7 argumentów za tym, żeby mieć trzecie dziecko

7 argumentów za tym, żeby mieć trzecie dziecko

Trzecie dziecko to trudny wybór. Nigdy, jak z każdym zresztą dzieckiem, nie jest na nie dobry moment. Poza tym to trzecie, a norma już wyrobiona, standardowe 2+2 – czego więc chcieć więcej? Kto normalny bierze sobie na głowę taki ciężar? Kto dobrowolnie zrezygnuje z przyjemności i wygody? Ja też miałam z tym problem i choć chciałam mieć troje dzieci, nie planowałam ponownie zajść w ciążę. Tym czasem los sam zdecydował i przyszło mi stawić czoła nowej rzeczywistości, która jednak dała mi dużo pozytywów i radości.

Po drugim dziecku lekko się wyleczyłam z ochoty na trójkę. Średni syn dał mi w kość, delikatnie mówiąc, no i był drugim małym dzieckiem, z którym musiałam dać sobie radę. Można pomyśleć, że kiedy urodził się najmłodszy, to dopiero miałam robotę. Ale, o ironio, z trzecim dzieckiem mniej się namęczyłam niż z drugim. Zaskoczyłam was? Tak właśnie było!

Drugi syn urodził się, kiedy pierwszy miał 2,5 roku. Miałam więc w domu dwoje malutkich dzieci. I choć wydawało mi się, że starszy syn w porównaniu z młodszym, który był niemowlakiem, jest duży i samodzielny, on też potrzebował mojego zainteresowania, pomocy i obecności po prostu. Byłam w domu sama z dwójką malutkich dzieci i padałam ze zmęczenia, trudno było mi się zorganizować i brakowało mi drugiej osoby do pomocy. Pamiętam, że jedną ręką trzymałam na ręku becik z maluszkiem, a drugą wyciągałam starszego syna z wanny. Że próbowałam uśpić małego, a drugi budził go wołając mnie, żeby mu bajeczkę przeczytać. Codziennie do przedszkola leciałam z jednym i drugim, dźwigając nosidełko z coraz cięższym dzieckiem. Byłam urobiona po pachy i szybko uciekłam do pracy, żeby trochę odpocząć.

Z trzecim było naprawdę o wiele łatwiej. Pomiędzy nim a starszymi synami jest różnica wieku 5 i 8 lat, więc starsi byli już w miarę samodzielni. Sytuacja wyglądała tak, że miałam dwójkę starszych dzieci i JEDNO małe (przeczytaj też: “Kiedy najlepiej urodzić trzecie dziecko?”). Więc takie macierzyństwo było łatwiejsze niż gdybym wszystkie dzieci miała w krótkich odstępach czasu. Poza tym ta moje trzecie dziecko pojawiło się w dobrym momencie mojego życia. Choć pożegnałam się ze względną wolnością i wygodą, to jednak w sumie przyniosła mi dużo radosnych chwil i zmian na lepsze.

 

  1. Przerwa w pracy 


    Kiedy zaszłam w trzecią w ciążę, w pracy przeżywałam akurat wypalenie zawodowe. Pracowałam w tej firmie już 13 lat i od tego, co robiłam na początku mojej pracy, do momentu zajścia w ciążę dzieliły mnie lata świetlne. Z fajnej, ambitnej pracy, moje obowiązki coraz bardziej były niższe od kwalifikacji i doświadczenia, przez co czułam, że nie realizuję się i nie rozwijam. Jednak nie szukałam nowej pracy, bo bałam się, że nie znajdę drugiej, w której będę miała tak fajną atmosferę i zarobki. I w tym właśnie momencie zaszłam w ciążę! W zaskoczeniu i frustracji spowodowanej nowym stanem, odnalazłam jednak duży pozytyw. Mogłam trochę odsapnąć od roboty, nabrać wiatru w żagle, zająć się czymś innym. Marzyłam o tym i nareszcie mogłam to zrobić. Założyłam bloga, jeszcze w ciąży skończyłam szkołę, która dała mi nowe kwalifikacje, nauczyłam się nowych rzeczy, dzięki którym mogłam znaleźć pracę inną i mniej uciążliwą niż ta, którą miałam do tej pory.
  2. Macierzyństwo na nowo


