Tata daje radę, czyli ojcostwo nie takie jest proste

Tata daje radę, czyli ojcostwo nie takie jest proste

Muszę powiedzieć, że tata daje radę w naszej rodzinie, choć nie obchodzi się bez wpadek. Stara się nie wymigiwać od obowiązków i wychowania dzieci, jednak różnie to czasem wychodzi. Wszak nie jest prosto być ojcem, zwłaszcza, że wiele rzeczy odbywa się z dala od niego. Dlatego Dzień Ojca to dobra okazja, żeby wspomnieć na blogu mojego męża, Ojca Moich Dzieci, Wielkiego Nieobecnego (ale tylko ciałem) i Mistrza Drugiego Planu. 

Mój mąż jest dzieciom bardzo oddany, przede wszystkim dlatego, że nie ma ich na co dzień. Często więc weekendy i wszelkie wolne od pracy dni spędza z nimi i nie ma mowy, żebyśmy pojechali gdzieś sami. Więc jesteśmy w kontrze w tej sprawie, bo ja mam dzieci dzień w dzień i chciałabym się od nich oderwać, żeby choć trochę odbudować nasze, nadszarpnięte przez odległość, relacje małżeńskie. Jak dotąd udało się to tylko raz.  

Jednak nie mam co narzekać. Skoro tata zajmuje się dziećmi, kiedy jest w domu, oznacza to, że mam względnie wolne weekendy, a na pewno poranki. Wtedy leżę, buszuję w internecie, pisze posty, robię zdjęcia, czyli wszystko to, co lubię i do czego muszę mieć spokój i wolną głowę. Tata ogarnia też śniadania, czasem zakupy i wszystkie sprawy, których nie może załatwić przez telefon. Wtedy, wyjeżdżając z domu, zawsze zabiera Malutka, który nie odstępuje go na krok. Zresztą tata przeżywa drugie ojcostwo i dopóki Mały jest jeszcze słodkim maluchem i nie dyskutuje z ojcem zbytnio, dopóty wszystko idzie jak po maśle, a tata rozpływa się nad naszym małym synkiem, jakby to był słodki bobas, a nie prawie czterolatek. 

Gorzej z ojcem ma najstarszy, bo wymagania wobec niego rosną. Jednak on ani nie chce pomagać, ani uczyć się, a stan jego pokoju woła o pomstę do nieba. Więc tu mamy najwięcej konfliktów i moja rola jest taka, żeby być mediatorem między nimi i próbować łagodzić wzajemne pretensje.

Średni natomiast na razie gdzieś się przemyka pomiędzy braćmi, ale jeśli coś chce, to mędzi ojcu aż do skutku i nie daje się zbyć. Czasami więc tato odkłada telefon z ciężkim westchnieniem albo wstaje z kanapy ostatkiem sił, żeby pomóc synowi czy kupić mu jakąś potrzebną rzecz. Ma w nim za to towarzysza wypraw rowerowych i windsurfingowych wyjazdów nad wodę.

Ponieważ taty nie ma z nami od poniedziałku do piątku, często nie wie, co się dzieje w domu, a w niektórych sprawach porusza się jak zagubiony we mgle. Stąd zdarzają się wpadki i nieporozumienia, a niektóre stały się takimi naszymi, rodzinnymi żartami.

 

Tata dba o bezpieczeństwo dzieci


Czasami tata uważa, że pewne sprawy należą ściśle do moich obowiązków i jemu nic do tego. Jednocześnie dba o bezpieczeństwo dzieci, a kiedy okazuje się, że ja wykazuję daleko posuniętą ignorancję w tym temacie, robi mi wyrzuty. Ale czasem niesłuszne. Taka historyjka:

Siedzimy w salonie i nagle, ni stąd ni zowąd, słyszę, że Mały zaczyna płakać. pierwsza myśl to ta, że uderzył się albo nadepnął na coś. Po prostu nagle stanął i zaczął bardzo głośno płakać. Podbiegliśmy do niego oboje z mężem, żeby zobaczyć, co się stało. Jednak ogląd sytuacji nie daje jasnej odpowiedzi, więc zaczynamy dedukować.

