacz i od dawna w kuchni leci zimna woda!! Postanowiłam się wyładować na mężu, jedynym winnym nędznej jakości mojego życia. Ja, gospodyni (no, niech będzie), nie mam ciepłej wody, ani zmywarki, jak tu żyć, panie premierze? Zakasałam rękawy, przyniosłam wodę z łazienki w misce i dawaj te gary. Ponieważ pełno było na wierzchu różnych rzeczy i mało miejsca na osuszanie talerzy, zaczęłam sprzątać. Pochowałam to i tamto i zostało masło. Wrzucam je do lodówki, a tu ciepło, nie, zimno, przecież to lodówka, nie kuźwa, dotykam ścianki – MOJA LODÓWKA GRZEJE!!! Jezu, to nie dzieje się naprawdę! Wszystko mi zaczęło kabanić dorszem, no to wyrzucam: wędliny, serki, śmietana, ryba, mięso… O rany, a ja dzisiaj upiekłam kurczaka, nawet nie wiem ile ta lodówka nie chłodzi, kurczaka zjedliśmy i był dobry, ale od razu mnie zemdliło. Zresztą nie tylko mnie, bo z łazienki doleciało do mnie: “Mamo! Niedobrze mi!!!”. O kurna, nie wytrzymam, w przyszłym tygodniu, już na pewno, na sto procent, MUSIMY się przeprowadzić!

Podziel się: