Wyciąganie ocen na czerwony pasek – warto czy nie?

0 7

Traktorki dla dzieci, zabawki rolnicze. Traktorki Rolly Toys. Brykacze.pl - sklep z zabawkami.

Końcówka roku szkolnego przebiegła u nas pod hasłem wyciąganie ocen na pasek. Średni syn, który takowe wyróżnienie chciał dostać i miał je w zasięgu ręki, postanowił powalczyć o oceny. A że sprawa rozbiła się o plastykę i technikę, pomyślałam, że rzecz jest warta świeczki. Nie myślałam jednak, że będzie to dramat w trzech aktach sięgający niemal boskiej interwencji i przyprawiający mnie sercowy rollercoster.

Wyciąganie ocen na czerwony pasek

Przez internet przelała się z końcem roku szkolnego fala krytyki w stosunku do mam, które zbyt naciskają swoje dzieci na świadectwo z czerwonym paskiem. Jeśli są to głównie ambicje mamy, to zgadzam się, bez sensu męczyć dziecko, które czasem nie jest w stanie podołać tej presji albo robi to ponad siły. Natomiast jeśli nasz uczeń jest na granicy otrzymania wyróżnienia i jeśli mu na tym zależy, to czemu nie?

Z takim podejściem postanowiłam przeanalizować wszystkie możliwości i gdyby była taka szansa, ostro zdopingować młodego, żeby spróbował poprawić oceny i zdobyć ten wymarzony pasek. Jednak nic na siłę. Gdyby mu się nie udało, to trudno. Nie będzie z tego powodu ani gorszy, ani szczęśliwszy, ani nie straci żadnej ekstra nagrody, bo ja za oceny nagród nie przyznaję.

Gapiąc się ma rząd ocen w Librusie, szybko wyłapałam słabe punkty mojego syna. Żeby osiągnąć odpowiednią średnią na pasek, mógł mieć tylko dwie czwórki, a wychodziły mu cztery. W tym dwie: z plastyki i techniki. Porozmawialiśmy na ten temat i postanowiliśmy powalczyć. Trzeba było donieść dwie prace i poprawić sprawdzian na piątkę. Byłam dobrej myśli i postanowiłam napisać do nauczycieli, czy aby jest w ogóle taka możliwość.

Z moim nadmiernym zaangażowaniem nie zgodził się mój mąż:
– Wiesz co, a zostaw to. Mógł pracować na te oceny cały rok.
– Właśnie nie zostawię – stanęłam w kontrze. – Myślę, że powinniśmy mu pokazać, że nie powinien tak łatwo składać broni, że czasem o swoje trzeba powalczyć, że z ludźmi można negocjować i się dogadać. Potem w pracy będzie chciał dostać awans albo podwyżkę i nie przyjdzie mu nawet do głowy, że trzeba wyjść czasem przed szereg.

No tak sobie pomyślałam na chłopski rozum. Nie błagałam w końcu nauczycieli o jakieś wyjątkowe przymknięcie oka, nie przekupowałam prezentami, nie próbowałam wymusić na synu, żeby poprawił trójkę na piątkę. Po prostu, pasek był naprawdę blisko, w zasięgu ręki.

Nie myślałam jednak, że osiągnięcie celu będzie prawdziwym dramatem w trzech aktach.

Akt 1. Mamo, w tym roku nie dostanę świadectwa z czerwonym paskiem

Pierwsze przeliczenie ocen nie dawało złudzeń. Jak byk, cztery czwórki. Do tego do napisania dwie zaległe kartkówki, projekt z biologii i praca na technikę. Po strajku nauczyciele mieli sporo do nadrobienia, więc wpadały kolejne kartkówki z różnych przedmiotów. Poprzesuwały się też terminy poprawek i wszystko skumulowało w jednym terminie. Po głębszej analizie sytuacji okazało się, że dwa przedmioty możliwe do podciągnięcia to plastyka i technika.
– Słuchaj, idź do pana z techniki i się dowiedz, czy możesz poprawić sprawdzian, i do pani z plastyki, czy możesz donieść zaległe prace – poradziłam synowi.
– No dobra, zapytam.
– Zobaczysz, dasz radę – pocieszyłam go na odchodne.
Łatwo nie będzie, bo się sporo nazbierało, ale wiem, że pasek doda skrzydeł mojemu dziecku.
– Mamo – powiedział mi – najfajniejsze było w dostaniu świadectwa z czerwonym paskiem, jak mnie pani dyrektor wywołała na apelu przy całej szkole i dała to świadectwo… No i babcia się popłakała, wszyscy gratulowali… – wspominał z zadowoleniem ubiegłoroczne przeżycia.
– To chciałbyś jeszcze raz dostać pasek? – raczej stwierdziłam niż zapytałam.
– No, chciałbym… – rozmarzył się.
– Jak się postarasz, to masz duże szanse, że się uda!
– Będzie chyba trudno, ale spróbuję! – stwierdził na koniec.
– No cóż, na oceny trzeba pracować cały rok – nie omieszkałam mu przypomnieć.