– Chyba się uderzył o klamkę – wpada mi pierwsza myśl, bo drzwi od łazienki nie otwierają się na oścież z powodu grubego dywanu. Pewnie Mały wychodził i uderzył głową o klamkę.
– A może na coś nadepnął – kombinuje mąż i zaczyna macać ręką czy czegoś nie ma w dywanie. – Bo wiesz, na przykład w łazience na podłodze leży igła. A ty tak kąpiesz tam małego. Mogłabyś ją podnieść!

No w zasadzie racja. Cóż, już wstałam poruszona poczuciem winy, już się prawie zerwałam, żeby ratować dziecko z kolejnych, niechybnych opresji, kiedy ścięło mnie logiczne myślenie. Szybko skojarzyłam fakty i prawie padłam ze zdumienia! 

– A ty to nie mogłeś podnieść tej igły? Nie wierzę!!! Skoro ją widziałeś, to czemu jej nie podniosłeś?!

Rozumiecie? Taki troskliwy tatuś! Tak mi wytyka moją beztroskę! Ożeż ty!

 

Tata podaje leki


Jeśli chodzi o lekarzy i podawanie leków, to jest to moja działka i mąż w ogóle nie ma pojęcia co i kiedy dać dziecku. Któregoś razu jednak poprosiłam go o pomoc w tym temacie, bo akurat musiałam wyjść i zostawić go samego z dziećmi. Tymczasem Mały, będąc na antybiotykoterapii, musiał wziąć osłonę. Powiedziałam więc mężowi, żeby wyciągnął z lodówki Lacodofil i wysypał Małemu zawartość kapsułki do picia.

Kiedy przyszłam do domu, Malutek siedział przy stoliku i akurat popijał herbatkę z lekarstwem. Poszłam więc do kuchni i zaczęłam się krzątać, uspokojona, że wszystko jest wykonane jak należy. Nagle jednak wzrok mój przykuło leżący na blacie pusty blister po moim leku Lacto-vaginalu. Zdziwiłam się, bo kto potrzebował lek dopochwowy? Wszak dom pełen chłopów i tylko ja używam takich wynalazków.

W tym samym momencie włosy stanęły mi dęba! Czyżby to było możliwe, że mąż pomylił leki? AAAAAA! 

Zawołałam go, a małemu zabrałam picie. Na szczęście nie wypił dużo, a ze składu leku wynikało, że i tu, i tu głównym składnikiem jest kwas mlekowy. Odetchnęłam z ulgą, ale tata dostał po głowie. Bo co z tego, że podobna nazwa? Co z tego, że dwa leki leżały na tej samej półce w lodówce? Od tego czasu wyciągam wszystkie lekarstwa w jedno miejsce i dokładnie piszę ile i co ma podać, bo chłop to chłop, albo nie zauważy, albo powie, że pomylił! No ostatecznie poda synowi lek dopochwowy!

 

Tata jako Mistrz Delikatności


Czasem tata bierze swoich synów do garażu i próbuje zachęcić do współpracy i przy okazji nauczyć posługiwać się narzędziami. Tym razem też tak było. Obaj ze średnim synem przygotowywali podbitkę z blachy wyginając ją na specjalnym urządzeniu. Syn wkręcił się w to wyginanie i nawet dobrze mu szło. Do czasu. W którymś momencie palec mu się zawinął i uszkodził sobie paznokcia.

Pobiegliśmy z mężem do niego, ja klnąc, że pozwala dziecku pracować na takim urządzeniu, a mąż tłumacząc się, że to się odbyło bez jego zgody. Tymczasem z palca wisi oderwany paznokieć, krew leci, no masakra! Zahaczył o blachę i taki efekt. Pobiegliśmy szybko do łazienki. Zaczęliśmy przyglądać się ranie i zastanawiać, co tu zrobić. Syn wyrywał się i płakał, nie chciał obmyć tego palca, ani go opatrzyć. Zresztą w górę sterczał naderwany paznokieć, który już sam w sobie nie był przyjemnym widokiem.