    Choć byłam mamą od 7 lat, zapomniałam już jak to jest mieć takiego maluszka w domu. Pamiętałam tylko, że najfajniejsze są dzieci w wieku 2-3 lat, ale moje już przecież były dużo starsze! Teraz miałam okazję znowu to przeżyć. Poczuć pierwsze ruchy dziecka, zobaczyć na USG jak wygląda, kupować te małe, słodkie ciuszki i w końcu poczuć zapach malutkiego dziecka. To wszystko uleciało mi z pamięci jak amfora. Zajęta dziećmi i szczęśliwa, że są już coraz większe i samodzielne, z przyjemnością wyrzucałam kolejne dowody przebywania w domu maluchów: przewijak, nocnik, pieluchy. Nie pielęgnowałam wspomnień, nie chowałam pierwszych ciuszków, chciałam od razu mieć duże, samoobsługowe dzieci, wokół których nie będę już musiała biegać jak elektron. Po tak długim czasie trzecie dziecko było dla mnie czymś znowu nowym i ponownie odkrytym.
  3. Doświadczenie


    Mając za sobą doświadczenie z wychowaniem dwóch synów, trzecie dziecko to był już taśmociąg. Wiedza, którą posiadłam przez tyle lat, bardzo ułatwiła mi kolejne macierzyństwo. Już nie drżałam ze strachu, kiedy mały miał gorączkę. Już nie leciałam do pediatry z byle katarkiem (chyba, że był żółty, to po kropelki z antybiotykiem). Trzeci syn od małego spał sam w swoim pokoiku, sam też zasypiał, co było prawdziwym wybawieniem. Mając za sobą dwa nieudane podejścia do samodzielnego zasypiania, w końcu mi się udało. Ale to już było i doświadczenie, i determinacja, bo wiedziałam, że będę miała ciężko, jeśli znowu mi się nie uda. Poza tym mój kręgosłup chyba by nie podołał bujania na rękach kolejnego dziecka. Tak, doświadczenie to świetna rzecz, te know – how, którego brakuje młodej matce, przez co często jest zagubiona i sfrustrowana, to rzecz nieoceniona. 
  4. Dojrzałość


    Macierzyństwo zmienia dziewczynę w kobietę. Tak bym w skrócie to ujęła. Matka to już inny poziom wtajemniczenia, matka ma nadprzyrodzoną siłę, matka nie śpi i żyje, matka walczy jak lwica o swoje małe. Matka trójki dzieci to już heroina, power-matka. Nie zrozumiałabym tego nigdy nie mając dzieci. Przy dwójce zaprawiłam się w bojach, nauczyłam ogarniać rzeczywistość. Logistyka to było moje drugie imię. Kiedy pojawiło się trzecie dziecko, okazało się, że jednak można więcej, dłużej, mocniej. A ponadto czas nauczył mnie dystansu, większego spokoju, zrozumienia maluszka i cierpliwości do jego powolnych, niezdarnych ruchów, do rozszyfrowania pierwszych słówek. Dziecko mnie nie przerażało i nie trzęsłam się nad nim jak nad pierwszym. Umiałam poradzić sobie z jego różnymi stanami i etapami rozwoju, nie popadając w skrajne emocje. Moje i jego. Miałam podejście. Poćwiczyłam na dwóch starszych.
  5. Benefity na trzecie dziecko


    Tak naprawdę najwięcej skorzystałam właśnie przy trzecim dziecku. Nareszcie zupełnie bezkarnie mogłam pobyć na płatnym urlopie macierzyńskim przez cały rok. Odstawić dziecko niani już dużo większe niż półroczne (choć nadal małe). Do tego becikowe, Karta Dużej Rodziny, a teraz jeszcze 500+, które wygląda lepiej na koncie przy trójce niż przy dwójce dzieci. Od czasu kiedy urodziłam  najstarszego potaniały przedszkola i są łatwiej dostępne. Zmienił się nasz status, jesteśmy rodziną wielodzietną, a to oznacza, że mamy zniżki, z których co prawda rzadko korzystamy, ale fajnie, że są.  
  6. Pomoc dzieci