Na drugi dzień okazało się, że pan jest tylko raz w tygodniu, a pani chora. No nic, trzeba dziecku pomóc. Napisałam maile. Odpisał pan od techniki, że oczywiście, nie ma problemu. A pani z plastyki powiedziała na kolejnej lekcji, że pały za brak pracy nie poprawi, ale ma przynieść dwa rysunki, których nie oddał, i się zobaczy.

Po paru dniach nauki, zaliczania i poprawiania z techniki udało się wyciągnąć na 5, ale z plastyki poszło słabo. Obie prace zostały ocenione na 4. 
– No to po ptakach? – zapytałam.
– Jeszcze nie, pani powiedziała, żebym przygotował pracę na konkurs. Temat: “Jak spędzam wolny czas?”. Technika dowolna. Za prace na konkurs zawsze dostaje się piątki i szóstki. Ja muszę dostać szóstkę!
– Masz już jakąś koncepcję na tę pracę? Musisz się trochę postarać na tą szóstkę… – stwierdziłam ostrożnie, bo już sobie wyobraziłam, co trzeba będzie kupić.
– Tak! – odpowiedział rozentuzjazmowany. – Pomyślałem, że użyję styropian jako podkładkę i przygotuję taki projekt 3D, że w wolnym czasie jeżdżę na rowerze.
– Aha, super pomysł!
– No i będziemy musieli kupić farby, bibułę i klej.
– No dobrze… W takim razie jutro pojedziemy do sklepu.

Gdy już byliśmy w trakcie wykonywania projektu, znienacka pani od historii zrobiła kartkówkę, a od angielskiego wstawiła trzeci minus za brak wykonania zadań z Instalingu (quiz ze słówek w internecie).

Akt 2. Mamo, ja jednak nie dostanę świadectwa z czerwonym paskiem

Z kartkówki z historii wpadła czwórka i w tej sytuacji nie dało się wyjść na piątkę. A trzeci minus z angielskiego dał pałę.
– No to umarł w butach, pani ci nie wstawi piątki, kiedy masz taką ocenę. – stwierdziłam zrezygnowana. Zawsze najbardziej wkurza mnie, jak chłopaki łapią pały za brak takich drobnych rzeczy jak Instaling, brak zeszytu czy przyborów na plastykę.
– Nie, jeszcze mi dała szansę. Muszę napisać kartkówkę ze słówek na piątkę. Umiem, uda się!
No nic, w takim razie walczymy dalej. Wiem, że słabo to wygląda, ale dalej trzymam kciuki. Mam wrażenie, że projekt mojego dziecka pod tytułem “Świadectwo z czerwonym paskiem” trzyma się na cieniutkich niteczkach i wkrótce spadnie z hukiem na ziemię.
– No dobra, z angielskiego podciągniesz, a co z historią?
– Już nic, klapa, będzie czwórka, ale ksiądz powiedział, że mogę zdawać na szóstkę! 
– Aha, na szóstkę, powiadasz? Ale ty nie masz żadnej szóstki!
– Ale ksiądz wystawia szóstkę jak jest minimum średnia z ocen 5,1.
– Tak? – zrobiłam wielkie oczy. – Jesteś pewien?
– Tak, na pewno! Idę się uczyć.
Tą religią to mnie zabił, przyznam szczerze, bo już złapał się tego przedmiotu jak tonący brzytwy. Ale niech walczy, zobaczymy.

Na drugi dzień moje dziecko przyszło wniebowzięte. Nie wiem, czy to z powodu zwiększonej bliskości z Bogiem, czy sprawa dobrej oceny. Udało się zaliczyć religię na szóstkę, więc przy jednej szóstce i trzech czwórkach dało się jakoś wyciągnąć odpowiednią średnią. No tak, ale nadal ciągnęła się sprawa z plastyką. Nie wiedzieliśmy, jak pani oceni projekt mojego syna, choć napracował się sporo i wyszło mu to wszystko super. To był ostatni krok do celu.