Trzeba jechać na pogotowie i ściągnąć ten paznokieć – stwierdził mój mąż pochylając się nad ręką syna.
– Nieeeeee!!!!! – wykrzyknął syn i nic dziwnego, też bym tak zareagowała na taką wiadomość. Już wystarczająco bolał go palec, a tu jeszcze mowa o ściąganiu paznokcia. Postanowiłam go trochę uspokoić, piorunując wzrokiem mojego męża. 
– Synku, posłuchaj, nie płacz, nic takiego się na szczęście nie stało! Uszkodziłeś sobie paznokieć, który się oderwał i trzeba go tylko odciąć! – próbowałam załagodzić sytuację. Na to odzywa się Mistrz Delikatności:
– Paznokieć i kawałek mięsa! 

 

Tata ogarnia ubieranie dzieci


Poranek, szykuję śniadanie i słyszę, że Mały się obudził. Poprosiłam męża, żeby przebrał dziecko, bo chodzi w piżamie. W końcu jest niedziela, jemy na zewnątrz, to bez sensu, żeby biegał w piżamie.
No więc przebrał. Mały przybiegł ubrany w komplecik: kolorową koszulkę i śliczne spodenki w krateczkę. Ale minę miał jakąś dziwną.
Bo to też była piżama.

 

Tata próbuje dogadać się z dwulatkiem


Taki maluch, jakim jest dwulatek, posługuje się czasem różnymi słówkami, które nie dla każdego są zrozumiałe. Ja, będąc z Małym częściej niż mąż, umiałam go zrozumieć. Choć i mnie zdarzały się wpadki. Tym razem jednak mowa o tacie…

Któregoś dnia, a była to zima, mąż szykował się rano do wyjścia i odwiezienia dzieci do szkoły i przedszkola. Malutek jak zwykle usiadł na schodach, gdzie zwykle się ubiera. Tata go ubrał, wziął za rękę i kierował się do wyjścia, kiedy…

– Tata, kuty! 
– Co? Jakie kuty? – zdezorientowany ojciec przystanął na chwilę. Coś widać zapomniał. Niestety, nie wiedział, co to są “kuty”, więc stanął bezradny. Obejrzał Małego z grubsza i postanowił wyjść mimo protestów dziecka.
– Kuuty!!! Tata, kuuuuty! – Mały cały czas płaczliwym głosem próbował zwrócić uwagę taty, że coś jest nie tak.
– Jakie kuty? Co to są kuty? – bezskutecznie próbował się dowiedzieć tata.
– Kuuuty! – Mały w kółko to samo.

Ojciec, nie mogąc się dogadać z synem, wyszedł więc z domu, ciągnąc, powtarzającego w kółko “kuty”, Małego do samochodu.

Wkrótce tata już wiedział, co to są “kuty”. 

Kiedy zapinał Małego w foteliku, okazało się, że zakręcony ojciec zapomniał założyć synowi buty. Dziecko wyszło zimą z domu i przeszło kilka metrów do samochodu w samych skarpetkach, chlipiąc “kuty”, “kuty”! Bo “kuty” to “buty”, no a bez butów się przecież nie wychodzi na zewnątrz w środku zimy! 

 

Tata daje radę mimo wszystko


Wpadki zdarzają się każdemu, nawet mnie, mimo że z dziećmi jestem dzień w dzień. Tym bardziej, myślę, że jest ciężko być z dala od rodziny i dawać radę to wszystko jakoś ogarnąć. Wiem, że dla mojego męża jest to temat ciężki, ale dzięki niemu mamy w miarę spokojne życie, a moje dzieci tatę, na którego mogą zawsze liczyć. No, z wyjątkiem podawania leków 🙂

 


Podzielcie się historiami o Waszych mężach! Jakimi są ojcami? Czy dają radę z dziećmi? Czy Wam pomagają? Piszcie w komentarzach!