    Na razie pomagają mi starsi chłopcy i często ich proszę o różne przysługi przy zakupach, sprzątaniu, koszeniu trawy czy jakichś typowo męskich sprawach. Cieszę się, kiedy wiedzą więcej ode mnie i mnie wyręczają, a ja oszczędzam czas i mam głowę wolną od wiedzy, bez której mogę się obejść. Czekam na ten moment, kiedy chłopcy pojadą wymienić opony, umyć samochód czy zrobić przegląd techniczny. Żałuję, że w tym męskim towarzystwie nie ma choć jednej dziewczynki, która by gotowała ze mną i składała skarpetki. No ale cóż, i tak nie jest źle. Myśl, że jest ich trzech, uspokaja mnie. Oznacza to, że, mam taką nadzieję, zawsze któryś będzie pod ręką. Nie tylko do pomocy, ale również dla towarzystwa i samej chęci przebywania z własnym dzieckiem. Pewnie ten najmłodszy będzie nam towarzyszył najdłużej, kiedy starsi wyfruną do własnych gniazd, bo tak to zwykle bywa z najmłodszymi.
  7. Starsi bracia


    Starsi chłopcy opiekują się najmłodszym, uczą się odpowiedzialności i empatii. Ale nie ma co się łudzić, przekazują również wiedzę tajemną (przeczytaj też: “Najmłodszy w rodzinie – czego nauczył się od starszych braci?”). Co zrobić, żeby długo beknąć, jak się pluje, ja złapać bąka do słoika – te i inne rzeczy najmłodszy nauczy się dużo wcześniej niż jego bracia. Najmłodszy również szybciej pozna kanony kina dziecięcego, zaczynając nie od Teletubisi, ale raczej od Pingwinów. Lego? Jasne, że małe klocki, z dużych, co najwyżej, starszy brat pokaże jak zrobić super świetny pistolet. Odzywki, tekściki i epitety też staną się powszechnie znane najmłodszemu. Jednak przy tym wszystkim Mały najwięcej korzysta. Zawsze ma towarzystwo jednego lub drugiego brata, którzy traktują go trochę jak maskotkę, będąc dla niego przewodnikami i towarzyszami zabaw, a także zwykłym oparciem. Kto, jak nie starszy brat, najlepiej przeczyta bajeczkę, choćby dukał zdanie po zdaniu bez żadnej intonacji? Z kim są najlepsze wygłupy i przerzucanie poduchami? Z braćmi oczywiście! Fajnie jest tak patrzyć na nich, kiedy są takimi prawdziwymi braćmi, służącymi pomocą i radą, a nie wiecznie drącymi koty, jak dwaj starsi, z którymi czasami ciężko wytrzymać. Przy Malutku zamieniają się w anioły, mówią innymi słowami i innym głosem niż do siebie, przytulają go i całują. Gdyby byli tylko dwaj, w domu byłyby tylko kłótnie, wyzwiska i trzaskanie drzwiami, wieczna rywalizacja. A tak miewam też obrazy pięknej braterskiej miłości, które dla mnie jako matki, są spełnieniem macierzyństwa.

Tak, trzecie dziecko to nie przelewki. Każde potrzebuje uwagi innej na innym etapie rozwoju, a przy trójce nie jest łatwo równo każdemu dać tyle, ile by się chciało. Kiedy najstarszy zaczął czwartą klasę i potrzebował wsparcia, ciężko mi było mu je dać, kiedy miałam malutkie dziecko, wiszące u nogi i akurat w porze odrabiania lekcji marudzące ze zmęczenia. W tym całym chaosie tracił średni, zostawiony sam sobie, na którego już w ogóle nie miałam ani siły, ani czasu. 

Najmłodszy ma teraz 3 lata i jest przedszkolakiem. Najgorszy etap mamy za sobą, a Mały jest coraz bardziej samodzielny, co mnie cieszy, bo mniej się wokół niego nabiegam, a zaoszczędzony czas mogę przeznaczyć na pracę lub pomoc starszym synom. Jako matka jestem spełniona – mam ich trzech, tak jak chciałam i choć umordowałam się po pachy, to jednak waga tych plusów jest większa niż minusów i mogę powiedzieć, że warto było. Mam jednak teraz wielkie wyzwanie i nie lada zadanie: wychować ich na fajnych facetów i na porządnych ludzi.

Mam nadzieję, że mi się to uda.

Wpis powstał we współpracy z portalem Kobiece Porady