A nie! Ksiądz na koniec zrobił dodatkową kartkówkę!

Akt 3. Mamo, ja już na pewno nie dostanę świadectwa z czerwonym paskiem!

Jak już witaliśmy się z gąską i czekaliśmy tylko na ocenę z plastyki, ksiądz zaskoczył wszystkich kartkówką. Mój syn znał odpowiedzi na wszystkie pytania, ale jedno jednak napisał źle. Machnęłabym ręką, gdyby napisał tak z niewiedzy, ale to było zwykłe nieporozumienie.

Pytanie brzmiało: Podaj imię syna Zachariasza i Elżbiety. Chodziło o Jana Chrzciciela, więc mój syn napisał “Jan” – miał przecież podać imię. Chrzciciel uznał za nazwisko, jak zresztą kilkoro jeszcze innych dzieci. Ksiądz się upierał, że tak nie może być i… wpadła czwórka.

No nie! Już miałam dość tej huśtawki emocjonalnej, bo przez ostatnie dwa tygodnie czułam się jak na rollercosterze z tymi ocenami. Raz wielka radość, a raz zrezygnowanie. Trzymałam mocno kciuki i wspierałam moje dziecko ile sił, ale ta wiadomość już mnie zabiła. Widziałam łzy w oczach syna i cały jego wysiłek, który, można powiedzieć, poszedł na marne.

I gdy już uznaliśmy, że chyba nic się nie da zrobić, zdarzył się cud.

Epilog

Jakimś dziwnym trafem ksiądz postanowił nie wstawiać oceny z kartkówki na drugi semestr. Być może uznał swój błąd w źle sprecyzowanym pytaniu, a może ręka boska go tknęła, duch święty natchnął, fakt, że czwórka znalazła się nagle wśród ocen z pierwszego semestru!

Jest tu jednak sprawiedliwość boska – pomyślałam. Jakoś niefajnie by było, gdyby taki głupi błąd przekreślił szanse na wyróżnienie.

Na koniec jeszcze ucieszyła nas piątka z plastyki, bo praca 3D syna bardzo się pani spodobała i znalazła się nawet na szkolnej wystawie.

Tak więc koniec z końców, po trudach i znojach, po boskiej interwencji i stworzeniu konstrukcji przestrzennej na miarę szkolnej wystawy, udało się w końcu zdobyć czerwony pasek!

Podsumowanie

Nie wiem, co powiecie o tym naszym wyciąganiu ocen, ale uważam, że warto było zobaczyć, jak dziecko się cieszy. Może jest tu też wątek psychologiczny. Syn poczuł się ważny, mocny, pewniejszy siebie. Będąc średnim dzieckiem, pomiędzy braćmi, którzy kumulują na sobie najwięcej naszej uwagi ze względu na wiek i problemy z nauką, mógł się poczuć trochę niedoceniany. Choć staram się jak mogę traktować ich na równi, siłą rzeczy jest to trudne do wykonania. Zwykle uwaga rodziców kumuluje się na najstarszym dziecku, bo to na nim szlifują swoje wychowawcze umiejętności i ambicje. U nas były to dodatkowo problemy z nauką, ósma klasa, egzamin i rekrutacja podwójnego rocznika. Z kolei najmłodszy potrzebował pomocy w zwykłych, codziennych czynnościach i wsparcia w rozwoju podstawowych umiejętności, z którymi trochę gorzej sobie radzi niż dzieci w jego wieku. Moja uwaga była skoncentrowana najmniej na średnim synu, a że doskonale sam sobie radził, nie musiałam nim się specjalnie zajmować. Swoimi sukcesami, walką o oceny skradł trochę moją uwagę, zaangażował mnie w swoje sprawy. Myślę, że może sobie do końca nie zdawał z tego sprawy, ale to, że przez chwilę był ważniejszy ze swoimi lekcjami niż starszy i młodszy brat, że dyskutowaliśmy tylko o nim i jego problemy były na piedestale, sprawiło, że oprócz radości z sukcesu, poczuł się naprawdę wyróżniony, ważny, w centrum uwagi.

I chociaż dlatego było warto!

Może ci się również spodobać

Zostaw odpowiedź

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.